1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Instagram – co nam daje, a co odbiera? Wyjaśnia Katarzyna Kucewicz, Psycholog na Insta

Instagram – co nam daje, a co odbiera? Wyjaśnia Katarzyna Kucewicz, Psycholog na Insta

„Jeśli Instagram jest dla nas źródłem olbrzymiej frustracji, zadajmy sobie pytanie: Dlaczego tak bardzo zjada mnie zazdrość?” – mówi Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka. (Fot. archiwum prywatne)
Platforma wymiany informacji, narzędzie kreowania własnego wizerunku, ale też źródło megalomanii. Eksperci przestrzegają, że Instagram „sprzedaje” nierealną rzeczywistość i skłania do porównywania się z innymi. Psycholożka Katarzyna Kucewicz widzi w nim jednak szansę na przepracowanie trudnych emocji.

Psycholog na Insta – tak nazwałaś swoje konto na Instagramie. Dlatego zacznę właśnie od pytania: co psycholog robi na Insta?
Do założenia konta zainspirowały mnie zachodnie psycholożki, które podpatrywałam w sieci. Ich profile były pełne wartościowych treści i miały oddanych, aktywnych odbiorców. Poruszam tu właściwie wszystkie okołopsychologiczne tematy. Dzięki temu trafia on do szerszego grona.

Wrzucasz tu też swoje prywatne zdjęcia. Czy sądzisz, że osoby wykonujące zawody zaufania publicznego, jak nauczyciel, lekarz, prawnik, psycholog właśnie, powinny pokazywać zdjęcia z wakacji, w kostiumie kąpielowym?
W środowisku psychoterapeutów można spotkać się z opinią, że to nie przystoi i nie licuje z powagą zawodu. Uważam jednak, że kontrolowane pokazywanie siebie może mieć bardzo dobre skutki. Dzięki temu pacjent może nas odrobinę poznać; wyczuć, jakie mamy wartości, jacy jesteśmy – jest mu więc łatwiej dokonać wyboru, czy z taką osobą chce, czy nie chce pracować. Bo żeby terapia była skuteczna, pacjent musi czuć się rozumiany, a kiedy czuje, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, wtedy łatwiej jest zbudować przymierze terapeutyczne.

Czym dla ludzi jest Instagram? Bo nie tylko wiedzy tam szukają. Czy to nasze drugie życie? Nasza zapasowa pamięć? Jedna ze znanych osób, po tym, gdy ktoś zhakował jej konto, napisała, że to tak, jakby skradziono jej wszystkie wspomnienia…
Instagram wciąga. Gdy już ktoś wejdzie w ten świat, konto zacznie mu się rozwijać, zacznie przybywać obserwatorów, pochwał, lajków – to łatwo się tym zachłysnąć. W bardzo szybkim czasie staje się on nawykiem. Co z czasem może doprowadzić do uzależnienia. Uzależniają się i twórcy – od ciągłego wrzucania treści, i obserwatorzy – od ustawicznego przeglądania. Instagramowa rzeczywistość jest jak nasz pamiętnik, więc kiedy nagle zostajemy pozbawieni tych wszystkich zapisanych momentów, albumów ze zdjęciami – może nas to naprawdę mocno zestresować.

No i dla niektórych to też praca.
Dostaje się w ramach współpracy książki, gadżety do testowania, ja na przykład dostaję zabawki erotyczne, bo jestem też seksuolożką. Tworzenie dobrego kontentu jest czasochłonne. Wymaga wysiłku, żeby prowadzić profil z prawdziwego zdarzenia i mieć powiedzmy 300 tys. obserwatorów. Ktoś, kto traci konto, nierzadko traci też pracę.

Instagram daje poczucie wpływu na swoje życie, czasem jednak niewspółmiernego do rzeczywistości. Kiedy ktoś rozstaje się z partnerem lub partnerką i usuwa wszystkie wspólne zdjęcia, ma poczucie, jakby wymazywał w ten sposób wspólną przeszłość.
Wyrzucanie niewygodnych czy bolesnych treści z Instagrama jest bardzo podobne do tego, co robimy w realnym świecie. Bywa, że ekschłopaka czy eksdziewczynę wyrzucamy poza nawias, chociażby mówiąc: „To był idiota”, „To nie miało sensu, bo on był niewykształcony”, „Ona nie czytała książek”. Kiedy obrażamy naszych byłych, dewaluujemy tę relację i umniejszamy też swoje wspomnienia. Wymazujemy w ten sposób wspólną historię. Dużo zdrowsze jest powiedzenie, że był ktoś taki w moim życiu, przeżyłam z nim fajne chwile, ale dziś się rozstajemy, to jest dla mnie bolesne, ale jestem wdzięczna za wspólny czas. Tylko kto porzucony tak powie? Raczej mamy zupełnie inne, mniej życzliwe myśli. Kasowanie zdjęć jest elementem procesu usuwania ze swojego otoczenia rzeczy, z którymi trudno nam się konfrontować, na które patrzenie łamie nam serce. Często po czasie, kiedy rozżalenie mija, przychodzi refleksja, że mogliśmy jednak jakieś fotografie zachować…

A co pozytywnego daje nam Instagram? Jak to widzisz jako psycholożka?
Na pewno twórcom instagramowym o wysokich zasięgach podwyższa samoocenę. Przeprowadzono badania, które pokazywały, że u osób introwertycznych, które są popularne w sieci, obserwuje się spory wzrost poczucia własnej wartości. To dotyczy szczególnie osób młodych i nieśmiałych, często niezauważanych w szkole. Pozytywne jest też to, że to nasza wirtualna kolekcja chwil, która umożliwia przywoływanie wspomnień. Kiedy jesteśmy w dołku psychicznym, możemy zajrzeć na profil i zobaczyć czarno na białym, że to nasze życie nie jest wcale takie złe, że miewa ciekawe i piękne oblicze. Może teraz się czujemy gorzej, ale były momenty, kiedy było nam dobrze i radośnie. I to bardzo pomaga.

Instagram ułatwia ludziom poznanie się, wymianę doświadczeń, inspiruje. Tu naprawdę są wartościowe treści wszelkiej maści: psychologiczne, medyczne, prawne, modowe, które mogą realnie nam pomóc albo czegoś nas nauczyć. Instagram ma też wpływ na kształtowanie gustu czy poczucia estetyki.

A co zabiera? Poza czasem oczywiście.
Instagram zawiera też niestety szereg szkodliwych profili. Dwa lata temu okrzyknięto go najbardziej depresjogenną aplikacją ze względu na konta, które promują nienaturalną, wyidealizowaną urodę i życie w nieprzyzwoitym luksusie. Profile, które są od A do Z doskonałe, dają złudne poczucie, że innym wiedzie się bezproblemowo, tylko nam co chwila świat wali się na głowę. Przyczynił się też bardzo do zaburzeń w postrzeganiu ciała i sylwetki młodych osób. Filtry, które sztucznie upiększają urodę, miały być dobrą zabawą, a stały się naszą zmorą. Pod wpływem Instagrama ludzie zaczęli patrzeć na siebie dużo bardziej krytycznie. Kiedy porównujemy własną twarz z tą przefiltrowaną – czyli wygładzoną, wykonturowaną, z wyszczuplonym nosem, powiększonymi oczami – to wypadamy blado i mizernie. Kiedy jednak zdejmujemy te filtry, często jest to jeszcze większa katastrofa. Szczególnie dla młodych dziewczyn, które nieustannie porównują się z innymi. Lekarze medycyny estetycznej opowiadają, że dzisiaj ludzie nie chcą wyglądać jak celebryci, tylko jak oni sami, ale w danym instagramowym filtrze.

Kultura selfie, czyli robienia zdjęcia własnej twarzy przy bardzo konkretnym ustawieniu telefonu, wpływa na to, że zaczynamy siebie inaczej postrzegać. Nie podobają nam się zdjęcia, które robi nam ktoś inny. Nie akceptujemy siebie na nich. Mówimy: „ja tak nie wyglądam”.
Ludzie, właśnie przez Instagram, przestają akceptować swoją naturalność. Dziś możemy jednak obserwować też nowy trend – odwrót od sztuczności w stronę #nofilter. Istnieją konta, które zachęcają do akceptacji siebie, dziewczyny pokazują swoje niedoskonałości na twarzy, których nie usuwają, nie zakrywają i nie filtrują. Rozmaite ruchy nawołują do akceptacji siebie, afirmacji tego, że jesteśmy różni i różnie wyglądamy, pojawiają się hasztagi #bodypositive #bodyneutral.

Tylko że nadal koncentrujemy się na wyglądzie… Nawet kiedy pokazujemy się w wersji niedoskonałej, to w dalszym ciągu porównujemy się z innymi. I okazuje się, że nie wyglądamy tak dobrze jak influencerki po wstaniu z łóżka…
To jest kwestia tego, że o #bodypositive i akceptacji siebie bardzo często mówią ci, którzy tak naprawdę nie potrzebują wiele, by dobrze wyglądać. I tak chwała im za to, że pokazują się sauté, chociaż trzeba dodać, że w różny sposób rozumieją naturalność. Dla jednej osoby twarz naturalna to lekko opuchnięta i zaczerwieniona po nocy, a dla innej – lekko pomalowana. Inna sprawa jest taka, że Instagram stawia nas w sytuacji, w której trzeba zaakceptować też to, że istnieją ludzie bardziej fotogeniczni i piękniejsi od nas – oczywiście zgodnie z estetyką, pod którą się podpisujemy.

Czy pomoże oznaczanie wyretuszowanych zdjęć, tak jak już trzeba to robić w Norwegii? Przecież wszyscy wiemy, że w gazetach zdjęcia są wyretuszowane, a i tak dążymy do tego sztucznie wykreowanego piękna…
Napisanie czarno na białym, że to zdjęcie było wyretuszowane, ma jednak inny wydźwięk niż hasło, że w prasie zdjęcia się retuszuje. Oczywiście warto zaznaczyć, jakiego filtra się użyło, ale są jeszcze inne możliwości retuszowania. Podejrzewam, że część osób będzie przedstawiać półprawdę, czyli na przykład oznaczać filtry, ale nie wspominać o innych przeróbkach.

Nam jest ciężko się w tym rozeznać, a co dopiero nastolatkom. Jak im pomóc? Jak je chronić?
Przede wszystkim trzeba być uważnym na treści, jakie fascynują nasze dzieci. Ostatnio przygotowywałam wpis o TikToku dla rodziców, bo uważam, że nie powinni zatrzymywać się na etapie Facebooka czy YouTube’a. Domyślam się, że dla wielu osób to jest karkołomne zadanie, że wszyscy mamy dość telefonów, Internetu, a jeszcze mamy się uczyć jakichś apek… Jednak to jest podstawa, żeby mieć dobry kontakt z dzieckiem. Jest taka książka „Jak nie zagubić dziecka w sieci” i myślę, że jest to świetne hasło. Żeby nie gubić dzieci, musimy być na bieżąco, nie dewaluować ich bohaterów. Jeśli nasze dziecko interesuje się patoinfluencerem, który pokazuje, jak jeździ po mieście 200 km/h, to porozmawiajmy o skutkach takiego zachowania, dlaczego to nie jest mądre, zamiast obdarzać taka osobą najgorszymi epitetami. Powinniśmy najpierw sprawdzić, czym jest „Ekipa”, a nie tylko krytykować, że to bezsens. Warto również wysłuchać tego, co ma do powiedzenia córka czy syn.

Czyli my też musimy odrobić pracę domową. A jak ochronić siebie?
Świetną metodą jest robienie co jakiś czas porządku na swoim Instagramie i usuwanie z obserwowanych kont tych, które nas demotywują, wpędzają w kompleksy, denerwują lub generują trudne emocje. Przy okazji dobrze też – jeśli ktoś chodzi do terapeuty – poruszyć ten temat podczas sesji, żeby zrozumieć, dlaczego dane konto tak na nas działa.

Po drugie, dobrze jest kontrolować czas, jaki spędzamy na Instagramie. W planie dnia uwzględnijmy, ile maksymalnie czasu możemy poświęcić na przeglądanie czy tworzenie treści w sieci. Żeby nie było tak, że wchodzimy tam w każdej wolnej chwili i kiedy na przykład jesteśmy w samolocie i nie mamy dostępu do sieci, mamy objawy FOMO (lęk przed niedoinformowaniem – przyp. red.).

Po trzecie, trzeba mieć życie poza siecią – swoje sprawy, którymi się tu nie dzielimy. Ciągłe relacjonowanie wszystkiego, co się u nas dzieje, to pierwszy krok do uzależnienia się. Warto sprawdzić, jak się czuję z tym, że jadę do Sopotu i nie wrzucam tego na Instastories. Przerwy od aplikacji przewietrzą nam głowę i pozwolą spojrzeć na świat takim, jaki on jest. Nawiasem mówiąc, piękna natura też obrywa przez Instagram. Przefiltrowane zdjęcia nieba, zachodu słońca czy zieleni puszczy sprawiają, że turyści często mają tzw. syndrom paryski, czyli przeżywają rozczarowanie, że widok na żywo nie powala tak jak na Instagramie…

Skoro jesteśmy przy podróżach – pamiętam, jak podczas lockdownu wiele osób denerwowały zdjęcia z Zanzibaru czy Meksyku wrzucane przez celebrytów, podczas gdy znakomita większość z nas siedziała w domu…
Dlatego warto nauczyć się radzić sobie z wewnętrznym ukłuciem, że komuś innemu się wiedzie lepiej. Jeśli Instagram jest dla nas źródłem olbrzymiej frustracji, zadajmy sobie pytania: Dlaczego tak bardzo zjada mnie zazdrość? Co się dzieje w naszym życiu, że tak strasznie zazdrościmy? I pomyślmy, jak możemy o siebie wtedy zadbać. Nie chodzi o to, żeby unikać konfrontacji z zazdrością, tylko żeby umieć ją w sobie pomieścić i przepracować. Zazdrość może motywować do pozytywnych rzeczy – rozwijania siebie, sięgania po marzenia, przełamywania oporów.

Katarzyna Kucewicz: psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Twórczyni Ośrodka Psychoterapii Inner Garden w Warszawie. Autorka 3 książek i setek artykułów eksperckich. Przynależy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Prowadzi konto @psycholog_na_insta.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze