1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Nie przegap szczęścia i wykorzystaj potencjał chwili – radzi Kasia Bem, nauczycielka jogi i medytacji

Kasia Bem: „Emocje są przyjemne i nieprzyjemne, taka ich natura. One nie muszą cię zeżreć”. (Fot. archiwum prywatne)
Więcej, lepiej, szybciej, wydajniej! Tego chce od nas świat, a my przyzwyczailiśmy się tych nakazów słuchać. Ale wcale nie musimy − przekonuje Kasia Bem, autorka książki „Happy life. Sztuka odpuszczania”.

W potocznym myśleniu „odpuszczanie” kojarzy się z poddaniem, rezygnacją, a dziś lepiej oceniani są ci, którzy walczą. Jak ty je rozumiesz?
Jako akceptację rzeczywistości taką, jaka ona jest, docenienie tego, co jest. A na trochę wyższym poziomie − rozróżnienie, co możemy odpuścić, a czego odpuścić nam nie wolno. Odpuścić to nie znaczy leżeć, pachnieć i nic nie robić. To coś, co pozwala zrozumieć, że chwila obecna ma w sobie potencjał, że jest wystarczająca, jest dobra. Zaakceptujmy ją. Odpuszczenie ma prowadzić nie do bierności, a do jasnego widzenia tego, co jest. I decyzji: co zostawiamy, a co transformujemy, bo nam przeszkadza i utrudnia relacje z innymi. Przeszkadza ci poranny pośpiech? Wstawaj pół godziny wcześniej.

Mówisz o tym, że chwila obecna jest dobra. A co, jeśli dzieją się w niej trudne, ciężkie, złe rzeczy?
Może użyłam nieodpowiedniego słowa. Lepsze będzie: neutralna. Bo jest neutralna, dopóki nie zaczniemy nadawać jej znaczeń. To od nas zależy, jak do niej podejdziemy. Czy poranny spacer z psem będzie dla nas chwilą relaksu, okazją do pogapienia się na niebo, dobrym wstępem do dobrego dnia, czy odwrotnie − ciężkim obowiązkiem, który wykonujemy, mamrocząc pod nosem niecenzuralne słowa?

Jak znaleźć w sobie choćby neutralne nastawienie do sytuacji obiektywnie trudnej czy nawet tragicznej?
Jasne, czasem dotyka nas choroba, poważne problemy z dzieckiem, w relacji, rozwód… Jedyna znana mi metoda, którą czerpię z praktyki jogi i medytacji, to przejście przez to w świadomy sposób. Z naciskiem na to, że to sami możemy przeżyciom nadać negatywny ciężar albo ten ciężar z nich zdjąć.

Śmierć bliskiej osoby, strata – to tragedia. Oczywiście. Choć z punktu widzenia sztuki odpuszczania, mądrości, nauki Wschodu to jednocześnie coś nieuniknionego. Co nie znaczy, że w związku z tym mamy tego nie przeżywać. Odwrotnie – powinniśmy to przeżyć. Mówię z własnego doświadczenia. W tym roku odszedł niespodziewanie mój tata. To mnie w sensie emocjonalnym podcięło. Byłam w żałobie, cierpiałam, płakałam, nie miałam siły wykonywać codziennych obowiązków. Być z innymi czy dla innych. Ale nie uciekałam od tej żałoby. Byłam w niej, a jednocześnie szukałam pomocy – w znanych mi narzędziach, takich jak medytacja, joga, kontakt z naturą, oddech.

Ale trudne emocje potrafią nas przygnieść…
Emocje są przyjemne i nieprzyjemne, taka ich natura. Zaopiekuj się nimi, zrób coś z nimi, bo możesz. One nie muszą cię zeżreć, nie muszą być destrukcyjne, mało tego – mogą być potrzebne, by ukształtować się finalnie jako człowiek. Czyli otwierasz się na to, co dobre i co złe, utrzymując w tyle głowy mądrość, że i jedno, i drugie przemija. W medytacji to pięknie widać. Gdy ktoś medytuje regularnie, uczy się patrzeć na swoje myśli i emocje – i w pewnym momencie orientuje się, że są kompletnie nietrwałe. Jest takie określenie, że umysł jest jak pijana małpa, którą ukąsił skorpion. Kiedy zobaczymy, że to, co wytwarza, jest bezwartościową papką, zyskujemy nową perspektywę. Stajemy się obserwatorami naszego smutku, tak samo jak i naszej radości. Co nie sprawia, że się nie cieszymy ani nie smucimy, bo przecież jesteśmy ludźmi...

Co dla przeciętnego, zagonionego, zanurzonego w codziennym sprawach człowieka, który chce iść za twoją radą i odpuszczać, jest największą przeszkodą?
W książce piszę o 12 blokujących nas przekonaniach. Pierwsze z nich – i nie bez powodu pierwsze – brzmi: „szczęście jest gdzie indziej”. Warunkujemy je: będzie dobrze, kiedy kupię dom, wyremontuję mieszkanie, pojadę na wakacje, pojawi się partner… To podstawowy błąd, bo w ten sposób szczęście przegapiamy, nie widzimy tego, co już jest dobre, co działa. My, ludzie Zachodu, żyjemy w świecie obfitości. Mamy dach nad głową, mamy co jeść, mamy w co się ubrać. I nie doceniamy tego. Tymczasem badania naukowe dowodzą, że praktyka wdzięczności to narzędzie, które kotwiczy nas w chwili obecnej, kontaktuje z obfitością. Zaczynamy doceniać to, co mamy, i ludzi, którzy już są obecni w naszym życiu.

Czasem jest tak, że na przykład praca, która daje środki do życia, jednocześnie nas zatruwa…
Jeśli naprawdę nie jesteśmy w stanie jej znieść, to ją zmieńmy. Tak, wiem, to nie zawsze jest proste, nie w każdej chwili możliwe, ale da się. Sama kiedyś zajmowałam się czymś zupełnie innym, pracowałam w korporacji, zmiana wymagała ode mnie odwagi, determinacji, poświęcenia, zmierzenia się z demonami, z pustą kieszenią. Ale pokonałam to. Dlatego nie mam zbyt dużej tolerancji dla osób, które tylko narzekają.

Jeśli coś ci się nie podoba, zmień to. Nie zawsze i nie wszystko się da, ale wiele rzeczy możemy przetransformować. Zacznijmy od pracy nad sobą, bo ona finalnie nas wzmocni. Napełni światłem, nadzieją, otuchą, przywróci moc, którą oddaliśmy na zewnątrz. Pozwoli znaleźć rodzaj siły, oparcia, mądrości w sobie samych, widzieć klarowniej rzeczywistość.

Wygodniej jest szukać na zewnątrz. Bo jeśli się nie uda, to i odpowiedzialność będzie na zewnątrz.
To tryb bycia ofiarą, dziś powszechny. I jak długo w tym trybie jesteśmy, tak długo nie nastąpi realna zmiana. I życie nie będzie spełnione. Bardzo ważne, żeby z trybu ofiary wyjść i dojść do samoświadomości i samosterowności, kiedy to my wybieramy i wiemy, że to jest dla nas dobre.

Od czego zacząć zmianę w sobie?
Od refleksji: czy tryb, w którym funkcjonujemy, nam służy. Pomyślmy, sięgnijmy po narzędzia mocy, oddech, medytację, uważność. Ja jestem na tej drodze od 20 lat. Pochodzę z domu mieszczańskiego, gdzie ważny był status materialny, wykształcenie. Moja droga to droga osoby, która sama dużo przewartościowała i widzi, że można naprawdę sporo zmienić, żeby się nie spalać, nie dać się wkręcać, żeby nie żyć nieswoim życiem.

Czy można na tę drogę wejść i iść nią samodzielnie, bez nauczyciela?
Myślę, że nauczyciel jest potrzebny. Ja moim wiele zawdzięczam. Dziś sama jestem nauczycielką jogi, ale wcześniej byłam adeptką, szukałam przewodnika. To może być terapeuta, mentor, ktoś z dużym życiowym doświadczeniem. Ktoś taki jest potrzebny, ale to droga dostępna dla każdego i zaczyna się od pierwszego kroku – a jest nim decyzja, że czuję, że w moim życiu czas na zmianę, bo coś nie funkcjonuje. Albo nie śpię po nocach, albo mam napięciowe bóle głowy, ciała, kiedy wychodzę do pracy, może mam zaciśnięte gardło czy kulę w żołądku…

Emocje są tak silne, że ciało zaczyna wysiadać. Daje nam sygnały.
Ono wysyła nam bez przerwy komunikaty, tylko my ich nie czytamy. Dlatego tak ważna jest praca z ciałem. To nie musi być joga, może być taniec, skanowanie ciała znane z praktyki uważności, ale musimy wrócić do ciała, bo ono wie pierwsze. Tak jakby się w samochodzie palił na czerwono wskaźnik benzyny, a my udawalibyśmy, że nie widzimy. W końcu samochód stanie na środku drogi. W nas też z czasem skończy się energia. A kiedy dochodzi do katastrofy, do kryzysu, choroby – to nagle okazuje się, że nie jesteśmy niezastąpieni. Nie ma ciebie i coś się stało? Stało się z tobą, ale firma działa, dom funkcjonuje.

Bardzo lubię zdanie, które usłyszałam od jednej z uczestniczek moich warsztatów: „jeśli chcesz, żeby ktoś przejął twoje obowiązki, musisz je porzucić”. Trzeba się na to kiedyś odważyć. Przypisujemy sobie za dużą sprawczość. A świat się nie przestanie bez nas kręcić.

Ale to dramat dla ego.
Wielki. Jak to, nie jestem niezastąpiona? No nie jesteś. Można na to zareagować: „uff, jaka ulga!” – ale to sztuka, którą osiągą się pracą.

Czy joginka i mistrzyni odpuszczania stresuje się w życiu?
W niewielkim stopniu. Stres to atawizm, fizjologia, normalna reakcja organizmu, więc w tym sensie nie jestem wolna od stresu, ale nie przeszkadza mi on w życiu. Na pewno też dlatego, że wiele na temat stresu wiem. I to też moja zachęta – warto po tę wiedzę sięgać. Światowa Organizacja Zdrowia mówi o tym, że stres nas zabija. Jest realnym zagrożeniem zdrowia i życia, ale można korzystać z narzędzi, które pozwalają go redukować: joga, oddech, medytacja są tu na wagę złota.

Często słyszę: „to nierealne, skąd wezmę pół godziny, żeby pooddychać, odpocząć? Nie mam czasu”. Nie wierzę w to, bo to kwestia priorytetów. Sama wstaję o 5.30. Ktoś powie, że to wariactwo. A dla mnie to święty czas na medytację, oddech, inspirującą lekturę. I potem spokojna, z klarownym umysłem mogę stawiać czoło stresowi, który we mnie uderza, gdy zaczyna się normalny dzień. Bo sytuacje stresogenne zawsze będą się pojawiać.

Plan się sypie? Trzeba coś zmienić, szybko zadziałać, coś przeorganizować? OK, trudno. Wdech, wydech. To nic nadzwyczajnego. Nie ma sensu spalać się w niepotrzebnych emocjach, one nie pomogą. Najwyżej kiedy wrócę do domu, położę się w regenerującej pozycji z nogami na ścianie. Czyli: wiedza, narzędzia i przyjmowanie ze spokojem rzeczywistości.

I jeszcze jedno – obserwujmy nasz język. Znam kogoś, dla kogo wszystko jest „straszne”. Już więc na poziomie komunikacji z umysłu do ciała płynie negatywny sygnał. Nie chodzi o to, by mówić: „nie stresuj się”, tylko by zdobyć narzędzia, które pomogą stres zredukować.

I ustalić priorytety.
Koniecznie. Trzeba zajrzeć w siebie. Dziś wiem, ile dał mi czas spędzony w ciszy i samotności, więc mówię: „nie bój się, to jest dobre”. Zyskasz, a dzięki napełnieniu siebie będziesz potrafiła pomóc innym. Jeśli nie odpowiemy sobie uczciwie na rozmaite pytania, to będziemy opowiadać o życiowych celach swojej koleżanki, mamy, partnera – jak o swoich. A to, co nie nasze, najlepiej sobie odpuścić. Dla własnego dobra.

Kasia Bem: nauczycielka jogi i medytacji. Prowadzi wykłady, spotkania medytacyjne i warsztaty. Autorka kilku książek, m.in. „Happy Detoks”, „Happy Uroda”, „Happy Joga” i „Happy Life. Sztuka odpuszczania”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze