1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Lustro i konsola Jacka Phippsa

Lustro i konsola Jacka Phippsa

</a> jakephipps.com
jakephipps.com
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Stellar Mirror i Stellar Console, lustro i konsola mrugające jak rozgwieżdżone niebo, nie powstały w kosmosie, ale w Anglii. Ich autorem i producentem jest Jack Phipps.

jakephipps.com jakephipps.com

Ułożone pod różnymi kątami elementy konstrukcji, odbijając światło, tworzą niesamowite efekty wizualne. Inspiracją dla formy lustra były odłamki brylantów, z kolei dla konsoli – bryła ametystu.

jakephipps.com jakephipps.com

W przypadku Stellar Mirror prawdziwe kamienie szlachetne zastąpiło 750 małych trójkątnych luster. Powstały dwie wersje lustra – o średnicy 90 cm (cena: ok. 19 tys. zł) i 110 cm (cena: ok. 30 tys. zł, istnieje 25 sztuk).

 

Stellar_Console_proj.Jack Phipps

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W konsoli minerał udaje wypolerowana stal nierdzewna. Konsola występuje w jednym rozmiarze: 140/40/80 cm (cena: ok. 56 tys. zł, istnieje 10 sztuk). Gwiezdne komplety można zamówić na stronie

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Wiejskie życie Kasi Miller

Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Katarzyna Miller uwielbia piękne wnętrza, mogłaby je projektować zawodowo, ale tylko dla osób o podobnym guście, bo jak sama mówi, nie jest minimalistką. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Niełatwo tu trafić, ale jak już się dotrze, chciałoby się zostać na długo. Psychoterapeutka Katarzyna Miller oprowadza nas po swoim sielskim domu w Kazimierzu Dolnym i opowiada o miłości do przedmiotów. 

Kazimierz Dolny odwiedzam regularnie od czterdziestu paru lat, jak nie więcej. I za każdym razem ogarniała mnie tu mieszanka uczuć silna i pierwotna, niemal z trzewi. Radość, tęsknota, ekscytacja… No totalne zakochanie. Patrzyłam na jakieś miejsce, na chałupinkę malusieńką i myślałam: „Boże, żebym choć to mogła mieć. Postawiłabym sobie na trawie fotelik, stoliczek, posadziłabym jakieś kwiatuszki i bym tak sobie siedziała”.

Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król) Kwiaty wypełniają zarówno dom jak i werandę. (Fot. Celestyna Król)

Raz było tak, że akurat nazbierałam pieniędzy i okazało się, że jest tu do kupienia maleńki domeczek. Pomknęłam jak na skrzydłach z myślą: „Kupuję! Wreszcie mnie stać”. Mój Edek orzekł: „To jest ruina”, koleżanka, która akurat budowała dom, wsadziła palucha w mur i powiedziała: „Jeśli chcesz to wyburzyć i wybudować na nowo…”. Załamałam się, bo miałam pieniądze na kupno, nie na remont. Zrezygnowałam, odpłakałam swoje i westchnęłam: „No, trudno”. Po czym znów odłożyłam trochę pieniędzy. Miałam upatrzony domek kanadyjski i działkę w Płońsku. Ale zadzwonił nasz przyjaciel, architekt Waldemar Doraczyński: „Słuchajcie, jest działka, którą zdecydował się sprzedać... – i tu będzie romantyczna historia – nieszczęśliwy mąż. Cztery lata temu stracił żonę, mieszkali w domku z ogrodem, ale odkąd ona umarła, jego noga tu nie postała”. Pojechaliśmy i zobaczyliśmy dżunglę. Dzikie wino zakryło płaszczem chatkę i cały ogród, niemalże je zadławiło. Jak ja w tym wszystkim zobaczyłam nasz dzisiejszy dom, nie wiem, ale trzy lata później tu stanął.

Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król) Widok na dom od strony werandy zamkniętej. (Fot. Celestyna Król)

Z widokiem na dolinę

Najpierw wymyśliłam chałupę chałupiastą, niedużą, wygodną, z ciemnego drewna. Ale Waldek poznał nas ze świetnymi cieślami, Piotruś Ogórek nimi zarządzał. Jeździli po okolicy i zbierali stare drewno. Dzięki nim nasz dom zrobiony jest z odzyskanego modrzewia. Środek jest z nowej sosny.

Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król) Za kominkiem w salonie sprytnie ukryto wejście na górę. (Fot. Celestyna Król)

Wszystko miałam w głowie, wiedziałam, że będzie kuchnia połączona z salonem dla gości, no i nasze pokoje, ale włączył się Eduś: „Ma być góra. Będę się z niej wychylał, by mówić ci, co masz robić” [śmiech]. I tak wizja niedużej chałupy zaczęła się rozrastać. I teraz dół jest mój, a góra jego. Zmieściła się tam też – jak lubię ją nazywać – świetlica, czyli czytelnia, i pokoiki gościnne dla moich przyjaciółek. Błękitno-biały i żółty jak jajeczko.

Uwielbiam projektować, wnętrza to moja miłość.
Mogłabym urządzać wnętrza to zawodowo, ale byłyby to domy dla szczególnego typu osób. Bo ja nie jestem minimalistką. Wymyśliłam na przykład patent, że łazienki powinny do siebie przylegać. Wtedy robi się prostokąt, który dzieli się na pół. A Edek wymyślił, że u nas nie wiadomo właściwie, gdzie są schody na górę, zaoszczędziliśmy w ten sposób dużo miejsca.

Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król) Od początku było wiadomo, że w kazimierskim domu będzie panował niebieski. (Fot. Celestyna Król)

Co jest dla mnie kwintesencją domu? Kanapy, fotele, leżaki, hamaki, stoły, stoliczki, kredensy. Żeby było gdzie usiąść, coś zjeść i porozmawiać. Dom na wsi musi mieć też taras. My mamy dwa. Na zakrytym lubię siedzieć podczas burzy – ale takiej fest, z piorunami – owinięta w koce. A jak trzeba obejrzeć zachód słońca, to wychodzimy na taras odkryty. Boże, co to jest za spektakl – Paramount Pictures normalnie. Kiedyś chciałam mieszkać w samym środku Kazimierza, a dziś jestem taka szczęśliwa, że mam widok na dolinę, że mam spokój, ciszę.

Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król) Letnie śniadania smakują równie dobrze w przestronnej kuchni, jak i na tarasie. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą

Trochę tu Prowansji, trochę dworku i całkiem sporo mieszczańskiego salonu, bo ja jestem bardzo mieszczańska w sensie stylu. Lubię, jak we wnętrzach łączy się stare z nowym, ale niezbyt nowoczesnym. No i kolor. To dla mnie baza życia. Chętnie tworzę wyspy kolorystyczne, widać to zwłaszcza w moim warszawskim mieszkaniu. Jak się okazało, że dom kazimierski będzie miodowy, od razu zobaczyłam niebieskie okiennice i drzwi – kolor capri. Gdyby był mniejszy, pewnie byłby cały biało-niebieski: trochę grecki, trochę szwedzki, a trochę marynarski.

Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król) Łazienka na dole jest bardziej stonowana, oliwkowo-biała. (Fot. Celestyna Król)

Dom na wsi dla mnie musi być usadzony, jakby stał tu nie wiadomo od kiedy. Dużo rzeczy kupowałam na warszawskim Kole, w Lublinie na targu staroci i w galerii Lirka w Warszawie. Tam zobaczyłam biały kredens z kryształowymi szybkami. Chciałam, by tu było ślicznie, kupiłam więc kolejny, niebieski, i jeszcze jeden, malutki, który dosłownie czekał na mnie na targu.

Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król) Kolekcja porcelany, oczywiście z dominantą błękitu. (Fot. Celestyna Król)

Jestem kredensiarą, mogłabym mieć z dziesięć kredensów. Ale największy mój świr to filiżanki. Mam ich niewiarygodną ilość. Co  musi mieć filiżanka, żeby mi się spodobała? No, musi mi się spodobać. I jeszcze karafki uwielbiam, w kuchni mam całą półkę biało-niebieskich przecudnych mleczników. Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką.

Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król) Na dole króluje błękitny kredens – kupiony i przemalowany w galerii Lirka przy Brackiej 18 w Warszawie. (Fot. Celestyna Król)

Frykasy i obrazy

Co jest kazimierskiego u mnie w domu? Ptaszki i żaby z metalu, ze dwa garnki kamienne… Cuda i cudeńka z Lawendy Agnieszki Głowackiej na rynku. Nalewki są kazimierskie, od Marka Stonia, choć nie tylko. No i to fantastyczne jedzenie! Ania Łuczywek z Mlecznej Drogi robi kozie sery jak francuskie, a Basia z Lipowej Doliny – świetne pasztety, nóżki, ćwikłę. Kulebiaki, cebularze, koguty i chleby na zakwasie są od Basi Sarzyńskiej z jej słynnej kazimierskiej piekarni. Na rynku mamy też pyszne miody i kwiaty od pana Mirka i pana Stasia. Jak się mieszka w Kazimierzu, trzeba mieć też tutejszych malarzy. Na wejściu nad komódką mam więc Janusza Michalaka. Jest Jagódka Kołodziejska, Jurek Krzysztoporski, Krzyr, Tadzio Strzępka, Uta Gnatowska, „Subik”, czyli Marcin Sobkowiak. Moje ukochane motywy to woda i droga, pejzaże – bez ludzi. Chyba że na portretach.

Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król) Przestronna kuchnia daje pole do kulinarnych popisów. (Fot. Celestyna Król)

Prowadzę dwa domy i dwa życia – warszawskie, czyli miejskie. I kazimierskie, czyli wiejskie. Oba uwielbiam. Warszawę wolę w tygodniu, Kazimierz latem i w weekendy. Tu czas płynie inaczej, rzeczy mają inną proporcję, ja jestem kimś innym. Jestem starsza, spokojniejsza, chyba trochę smutniejsza, bardziej refleksyjna. No i tu czuję się częścią przyrody. Cała jestem w liściach, kwiatach i w ptakach. 

„Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król) „Nie mogę się oprzeć, jak coś jest dzbanuszkiem, filiżaneczką albo miseczką”, mówi Kasia. (Fot. Celestyna Król)

  1. Materiał partnera

Jak wybrać odpowiedni materac? Porady doboru materacy do sypialni prosto od ekspertów z Hilding Anders

Odpowiedni materac musi być wykonany z dobrych gatunkowo materiałów, by właściwie pełnił swoje funkcje. (Fot. materiały partnera)
Odpowiedni materac musi być wykonany z dobrych gatunkowo materiałów, by właściwie pełnił swoje funkcje. (Fot. materiały partnera)
Materac powinien być precyzyjnie dopasowany do indywidualnych potrzeb, aby zapewnić zdrowy i komfortowy sen. Jak prawidłowo dobrać rozwiązanie do łóżka? - oddajemy głos specjalistom z Hilding Anders.

Rozmiar materaca

To podstawowa kwestia, z którą musisz się zmierzyć, wybierając nowe rozwiązanie do sypialni. Ogólnie, im większa powierzchnia do snu, tym lepiej. Niestety nie zawsze możemy pozwolić sobie na ogromne łóżko - duży mebel jest problematyczny zwłaszcza w małych i wąskich sypialniach, które łatwo zagracić. Materac musi być na tyle duży, by był wygodny, a równocześnie nie blokował dostępu do drzwi, innych mebli czy swobodnego poruszania się po pokoju.

Wybierając rozmiar materaca, warto wziąć pod uwagę dwie kluczowe kwestie:

a) przeznaczenie Szukasz materaca dla jednej czy dwóch osób? Standardowe materace do pojedynczego łóżka są dostępne w wymiarach 80x200, 90x200, 100x200, a nawet 120x200 cm, przy czym za najbardziej optymalny uznaje się ten o szerokości min. 90 cm. W przypadku dwóch użytkowników należy postawić na szersze materace 160x200, 180x200, 200x200 lub najmniejszy wariant podwójny 140x200. Dobierając rozmiar sprzętu, kieruj się przede wszystkim tym, ile miejsca potrzebujesz, by dobrze się wyspać. Na zbyt wąskim materacu partnerzy mogą na siebie wpadać, wybudzać się lub przyjmować niezdrową, skurczoną pozycję snu.

b) gabaryty ciała Rozmiar materaca powinien być dopasowany do wagi i wzrostu użytkownika. Spanie na łóżku, z którego wystają nam ręce lub nogi jest nie tyle niewygodne, co ryzykowne dla zdrowia. Dla osób o wysokiej masie ciała polecane są najszersze rozwiązania (min. 100 cm w przypadku pojedynczych łóżek i 180 cm w sypialniach małżeńskich), które umożliwią swobodne zmiany pozycji snu. Drugi wymiar, długość materaca, jest warunkowany wzrostem. Przyjmuje się, że dobry sprzęt będzie większy o 15-20 cm od długości ciała.

Biorąc pod uwagę wielość rozmaitych potrzeb, Hilding oferuje każdy model materaca w różnych wariantach. Flagowe materace, np. Cha-cha, Rumba czy Melody można nabyć aż w 7-8 rozmiarach.

Twardość materaca

Dobrze dobrany materac to taki - nie za miękki, nie za twardy - który idealnie balansuje komfort i wsparcie ciała. Na podłożu o prawidłowej twardości kręgosłup nie zapada się ani nie wygina w niepożądany sposób. Sylwetka, odpowiednio podparta, ma doskonałe warunki do relaksacji - odciążone mięśnie i stawy odprężają się, a nocne procesy regeneracji ulegają przyspieszeniu.

Twardość materaca jest najważniejszym parametrem, jeśli chodzi o wygodę wypoczynku. Warto jednak zauważyć, że odczucie to jest bardzo subiektywne. Ten sam materac w zależności od preferencji może być bowiem za twardy, za miękki lub optymalnie twardy.

W doborze odpowiedniej sztywności należy kierować się takimi parametrami jak ciężar ciała (na bazie tej charakterystyki powstała umowna skala twardości materaca), wzrost, wiek, preferowana pozycja snu czy osobiste upodobania, i tak:

  • materace o średniej twardości (np. dwustronny model Zorba) są polecane dla osób, które ważą 50-80 kg, a także tych, którzy zazwyczaj śpią na boku;
  • materace twarde (Hilding Melody) będą dobrym wyborem dla cięższych użytkowników ponad 80 kg, par o dużej różnicy wagi oraz osób, które lubią spać na plecach bądź brzuchu,
  • materace bardzo twarde (np. Hilding Modern H3/H4) są dedykowane dla najbardziej wymagających konsumentów (+100-110 kg) i użytkowników, którzy cenią sztywne podłoże do snu.
Znaczą trudnością w doborze materaca jest fakt, że ciało dynamicznie się zmienia, a sprzęt, który początkowo spełniał nasze oczekiwania, już po kilku latach może być niewystarczający. W odpowiedzi na te problemy Hilding zaproponował materac hybrydowy Electro z mechanizmem regulacji twardości na 6 poziomach i serię modeli dwustronnych, które posiadają różny stopień twardości po obu stronach rozwiązania.

Rodzaj wkładu

Po określeniu rozmiaru i twardości materaca, przychodzi czas na wybór wypełnienia w rozwiązaniu. Z pewnością niejednokrotnie słyszałeś, że materace dzielą się na piankowe, sprężynowe i hybrydowe. Każdy z nich buduje inny rodzaj wkładu, a co za tym idzie - każdy model działa w nieco inny sposób.

Jeśli zależy ci na klasycznym odczuciu sprężystości, wybierz materace sprężynowe. Nowa generacja materacy w niczym nie przypomina staromodnych rozwiązań rodem z sypialni naszych dziadków. Sprężyny kieszeniowe są wysoko elastyczne, to znaczy, że uginają się wyłącznie w miejscu nacisku, doskonale wspierając ciało, a przy tym nie skrzypiąc i nie wprawiając powierzchni w drgania.

Dla osób, które lubią wrażenie otulenia przez tkaninę polecane są rozwiązania piankowe. Modele wysokoelastyczne i materace visco precyzyjnie odwzorowują krzywizny ciała, dzięki czemu stabilizują sylwetkę na całej długości. W tej kategorii znajdziemy także specjalistyczny materac z lateksu o właściwościach antyalergicznych i przeciwgrzybiczych, który zapewnia przyjazne środowisko snu dla wrażliwych użytkowników.

Bez względu na rodzaj wypełnienia, materac musi być wykonany z dobrych gatunkowo materiałów, by właściwie pełnił swoje funkcje. Rozwiązania Hilding Anders, jeszcze przed dopuszczeniem do sprzedaży, przechodzą szereg restrykcyjnych testów, co gwarantuje wysoką jakość ich wykonania. Troska o zachowanie najwyższych standardów sprawiła, że modele Hilding zostały oznaczone międzynarodowymi certyfikatami Oeko-Tex i Znakiem Jakości AEH.

Założona w 1939r. w Szwecji firma Hilding Anders jest wiodącym producentem materacy na rynku. Obecna na Polskim rynku od 2001 roku firma podbiła serca Polaków wysoką jakością i skandynawskim stylem. W swoim portfelu firma posiada marki takie jak Hilding, Curem, Jansen, Bedding oraz Carpe Diem. Poza własną produkcją Hilding tworzy również materace dla marek takich jak Agata, Amazon BRW, Sleepmed i wiele innych.

  1. Styl Życia

Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?

Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?
Zaproś las do domu - na czym polega idea skogluft?
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Jeśli chcesz niewielkim kosztem sprawić, by twoje mieszanie stało się oazą spokoju, zdrowia i dobrej atmosfery – spodoba ci się koncepcja skogluft.

Skogluft (norw. leśne powietrze) – to termin stworzony przez JØrna Viumdala, norweskiego inżyniera, który pracuje z roślinami od ponad 30 lat. Kryje się pod nim koncepcja mądra i prosta: chodzi o wprowadzenie do pomieszczeń, w których najczęściej przebywasz, roślin i światła. Konkretnych roślin i konkretnego światła. Viumdal przekonuje, że przyczyną większości naszych chorób, w tym także psychicznych, jest znikomy kontakt z naturą. Zamknięci w domach z betonu i szklanych biurach, cierpimy na deficyt natury – schorzenie, które stwierdza się już nawet u małych dzieci. Jego najczęstszymi objawami są: bóle głowy, zmęczenie i zapalenie śluzówek. I nic dziwnego, że tak reagujemy, bo jak pisze w książce „Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak), to las – nie miasto – jest naszym naturalnym środowiskiem. Co więcej, jesteśmy stworzeniami o trybie dziennym, które potrzebują jasnego, białego światła, żeby móc właściwie funkcjonować. Niestety współczesne czasy zmusiły nas do życia w trybie, który nie jest dla nas zdrowy: nocne dyżury, przyjęcia czy oglądanie do późna seriali na Netfliksie. Można temu jednak zaradzić. Jak? Konstruując w domu ściankę roślinną i montując w jej pobliżu oświetlenie o spektrum światła dziennego. 

Patrz na kelwiny, nie waty

Światło o pełnym spektrum jest jak najbardziej podobne do naturalnego światła słonecznego. W takim świetle lepiej funkcjonuje roślinność, ale i człowiek. Barwę światła oznaczamy w kelwinach (K). Szukaj tego oznaczenia na opakowaniu żarówki (najlepiej zdecydować się na te typu LED). Światło chłodne o pełnym spektrum ma temperaturę około 5000 K lub wyższą. Jeśli chodzi o rośliny, światło o takiej barwie możesz zostawić im nawet w nocy; jeśli chodzi o ciebie, lepiej by dawało ci poczucie, że przebywasz na łonie natury w środku dnia, nawet jeśli z różnych powodów musisz przebywać w pomieszczeniu. Zatem wieczorem możesz wybrać światło o barwie ciepłej, przyciemnionej, a do czytania lub pracy – światło o barwie neutralnej. Chłodna jest najlepsza jako punktowe oświetlenie.

Jedna roślina, wiele możliwości

Zdaniem Viumdala skogluft daje takie same właściwości jak kąpiele leśne, oczywiście w pomieszczeniach (wprowadza nas w stan spokoju i zadowolenia oraz redukuje stres). Jeśli więc nie możesz udać się do lasu, sprowadź go do domu. Dodatkowa korzyść jest taka, że rośliny – a zwłaszcza ich niektóre gatunki – oczyszczają powietrze z potencjalnie szkodliwych składników. Takim gatunkiem jest epipremnum złociste – roślina o długich pnączach, która, choć przybyła do nas z wysp na Pacyfiku, świetnie czuje się w naszym klimacie i jest bardzo łatwa w uprawie. No i idealnie nadaje się do stworzenia ścianki roślinnej. Potrzebujesz do tego około dwudziestu roślin, po cztery w pionie i pięć w poziomie, ustawionych tak, aby tworzyły kwadrat o wielkości metr na metr.

Epipremnum złociste. (Fot. iStock)  Epipremnum złociste. (Fot. iStock) 

Możesz ułożyć je w systemie ramowym –  składa się na niego stelaż podwieszany na ścianie za pomocą kilku wkrętów oraz cztery skrzynki na kwiaty, które przymocowujesz do tej ramy. Poszukaj takiego modułu w sklepach ogrodniczych lub w Internecie. Inną opcją są pojedyncze skrzynki kwiatowe, które zawieszasz na ścianie jedna pod drugą oraz obok siebie – lub stawiasz je na półkach. Są również systemy automatyczne – bardziej skomplikowane – montowane czasem we wnętrzach budynków użyteczności publicznej. Mają one zintegrowane podlewanie, prąd i odpływ, ale są znacznie droższe. Tańsza wersja w zupełności ci wystarczy. Co istotne, epipremnum podlewasz tylko raz na trzy tygodnie. 

Spodziewane efekty

Wysiłek i wydatek niewielkie, a przynoszą znaczące korzyści. Viumdal przetestował swoją koncepcję w mieszkaniach i biurach i stwierdził następujące efekty u korzystających z niej osób: znaczne zwiększenie chęci do życia oraz żywotności, obniżenie poziomu odczuwalnego stresu, podwyższenie odporności organizmu, zmniejszenie dolegliwości bólowych, szybszy powrót do zdrowia po chorobie, znaczna poprawa koncentracji oraz większe poczucie spokoju. Plus czystsze powietrze w domu. (Dokładne wyniki przedstawia w swojej książce). W dodatku – jak pięknie to wygląda!

 

JØrn Viumdal,„Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak) JØrn Viumdal,„Skogluft. Mieszkaj zdrowo” (wyd. Znak)

  1. Styl Życia

Krakowski azyl fotografki i graficzki Anity Andrzejewskiej

Anita Andrzejewskia i różowa lodówka, podręczny ekran do wspomnień. (Fot. Michał Mutor, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Anita Andrzejewskia i różowa lodówka, podręczny ekran do wspomnień. (Fot. Michał Mutor, Stylizacja: Basia Dereń-Marzec)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Krakowski azyl fotografki i graficzki Anity Andrzejewskiej to przystań po podróży. Zakątek, w którym codzienności towarzyszą przedmioty-wspomnienia.

Drewniane schody są tu wytarte od tysięcy kroków, lamperia olejnej farby ledwie chroni zniszczone mury. Kamienica na krakowskim Podgórzu istnieje od połowy XIX wieku i niejedno widziała. Choć takiej lokatorki jak Anita Andrzejewska nie było tu na pewno nigdy wcześniej.

Fotografka, graficzka i ilustratorka książek dla dzieci Anita Andrzejewska urodziła się w Toruniu i skończyła ASP w Krakowie. (Fot. Michał Mutor) Fotografka, graficzka i ilustratorka książek dla dzieci Anita Andrzejewska urodziła się w Toruniu i skończyła ASP w Krakowie. (Fot. Michał Mutor)

Na pierwszym piętrze, w mieszkaniu z widokiem na imponujący strzelistymi wieżami neogotycki kościół Świętego Józefa, znalazła swoje miejsce fotografka, graficzka i podróżniczka. Od szarości otoczenia oddziela ją wielokolorowa kwiecista tkanina suzani – kotara w drzwiach. Na niewielkiej przestrzeni co krok zaskakujący przedmiot. Każdy ma swoją egzotyczną historię, przywiezione z fotograficznych wypraw opowiadają o spotkaniach z ludźmi.

Ścienna szafa to praktyczny mebel z radżasthańską inspiracją. (Fot. Michał Mutor) Ścienna szafa to praktyczny mebel z radżasthańską inspiracją. (Fot. Michał Mutor)

„To suzani przywiozłam z Peszawaru. Chorowałam wtedy bardzo, dużo czasu spędziłam, kręcąc się niedaleko mojego hotelu. Często spotykałam młodego Afgańczyka, który mnie namawiał do odwiedzin w jego sklepie. W Pakistanie tradycja nie pozwala mężczyznom na kontakt z obcymi kobietami, a on był nietypowy, odważny, ale subtelny. W końcu poszłam, dostałam domowy obiad i wysłuchałam opowieści o rozłące z rodzicami, o dziecku chorym na polio. W tym mieście, gdzie wszyscy byli odlegli, on podszedł bliżej. Takie spotkania są dla mnie w podróży najcenniejsze. I kupiłam tę tkaninę”.

Udane połączenie: stare krakowskie meble i dywany przywiezione z Iranu. (Fot. Michał Mutor) Udane połączenie: stare krakowskie meble i dywany przywiezione z Iranu. (Fot. Michał Mutor)

Takich znaczących przedmiotów jest wokół Anity Andrzejewskiej dużo. Dywany na podłodze są z Iranu. „Ten z motywem zgubnej gwiazdy dostałam od koleżanki. Wiedząc, że dużo podróżuję, wybrała dla mnie dywan koczowników, który przypomina, że nie wszystko zależy od nas i kiedy ruszamy w drogę, powinniśmy czujnie wypatrywać znaków na niebie, szanować prawa natury i plany bogów”.

Tak powstają ilustracje do książek, są wspólnym dziełem Anity Andrzejewskiej, i Andrzeja Pilichowskiego-Ragno. (Fot. Michał Mutor) Tak powstają ilustracje do książek, są wspólnym dziełem Anity Andrzejewskiej, i Andrzeja Pilichowskiego-Ragno. (Fot. Michał Mutor)

Drewniana główka figurki z teatru lalek przymocowana do ściany (pociągnięta za sznureczek wysuwa długi język) i drobne kubeczki z laki są z Birmy. „Gdybym mogła teraz wstać i gdzieś pojechać, to wybrałabym Birmę, uwielbiam ją” – mówi Anita.

Za oknem zawieszone na sznurku powiewają modlitewne chorągiewki z Indii, a w tle dominuje nad okolicą kościelna wieża. Dwa światy, ten krakowski i ten azjatycki, przenikają się. Tak w życiu Anity Andrzejewskiej dzieje się od lat. Z rodzinnego Torunia przyjechała do Krakowa na Akademię Sztuk Pięknych. Kiedy zrobiła dyplom z grafiki, okazało się, że w dorosłe życie prowadzi ją druga pasja: fotografia. Zaczęła od Australii, od odwiedzin u siostry. Spotkała tam ludzi, którzy żyli wolni, tak jak chcieli, skupieni na realizacji swojego projektu. „Zrozumiałam, że też tak chcę, że chcę być w ruchu, podróżować i robić zdjęcia. Zaczęłam od pejzaży, dopiero potem odważyłam się fotografować ludzi”.

Retuszowanie odbitek w pracowni. (Fot. Michał Mutor) Retuszowanie odbitek w pracowni. (Fot. Michał Mutor)

Fotografie Anity Andrzejewskiej są czarno-białe. Realistyczne, a jednocześnie nierealne. Wychwytują z rzeczywistości drobne jej fragmenty: przejmujący portret, wysmakowany detal, zaskakujący pejzaż. Gęste od odcieni czerni i szarości uwodzą niepokojącym pięknem, wyjątkowym i osobistym spojrzeniem na świat. W kolorowym mieszkaniu na Podgórzu tych czarno-białych zdjęć nie ma. Są za to kolorowe figurki, dywany, tkaniny, poduszki, jest nawet różowa lodówka, a duża ścienna szafa błyska drobnymi lusterkami w radżasthańskim stylu. Tym radosnym przedmiotom towarzyszą drewniane meble, w miksie nowoczesności i stylowości. Miejsce fotografii jest w pracowni, tam, gdzie Anita Andrzejewska je wywołuje, w albumach i na wystawach. W pracowni powstają też ilustracje do książek. To jej druga, stacjonarna, pasja. Ze starych przedmiotów, części nieczynnych urządzeń, metalowych drobiazgów, z trudem wyszukiwanych na strychach i wyprzedażach, Anita tworzy oryginalny świat zwierząt i postaci.

Różowa lodówka to podręczny ekran do wspomnień. (Fot. Michał Mutor) Różowa lodówka to podręczny ekran do wspomnień. (Fot. Michał Mutor)

Wyobraźnia i talenty Anity Andrzejewskiej czerpią z napotkanych w życiu miejsc, ludzi, przedmiotów. Powstają dzieła wyjątkowe. Jednym z nich jest jej dom.

  1. Styl Życia

Balkon - twój kokon, oaza, schronienie. Zainspiruj się

Orientalne lampiony, świece zapachowe, poduszki, dywanik -  balkon może być  dobrym miejscem do relaksu. (Fot. Westwing, westwingnow.pl)
Orientalne lampiony, świece zapachowe, poduszki, dywanik - balkon może być dobrym miejscem do relaksu. (Fot. Westwing, westwingnow.pl)
Zobacz galerię 16 Zdjęć
Dni coraz dłuższe, wieczory coraz cieplejsze, a o siedzeniu w kawiarnianym ogródku na razie możemy zapomnieć. Pozostają balkony. Nawet najmniejszy taras może się stać przyjemnym zakątkiem, oazą, miejscem, gdzie z chęcią napijesz się kawy, poczytasz albo beztrosko popatrzysz w niebo.