1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Styl skandynawski na poznańskich Ratajach

Karolina Latoszewska w bloku na poznańskich Ratajach stworzyła wnętrze w stylu skandynawskim. Na zdjęciu siedzi na duńskiej szafie katalogowej, w której przechowuje książki. Na drugim zdjęciu drewniane ponadstukilogramowe drzwi, które dawniej były wejściem do zabytkowej kamienicy. Karolina uratowała je przed wyrzuceniem na śmietnik. (Fot. Celestyna Król)
Kiedy Karolina Latoszewska po latach wróciła do bloku na poznańskich Ratajach, panował trend na jasne, skandynawskie wnętrza. Właśnie tak miało wyglądać odnowione mieszkanie. Jednak trudno było w tę wizję wpisać ciemne i masywne bryły antycznych mebli, o których marzył jej mąż. Znaleźli więc kompromis.

Ustalili, że antyki zostaną, ale wcześniej Karolina przerobi je po swojemu. Wybielone nabrały lekkości, stały się idealnym tłem dla kolejnych nabytków. Teraz na 67 metrach kwadratowych mieści się przekrój stylów wnętrzarskich: eklektyzm, Ludwik XVI, inspiracje skandynawskie i industrialne oraz filozofia wabi-sabi.

Ludwikowski kredens wprowadził się tutaj razem z Karoliną i jej mężem. Kupili go na targu staroci w pobliskim Czaczu. To była jedna z ich pierwszych zdobyczy. (Fot. Celestyna Król)

Większość rzeczy znaleziona w Internecie lub na targach staroci, a tam trafiają zazwyczaj pojedyncze egzemplarze, stąd ta różnorodność. Wszystko jednak do siebie pasuje. Może dlatego, że wbrew pozorom żaden z przedmiotów nie jest przypadkowy. Poszukiwania lamp nożycowych, starych ram, miedziorytów z czasów Ludwika XVI czy zabytkowej francuskiej porcelany z manufaktur Sarreguemines i Terre de fer trwały latami. Zgromadzone obrazy nie mieszczą się już na ścianach, a zastawy starczy na pięć kolejnych pokoleń. – Kochamy stare, piękne rzeczy – mówi Karolina – ale nie przywiązujemy się do nich na wieki. Lubimy remontować, nieustannie coś zmieniać. Wyszukane skarby często puszczamy w świat.

Karolina od lat kolekcjonuje stare ramy, tablice, szyldy i miedzioryty z wizerunkami kobiet. (Fot. Celestyna Król)

Czarny charakter

Karolina przez lata prowadziła sklep wnętrzarski, do którego większość rzeczy przywoziła ze Szwecji. Odwiedzała loppisy (czyli tamtejsze pchle targi) w poszukiwaniu antyków, ale też na bieżąco śledziła skandynawskie trendy. Kiedy u nas królowały bielone meble, po drugiej stronie Bałtyku prym wiodły już czarne dodatki. Pierwszą szafkę w tym kolorze Karolina przywiozła dla jednej z klientek, która jednak zrezygnowała z zakupu. – Ludzie wtedy bali się tego koloru, bo kojarzył się z czarnymi, ponurymi meblościankami z lat 90. – mówi Karolina. – Mebel trafił więc do naszego mieszkania i zapoczątkował całą serię ciemnych akcentów. Okazało się, że w zestawieniu z naturalnymi kolorami, materiałami i strukturami czerń wygląda szlachetnie, nadaje charakteru, a nawet przytulności jasnemu, monochromatycznemu wnętrzu.

Choć mebli i dodatków w tym kolorze przybywało, na antracytową ścianę holu Karolina zdecydowała się dopiero dwa lata temu. Czerń wymaga czasu, najlepiej oswajać się z nią stopniowo.

(Fot. Celestyna Król)

Rozchmurz się

W życiu jednak mroczne chwile często przychodzą znienacka. Jedną z nich było odejście ukochanej suczki Sii, która dorastała razem z dziećmi. – Utrata przyjaciółki była dla nich trudnym doświadczeniem – wspomina. – Chcieliśmy więc jakoś odciągnąć ich od tych smutków, których w naszym życiu było wówczas sporo. Wpadliśmy na pomysł, by zmienić dziecięcy pokoik w przestrzeń nastolatków. Pomogła nam w tym cudowna dziewczyna, którą poznałam na Instagramie. Wtedy stawiała tam swoje pierwsze kroki, dziś jest rozchwytywana.

Pokój dziecięcy to przestrzeń do bujania w chmurach. Mieszanka czarnej i białej farby stworzyła na ścianie niezwykłą szarą poświatę przypominającą zachmurzone niebo. (Fot. Celestyna Król)

Agnieszka, znana jako @aganieaga.wall, zajmuje się robieniem ścian z betonu i mikrocementu zgodnie z filozofią wabi-sabi, która uczy, jak odnaleźć piękno w tym, co nieperfekcyjne. Ścianę w dziecięcym pokoju pomalowała farbą, umiejętnie mieszając biel z czernią. W efekcie powstała szara poświata, do złudzenia przypominająca chmury. Dzieci były zachwycone, dostrzegły w tym niebo, a przecież wierzyły, że tam właśnie jest ich Sija.

Zabytkowa porcelana ledwie mieści się w kredensie, ale Karolina wciąż stopniowo uzupełnia swoją kolekcję. Serwowanie kolacji na ponadstuletnich talerzach ma niezwykły urok. (Fot. Celestyna Król)

Dziełem Agnieszki jest także betonowa ściana w kuchni i sypialnia pomalowana techniką charakterystycznych przetarć. Pozostałe ściany zdobią XVIII-wieczne miedzioryty, pamiątki rodzinne i zabytkowe, stylowe ramy. – Mój mąż niestety nie przepada za portretami, bo nigdy nie wiadomo, kim była osoba, na którą się patrzy – mówi Karolina. – Kiedyś jednak przyniosłam ze staroci dwa portrety z 1908 roku, które kupiłam ze względu na piękne ramy. Stały ukryte w rogu pokoju, aż uznaliśmy, że przedstawionym na nich ludziom dobrze patrzy z oczu. Towarzyszą nam przy posiłkach, bo ich wizerunki zawisły nad stołem w jadalni. Pan nie jest podpisany, ale kobieta miała na imię Aniela, jak nasza córka.

Betonowa ściana w kuchni to nie zwykły beton, ale unikatowe dzieło @agatanieagata.wall. (Fot. Celestyna Król)

Stara dusza

Choć Karolina wyszukuje mnóstwo rzeczy na targach staroci, nie wszystkie przynosi do domu. – Czasem nawet piękne przedmioty mają aurę, która wywołuje we mnie strach. Wierzę, że rzeczy mają duszę, dlatego staram się poznać ich historię – mówi.
Kiedyś zachwycił ją przepiękny krzyż w mieszkaniu znajomej, ale babcia zawsze ostrzegała, że krzyży się nie bierze, bo są okupione cierpieniem, można więc przynieść do domu negatywną energię. – Dlatego zmroziło mnie, kiedy okazało się, że nóżka industrialnej lampy, która stoi w salonie, jest tak naprawdę pomalowanym na czarno szpitalnym stojakiem na kroplówkę – mówi Karolina. – Myślę jednak, że pobyt u nas skutecznie oczyścił ją ze złej aury.

Karolina na starociach znajduje mnóstwo różnych dodatków. Nie wszystkie przynosi jednak do domu. Rzeczy muszą nie tylko być piękne, ale przede wszystkim emanować dobrą energią. (Fot. Celestyna Król)

Stuletni kufer wydawał się natomiast najbezpieczniejszym pomysłem na stolik kawowy przy dwójce małych dzieci. Nie ma kantów, a więc i ryzyka, że któryś z malców o nie uderzy. Karolina chciała być przezorna, ale jej córka właśnie o ten mebel... wybiła sobie zęba. Choć w tym przypadku bardziej niż energia przedmiotu zadziałała raczej energiczność trzylatki.

Czas spełnić marzenie

Niektóre rzeczy sprawiają, że zaczynamy wierzyć w przeznaczenie. Tak było z kultowym zegarem Mora, którego Karolina szukała przez pięć lat, ale szwedzki antyk z końca XVIII wieku miał zaporowe ceny. Na początku grudnia na OLX wreszcie pojawił się taki, który mogła kupić. Sprzedawca był w Szwecji, ale święta zamierzał spędzić w Polsce u rodziny, która – jak się okazało – mieszka na tym samym osiedlu co Karolina.

To było przeznaczenie. Po pięciu latach poszukiwań wymarzony zegar Mora z 1855 roku stanął wreszcie w holu mieszkania Karoliny. (Fot. Celestyna Król)

Zegar, niczym wymarzony prezent, przyjechał dzień przed Wigilią, a kiedy go rozpakowali, zauważyli, że na tarczy ma ręcznie namalowane litery, zgodne z inicjałami Latoszewskich. – To oczywiście przypadek, bo dawniej zegary Mora często wręczano w prezencie nowożeńcom, a więc to zapewne ich inicjały – racjonalizuje Karolina. Ale jednocześnie podoba jej się myśl, że po niemal 170 latach zegar wyruszył w podróż za morze, by ponownie odnaleźć właściwych adresatów

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze