1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Irlandia – kraj, który nie boi się zmian

Parada z okazji Dnia Świętego Patryka (17 marca), narodowego święta Irlandii. Od imienia świętego Irlandczycy są nazywani „Paddy's”. (Fot. iStock)
Prawdziwi Irlandczycy nie narzekają, są mili, pozytywnie nastawieni do ludzi i do przyszłości. I nie boją się zmian. Także tej najtrudniejszej, czyli zmiany swoich poglądów. Warto być bardziej „gaelic”, zwłaszcza na początku nowego roku. Czym jeszcze wyróżnia się kultura irlandzka?

Jacy są Irlandczycy?

„Mówi się, że kiedy Irlandczyk umrze w trakcie opowiadania historii, możecie się spodziewać, że jeszcze powróci” – takim mottem zaczyna się film „Miłość po sąsiedzku”, który pod koniec zeszłego roku wywołał pewne wzburzenie w Irlandii, i to bynajmniej nie z powodu wspomnianego fragmentu. Zanim jednak o wzburzeniu, wróćmy do snucia opowieści. Craic – słowo oznaczające pogawędkę, plotkę czy nowinę – to klucz do zrozumienia prawdziwej duszy Irlandczyków i najlepszy – ich zdaniem – sposób na spędzanie wolnego czasu. O czym zresztą można się szybko przekonać, wchodząc do jednego, nawet najmniejszego, z pubów na terenie Szmaragdowej Wyspy. Miejscowi godzinami rozprawiają, śpiewają i popijają tu Guinnessa. Sednem całej przyjemności jest jednak dobra historia – własna lub usłyszana, aktualna lub przekazywana z pokolenia na pokolenie (czasem w formie wiersza lub piosenki), może być smutna. Pisze o tym m.in. dziennikarka Helen Russell w książce „Atlas szczęścia”. Craic to słówko, które opisuje zarówno dobrą atmosferę w pubie, jak i kogoś, z kim się świetnie gada („good craic”). Irlandczycy lubią je używać w znaczeniu: co słychać? („what’s the craic?”), ale też na określenie czegoś w rodzaju psikusa, zgrywy lub dziwactwa. Jak tłumaczy dziennikarz i felietonista Frank McNally, jeśli chodzi o psychikę Irlandczyków, to składa się ona z trzech części: świadomości, podświadomości i tej trzeciej, przez którą robią coś „for the craic”, czyli dla zgrywy.

Wracając do kontrowersji wokół wspomnianego filmu… Chodziło głównie o sposób, w jaki Irlandia jest przedstawiana w amerykańskich filmach – jako kraj uroczych, acz zacofanych farmerów – oraz o udawany irlandzki akcent, który najbardziej wzburzył Irlandczyków. Nikt z obsady nie był Irlandczykiem, a grający jedną z głównych ról Jamie Dornan wprawdzie urodził się w Irlandii, ale Północnej, co – jak się za chwilę przekonamy – ma znaczenie.

– Proponowałbym, by nie czerpać wiedzy o Irlandii z amerykańskich filmów. O wiele lepiej i łatwiej do nas przyjechać i wyrobić sobie zdanie na miejscu – mówi Denis McGill, Irlandczyk, który razem z Kasią McGill, swoją polską żoną, opowie nam trochę o miejscu, w którym żyją.

Irlandia i ludzie – nowoczesne państwo, nowe możliwości

– Możliwości. Słowo, które najbardziej definiuje współczesną Irlandię to: możliwości – powtarza Denis. – Irlandczycy mogą robić, cokolwiek chcą, i zostać kimkolwiek zechcą, czy na terenie swojego kraju, czy poza nim. Są chętnie witani na całym świecie.

– To może brzmieć jak gruba przesada, ale naprawdę gdziekolwiek się udasz, wszyscy kochają Irlandczyków. Bo też Irlandczycy prawie wszędzie są. Zobacz, ile na świecie jest irlandzkich pubów – potwierdza Kasia. – No ale nic dziwnego, świetnie się z nimi spędza czas, lubią dobrą zabawę, w dodatku są mili, otwarci, tolerancyjni i pozytywnie nastawieni. No i mają zero kompleksów – dodaje.

Dzisiejszej Irlandii rzeczywiście daleko do amerykańskich filmowych pocztówek, na których jej mieszkańcy są prostoduszni, lekko gburowaci, niemajętni i niechętni wobec obcokrajowców. To kraj nowoczesny, proekologiczny i multikulturowy. Wystarczy spojrzeć na ludzi zajmujących najwyższe stanowiska. Obecny wicepremier, a wcześniej premier, Irlandii Leo Varadkar jest pół-Hindusem, pół-Irlandczykiem i gejem. Burmistrz Dublina Hazel Chu z irlandzkiej Partii Zielonych – potomkinią chińskich emigrantów. Mary Robinson, prawniczka i obrończyni praw człowieka – polityczka, z której Irlandczycy są najbardziej dumni – w 1990 roku jako pierwsza kobieta w historii Republiki Irlandii została wybrana na prezydenta. Zapoczątkowała wiele bardzo postępowych reform. Jej dzieło kontynuowała Mary McAleese, co warto odnotować, bo po raz pierwszy na świecie kobieta przejęła rządy po kobiecie. Z kolei obecny prezydent – Michael D. Higgins jest powszechnie szanowany i lubiany między innymi z powodu swojej miłości do zwierząt. Jego dwa berneńskie psy pasterskie towarzyszą mu często podczas pełnienia obowiązków czy oficjalnych wystąpień, wywołując powszechną radość u zebranych, jak wtedy, gdy jeden z nich domagał się uwagi, trącając swojego pana co chwila łapą podczas wywiadu dla irlandzkiej stacji RTÉ.

Klify Moheru nad Oceanem Atlantyckim, jeden z cudów natury (Fot. iStock)

Irlandia – mentalność ludzi i krzywdzące mity

Jacy są Irlandczycy? – Na pierwszym miejscu jest rodzina, ale już na drugim – są pieniądze – mówi Denis. – My naprawdę lubimy je zarabiać i wydawać. Może też dlatego, że przez długi czas na wiele rzeczy nie było nas stać. Mieliśmy recesję w latach 80., potem w 2010 roku, więc teraz wydajemy pieniądze, żeby zdążyć przed kolejną. Wyjazd do Nowego Jorku na świąteczne zakupy? Czemu nie? Weekend w spa? Z przyjemnością! – Irlandczycy naprawdę lubią siebie rozpieszczać – zgadza się Kasia.

Ale, jak oboje przyznają, nadal pokutuje wiele mitów na temat Irlandii. Po pierwsze, kiepska pogoda. – Wszyscy myślą, że pada tu od poniedziałku do soboty, a to nieprawda. Mamy bardzo łagodny klimat, praktycznie nie ma tu wielkich skoków temperatury, brak powodzi, burz czy upałów. Cały czas jest umiarkowanie – wyjaśnia Denis. – Drugi mit to przekonanie, że Irlandczycy piją najwięcej w Europie. Tymczasem Francuzi i Włosi w tej konkurencji znacznie nas wyprzedzają.

A skoro jesteśmy przy piciu, kolejny mit to legendarny irlandzki pub. Obecnie wiele pubów się raczej zamyka niż otwiera, a w ich miejscu pojawiają się restauracje. Według Denisa to kolejny dowód na wielki postęp społeczny: – Jeszcze w latach 60. pub stanowił miejsce, w którym kobiety nie były mile widziane. Mogły przebywać jedynie w wydzielonej oszronionym szkłem części, nazywanej „snug” (nadal obecnej w niektórych pubach). Wyglądało to więc tak: mężczyzna wracał z fabryki, urzędu czy innego miejsca pracy i szedł prosto do pubu, gdzie spędzał dwie–trzy godziny z kumplami. Po czym wracał do domu, jadł kolację i kładł się spać. Dziś to się kompletnie zmieniło. Kiedyś lubiliśmy wychodzić na drinka, teraz lubimy wyjść na obiad lub kolację. I to całą rodziną. – Jest już naprawdę niewiele pubów, które serwują tylko napoje, bez jedzenia – mówi Kasia. – I wcale by ci się w takim miejscu nie spodobało. Jest ciemny, obskurny, brudny, śmierdzi dymem z papierosów, a na ścianach wiszą wyłącznie plakaty piwa. – My taki klimat kochamy, kiedyś puby tylko tak wyglądały – dodaje Denis.

Obecnie tutejsze restauracje specjalizują się w świetnych owocach morza, przez lata sprzedawanych głównie na eksport. – Tradycyjny niedzielny obiad to jednak nadal porcja mięsa, ziemniaki i dodatek w postaci warzyw, przeważnie groszku i marchewki. Czyli coś bardzo podstawowego – tłumaczy Denis. Z deserów króluje mleczna czekolada, Irlandia jest w końcu czołowym producentem mleka. Z którego powstają też świetne chedary czy prawdopodobnie najlepsze na świecie masło – Kerrygold. No i jest jeszcze whisky. Wszędzie na terenie Irlandii są destylarnie whisky, nawet w najmniejszych miastach – można wręcz podróżować przez kraj ich szlakiem. I koniecznie w każdej kupić butelkę ich wybornego trunku.

Stara destylarnia whisky w Irlandii Północnej (Fot. iStock)

Kultura irlandzka – wielkie zmiany w religii i polityce

O zmianach, jakie zaszły w Irlandii, najbardziej świadczy jej stosunek do Kościoła. Kiedyś była krajem o rygorystycznym prawie opartym na katolickiej etyce. Jeszcze 30 lat temu rozwody, aborcja i kontakty homoseksualne były tu nielegalne, a antykoncepcja dostępna tylko dla małżeństw, i to na receptę. Dziś można się rozwieść, wziąć ślub z osobą tej samej płci, adoptować z nią dzieci; antykoncepcja jest powszechnie dostępna, a zakaz aborcji – zniesiony. – Nie jesteśmy już religijnym krajem, wszystko przez kłamstwa i oszustwa Kościoła katolickiego – mówi Denis. Mowa tu o okropnych przestępstwach popełnianych na dzieciach – które bito, wykorzystywano i nad którymi znęcano się psychicznie – a także nadużyciach wobec młodych dziewczyn w ciąży. Trafiały do prowadzonych przez zakonnice ośrodków, gdzie po urodzeniu odbierano im dzieci i wbrew ich woli oddawano do adopcji, o czym opowiada film „Tajemnica Filomeny” z Judi Dench.

Pierwsze afery seksualne z udziałem księży zaczęto ujawniać na przełomie lat 80. i 90 XX wieku. W 2000 roku rząd Irlandii powołał Komisję Dochodzeniową w Sprawie Represji wobec Dzieci. Dziewięć lat później Komisja Rządowo-Kościelna opublikowała Raport Ryana. Wynikało z niego, że w ponad 200 domach dziecka i opieki prowadzonych lub współprowadzonych przez duchownych dochodziło do przemocy oraz molestowania, a między 1936 a 1990 rokiem aż 800 księży i zakonnic znęcało się nad wychowankami psychicznie i fizycznie, gwałciło i molestowało oraz zmuszało do pracy ponad siły.

– Odkąd pamiętam, w Irlandii Kościół cieszył się wielkim autorytetem. Wychowywano nas w strachu przed Bogiem i konieczności zgadzania się we wszystkim z księdzem. Teraz, odkąd ujawniono zbrodnie duchownych, do kościoła chodzi garstka Irlandczyków, reszta pojawia się tam tylko na pogrzebach – tłumaczy Denis. Dla porównania: w latach 70. w niedzielnych mszach uczestniczyło aż 95 proc. Irlandczyków, a w 2017 roku – już jedynie 36 proc. wiernych (za noizz.pl).

Ze stopniowym odejściem od Kościoła wiąże się też zmiana stosunku Irlandczyków do kwestii obyczajowości. Po zalegalizowaniu antykoncepcji i rozwodów oraz zakazie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną przyszedł czas na zniesienie zakazu aborcji. Przyczyniła się do tego głośna sprawa Savity Halappanavar, która w 2012 roku zgłosiła się do szpitala z objawami poronienia, jednak odmówiono jej terminacji ciąży, ponieważ wciąż było słychać bicie serca płodu. Kobieta zmarła na skutek wstrząsu septycznego. Liczne demonstracje i protesty po jej śmierci doprowadziły w 2018 roku do ustanowienia nowego prawa, zgodnie z którym można przerwać ciążę do 12 tygodnia, a w przypadku zagrożenia życia i zdrowia kobiety lub ryzyka obumarcia płodu – nawet później.

Paradoksalnie religia katolicka nadal jest tym, co w głównej mierze odróżnia Irlandię od Irlandii Północnej. Od wieków Irlandczycy byli katolikami, w przeciwieństwie do Brytyjczyków należących do Kościoła anglikańskiego i innych odłamów protestanckich. Pod władaniem Wielkiej Brytanii byli zresztą za to dyskryminowani i szykanowani, co tylko skłaniało ich do trzymania się swojej wiary z jeszcze większą siłą.

– Problem z Północą polega na tym, że zgodnie z traktatem irlandzko-angielskim z 1921 roku Brytyjczycy mieli się wycofać z Irlandii, ale nie zrobili tego do końca. Wolne Państwo Irlandzkie zostało dominium brytyjskim obejmującym 26 hrabstw południowych, a kwestia 6 hrabstw ulsterskich miała zostać rozstrzygnięta później. Brytyjczycy nie wycofali się z Północy, bo stamtąd jest najbliżej na Wyspy Brytyjskie. Przy dobrej pogodzie widać Irlandię z wybrzeża południowej Szkocji. Dlatego na Północy nadal jest więcej protestantów i więcej Anglików – wyjaśnia Denis. Mimo że od tamtego czasu rodziny na Północy mocno się ze sobą wymieszały, podziały nadal są aktualne, a wzmacnia je jeszcze brexit. – Kiedy opowiadasz o tym komuś spoza Irlandii, brzmi to strasznie głupio i dziecinnie, ale lata brytyjskich rządów zrobiły swoje. Kiedy dziś na Północy wejdziesz do sklepu czy urzędu, spotkasz tam przemiłą obsługę. Wszyscy są serdeczni i otwarci także wobec siebie, śmieją się i rozmawiają, ale po pracy wracają do swoich części miasta: irlandzkiej i angielskiej. W niektórych miastach obie części bywają nawet odgrodzone murem.

The Dark Hedges, czyli malownicza aleja bukowa na terenie Irlandii Północnej. „Zagrała” w „Grze o tron”. (Fot. iStock)

Zwyczaje: gaelickie znaczy irlandzkie

Nie jest tak, że prawdziwy Irlandczyk niechętnie wybiera się na Północ. Często ma tam bowiem rodzinę, przyjaciół czy jakiś interes do załatwienia. Chodzi raczej o to, że prawdziwy Irlandczyk niespecjalnie lubi podróżować i opuszczać rodzinne strony. – Mamy swoje ulubione holiday spots, do których zawsze jeździmy na wakacje. Powoli odkrywamy, jak wiele do zaoferowania ma nasz kraj. Sam uwielbiam zapakować się z Kasią do samochodu i wyjechać ze znajomymi na rajd po bezdrożach Irlandii. Nie jesteśmy też specjalnie wysportowanym narodem. Delikatną zmianę w tym temacie można zaobserwować dopiero od kilku, kilkunastu lat – tłumaczy Denis.

Ale jest sport, który rozpala serca wszystkich Irlandczyków. Futbol gaelicki. To gra łącząca elementy piłki nożnej, rugby i koszykówki. Piłkę można kopać, kozłować i rzucać. Drużyna liczy 15 zawodników. Popularyzacją tego tradycyjnego sportu, jak też m.in. hurlingu, zajmuje się GAA, Gaelic Athletic Association. – Mają swój oddział w każdym miasteczku. Organizują rozgrywki lokalne i na poziomie krajowym. Największy stadion, na którym można je oglądać, czyli Croke Park w Dublinie, mieści 82 tys. ludzi i co weekend jest pełen. Co najważniejsze, wszyscy gracze są amatorami. Grają za darmo i po godzinach. Robią to dla czystej przyjemności i dumy z bycia Irlandczykiem – podkreśla Denis.

Bo wszystko, co jest gaelic, jest naprawdę irlandzkie (tak określano rdzennych mieszkańców Irlandii). Na przykład zdaniem Kasi bardzo gaelic jest legendarna uprzejmość Irlandczyków. – Nigdy na nic się nie skarżą, nigdy niczego nie krytykują. To bardzo pozytywna cecha, ale czasem z nią przesadzają – mówi. – Wyobraź sobie, że jesteś z Irlandczykami w restauracji, obsługa przynosi ci jedzenie: zimne, przesolone i na dodatek spalone. I nagle podchodzi kelnerka, spytać, czy wszystko w porządku. I co słyszy? „It's lovely, darling”, czyli „Ależ tak, kochana, absolutnie w porządku”. Albo widzą kogoś koszmarnie ubranego, kto pyta: „I jak? Jak wyglądam?”. „Fantastycznie!”. – No ale jaki jest sens w sprawianiu komuś przykrości? – włącza się Denis. – My, Irlandczyny, mamy trzy główne zasady: ciężko pracujemy, jesteśmy uczciwi i uprzejmi. Tak, owszem, stosujemy czasem tzw. białe kłamstwa, ale robimy to tylko po to, by ochronić innych przed zranieniem.

– Na pewno są bardzo gościnni i witają cię zawsze z otwartymi rękami. Mają nawet takie powiedzenie na powitanie: po gaelicku „cead mile failte”, po angielsku „hundred thousand welcomes”, czyli w wolnym tłumaczeniu: „po tysiąckroć witamy” – mówi Kasia. – Kiedy przeniosłam się do Irlandii, wszyscy ogromnie się z tego cieszyli, a kiedy o coś mnie pytali, na przykład na temat Polski, miałam poczucie, że naprawdę ich to interesuje. Odkąd tu mieszkam, a będzie to już 16 lat, szybciej wyłapuję moje polskie nawyki, czyli: marudzenie, nadopiekuńczość, krytykanctwo. I staram się z nimi walczyć. Być bardziej pozytywna i tolerancyjna.

Dubliński pub The Temple Bar szczyci się największym wyborem rzadkich irlandzkich whisky. (Fot. iStock)

Inne ulubione irlandzkie powiedzenia i słowa Kasi: „something is deadly” – w znaczeniu, że jest cudowne, fantastyczne; „scoop” – czyli szklanka, najczęściej piwa; „eejit” – określenie, którego używasz, kiedy nie chcesz powiedzieć o kimś wprost, że jest kretynem; „Come here to me” – „Słuchaj, co ci chcę powiedzieć”; oraz „spud” – czyli ziemniaki. – To było kiedyś wszystko, co mieliśmy. Wszystko, co Anglicy pozwolili uprawiać na naszej ziemi – dodaje Denis. I dodaje swoje ulubione irlandzkie powiedzenie: „Sure it’ll be grand”, czyli: „Wszystko będzie dobrze”.

A w kwestii filmów, które warto zobaczyć, by poznać duszę Irlandczyka czy zwyczaje irlandzkie, zgodnie polecają trylogię Roddy’ego Doyle’a: „The Snapper” („Berbeć”), „The Commitments” oraz „The Van” („Furgonetka”).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze