1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Z miłości do przeszłości. O fascynacji epoką napoleońską opowiada rekonstruktorka Marta Veil

Od lewej: Marta Veil – rekonstruktorka mody z przełomu XVIII i XIX wieku, kadr z serialu „Bridgertonowie” (premiera drugiego sezonu 25 marca na platformie Netflix). (Fot. Jarosław Popczyk, materiały prasowe)
– Ja we współczesnych ubraniach i ja w historycznych – to nadal ta sama ja. Tyle tylko że w XIX wieku jestem bardziej stylowa – mówi Marta Veil, której pasją jest rekonstruowanie ubrań oraz zwyczajów z epoki napoleońskiej. Nam opowiada, co dają jej te podróże w czasie i dlaczego dawna moda jest tak ciekawa.

Wywiad pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika „Sens” (numer 9/2020). Przypominamy go z okazji premiery drugiego sezonu serialu „Bridgertonowie”.

Skąd u młodej dziewczyny zainteresowanie tak zamierzchłymi czasami? Bo mówimy o modzie sprzed ponad 200 lat...
Już jako dziecko interesowałam się tą estetyką. Jeszcze nie ograniczałam się do XVIII czy XIX wieku, ale już wtedy ciągnęło mnie do przeszłości. Zawsze podobały mi się dawne stroje, obyczaje. Jako nastolatka czytałam Jane Austen, oglądałam filmy kostiumowe. Marzyłam, żeby zagrać w takim filmie… I właśnie wtedy zaczęłam szyć sobie kostiumy, a potem zwróciłam się w stronę rekonstrukcji historycznej. Pierwsze zaproszenie na bal historyczny z rekonstruktorami dostałam w 2013 roku. Można w nim było uczestniczyć także we współczesnych strojach i w takim się pojawiłam, bo nie potrafiłam jeszcze dobrze szyć. Zachwyciłam się, że ci ludzie naprawdę tym żyją, że realizują moje marzenie. Dowiedziałam się, że są różne rekonstrukcje i rocznice wydarzeń historycznych (wtedy akurat obchodzono 200. rocznicę epoki napoleońskiej). Poczułam magię i stwierdziłam, że to jest to. Nie kostiuming, czyli szycie kostiumów, od którego zaczynałam, ale pełna rekonstrukcja.

W 2014 roku odbyła się wielka impreza napoleońska w Malmaison we Francji, w siedzibie Józefiny, żony Napoleona Bonapartego. Zostali na nią zaproszeni najlepsi rekonstruktorzy na świecie, odtworzono dwór Józefiny, także samą cesarzową i Napoleona. Zobaczyłam tę rekonstrukcję na zdjęciach i się zakochałam. Od tamtej chwili zaczęłam marzyć, żeby być częścią tego świata. Rok później pojechałam na 200. rocznicę bitwy pod Waterloo. To było niesamowite. Uczestniczyło w niej ponad 6000 rekonstruktorów, pole bitwy wyglądało jak plan filmowy, był też prawdziwy bal z epoki. Dla mnie to jak przejście do innego świata.

No właśnie, wszystkie te suknie są piękne i misternie wykonane, ale co ma w sobie ubranie sprzed 200 lat, czego nie ma to dzisiejsze?
Przede wszystkim różnią się filozofią powstawania. Dziś wszystko jest na szybko projektowane, wykonywane i sprzedawane. Kiedy samemu szyje się ubrania – i to nie tylko te historyczne – zwraca się uwagę na wykonanie projektu. Niestety, ubrania z sieciówek są często źle uszyte, skrojone i byle jak wykończone lub nawet niewykończone. Różnica tkwi też w doborze materiałów. Dziś wiele ubrań wykonanych jest ze słabej jakości bawełny, poliestru czy akrylu, a do odtworzenia strojów z epoki najlepiej wybierać naturalny len, jedwab czy wełnę. Są najbliżej prawdy historycznej i najlepiej się układają. Dopuszczalna jest dobra gatunkowo bawełna – to opcja najtańsza.

Skąd bierzesz pomysły na suknie?
Rekonstrukcja mody zaczyna się od researchu: czytania książek i opracowań historycznych, oglądania dawnych rycin modowych w czasopismach oraz zachowanych eksponatów muzealnych. Następnie należy wybrać materiał. To podstawa, bo inny będzie pasował do dziennej sukni letniej − wtedy świetnie sprawdzi się len, a inny do sukni balowej − wówczas powinien to być jedwab. Jeśli chcemy mieć suknię we wzór, to poziom trudności wzrasta, bo nie wszystkie kwiatki czy paski są odpowiednie dla epoki. Trzeba znać dawne technologie, żeby wiedzieć, jaki rodzaj nadruków był ówcześnie produkowany. Ja zazwyczaj unikam drukowanych wzorów, bo ich nie lubię. Potem trzeba jeszcze znaleźć wykrój i można przystąpić do pracy.

Kiedy zaczynam szyć, to staram się nadać temu dodatkowe znaczenie, poszukać czegoś więcej. Ostatnio uszyłam sukienkę, którą zresztą mam dziś na sobie, błękitną, haftowaną w gwiazdki. Powstała z myślą o 210. rocznicy zwycięskich bitew Napoleona, a każda gwiazdka symbolizuje ważniejszą bitwę. Nie korzystam z gotowych projektów, sama tworzę wykroje. Przeglądam oryginały zachowane w muzeach, patrzę, gdzie przebiegały szwy, jak poszczególne elementy są wykrojone. Bo na przykład dziś inaczej kroi się rękaw – w XIX wieku wchodził na plecy. Ideałem jest cała suknia uszyta ręcznie. Zdarza się, że do szycia długich szwów używam maszyny, ale tylko jeśli mam bardzo mało czasu (bywa, że z wykonaniem sukni muszę uwinąć się w kilkanaście godzin). Często ozdabiam moje projekty haftem, oczywiście ręcznym. I to jest moja baza. Potem dobieram dodatki, które też często sama tworzę. Na przykład małe torebeczki z plecionki słomianej i jedwabiu, który barwię kurkumą, ale też kapelusze, chustki i woalki, biżuterię, parasolki czy rękawiczki. Staram się, żeby wszystko było jak najwierniejsze oryginałom z epoki.

Opowiadasz o modzie z czasów napoleońskich, a jej założenia: naturalne materiały, staranne wykonanie, unikatowość projektów − zyskują coraz większe uznanie w dzisiejszych czasach, choćby w trendzie o nazwie „slow fashion”. Jest więc coś, co łączy przeszłość z przyszłością. Ale czy tobie współczesna moda w ogóle się podoba?
Nieszczególnie, wolę estetykę epoki napoleońskiej. Z pewnością plusem dzisiejszej mody jest wygoda. Udział w rekonstrukcjach to także podróże, a w pociągu najwygodniej jest w tunice i legginsach. No i zakładasz je w pięć minut, a przygotowanie się do wyjścia w takim historycznym stroju to minimum godzina, a zwykle zajmuje to dwie godziny. Na co dzień to jest niewykonalne. Oczywiście do ubioru zaliczam też odpowiednią bieliznę, gorset.

Ten osławiony gorset – najbardziej kontrowersyjna część damskiej garderoby. Czy naprawdę jest aż tak niewygodny i opresyjny?
Na pewno nie mogłabym w nim podbiec do autobusu. Siedzenie cały dzień w pracy też byłoby męczące. Choć dziś sama potrafię go sznurować i normalnie w nim funkcjonować w obozie czy na wyjazdach, to przyznaję, że na początku obawiałam się, że trwale zmieni coś w mojej sylwetce.

Gorset w XVIII wieku (zwany sznurówką) miał formować kobiecą figurę w kształt stożka. Nie był on tak morderczy jak ten z końca XIX wieku, nie ściskał wnętrzności, można w nim było normalnie funkcjonować. Gorsety z końca XIX i początku XX wieku kształtowały kobiece ciało w modną ówcześnie formę litery S – w związku z tym wyginały kręgosłup i były bardzo nienaturalne. Te XVIII-wieczne, wbrew obiegowym opiniom, są wygodne. Rekonstruując postać z początku XIX wieku, zakładam gorset, który formuje talię w kolumnę z zaznaczonymi biodrami, uniesionym i uformowanym w dwie półkule biustem – to jest sylwetka, która wtedy obowiązywała. Zamawiam go u gorseciarki – jest szyty na miarę, potem zwykle jeszcze poprawiany. Mój jest naprawdę komfortowy w noszeniu! Sprawdził się podczas rekonstrukcji na Malcie w największe upały, a nosiłam go od rana do wieczora.

Czyli gorset jednak może być wygodny! Zaskakujące. A czy jest jakaś rzecz, która cię w modzie dawnej, w jej rekonstrukcji zaskoczyła?
Zapięcia strojów. Zanim dowiedziałam się o rekonstrukcji historycznej, szyłam kostiumy razem z babcią i używałam po prostu zamków błyskawicznych. Gdy już na poważnie zaczęłam zajmować się rekonstrukcją, odkryłam, jak ówcześnie mocowało się suknie. Często tego zapięcia w ogóle nie widać. Okazało się, że wiązaniem na sznureczki, haftkami i szpilkami można idealnie dopasować strój do swoich wymiarów. Są też jeszcze oczywiście guziki, ale mnie się one nie podobają. Trzeba pamiętać, że w obrębie jednej epoki występują różne style i mnie nie każda suknia z epoki napoleońskiej zachwyca.

W modzie historycznej, tak jak i we współczesnej, każdy może mieć swój styl i upodobania. Ciężko mi też było przyzwyczaić się do braku lakieru do paznokci (zawsze lubiłam malować paznokcie, ale teraz przestałam). Kolejną rzeczą były związane włosy. Mam bardzo długie i lubię je nosić rozpuszczone. Na rekonstrukcję muszę zrobić chociaż koczek. To, co jest wspaniałe w modzie historycznej i może być też zaskakujące, to zindywidualizowanie i dopasowanie ubrania. Krawcowe z epoki potrafiły nim tuszować mankamenty sylwetki (np. jeśli ktoś miał jedno ramię wyżej lub krótszą kończynę). Ciała były oczywiście formowane do obowiązującego kanonu, ale w tych dążeniach wszystko było właśnie zindywidualizowane.

To inaczej niż dziś, gdy to my musimy dostosować się do rozmiarów dostępnych w sklepie. A czy w rekonstrukcji są w ogóle dopuszczalne współczesne akcenty? Czy wszystko musi być wiernie odtworzone lub pochodzące z epoki?
Oczywiście ideałem jest rekonstruowanie wszystkiego, każdego detalu lub używanie oryginałów z epoki. Częściowo akceptowalne są pasujące estetyką rzeczy vintage, czyli z XX wieku, bo niektóre rozwiązania się nie zmieniły. Dopuszcza się też pewne kompromisy, np. jeśli wykonanie na miarę od podstaw butów u szewca jest za drogie – a to jest bardzo kosztowna sprawa i ja takich jeszcze nie mam – to można przerobić współczesne. Kupuję zwyczajne balerinki i obszywam je jedwabiem. Akceptuje się też doczepiane sztuczne włosy. W XIX wieku też zresztą doczepiało się włosy, tylko naturalne, dziś o wiele droższe niż sztuczne. Można również oczywiście zażywać współczesne leki lub jeśli ktoś potrzebuje sprzętu medycznego, to także może swobodnie z niego korzystać.

A makijaż?
Można wykonać go współczesnymi kosmetykami. Są one trwalsze, bardziej kryjące, a podczas rekonstrukcji robi się zdjęcia, więc makijaż ma znaczenie. Służy on także do zakrycia współczesnych tatuaży. Można też farbować włosy, ale na naturalne kolory.

Czy kiedy już się tak przygotujesz – ubierzesz się, umalujesz, ufryzujesz – to tak jak aktorka wcielasz się w rolę? Stajesz się inną Martą?
W rekonstrukcjach historycznych często biorą udział aktorzy, którzy specjalizują się w odtwarzaniu danej postaci. Wiernie oddają jej gestykulację, sposób mówienia, nawet wadę wymowy, jeśli postać taką miała. Muszą też znać dobrze biografię tej osoby. Ja kilka razy wcielałam się w Marię Walewską. Najczęściej jednak jestem po prostu zwykłą, anonimową postacią z epoki. Marta we współczesnych ubraniach i Marta w historycznych to ta sama ja. Tyle tylko że w XIX wieku jestem bardziej stylowa. Tak jak ludzie, którzy ubierają się do pracy w garnitur, to nadal te same osoby, którymi są w dresie w domu.

Twoją ulubioną epoką są czasy Napoleona?
Tak, najbliższa jest mi epoka napoleońska – od wybuchu rewolucji francuskiej w 1789 roku do upadku Napoleona w 1815 roku – w tym się specjalizuję. Coraz bardziej interesuje mnie też druga połowa XVIII wieku, ale w ten okres dopiero wchodzę.

To właśnie moda najbardziej cię interesuje w rekonstrukcjach? Czy szerszy kontekst?
Rekonstrukcja jest na tyle otwarta, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Niektórzy skupiają się tylko na strojach, ale z różnych epok. Ja wybrałam sobie jedną epokę do rekonstruowania, ale za to w szerszym kontekście. Staram się odtwarzać wszystko. Szyję ubrania, dbam o odpowiednią fryzurę, sama robię biżuterię – często używam do tego szkła zamiast drogocennych kamieni lub mosiądzu zamiast złota. Szukam skarbów na targach staroci, podpatruję wzory. Interesuje mnie także gotowanie według historycznych przepisów oraz wszelkie kwestie związane z ówczesną pielęgnacją. W XIX wieku nie rozgraniczano medycyny i dbania o urodę, zajmowali się tym aptekarze – wytwarzali kosmetyki i leki. Ich wyroby były oparte głównie na ziołach, ale też i substancjach trujących (np. tlenku ołowiu używano do robienia kosmetyków).

Oprócz rekonstrukcji zajmuję się także pokazami i warsztatami dotyczącymi dawnej apteki, pielęgnacji urody, makijażu. Mam swoją apteczkę z ziołami, kosmetykami, które zrobiłam według dawnych receptur, a nawet solami trzeźwiącymi. Można wtedy wszystkiego wypróbować, dotknąć i poczuć na własnej skórze.

Rekonstrukcja to dla widzów rodzaj spektaklu teatralnego, żywego obrazu, gdzie można jedynie patrzeć i podziwiać? Czy też dopuszczalna jest interakcja widzów z rekonstruktorami?
Każda impreza ma swój scenariusz. To może być konwencja teatru, czyli widzowie są oddzieleni od aktorów, tak było w Malmaison, gdzie odtwarzano traktat w Tylży, i tak samo jest podczas rekonstrukcji bitew i scen batalistycznych. Zazwyczaj po części oficjalnej widzowie mogą przyjść do obozów historycznych, w których żyją rekonstruktorzy podczas wyjazdów, poobserwować, ale też porozmawiać z uczestnikami. Mnie często wtedy zaczepiają małe dziewczynki i nazywają księżniczką, zresztą stąd mój pseudonim Revolt Princess.

Czego szukasz w przeszłości? To ucieczka od rzeczywistości? Czy może potwierdzenie tego, że tak naprawdę człowiek się nie zmienia, a zmienia się tylko jego entourage?
Dla mnie rekonstrukcja historyczna to możliwość zachowania przeszłości. Historyków i archeologów interesuje teoria, natomiast my to wszystko praktykujemy. Rekonstrukcje modowe przywracają do życia także zapomniane już zawody: gorseciarkę, rękawicznika, parasolnika czy szewca, który robi buty na miarę. Poza tym podróż do przeszłości daje nam też wiedzę o nas samych. Kiedy zagłębimy się w historię i wszystkie te procesy i wydarzenia, to siłą rzeczy uczymy się też siebie. Analizując błędy z przeszłości, możemy ich więcej jako ludzkość nie popełnić – choć przyznaję, że to bardzo idealistyczna wizja. Jest to też po prostu rozrywka i dobra zabawa. Większość z nas, rekonstruktorów, od dziecka marzyła o tym, żeby żyć w dawnych czasach i teraz możemy to zrealizować.

Marta Veil, rekonstruktorka mody cywilnej z przełomu XVIII i XIX wieku, odtwórczyni postaci Marii Walewskiej. Zajmuje się życiem codziennym sprzed ponad 200 lat – eksperymentuje z odtwarzaniem przeszłości za pomocą zachowanych źródeł, prowadzi pokazy i warsztaty, podczas których można doświadczyć historii. W mediach społecznościowych znana jako Revolt Princess.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze