1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Kasia Adamik – mój przyjaciel scyzoryk [Istota rzeczy]

Kasia Adamik scyzoryk dostała o swojego taty. Od tamtej pory zawsze nosi go w kieszeni. (Fot. Rafał Placek/Gildia Reżyserów Polskich)
Praktyczny, niezawodny, zawsze pod ręką. Sprezentowany przez tatę, przypomina reżyserce Kasi Adamik dziadka.

Ja w ogóle bardzo lubię noże. Zaczęło się od tego, że odziedziczyłam kolekcję noży po moim przyszywanym dziadku, Stanisławie Brodzkim, drugim mężu babci. Dziadek był dziennikarzem, podróżował po świecie przed wojną i podczas niej, był w Afryce, Azji. Prawdziwego dziadka, Henryka Hollanda, nie znałam, umarł, gdy mama miała 13 lat. Bardzo lubiłam dziadka Stasia, był fajnym człowiekiem, opowiadał mi ciekawe historie z podróży.

Pamiętam jego biurko, na którym leżały różne niesamowite rzeczy. Oglądałam je i słuchałam opowieści dziadka z wypiekami na twarzy. Dla małego dziecka to wszystko było bardzo podniecające: te stare inkrustowane noże z Afryki, rzeźbione – z Chin, szable. Kiedy więc dostałam tę kolekcję w spadku, postanowiłam kontynuować pasję dziadka. Znając ją, mój tata [Laco Adamik, reżyser – przyp. red.] sprezentował mi na osiemnastkę – w końcu jestem jedynaczką, a więc córką i synem – przepiękny, klasyczny szwajcarski scyzoryk. Od tamtej pory zawsze noszę go w kieszeni.

Jednak jak zaczęłam więcej podróżować samolotem po świecie, to pojawił się problem – bo często zapominam wyjąć scyzoryk z kieszeni. Miałam kilka potwornie stresujących historii, kiedy zatrzymywano mnie z tego powodu na bramce na lotnisku. Wyjście było jedno: wyrzucić scyzoryk do kosza... Ale to nie wchodziło w grę! I zawsze jakoś udawało mi się go uratować. Błagałam stojących w kolejce ludzi, żeby pozwolili mi się cofnąć. Wracałam na halę odlotów, szukałam gorączkowo jakiegoś człowieka, który wzbudzał zaufanie, i prosiłam go, żeby odesłał scyzoryk na adres mojego domu. Dawałam mu pieniądze na nadanie paczki, ale... nie miałam żadnej pewności, że to zrobi. Opowiadałam przy tym różne ckliwe historie o tym, że ten scyzoryk jest dla mnie megaważny, że dostałam go od schorowanego ojca (zawsze dodawałam mu lat). To było ciekawe doświadczenie: szukanie godnego zaufania człowieka do powierzenia tej misji, w dodatku w stresie, bo to wszystko musiało się odbyć szybko. I za każdym razem, czasem po miesiącu, czasem po dwóch, scyzoryk do mnie wracał. Wygląda na to, że mam albo dobrą intuicję, albo szczęście. Nadal go noszę w kieszeni. To dla mnie coś takiego jak noszenie obrączki. Gdy zapomnę, to jestem zdenerwowana. Używam go do otwierania butelek, krojenia, przycinania, przykręcania. To część mojego wyposażenia, jak okulary, telefon. Ale też to mój przyjaciel, osobisty anioł stróż.

Kasia Adamik, reżyserka, storyboardzistka, plastyczka, absolwentka ASP w Brukseli. Na Netflixie można oglądać serial w jej reżyserii pod tytułem „Krakowskie potwory”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze