1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Improwizacja teatralna – głęboki kontakt z wyobraźnią i wewnętrznym dzieckiem

Improwizacja to głęboka, otwierająca współpraca z innymi. Bez kompetencji miękkich byłoby nam trudno. Improwizując, mimowolnie je doskonalimy. Nauka improwizacji sama przez się rozwija te wszystkie umiejętności, które przydają się w relacjach społecznych. Począwszy od słuchania, przez asertywność, wyznaczanie granic, odwagę w mówieniu tego, co się myśli, po zaufanie sobie. (Fot. Aleksander Tatarek)
Pusta scena, dwa krzesła i dwie osoby, które na bieżąco zaczynają wymyślać spektakl. Improwizacja teatralna to nie tylko sposób na komediowe show. Pomaga także połączyć się z naszym wewnętrznym dzieckiem, wyzwala pokłady kreatywności, demaskuje lęki, uczy współpracy i spontaniczności. Co jeszcze? Zdradza trenerka improwizacji Chela Mydas.

Czy to gra aktorska bez scenariusza, kabaret, a może coś zupełnie innego? Czym tak naprawdę jest improwizacja teatralna?
To tworzenie spektaklu na żywo bez przygotowanych dialogów, scenariusza czy rekwizytów. W improwizacji zwykle jedynymi rekwizytami istniejącymi na scenie są dwa krzesła, z których robi się wszystko: od łóżka, przez samochody, po kajaki. Cała reszta jest wyimaginowana. Improwizatorzy na bieżąco inscenizują to, co znajduje się wokół nich, co mają na sobie, co trzymają w rękach. Na scenie występują w swoich normalnych, codziennych ubraniach, ale tworzą tak sugestywną wizję, że widz zaczyna wierzyć w to, co przedstawili. Improwizacja jest więc sztuką mocno działającą na wyobraźnię. W tradycyjnym teatrze mamy tło, odpowiednie meble w konkretnej stylistyce, bohaterowie są ubrani w stroje z epoki. W sztuce improwizowanej trzeba dodatkowo zadbać o te wszystkie elementy, a potem je sobie wyobrazić oraz sprawić, żeby uwierzyła w nie publiczność.

A jak to możliwe, że na scenie na bieżąco powstaje sztuka, która bawi, porusza, ma fabułę, puentę i sens?
Żeby zacząć improwizować, trzeba przyswoić trochę zasad i wiedzy, dzięki którym wszyscy na scenie grają w to samo, a historia idzie do przodu. Często słyszę pytanie: „Co wy tam trenujecie, skoro to jest improwizacja?”. A tymczasem to szereg umiejętności, bez których ciężko jest tworzyć na scenie przez godzinę z hakiem i zrobić coś interesującego.

Jedną z podstawowych zasad improwizacji jest to, żeby zgadzać się na to, co wnosi na scenę partner. Ale też zgadzać się na to, co wnosimy my. Bo często polegamy na innych, uczepiamy się ich pomysłów, a nie ufamy swoim. Tymczasem dana scenka nabiera sensu dlatego, że dwie osoby nawzajem mówią „OK” swoim pomysłom. Przyjmują je i rozwijają, dzięki czemu powstaje coś nowego. W przeciwnym razie doszłoby do walki na pomysły. Tak zresztą często wyglądają pierwsze sceny – ktoś uważa, że wpadł na genialny pomysł i za wszelką cenę chce go przeforsować. Druga osoba również ma superpomysł i również bardzo chce go sprzedać. Dopóki będą się ścierać, kto wygra, nie pójdziemy dalej. To tak, jakbyśmy próbowali czytać dwie bajki naraz.

Wyobrażam sobie, że takie podejście wspaniale uczy współpracy w codziennym życiu.
Tak. Improwizacja to głęboka, otwierająca współpraca z innymi. Bez kompetencji miękkich byłoby nam trudno. Improwizując, mimowolnie je doskonalimy. Nauka improwizacji sama przez się rozwija te wszystkie umiejętności, które przydają się w relacjach społecznych. Począwszy od słuchania, przez asertywność, wyznaczanie granic, odwagę w mówieniu tego, co się myśli, po zaufanie sobie. To cały szereg rzeczy, które sprawiają, że później w życiu jest nam po prostu łatwiej.

W jakiej sytuacji na scenie trzeba postawić granice?
Często jest to związane z tematyką. Improwizacja w Polsce jest bardzo młodą sztuką. W pierwszych odgrywanych przez nas scenkach nagle okazuje się, że jesteśmy przesiąknięci stereotypami. On zarabia, ona w domu i tylko mu piwo podaje. Nie wiem, ile takich scen już widziałam. Paradoksalnie bardzo często to kobiety grają seksistowskie scenki. Dopóki sama nie wyszłam na scenę, nie zdawałam sobie sprawy, jak można być tym przesiąkniętym na wskroś, nawet gdy wydaje nam się, że nas to już raczej nie dotyczy. Z czasem zaczynamy to dostrzegać. Uczymy się, że grając scenę, również możemy powiedzieć „nie”. Nie zgadzać się, by dana postać była w taki sposób traktowana. Obracać sytuację w żart, w którym pokażemy śmieszność stereotypów. Bardzo często granice są też potrzebne, jeśli chodzi o naszą fizyczność w scenie. Improwizacja uczy więc też dbania o siebie. Także w tym mniej oczywistym kontekście – akceptowania swoich pomysłów i wiary w siebie, która bardzo szybko przenosi się na życie.

Improwizacja ma wiele wspólnego z dziecięcymi grami. Czy to w takim razie sposób na połączenie się ze swoim wewnętrznym dzieckiem?
Za matkę improwizacji uważana jest Viola Spolin, która w latach 20. ubiegłego wieku wybrała się na roczny kurs treningowy dla pracowników socjalnych w Chicago u Nevy Boyd. Program szkoły opierał się w dużej mierze na działaniach artystycznych m.in. różnych grach, praktykach teatralnych, tańcu. Podejście Nevy było takie, że dzieci najlepiej uczą się i integrują przez zabawę. Spolin odkryła, że szalenie podoba jej się to podejście w kontekście integrowania dzieci imigrantów, które często mówiły różnymi językami. Viola Spolin sama chowała się w dużej rodzinie. W ramach zabaw członkowie rodziny odgrywali scenki, parodiując siebie nawzajem.

Z czasem sama zaczęła tworzyć gry i zabawy. Gdy tylko napotykała jakiś problem, lęki czy blokady u dzieci, wymyślała grę, która stanowiła na to remedium. W latach 60. wydała książkę, która zebrała jej wiedzę i doświadczenie. Była to pierwsza książka o improwizacji, jaką obecnie uprawiamy. Improwizacja teatralna zaczęła zyskiwać popularność w USA. Zaczęto stosować ją również terapeutycznie – w służbie zdrowia, więzieniach, biznesie, szkołach. Okazało się też, że aspekt rozwoju przez zabawę w równym stopniu dotyczył dzieci, co dorosłych. Każdy z nas ma swoje wewnętrzne dziecko. To, jak improwizujemy, jak zachowujemy się na scenie, bardzo często wynika z tego, jakimi byliśmy dziećmi. Praca z ćwiczeniami improwizacyjnymi pozwala dotrzeć do głębin naszej podświadomości, do których na co dzień nie mamy dostępu.

Czy trzeba mieć talent aktorski, żeby improwizować?
Improwizować może moim zdaniem każdy. Jeszcze nie miałam do czynienia ze „wszystkimi”, ale mam różne pomysły na współpracę z osobami, które mają jakieś ograniczenia, by pokazać, że tak, faktycznie każdy może improwizować. Nie trzeba mieć do tego żadnych zdolności aktorskich. Odnoszę wręcz wrażenie, że osobom po przeszkoleniu aktorskim trochę ono na początku przeszkadza, bo mają wyrobione nawyki. Tak bardzo chcą wejść w rolę, że zapominają o innych ludziach w scenicznym układzie. Tymczasem improwizacja jest świetną okazją do tego, by być sobą wśród innych. Wtedy humor sytuacyjny wynika z tego, że jesteśmy ludzcy, jesteśmy sobą, mamy swoje przywary. Z tym wszystkim może się utożsamić widz – odbiorca. Na zajęcia przychodzą do mnie najróżniejsi ludzie, często np. programiści czy programistki. Nierzadko introwertyczni, spędzają mnóstwo czasu przed monitorem. Na scenie mają okazję do spotkania z drugim człowiekiem. Potrafią przejść niesamowitą przemianę w bardzo krótkim czasie. To dla mnie zawsze dowód, jak niesamowity wpływ ma na nas improwizacja.

A czy jest może jakaś granica wiekowa, by zacząć improwizować?
Wiek nie gra roli. Na moim rocznym kursie najmłodsza osoba miała 18 lat, a najstarsza 43. Te różnice z w niczym nie przeszkadzały. Wprost przeciwnie – tworzyły jeszcze mniej oczywiste połączenia, a więc i sceny.

Słyszałam, że improwizacja to też świetny sposób na zwiększenie śmiałości i oswojenie lęku przed wystąpieniami publicznymi.
Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że to prawda. Improwizacja może diametralnie zmienić to, kim jesteś. Można przejść drogę od zahukanego stworzonka, które nie potrafi patrzeć ludziom w oczy podczas rozmowy, do kogoś, kto otwarcie mówi o tym, co myśli, nie boi się inicjować kontaktu. Improwizacja to bardzo bezpieczny i stopniowy sposób na przełamywanie tego typu lęków.

A co z kreatywnością?
W czasie zajęć wprowadzamy się w stan zabawy. Dużo więc jest pracy z krytykiem wewnętrznym, z głosami, których nasłuchaliśmy się przez życie i które później sabotują nam różne działania i pomysły. Dzięki improwizacji przestajemy obawiać się wyrażać nas samych, a tym samym krytyk zaczyna tracić rezon. Docieramy do miejsc, do których często nie mieliśmy wcześniej dostępu, bo blokował nam je ten krytyczny głos w głowie. Dodatkowo cotygodniowe spotkania z improwizacją sprawiają, że łatwiej jest nam wejść w stan zabawy i tworzenia. Jakby nasz mózg przypomniał sobie, jak to jest, kiedy po prostu cieszymy się procesem, kiedy uruchamiamy entuzjazm. Koncentrujemy się na tym, co będzie, nie przejmując się, czy jest idealne, czy już jest gotowe. I wtedy tak naprawdę uruchamiamy najgłębsze pokłady kreatywności.

Jako osoby dorosłe często zapominamy, jak ważny jest entuzjazm. Mam wrażenie, że w impro jest go mnóstwo.
O tak! Często! Jesteśmy tacy od kreski do kreski. Mamy listę zadań do wykonania, drogę do celu. Często idziemy do tego celu, jakbyśmy dźwigali na plecach nie wiadomo jakie ciężary. A przecież entuzjazm jest nam bardzo potrzebny, bo nie będziemy umieli wyjść z tych swoich torów, wymyślić czegoś nowego, oryginalnego.

Myślę też sobie o improwizatorskim byciu na „tak”. Jak bardzo musi otwierać na spontaniczność w życiu.
Bardzo lubię efekt bycia na „tak”. Zwłaszcza ten bycia na „tak” dla siebie. On się często okazuje najważniejszy. W życiu często nie dajemy sobie przyzwolenia na wiele rzeczy, nie akceptujemy swoich poglądów czy pomysłów, cały czas dopasowujemy się do innych. Dużo przez to tracimy. Bardzo mi się podoba, gdy ludzie trenujący impro zaczynają czuć, że mówienie sobie „tak” daje coś również innym.

Oczywiście mówienie „tak” temu, co na zewnątrz, również przynosi ciekawe efekty. Jeden mój znajomy, świetny lekarz, a do tego komik, postanowił przez rok mówić „tak” wszystkiemu, co pojawiało się w jego życiu, oczywiście w granicach moralności. Zaprowadziło go to w niesamowite sytuacje, które na pewno będzie opowiadał do końca życia.

Myślę, że takie doświadczenie, nawet przez miesiąc czy tydzień, może być bardzo odkrywcze. Wytrąci nas ze strefy komfortu, która bardzo często nie jest zdrowa. Tej, która jest bardziej zamkiem zbudowanym z naszych lęków i szkodzących nam przekonań. Z jakiegoś powodu zasada bycia na „tak” automatycznie przechodzi na resztę życia. Dzięki niej zaczynamy się otwierać na to, co się pojawia dookoła nas.

Jak więc zacząć improwizować?
W każdym większym mieście jest szkoła improwizacji. Jeśli mieszkamy w małej miejscowości, można poszukać zajęć online. Na pewno lepiej jest improwizować na żywo z drugim człowiekiem, ale taka forma również potrafi dać wiele frajdy.

Czy każdej osobie, która zaczyna improwizować, zmienia się trochę życie?
Tak, i to bardzo. Impro działa terapeutycznie. Odkrywa rzeczy, których wcześniej nie byliśmy świadomi, nasze marzenia i potrzeby. Odsłania przekonania i lęki. A to toruje drogę zmianom. Uczę improwizacji już kilka lat i wciąż nie mogę się nadziwić, jak niesamowity ma wpływ na ludzi i w jak krótkim czasie potrafi zadziałać.

Chela Mydas, improwizatorka, trenerka technik teatru improwizacji, autorka warsztatów tematycznych. Działa ogólnopolsko pod szyldem Chela Impro (chelaimpro.pl) i w ramach Krakowskiej Szkoły Improwizacji – Kuźni Impro (kuzniaimpro.pl), której jest współzałożycielką. Improwizacją zajęła się na pełen etat, bo ta zmieniła jej życie. Teraz marzy, żeby każdy kiedyś tej sztuki spróbował.
Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze