1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Chata Jagi Hupało, kreatorki i stylistki fryzur

Chata Jagi Hupało, kreatorki i stylistki fryzur

Jaga Hupało, kreatorka i stylistka fryzur, spędza w leśniczówce każdą wolną chwilę. (Fot. Łukasz Gawroński)
Stara leśniczówka w Górach Bardzkich na Dolnym Śląsku to miejsce, które na życie wybrała niezwykła kreatorka wizerunku i artystka Jaga Hupało. Przed miejskim zgiełkiem skrywa się w samym środku gęstego lasu, magicznego i pełnego tajemnic – jak ona.

To miejsce samo mnie znalazło – śmieje się Jaga. – Jest dowodem na istnienie magicznych stron życia, na to, że dzieciństwo, korzenie i pierwotne myśli przekładają się na sprawczość w dorosłości. Odkąd pamiętam, gdy tylko mogłam się samodzielnie oddalać od domu, moje nogi prowadziły mnie w tę stronę. Znałam las, który jest pomiędzy moim rodzinnym domem a tą starą leśniczówką. Pamiętam, jak marzyłam, żeby w nim mieszkać. Wszystko wydawało mi się takie nierealne, bajkowe. Byłam przekonana, że gdy dorosnę, będę prowadzić żywot eremity, który odżywia się roślinami i rozmyśla nad sensem życia. Przeważyła jednak druga strona mojej osobowości – potrzeba bycia blisko ludzi, tworzenia razem z nimi czegoś wyjątkowego.

Wielki poniemiecki budynek z czerwonej cegły z 1870 roku Jaga znała dobrze z dzieciństwa, choć nigdy w nim nie była.(Fot. Łukasz Gawroński)

Historia pewnej sukienki

To było cztery lata temu. – Jechałam na urodziny mamy. Zatrzymałam się, żeby przebrać się w sukienkę w kolorze japońskiej jesieni, bardziej adekwatną do uroczystości, bo zwykle chodzę ubrana na czarno – wspomina. Ma nawet zdjęcie z tego dnia. Rok później, przejeżdżając obok leśniczówki, zobaczyła tablicę z napisem „Na sprzedaż”. – Postanowiliśmy zrobić wszystko, żeby nie trafiła w inne ręce, czyli takie, które zrobią z niej komercyjny użytek, niszcząc prastary las i ciszę wokół. Na samą myśl o tym, że mój ukochany zakątek zmieni się w coś nowoczesnego, cierpła mi skóra. I tak staliśmy się właścicielami leśniczówki – opowiada.

Wszystko jest tu stare: budynki, drogi, drzewa. To daje poczucie trwania, ciągłości życia i wewnętrznego sensu. Uczy pokory wobec natury i świata. – Dotąd pracowałam nożyczkami, nauczyły mnie, że jednym szybkim ruchem można zmienić wszystko – mówi Jaga. – Tu nauczyłam się, że niektóre sprawy wymagają czasu.

Pod jedną ze ścian na górze stoi biurko-pracownia, a na nim główka, na której Jaga i Antonia robią peruki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Najpierw przywiozła córki. Był zimny grudzień. Chciała wiedzieć, czy nie przestraszą ich ogrom budynku, ciemne wnętrza, las wokół. Były zachwycone, choć ich oczom ukazały się mroczne korytarze i odpadające tynki. Ale zobaczyły potencjał tego miejsca i nieziemską energię, jaka z niego biła. I mimo że warunki długo pozostawały spartańskie, to właśnie w leśniczówce Jaga zrobiła Wielkanoc dla całej rodziny. – Właściwie do dziś dom nie jest do końca odrestaurowany – przyznaje. To proces, który wciąż trwa.

– Pamiętam sen sprzed lat: zbudowałam w nim strzelisty, gotycki ołtarz, cały z korkowego drzewa w ciemnym odcieniu jak kościoły na Dolnym Śląsku – opowiada Jaga. – Długo zastanawiałam się, co ten sen oznacza. Może jakąś zmianę? Może pojadę do Paryża lub Nowego Jorku jako kreatorka, entuzjastka futuryzmu i minimalizmu? Nie mogłam długo tego snu zrozumieć. A że dom trzeba było doprowadzić do stanu bezpiecznego dla zdrowia, przyjechała do nas specjalistka od odgrzybiania z Włoch. Rozejrzała się po wnętrzu i powiedziała: „Mamy nowość z korka z Sardynii, trzeba tym korkiem pokryć cały dom”. Oniemiałam! Poczułam, że ten dom jest mi przeznaczony. Nie lubię robić niczego na przekór losowi. Szukam więc znaków. I tu były: zgoda dzieci, sen, który się spełnił. Wiedziałam, że to moje miejsce, którym muszę się zaopiekować, a ono zaopiekuje się mną.

W Starym Młynie przy drodze artystka kupiła piękne XIX-wieczne łóżka – dzięki nim dom nabrał duszy. Tu jedno z nich w sypialni artystki. (Fot. Łukasz Gawroński)

Pod opieką świętego Franciszka

Dom ma trzy wejścia, na trzy strony świata. Kiedy wchodzimy wejściem głównym od wschodu, na przestrzał są wielkie tarasowe drzwi, przez które widać las, jakby wchodził do środka. Taras powstał przy współpracy z krakowskimi i lokalnymi artystami i rzemieślnikami. W progu, przed wejściem, wita gości Święty Franciszek – rzeźba miejscowego rzeźbiarza, którą wykonał ze starego pnia ocalonego z powodzi. Na prośbę Jagi dorobił Franciszkowi drewniane ptaszki i daszek, który chroni świętego przed deszczem i śniegiem. – Jest patronem naszej ostoi – mówi Jaga. Może dlatego pod dom przychodzą stale zwierzęta: sarny, jelenie, muflony, dziki, salamandry, a ostatnio nawet czarny bocian. W domu mieszka popielica, a w ogrodzie gniazduje niemało ptaków (na przykład puszczyków) i rezyduje mnóstwo owadów, w tym świetliki, dzikie pszczoły, ważki, kolorowe motyle.
Przed wejściem goście są zobowiązani do symbolicznego obmycia dłoni. Niezwykły kran wychodzący ze ściany z surową betonową umywalką przyciąga wzrok. – Taki kranik z zimną wodą był w moim rodzinnym domu. Można było się jej napić, umyć ręce – wspomina Jaga.

Nad kranem wiszą suszone zioła – można ich użyć zamiast mydła. (Fot. Łukasz Gawroński)

Po lewej stronie wejście do Pokoju Korzennego – to największy pokój na parterze, z czterema oknami i kominkiem ozdobionym ceramiką w motywy roślinne. Głównym punktem jest stół korzenny. Wystroju dopełniają meble ze starej Europy w kolorze ze snu, czyli korkowego ołtarza. W tym pokoju odbywają się spotkania i koncerty oraz degustacje ziół.

Następny, z ogromnym łożem z baldachimem, to pokój do medytacji. Pod oknem wisi kimono z włókien pokrzywy, uszyte przez starszą córkę Anię, a ozdobione złotą grafiką w dinozaury, którą stworzyła młodsza, Antonia – jako symbol przemijania i tego, czego już nie ma.

Pokój medytacyjny. Na ścianie kimono z włókien pokrzywy, ozdobione złotą grafiką w dinozaury.(Fot. Łukasz Gawroński)

Sercem domu jest kuchnia, w której przygotowuje się i je posiłki, ale też tworzy. Antonia lubi malować i rzeźbić przy kuchennym stole. Stojąca w kącie, opalana drzewem kuchnia ogrzewa pomieszczenie i służy do gotowania. Na półkach stoją słoje z lipowym miodem. – To tegoroczny zbiór – mówi z dumą Jaga. – Za stodołą mam ule. Postawili je moja siostrzenica Sylwia z mężem Łukaszem i to oni opiekują się pszczołami. Uważam, że jeżeli wyginą pszczoły, zniknie na Ziemi życie. Te wszystkie słoje z tegorocznego zbioru są z jednej tylko lipy. Teraz pszczoły zbierają miód spadziowy.

Opalana drzewem kuchnia ogrzewa pomieszczenie i służy do gotowania. Tylko tak przygotowane jedzenie jest zdrowe, ma pełny smak i zapach. (Fot. Łukasz Gawroński)

W kuchni Jaga ma też swoje ziołowe laboratorium: suszarki do suszenia ziół, moździerze do ucierania. Mała manufaktura. Robi w nim maceraty i płukanki do włosów. – Opracowałam rytuały pielęgnacji włosów starodawnym sposobem. Stosowała go jeszcze moja babcia, która miała zdrowe, błyszczące włosy. Tajemnicę przekazała mojej mamie i ciociom, a one mnie. Stworzyłam w ten sposób linię kosmetyków do pielęgnacji włosów ArtiShoq, które są dostępne w przystępnej cenie – mówi. – W czasie kryzysu klimatycznego musi nas być stać na oszczędzanie natury.

Zapach snów

Najczęściej używane jest wejście boczne. W wąskim korytarzu stoi elektryczne pianino, na którym grają zaprzyjaźnieni artyści. Dźwięk roznosi się po całym domu i przez otwarte drzwi przechodzi na dwór. Przy schodach symbol wilka, bo tę część domu Jaga nazwała Wilczą Ostoją. – Potok, który płynie u podnóża, nazywa się Wilcza, tak jak sąsiednia miejscowość. Powyżej, w górach, wilki mają swoją prawdziwą ostoję, czujemy się zintegrowani z tą energią. Dlatego stworzyłam ostoję: dla ludzi, zwierząt i… sztuki – wymienia.
Odrestaurowane schody prowadzą na górę. Gdy pokonamy ostatni stopień, wita nas figurka Madonny z ziołami z pobliskiego sanktuarium w miasteczku Bardo, słynącego z cudów. Dalej niezwykły stół w kształcie fortepianu, zrobiony przez malarkę Hannę Bakułę. Jaga odkupiła go od zaprzyjaźnionego reżysera, który współtworzył projekt „Misterium Antonii”.

Schody na górę – zachowano stare stopnie, a dodano „harfową” balustradę w kolorze okien, drzwi i dachu. (Fot. Łukasz Gawroński)

W jednym z pokoi na piętrze stoi korpus, na którym Ania wykonuje poprawki szytych przez siebie kimon. Naprzeciwko strefa Jagi i jej partnera – jasne pomieszczenie z oknami na całą ścianę i wyjściem na balkon. Jaga uchyla drzwi do łazienki – to nie tylko pokój kąpielowy obok alkowy, lecz także miejsce, w którym artystka w wielkiej wannie robi „eksperymenty z badylami” i płukanki z ziołami. Schody na poddasze zrobił mąż siostrzenicy i zainstalował wspólnie z bratem Jagi, który na co dzień opiekuje się ostoją. Delikatne, z prześwitami prowadzą prosto do uroczego gniazda pod dachem. Skosy nadają wnętrzu przytulny wygląd. Taki zresztą jest cały dom – surowy, ale przytulny.

Pokój kąpielowy i jednocześnie miejsce, w którym Jaga eksperymentuje z płukankami do włosów. Na fotelu śpi psi członek rodziny – Foxi. (Fot. Łukasz Gawroński)

Jest i piwnica, do której schodzi się kamiennymi schodkami. To sanktuarium Jagi, z kryształowym żyrandolem u sufitu. Pełno w nim betonowych figurek królików – Jaga kupiła je jako ozdobę stołu wielkanocnego, dziś pasują do leśniczówki idealnie.

O figurce Madonny z ziołami autorstwa Marthy Mulawy pisała Olga Tokarczuk w opowiadaniu „Bardo. Szopka”. (Fot. Łukasz Gawroński)

W piwnicy wisi też makieta sanktuarium Matki Boskiej w miasteczku Bardo, którą dostała od syna lokalnego rzeźbiarza, chłopca o sercu czystym jak u Świętego Franciszka. Święty jest tu zresztą wzorem dla wszystkich. W końcu zachwycony dziełem Stwórcy oddawał mu cześć, śpiewając „Pieśń słoneczną”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze