fbpx

Beata Tadla o sztuce umiaru

Beata Tadla o sztuce umiaru
Beata Tadla (fot. Rafał Nowakowski)

W dobie pandemii godzimy się na masowe używanie plastików i jednorazowych sprzętów, bo ratują życie wielu ludziom. Beata Tadla zachęca jednak, żeby o naturę w swoim najbliższym otoczeniu troszczyć się niezmiennie.

Uważam, że dojrzewanie do ekologii to proces, przynajmniej w moim przypadku tak było. Zaczęły przemawiać do mnie obrazy zanieczyszczonych oceanów. Zniekształconego żółwia, który rósł owinięty plastikową torebką. To człowiek ją tam wrzucił… Kiedyś widziałam plażę nad Bałtykiem tuż po majówce. Jeden wielki śmietnik. Jeśli od nas zależy wyrzucanie tych śmieci, to i od nas powinno zależeć działanie odwrotne. Jestem pozytywistką z przekonania i wiem, że jednostka może wiele, warto więc zacząć od siebie. Czerpać od mądrzejszych, ale i liczyć, że nasze działanie stanie się przykładem.

Nigdy nie żyłam w nadmierności, nie muszę zatem rezygnować z konsumpcyjnego hedonizmu. W domu mam tylko to, czego używam, z podróży nie przywożę pamiątek (najwyżej przyprawy), lecz wspomnienia: smaki, zapachy, spotkania z ludźmi. Zakupoholizm, gromadzenie dóbr były mi zawsze obce. Bliska mi jest szwedzka idea lagom, co można przetłumaczyć jako „nie za mało, nie za dużo – wystarczająco”, i tym przekonaniem udało mi się zarazić kilka osób.

Po co ten karton?

Mam wrażenie, że obecna pandemia w pewien sposób przystopuje trend eko, w który zaczęło wierzyć coraz więcej osób. Jeszcze niedawno słychać było głosy, żeby wybierać komunikację miejską, przesiadać się na rowery, dziś wszyscy mówią, że bezpieczniej jest jeździć samochodem. Plastik, z którym tak mocno walczyliśmy, teraz nas ratuje. Jednorazowe maseczki, rękawiczki, woreczki, przyłbice… Jak byśmy sobie bez nich poradzili? Jednocześnie myślę o tym, jak trudno będzie zagospodarować te odpady.

Skoro jednak oczekujemy, że natura będzie nam sprzyjać, że pójdziemy do lasu, pooddychamy świeżym powietrzem, to nie możemy się poddawać. Warto pamiętać choćby o tym, żeby nie wyrzucać żywności. Ja na przykład uznałam, że nie będę robiła kolejnych zakupów na Wielkanoc, tylko wykorzystam to, co mam już w domu: kasze, makarony, warzywa, mrożonki. Poczułam przypływ kreatywności i jak się okazało, mielibyśmy co jeść, nawet gdyby święta potrwały dłużej.

Konsekwentnie nadal składam też wszelkie kartony czy szklane opakowania, żeby wywieźć je do punktu selektywnej zbiórki odpadów, jak to robię od dawna. Przyznaję jednak, że teraz zamawiam więcej rzeczy z dostawą do domu niż kilka miesięcy temu, i nie mogę się nadziwić, dlaczego nawet małe rzeczy są pakowane w wielkie kartony, wypełnione nadmuchiwanymi torebkami czy styropianowymi skrawkami. To ważny temat, z którym firmy przesyłkowe będą musiały się zmierzyć.

Kleks na aplikacji

Ostatni okres jeszcze wzmocnił we mnie przekonanie, że można obejść się bez wielu rzeczy. Oczywiście, że chciałabym posiedzieć sobie z przyjaciółką przy kawie. Albo pójść na basen, który uwielbiam. Jednak trzeba się dostosować. Kawę można wypić na tarasie czy w kuchni, umawiając się wirtualnie ze znajomymi. Zamiast pływać – więcej spaceruję z kijkami. Używam aplikacji do liczenia kroków. Hasło #zostańwdomu nie oznacza: siedź w domu! Na szczęście już można wychodzić, ale kiedy parki i lasy były zamknięte, i tak znacznie przekraczałam dzienną dawkę ośmiu tysięcy kroków dla zdrowia, chodząc po mieszkaniu. I tylko wykres w aplikacji, zamiast – jak wcześniej – pokazywać długie linie wzdłuż ścieżek, wyświetlał wielki kleks, bo rysował trasę między kuchnią a salonem, a to niewielki dystans…

Beata Tadla, dziennikarka radiowa i telewizyjna, autorka książek. Na antenie Radia ZET prowadzi programy „ZET jak związki” i „To właśnie weekend”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze