1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Pszczoła najlepszym przyjacielem człowieka. Rozmowa z pszczelarką Bożeną Dąbrowską

Kiedy zginie ostatnia pszczoła, człowiekowi zostaną już tylko cztery lata do… końca życia na Ziemi. (Fot. iStock)
„W pszczelim świecie nikt się nie miga od swoich zadań. Dlatego mówię dzieciom, że to doskonały wzór do naśladowania. Uważam, że gdyby wśród nas, ludzi panowały takie zasady, zwyczaje, taki porządek jak u pszczół, bylibyśmy znaczenie „dalej” i żyło by się nam znacznie lepiej.”, mówi Bożena Dąbrowska, pszczelarka.

20 maja obchodzimy Światowy Dzień Pszczół. To nowe święto, zostało oficjalnie ogłoszone dopiero w 2018 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych, w tym dniu przypominamy jak ważne dla planety są gatunki zapylające, a zwłaszcza pszczoły.

Od ilu lat zajmuje się Pani pszczołami?
W 2011 roku zmarł mój teść i została po nim pasieka. W rodzinie odbyły się rozmowy, kto weźmie pszczoły, bo szkoda, żeby praca i miłość dziadka Leona, poszły na zmarnowanie. Padło na mnie i męża, bo nie mamy uczulenia na jad pszczeli, a że mąż na bardzo dużo zajęć w naszym gospodarstwie rolnym, sprawy potoczyły się tak, że pasieka trafiła pod moją opiekę.

Powiedziała Pani: „padło na mnie”, rozumiem, że nie była Pani zachwycona…
Chyba w pierwszym momencie niekoniecznie, choć dosyć szybko moja mama przypomniała mi, że kiedy byłam małą dziewczynką mieliśmy ule, a ja się nigdy nie bałam pszczół, ciągnęło mnie do nich.

Brzmi jak przeznaczenie.
No właśnie. Kiedy teść był już słabszy, chodziliśmy do niego, by mu pomagać i można powiedzieć, że on już wtedy, bez nazywania rzeczy po imieniu, ale „szkolił” mnie na swojego następcę. Mówił: potrzymaj, podmuchaj, policz ramki, itd. Robiłam, co mi mówił, siłą rzeczy nabierałam pewnych umiejętności, ale wtedy bez zastanawiania się po co coś robię, dlaczego robi się to właśnie tak, czy jak wygląda proces w całości. Działałam z automatu. Teść odszedł, życie zdecydowało za mnie, że jednak trzeba się w to pszczelarstwo bardziej wdrożyć. Dwa miesiące uczyłam się pilnie, czytałam co się dało, książki, internet, oglądałam filmiki na YouTubie. Wpadłam w szał.

Jak idę do ula, zapominam o kłopotach - mówi pszczelarka Bożena Dąbrowska

I przyszła miłość?
Tak! Chociaż pamiętam pierwsze święta z pszczołami. Wtedy miałam jeszcze problem. Wiadomo – mężczyzna nie jest specjalnie zaangażowany w świąteczne przygotowania, więc teść w tym okresie miał czas, by zająć się pasieką, ja miałam kłopot – zabrałam się za przygotowywanie wszystkiego dla rodziny, zdecydowałam, że to jest ważniejsze, ale czułam się rozdarta, bo pszczoły nie były wtedy odpowiednio zaopiekowane, myślałam sobie: żeby tylko teść nie miał do mnie żalu.

A potem to już „popłynęłam”, bo w pszczelarstwie człowiek szybko się zakochuje. Ostatnio znajoma mówi do mnie: „Zajmę się pszczołami, ale będę miały tylko dwa ule”. Od razu jej powiedziałam: „Pamiętaj moje słowa, na pewno nie będą tylko dwa.”. Bo to wciąga, ja od teścia przeniosłam 15, dziś mam ich już 50! Zarzekam się, że nie będzie więcej, ale…

Co jest tak niesamowitego w pszczołach? Nawet laik wie, że są pracowite, że panuje u nich porządek, hierarchia, itd. Co według Pani jest w nich ujmującego?
Oj, długo można opowiadać. Od pewnego czasu jeżdżę do przedszkoli i szkół na pogadanki o pszczołach. I zawsze tłumaczę dzieciom, że warto wzorować się od najmłodszych lat na pszczołach. Jak pszczoła się urodzi, wyjdzie ze swojej komórki, od razu ma, mówiąc w przenośni, doskonałe maniery, jest świetnie wychowana, sprząta po sobie, zna swoje miejsce, swoje obowiązki. U pszczół nie istnieją takie popularne wśród ludzi hasła: „Zrobię to później ”, czy „Zrób to za mnie”. Nie ma mowy. Jest pełna dyscyplina. Kolejność działań na przestrzeni życia każdej robotnicy jest taka – pszczoła najpierw sprząta, potem karmi, kolejno wytwarza wosk, a na końcu jest tą, która nosi do ula nektar. To stały tryb.

Jak awans społeczny!
Tak, pewny, ale zawsze w pełni zasłużony. I tu nie jest ważne czy „szef” lubi czy nie lubi, nie ma tych „niuansów”. Bo w tym pszczelim świecie nikt się nie miga od swoich zadań. Dlatego mówię dzieciom, że to doskonały wzór do naśladowania. Uważam, że gdyby wśród nas, ludzi panowały takie zasady, zwyczaje, taki porządek jak u pszczół, bylibyśmy znaczenie „dalej” i żyłoby się nam znacznie lepiej.

Są jeszcze trutnie…
No tak. I w tym aspekcie trochę bliżej tej historii do człowieka. Ale robotnice w odpowiednim momencie przed zimowlą (okresem zimowania u pszczół) wyganiają trutnie z uli, są zdecydowane, a nawet bezwzględne. Ale i tak wszystko działa tu jak trzeba. Świat pszczół jest fascynujący.

Obserwowanie tego świata jest frajdą? Jak to działa na panią?
Zdecydowanie tak, poza przyjemnością, mnie to też wycisza, koi, relaksuje, daje oddech, przywraca proporcje. Jak idę do ula, zapominam o kłopotach. W pasiece jest też niesamowity zapach, bardzo specyficzny, ale na wielu działa właśnie tonująco. Myślę, że nie przesadzę jeśli powiem, że – na pewno nie dla każdego – ale obserwowanie pszczół, przebywanie z pszczołami, ma terapeutyczną moc.

Czy na przestrzeni tych kilkunastu lat, kiedy zajmuje się Pani pszczołami, zauważyła Pani, że wreszcie zmienia się nasz stosunek do nich? Niby od dawna mówi się, tłumaczy, jak pszczoły i ich ochrona ważna są dla życia człowieka, ale czy coś w końcu do nas dotarło? Widzi Pani zmianę na lepsze?
Poza pszczelarstwem pracuję także w urzędzie, na stanowisku związanym ze sprawami rolnictwa. I widzę, na szczęście, że coraz mniej jest interwencji związanych z tym, że ktoś dokonuje zabronionego oprysku. Zresztą – tak na marginesie – moje zdanie jest takie, że nie ma „dobrych” oprysków czy oprysków „w odpowiednim czasie”. Bo kiedy pszczoła przeleci nad takim polem, złapie zapach, to potem już do ula nie zostanie wpuszczona. W każdym razie kary za zabronione opryski są całkiem spore i z każdym rokiem mniej jest interwencji.

Ale to nasz szacunek do pszczół czy raczej strach przed dotkliwą karą? Jak Pani to widzi?
Nie jestem wielką optymistką w tej kwestii, obawiam się, że to drugie jednak. Ale jest wątek, który napawa mnie jednak nadzieją. I to są wspomniane już przeze mnie dzieciaki. Dzieci są uważne, czułe na słowa. Czuję, że rozmowy z nimi mają wielki sens, większy niż próby tłumaczenia rzeczywistości dorosłym. Podczas tych moich spotkań z nimi widzę, że rośnie już inne, bardziej świadome pokolenie. Im los planety, w tym także pszczół, bo rozumieją powiązanie, nie jest obojętny. To już nie jest myślenie typu: obym tylko zebrał, zarobił, a co po mnie, to nieważne. I to mnie bardzo cieszy. Wierzę też i zauważam to, że dzieciaki przekazują tę swoją wiedzę i swój sposób myślenia w domach: ojcu, dziadkowi, wujkowi. To w młodych jest siła i nadzieja.

Ktoś powiedział kiedyś, tylko nie wiem kto, bo różnym osobom przypisywane są te słowa, że kiedy zginie ostatnia pszczoła, człowiekowi zostaną już tylko cztery lata do… końca życia na Ziemi. Nie wiem czy to wyliczenie jest precyzyjne, ale wiem, że pszczoły musimy, absolutnie musimy, chronić z całych sił.

Starają się to robić także ludzie w miastach. Powstają miejskie pasieki. Czy to ma rzeczywiście sens, czy pszczoła ma szansę naprawdę odnaleźć się w mieście czy to tylko moda według Pani?
Powiem szczerze, że patrzę na to z przymrużeniem oka. Pszczoła w mieście ma zwyczajnie za mało odpowiedniej dla siebie przestrzeni, odpowiedniego „zaplecza” do działania. Wyliczono, że pszczoła lecąc daleko na pożytek po nektar czypyłek zużywa pewne ilości miodu, więc najbardziej opłacalne są loty na odległość 2-3 kilometrów. To jak narysować taki okrąg o zasięgu 3 km wokół ula, to nie wiem, co ona tam w mieście po drodze znajdzie…

Słyszałam, że hotele w dużych miastach mają na dachu swoje ule i goście przez cały rok dostają miód z własnej „pasieki”. No nie sądzę, żeby te pszczoły dostarczyły go tyle… Według mnie to jednak moda, która niewiele wnosi. Nie chcę nikogo krytykować, wchodzić mu w życie z butami, powiem tak: oby tylko tym pszczołom nie szkodzić.

Wspomniała pani o miodzie. Jak jest z tym zabieraniem pszczołom miodu? Jest taki piękny film „Kraina miodu”, a w nim scena, w której bohaterka „nie okrada” pszczół, wyjmując miód mówi do nich: „To dla mnie, to dla was”.
Nie wolno być pazernym. W moich ulach jest zawsze taka „żelazna porcja” miodu, której nigdy nie ruszam, to zawsze zostaje dla pszczół, to moja święta zasada. W relacji z pszczołami człowiek musi być uczciwy. Pszczoła robotnica w okresie letnim żyje ok. 30 dni, zapracowuje się, musi mieć zapas pyłku, miodu do wychowania nowego pokolenia. Trzeba być przyzwoitym. I tak w przyzwoitości, pracowitości człowiek z pszczołą nie wygra, ale chociaż pazerność trzeba umieć w sobie poskromić.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze