1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Killisnoo, Cumberland, Lundy, Piel Island – praca na „bezludnych” wyspach?

Kogo zabralibyście na bezludną wyspę? Na zdjęciu Lundy u wybrzeży Wielkiej Brytanii (Fot. iStock)
Samotne wysepki, liczące 2-3 mieszkańców, czasem opuszczone, albo zamieszkane tylko przez zwierzęta. Rozsiane po morzach, oceanach. Gdzieniegdzie stoi dom, pub, pensjonat, a nawet kilka zabytków… Wakaty na „samotnych” wyspach wiążą się z całkowitą zmianą stylu życia. Czy mogą być pracą marzeń?

Takich skrawków ziemi są tysiące. Jedne czekają na mieszkańców, inne, szczególnie te śródziemnomorskie, już dawno zostały wykupione przez miliarderów. Istnieją i takie, na których co jakiś czas prowadzone są rekrutacje (np. na opiekuna wyspy). Jeśli marzy się komuś święty spokój przez większą część roku, może to być dla niego szczególnie atrakcyjna oferta.

Rekrutacje zwykle odbywają się cyklicznie (na dany sezon), choć bywa i tak, że poszukuje się pracowników na dłuższy czas – w takim wypadku należy swoją decyzję dobrze przemyśleć i wiedzieć, z czym wiąże się ten wybór. Wiele ofert kierowanych jest do ludzi kochających samotność, ale również takich, którzy (w sezonie turystycznym) potrafią dobrze komunikować się z innymi. Oczywiście nie każdy może się o daną pracę ubiegać, bo niektóre wymagania dotyczą konkretnych narodowości, różnych certyfikatów, albo konieczności wyrobienia wizy. Inni z kolei wymagają konkretnego doświadczenia zawodowego. Można jednak znaleźć również ogłoszenia bez większych „ograniczeń”.

Killisnoo Island – przystanek Alaska

To praca nie tylko dla osób, które potrafią dobrze dogadywać się z ludźmi, ale również dla miłośników prawdziwej dziczy. Wybrzeża Alaski to idealne miejsce dla tych, którzy kochają chłód i przyrodę niedostępną dla przeciętnego turysty. Wyspę Killisnoo można obejść w ciągu kilku godzin. Od miasta Juneau, będącego stolicą Alaski (ostatnia większa ostoja cywilizacji w drodze na wyspę) dzieli ją 45 minut lotu wyczarterowanym samolotem lub od 5. do 8. godzin podróży promem. Na wyspie nie ma żadnych sklepów, barów. Dlatego najważniejszą sprawą przed wyjazdem jest pakowanie. Znajduje się tam zaledwie kilka domów i Whaler’s Cove Lodge – miejsce, przeznaczone dla specjalnych gości, w którym pracownik pozostanie przez 90 dni, dołączając do 32-osobowego zespołu. Stosunek załogi do gości wynosi 1:1, jednak w całym sezonie turystycznym, liczącym 89 dni, trzeba się przygotować na ugoszczenie około 700 osób, głównie wędkarzy sportowych.

Wszystko, czego potrzebuje pracownik musi być przed wyprawą zakupione w Juneau (osobiste rzeczy, leki, przekąski, środki do higieny intymnej). Zakupy trzeba więc dobrze przemyśleć i wyliczyć. Później nie będzie żadnej szansy na dokupienie czegokolwiek! Najlepszymi sąsiadami będą niedźwiedzie brunatne, wieloryby humbaki, orki, orły łyse i lew morski o imieniu Carl („maskotka” Killisnoo). Na najbliższy sezon większość wakatów (np. kucharza) jest już zajęta, ale wciąż poszukuje się osób na inne stanowiska (m.in. kelnerów).

Cumberland Island – powiew Florydy

Wyspa Cumberland (Fot. iStock)

Wyspa w USA u wybrzeży Georgii należy do Sea Islands. Ma prawie 146 km kwadratowych, a ze względu położenie (blisko Florydy) klimat jest doskonały. Można zostać tutaj wolontariuszem lub zatrudnić się w pięknym hotelu Greyfield Inn. Hotel był niegdyś domem Thomasa i Lucy Carnegie. Zbudowali go w 1900 roku dla swojej córki Margaret Ricketson.

Dom został przebudowany na zajazd w 1962 r. przez córkę Margaret, Lucy R. Ferguson, i jej rodzinę. Potomkowie rodziny Carnegie nadal opiekują się tym romantycznym i jednocześnie luksusowym miejscem, wprowadzając atmosferę rodzinnego domu. Prywatne otoczenie Greyfield Inn to 200 akrów dziewiczego terenu. Godziny spędzone na wyspie można przeznaczyć na obserwację ptaków, pływanie, jazdę na rowerze, wycieczki piesze, kajakarstwo, wędkarstwo, obserwację dzikich koni i spacery wzdłuż nieskazitelnie białej, piaszczystej plaży.

Plaża na Cumberland i dzikie konie (Fot. iStock)

Wolontariat to kolejna opcja, która umożliwia pobyt na wyspie i cieszenie się jej urokami. Wolontariusze mogą pomagać na kampingu parku narodowego, w księgarni, w muzeum albo oprowadzać wycieczki (nps.gov/cuis/getinvolved/volunteer.htm).

Piel Island – jak zostać królem wyspy?

Piel Island to nie jest koniec świata. Stały ląd mamy w zasięgu wzroku. Wyspa należy do Wielkiej Brytanii i położona jest w Kumbrii, u wybrzeży Barrow-in-Furness. O wyspie, która czeka na króla, było niedawno głośno za sprawą ogłoszenia, które zachęcało do rekrutacji. Podkreślano w nim, że zwycięzca zostanie „monarchą” jednej z najbardziej wyjątkowych wysp Wielkiej Brytanii. Jej zwolennicy złożyli nawet petycję, aby uratować „dorobek” wyspy po tym, jak poprzedni dzierżawcy zrezygnowali. Malownicza Piel ma zaledwie 50 arów powierzchni i jest domem dla wielu dzikich zwierząt. Na wyspę można dotrzeć krótką przeprawą promową w okresie od kwietnia do września.

Rada Barrow szukała kogoś, kto będzie zarządzał 300-letnim pubem Ship Inn, a także opiekował się wyspą (w tym małym kempingiem, który znajduje się na Piel). „Monarcha” musi też doglądać ruin angielskiego zamku z XIV wieku. Rekruterzy podkreślali, że „chociaż zdarzają się okresy, kiedy pub i wyspa tętnią życiem, będą też okresy ciszy – coś, co kandydat, który odniesie sukces, będzie musiał zaakceptować.” W wielu innych ogłoszeniach zaznaczano również (pół żartem, pół serio), że kandydat powinien być prawdziwym piwoszem. Zresztą ceremonia „ukoronowania” wiąże się w wylaniem alkoholu na głowę. Na stronie Rady Barrow, poświęconej turystyce, znajdziemy informację o tym, że „każdy nowy właściciel zostaje koronowany na króla Piel w ceremonii o niepewnym pochodzeniu. Podczas ceremonii nowi opiekunowie siedzą na starożytnym krześle, w hełmie na głowie i trzymają miecz, podczas gdy alkohol jest wylewany na ich głowę. W XIX wieku ta tradycja stała się ważnym aspektem historii wyspy do tego stopnia, że odpowiedzialność za opiekę nad hełmem i krzesłem wchodziły w zakres umowy najmu.”

Zainteresowanie posadą zgłosiło 190 osób, ostatecznie wniosek złożyło ponad 30. Wiadomo już, że te wszystkie honory najprawdopodobniej będzie piastować Aaron Sanderson, 33-letni inżynier z Barrow, który ma bardzo szczęśliwe wspomnienia z wielokrotnego odwiedzania Piel w dzieciństwie, a także w późniejszych okresach życia. Na wyspę zamierza zabrać swoją partnerkę.

Lundy – dawna ostoja piratów

Turyści w drodze do Lundy (Fot. iStock)

Nie opuszczamy jeszcze Wielkiej Brytanii. Lundy to wyspa o długości 4 km, największa w Kanale Bristolskim, położna u wybrzeży Walii i Kornwalii. Niegdyś była bazą dla korsarzy i przemytników, później, przez pięć wieków (XII – XVII) należała do brytyjskiej korony. W ostatnich wiekach zmieniała prywatnych właścicieli, by w końcu trafić pod skrzydła National Trust w 1969 roku. Obecnie jest domem dla 330 gatunków dzikich zwierząt, głównie ptaków.

grafika

Przyroda i zapierające dech w piersiach krajobrazy przyciągają w to miejsce wielu turystów (od wiosny do jesieni). Goszczą oni na wyspie zwykle przez jeden dzień. Mogą jednak przedłużyć sobie pobyt rezerwując jeden z niedrogich domków. Turyści przypływają najczęściej po to, aby oglądać ptaki, łowić ryby, nurkować. Mają też możliwość zwiedzenia zabytkowego zamku, starego szpitala, czy Kościoła św. Heleny z XIX wieku. Na wyspie znajdują się również dwie latarnie morskie. Rekrutacje, które odbywają się co jakiś czas, dotyczą różnych stanowisk, m.in. strażnika do opieki nad foką szarą, strażnika morskich dzikich zwierząt, pomocnika leśniczego.

Low Isles – rajski wakat

Czy moglibyście mieszkać i pracować na odosobnionej tropikalnej wyspie w pięknym parku morskim Wielkiej Rafy Koralowej? Wyspy u wybrzeży Australii to zapewne jeden z najbardziej pożądanych kierunków… Co jakiś czas pojawiają się ogłoszenia o pracę w charakterze opiekuna którejś z nich – odgrywają oni ważną rolę w ochronie i zachowaniu wartości przyrodniczej wysp Wielkiej Rafy Koralowej. Jedną z takich wysp jest Low Isles, położona 15 km od brzegu Port Douglas (wyspa należy do Wspólnoty Narodów). Jednak trzeba mieć na uwadze, że cena za „raj” jest dość wysoka. Osoba pracująca na wyspie ma naprawdę wiele obowiązków i musi angażować się w rozmaite zadania: utrzymanie budynków i infrastruktury (w tym systemu energii słonecznej i oczyszczania ścieków), współpracę z operatorami turystycznymi, zajmowanie się pracami ziemnymi (np. wyrywanie chwastów), liczenie populacji ptaków (takich jak gołębie cesarskie), a także… czyszczenie toalet. Zresztą przedstawiciele władz Parku Morskiego Wielkiej Rafy Koralowej zaznaczali w jednym z ostatnich ogłoszeń, że potrzebują osób, które nie boją się pobrudzić sobie rąk... Muszą też być przygotowani do „zdalnego” życia.

Ponadto, będąc na wyspie, powinni mocno ograniczyć zużycie energii elektrycznej i wody – praca, jak podkreśla zarząd Parku, przeznaczona jest dla ludzi żyjących w sposób zrównoważony. Nie tylko muszą pasjonować się ochroną Rafy Koralowej i wysp, ale też powinna im przyświecać idea zrównoważonego rozwoju w codziennym życiu.

Marzysz o pracy na „bezludnych” wyspach? Inspirujących ogłoszeń można np. poszukać na www.coolworks.com/allen-marine-tours/jobs

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze