fbpx

Chromoterapia – wpływ kolorów na nasze samopoczucie

Chromoterapia - wpływ kolorów na nasze samopoczucie
Barwy niosą ze sobą określony ładunek energii. Mają wpływ na naszą psychikę, fizjologię, zdolność koncentracji, pragnienia, popędy, nawet siłę fizyczną. (Fot. Getty Images)

Czego potrzebujesz? Więcej snu czy więcej seksu? Zrelaksować się czy pobudzić siły witalne albo apetyt? Obudzić kreatywność, a może analityczne myślenie? To wszystko mogą ci dać… kolory. Przy czym nie musisz od razu przemalowywać mieszkania.

Barwy niosą ze sobą określony ładunek energii – pisze Francuski designer, Jean-Gabriel Causse w książce „Niesamowita moc kolorów”. Mają wpływ na naszą psychikę i fizjologię. Na zdolność do koncentracji, na pragnienia i popędy, nawet na siłę fizyczną! Jeśli dodać do tego, że w naszych pokojach spędzamy średnio 25 lat, wybór kolorów, jakimi się otaczamy, wydaje się kwestią, której warto poświęcić trochę czasu.

Bielszy od bieli

Czy zastanawiałeś się, ile kolorów potrafimy odróżnić pomiędzy bardzo podobnymi do siebie odcieniami? Trudno w to uwierzyć, ale ponoć od kilku tysięcy do kilku milionów! Jednocześnie okazuje się, że większość mężczyzn z trudem odróżnia jasnofioletowy od różowego. Percepcja koloru uzależniona jest od wielu czynników: od jakości wzroku, odległości przedmiotu, rozmiarów i powierzchni, na której ów kolor występuje, sąsiedztwa innych barw, od kultury, w jakiej wzrastamy… Czy można się dziwić, że Eskimosi, zamieszkujący obszary koła podbiegunowego, mają ponad 20 określeń bieli? Ale istnieją również kolory, które w pewnych cywilizacjach nie doczekały się nazwy, co oznacza, że po prostu nie były rozróżniane. Na przykład dla Azteków niebieski i zielony były tym samym. A przecież jest jeszcze coś, co zwykło się nazywać pamięcią komórkową… Causse twierdzi, że jeśli twój przodek torturowany był w pomieszczeniu o określonej barwie, możesz odczuwać niepokój, kiedy wchodzisz z nią w kontakt, i żadne argumenty dekoratora nie przekonają cię do umieszczenia jej na ścianie. Dlatego wszelkie teorie i fachowe sugestie zawsze tracą moc w konfrontacji z twoją intuicją.

W różnych sytuacjach wiedza na temat kolorów okazuje się jednak bardzo przydatna. Wykorzystują ją specjaliści od marketingu, kiedy wybierają oświetlenie sklepu, barwę produktu (nawet pigułek na daną dolegliwość!) czy jego opakowania. Wykorzystują ją też określone grupy zawodowe. Być może zauważyłeś, że alpiniści noszą czerwone kombinezony. Moda? Niekoniecznie. Rzecz w tym, że czerwień – jako wyjątkowo ciepły kolor – daje odczucie nieco wyższej temperatury. Czy to znaczy, że chirurdzy ubierają się na zielono, żeby zachować zimną krew? Jean-Gabriel Causse tłumaczy to teorią dotyczącą barw dopełniających. Kiedy patrzymy na dany obiekt, nasze oko tworzy automatycznie jego barwę dopełniającą i projektuje ją na otaczające przedmioty. A że czerwień i zieleń się dopełniają, zielony strój pozwala zneutralizować plamy wywołane przez kolor operowanych organów. Z tego samego powodu odradza się kosmetyczkom malowanie ścian salonu na czerwono, a przynajmniej wstawianie w takim pomieszczeniu lustra. Po prostu zjawisko powidoku sprawi, że klienci będą w nim widzieć pozieleniałą twarz.

Zgłębianie chromoterapii jest naprawdę fascynujące. Możesz na przykład dowiedzieć się, że kolor ma wpływ na naszą percepcję dźwięków, zapachów, smaków, a nawet czasu! Że ludzka skóra odróżnia kolory (a więc oddziałują one na naszą fizjologię również wtedy, gdy ich nie widzimy). Że najbardziej skontrastowane barwy to wcale nie czarny i biały, tylko czarny i żółty (patrz: taksówki w wielu miastach). Że piłkarze ubrani w czarne koszulki są częściej karani przez sędziów. Albo że istnieje odcień różu, nazywany różem Bakera Millera. Czy jego ojcowie chrzestni byli dekoratorami? Bynajmniej. To komendanci więzienia amerykańskiej marynarki wojennej w Seattle, którzy w 1979 roku zgodzili się na swoisty eksperyment: przemalowanie ścian cel na różowo. Chodziło o to, by zastosować kolor, który będzie ciepły, a jednocześnie zadziała relaksująco (taką funkcję przypisuje się raczej barwom zimnym). Rzeczywiście: poziom agresji więźniów się zmniejszył.

Mobilizacja i relaks

Według prezentowanych przez Causse’a badań niemal wszyscy (na całym świecie!) lubią niebieski. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn – kobiety skłaniają się nieznacznie ku zielonemu. Żeby uprzedzić wszelkie wątpliwości i opory, ustalmy od razu: nasz organizm potrzebuje wszystkich kolorów. W „Niesamowitej mocy kolorów” znajdziemy zalecenie, by stosować w poszczególnych wnętrzach, naprzemiennie, zimne i ciepłe barwy. Dobrze jest pamiętać, że im bardziej ciągnie cię do jakiegoś koloru, tym bardziej nasycony odcień warto wybrać. I że twoje zapotrzebowanie na określone kolory zmienia się – w zależności od sytuacji życiowej, nastroju, pory roku… Jeśli jesteś akurat wyczerpany, potrzebujesz się doenergetyzować – prawdopodobnie sięgniesz po ciepłe barwy. Jeśli jesteś nadmiernie pobudzony, bardziej sprawdzą się te zimne, relaksujące.

Najbardziej mobilizujący kolor? Oczywiście czerwień! Badania wykazały, że powoduje wręcz przyśpieszenie pulsu i oddechu, zwiększenie ciśnienia, szybsze mruganie powiekami i… zmniejszenie zdolności do myślenia. Czerwień budzi w nas gadzi mózg, odpowiedzialny za instynktowne zachowania, za przetrwanie. To kolor, który ostrzega przed niebezpieczeństwem, wywołuje stres – kojarzy się z widokiem krwi, ale też z poprawkami w wypracowaniu… Czy oznacza to, że mamy zrezygnować z czerwieni? Nie! Należy po prostu korzystać z niej w umiarkowany sposób. We wnętrzach najlepiej używać jej jako koloru dodatków. Może stać się świetnym dopełnieniem w pomieszczeniach, w których dominują barwy chłodne – nawet w sypialni (chyba że mamy kłopoty ze snem). Zwłaszcza że przecież w sypialni nie tylko śpimy, a czerwień to znakomity afrodyzjak. Pamiętajmy, że może ona wywoływać wrażenie wyższej temperatury (podnosi ją o jakieś dwa stopnie). I że pobudza apetyt.

Interesuje cię, jaki kolor sprzyja nauce i pracy umysłowej? Znakomitym wyborem jest żółć. Wzmacnia, ociepla, ułatwia koncentrację, stymuluje ciekawość i produktywność, ale nie pobudza jak czerwony. Świetnie sprawdza się w salonie, jadalni, przedpokoju – dodaje energii, ułatwia wymianę myśli i komunikację. W kuchni zaostrzy apetyt. Żółć najlepiej komponuje się z fioletem, który jest dla niej barwą dopełniającą, ale też z błękitem i zielenią. Inny stymulujący kolor, sprzyjający pracy, to pomarańcz. Jednocześnie jest to barwa znakomicie wpływająca na komunikację – jej obecność sprawia, że chętnie się wypowiadamy i równie chętnie słuchamy opinii innych. Dodaje otuchy, ma też korzystny wpływ na trawienie. Podobnie jak żółć, zalecana jest w pokojach dziennych, w przedpokoju, kuchni czy jadalni.

Przy urządzaniu wnętrz, w których pracujemy, warto wziąć pod uwagę jeszcze jeden niuans. Zdaniem Jeana-Gabriela Causse’a, jeśli nasza praca wymaga precyzji i skupienia, bardziej sprawdzą się ciepłe kolory. Jeśli jednak kluczową rolę odgrywają w niej refleksja, kreatywność i podejmowanie decyzji na chłodno – lepiej postawić na błękit. Uważany za najbardziej kreatywny ze wszystkich kolorów, symbolizuje wolność, przestrzeń, daje poczucie harmonii z otaczającym środowiskiem – w końcu to kolor nieba i morza! Warto wziąć poprawkę na to, że może działać usypiająco i dawać uczucie chłodu. Zdecydowanie nie nadaje się do miejsc, w których przygotowuje się i spożywa posiłki. Odradza się go też osobom z depresją – w takich przypadkach wskazane będzie zastosowanie turkusu. Za najbardziej wyważoną barwę uchodzi zieleń – bądź co bądź znajduje się pośrodku widma optycznego. Przyjmuje się, że przywraca równowagę, uspokaja, obniża ciśnienie krwi, pomaga rozładować napiętą atmosferę, tworzy klimat zaufania, działa na organizm regenerująco. Najczęściej w pokojach dziennych tę funkcję pełnią rośliny. I wreszcie kolor mistyków, mistrzów hipnozy, pisarzy i osób cierpiących na bezsenność – fiolet. Pomaga skupić się (w samotności), wniknąć w głąb siebie. Jednocześnie – kiedy zabarwia się różem – nabiera właściwości afrodyzjaku. Aha, kolory jasne i zimne powiększają przestrzeń, podczas gdy ciemne i ciepłe pomniejszają, wywołując wrażenie przytulności.

A co z tak zwanymi kolorami achromatycznymi? Według badań biel, czerń i brąz powodują obniżenie wyników w nauce i pracy. Są niemal pozbawione życia – nie ułatwiają skupienia, nie sprzyjają ani kreatywności, ani relaksowi. Wykazano wręcz, że biały kolor w miejscu pracy może na dłuższą metę prowadzić do zmęczenia i absencji. „W pomieszczeniach, w których dominuje wyraźna barwa chromatyczna, ludzie pracują lepiej, szybciej i popełniają mniej błędów” – czytamy u Causse’a. Francuz przypomina, że biel jest w wielu cywilizacjach kolorem śmierci. Uważa, że mieszkanie czy biuro pomalowane na biało stają się bezosobowe, nieprzytulne, odrealnione. I konkluduje: „Wybór bieli, gdy nie potrafimy zdecydować się na nic innego, to najgorsza z możliwych decyzji”. Również mistrzowie feng shui zalecają biel jako dominujący kolor tylko w jednym miejscu – w łazience. Co do czerni nie trzeba chyba nikogo przekonywać – w dekoracji wnętrz ma zastosowanie tylko jako dodatek. Ale mamy jeszcze szarość, która od pewnego czasu jest w cenie. Jean-Gabriel Causse stawia sprawę jasno: podobnie jak czerń i biel, nie jest to kolor życia. Może sprawdzić się przy wejściu, ale nie w pomieszczeniach, w których jemy, pracujemy, rozmawiamy, kochamy się… No, chyba że jesteś doskonale zrównoważony. „W szarym pomieszczeniu nie odpoczywamy, nie nabieramy sił; raczej trwamy w kontemplacji”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze