fbpx

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów
Na zdjęciu:  Maria Kierzkowska, Paula Popczak. (Fot. Joanna Ludwisiak "Dżo”/ materiały prasowe Rozkwit)

O kwiatach w czasie pandemii i radach dla początkujących ogrodników rozmawiam z Paulą Popczak i Marią Kierzkowską architektkami, które założyły pracownię florystyczną Rozkwit.

Zielona rewolucja rozpoczęła się kilka lat temu. W największych polskich miastach zaczęły powstawać kwiaciarnie nowego typu – prowadzone przez młodych, ceniących tradycyjne rzemiosło, eksperymentujących z nowoczesnymi kompozycjami pasjonatów, którzy zamiast róż i celofanu, proponowali klientom efektowne wiązanki z lokalnych, czasem nieco zapomnianych, odmian. Dziś każdy chwali się na Instagramie samodzielnie odchowanym pieniążkiem, hoją kerri, starcem zwisającym czy skrzydłokwiatem – im dziwniejsza, bardziej barwna i nietypowa roślina, tym więcej lajków na Instagramie. Opublikowane w marcu tego roku badania brytyjskiej agencji SWNS pokazały, że siedem na dziesięć osób w wieku od 25 do 39 lat określa siebie mianem roślinnych rodziców, a dla 67 proc. opieka nad roślinami okazała się większym wyzwaniem, niż się spodziewali. Instagram, YouTube, spotkania połączone z wymianą szczepek oraz kwiaciarnie prowadzone przez młode osoby, to dziś główne źródła wiedzy o roślinach.

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów
Nowe pokolenie amatorów roślinności zapałało prawdziwą miłością do kwiatów ciętych i doniczkowych. (Fot. Joanna Ludwisiak „Dżo”/ materiały prasowe Rozkwit)

W którym momencie pojawiły się w waszym życiu kwiaty?
Paula: We wrześniu zeszłego roku siostra naszej przyjaciółki brała ślub i zaproponowała, abyśmy udekorowały kwiatami całą salę. Zaufała nam, bo wcześniej tego nie robiłyśmy, ale wyszło świetnie, wszyscy byli bardzo zadowoleni i to był taki przełomowy moment.

Maria: Nikt z naszej rodziny, ani my same, nigdy nie pracował w kwiaciarni. Postanowiłyśmy rzucić się na głęboką wodę. Zaczęłyśmy szukać lokalu i to wszystko wyszło dosyć spontanicznie.

Paula: Zastanawiałyśmy się tylko, czy otworzyć kwiaciarnię czy pracownię, w której mogłybyśmy realizować większe zamówienia. Ostatecznie rodzina i znajomi trochę nas namówili i zdecydowałyśmy się na tradycyjną kwiaciarnię. To był dosyć przewrotny pomysł, bo obie jesteśmy architektkami. Zobaczymy, jak bardzo nas te kwiaty wciągną, może nie będziemy do architektury wracać w ogóle. Zawsze chciałyśmy robić coś bardziej twórczego.

Architektura nie jest twórcza?
Paula: Podczas wielu lat studiów okazało się, że nie aż tak, jak sobie to wcześniej wyobrażałyśmy.
Maria: To jest tylko w niewielkiej części praca koncepcyjna, a reszta to stukanie w klawiaturę i masa załatwiania urzędowych dokumentów.

A czy wykorzystujecie waszą architektoniczną wiedzę przy tworzeniu bukietów?
Maria: Architektura nauczyła nas tworzenia kompozycji, bardzo duże znaczenie mają tutaj także kolory.
Paula: Znajomość zasad kompozycji przydaje nam się bardzo przy tworzeniu większych form – kompozycji, które ozdabiają bary, balustrady albo tzw. roślinnych chmur, które wiszą nad stołami. Tutaj szczególnie liczy się kształt i trójwymiarowość.

Od kiedy Rozkwit działa na pełnych obrotach?
Paula: Chciałyśmy zacząć na Walentynki, ale remont się przedłużał, więc ostatecznie otworzyłyśmy kwiaciarnię w Dzień Kobiet. Kilka dni później okazało się, że musimy ją zamknąć.

Co się działo z kwiaciarnią w trakcie lockdownu?
Maria: Przez tydzień zastanawiałyśmy się co robić. Wymyśliłyśmy, że będziemy robić dowozy do domów.

Paula: Zupełnie nie wiedziałyśmy, czy to będzie miało sens. W podjęciu decyzji o dowozach pomogła nam trochę Ola Morawiak (właścicielka marki Liquid Memory Collages). Zapytała, czy możemy przygotować dla niej bukiety i czy będzie nam się to opłacało, czy nie przyniesie nam to strat materiału florystycznego. Stwierdziłyśmy, że to będzie taki nasz motywator. To był też czas, kiedy pojawiły się tulipany, więc zaczęłyśmy właśnie od rozwożenia ich w pękach, tym bardziej, że lokalni ogrodnicy potrzebowali w tamtym okresie wsparcia. Oprócz tego przygotowywałyśmy małe bukiety. Wrzuciłyśmy od razu informacje o planowanych dowozach na nasz Instagram.

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów
Zamiast róż i celofanu, w Rozkwicie klienci mogą dostać bardziej oryginalne wiązanki. (Fot. Joanna Ludwisiak „Dżo”/ materiały prasowe Rozkwit)

I jak się sprawdziło?
Maria: Ja mówiłam, że nic z tego nie będzie, bo kto siedząc w domu i martwiąc się o swoje zdrowie czy  pracę będzie chciał zamawiać kwiaty do domu, ale okazało się, że Paula miała rację.

Paula: Nie chciałam zmarnować tego czasu, tym bardziej, że dopiero co otworzyłyśmy kwiaciarnię. Przyjmowałyśmy zamówienia, jeździłyśmy codziennie na giełdę, przyjeżdżałyśmy do pracowni wczesnym rankiem i od razu wrzucałyśmy zdjęcia na Instagram. Na początku miałyśmy kilka dowozów dziennie. Później kilkanaście.

Maria: Ludzie zamawiali kwiaty cięte i rośliny doniczkowe dla siebie, dla mamy i babci. To było bardzo wzruszające, bo te babcie naszych klientek i klientów mówiły nam, że pierwszy raz w życiu dostały kwiaty z dowozem. Ludzie robili sobie takie niespodzianki, bo nie mogli się w tym czasie spotykać.

Kwiaciarnie, szczególnie takie jak wasza, stały się bardzo modnymi miejscami w wielu miastach. Nie inaczej jest w Łodzi, oprócz was znam jeszcze jedną na Off Piotrkowska.
Maria: Kiedy pojawił się Badylarz to było coś zupełnie nowego w porównaniu do klasycznych kwiaciarni na rynku, takie zupełnie inne podejście do kwiatów. Wszystkie bukiety, jakie się kupowało w tamtym czasie, były z Badylarza. Później poznałyśmy kwiaciarnię Bez Ogródek, która też ma określony styl, i z którą dzielimy podobną filozofię – lubimy naturalne kolory i naturalne kształty bukietów, wybieramy sezonowe i ogrodowe kwiaty.

Jakie kwiaty doniczkowe polecacie osobom zaczynającym swoją przygodę z roślinami w domu?
Paula: Rośliną, którą trudno zabić, jest epipremnum, np. odmiana Marble Queen, Golden albo Pictus. Poradzą sobie w ciężkich warunkach, na przykład w miejscach niedoświetlonych, i bardzo szybko rosną.

Maria: Prosta i wdzięczna w uprawie jest też monstera, która przy zapewnieniu odpowiednich warunków bardzo często wypuszcza nowe liście i bujnie się rozrasta. Podobnie jest z odmianą Monkey Mask albo spokrewnioną z nimi Rhaphidophorą Tetraspermą, tzw. monsterą Minimą. Większość filodendronów czy fikusów też nie powinno przysporzyć większych problemów początkującym fanom roślin. Wszystkim tym roślinom musimy znaleźć odpowiednie stanowisko i nauczyć się je podlewać, to właściwie wystarczy. Na początku tej przygody należy na pewno zwrócić uwagę na toksyczność roślin, szczególnie jeśli w domu są małe dzieci lub zwierzęta. Niektóre z nich potrafią naprawdę zaszkodzić zdrowiu.

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów
Na architekturze nauczyły się zasad kompozycji, to podstawa w zawodzie florysty. (Fot. Joanna Ludwisiak „Dżo”/ materiały prasowe Rozkwit)

Czy w przypadku roślin doniczkowych można mówić o trendach?
Paula: Jasne! Monstera jest nadal bardzo popularna, a jak ktoś ma odmianę Variegata albo Thai Constellation, to może się spodziewać na Instagramie jeszcze większej liczby lajków. Teraz wśród miłośników roślin popularne jest kupowanie takich poszukiwanych odmian, które potem dzieli się na mniejsze sadzonki i wystawia na aukcje na roślinnych grupach. Modne są też wszystkie rośliny z efektownymi przebarwieniami, jak na przykład calathee czy aglaonemy, a także rzadsze odmiany filodendronów czy alokazji. Wśród tych drugich ostatnim hitem jest odmiana Zebrina, która ma łodyżki przypominające nieco umaszczenie zebry.

Czy są osoby, które kreują roślinne trendy, tacy influenserzy kwiatowi?
Maria: Jest wiele osób, które prowadzi roślinne instagramy, na YouTube są ludzie, którzy pokazują jak zajmować się roślinami, jak je dzielić, ukorzeniać, przesadzać. Wydaje mi się, że trendy w tym wypadku przychodzą z zagranicy i my się trochę do nich dostosowujemy.

A gdybyście miały wybrać swoją ulubioną roślinę, to co by to było?
Paula: Nasza ostatnia wspólna miłość to zdecydowanie Anthurium Claninervium, my chyba też uległyśmy tej modzie z Instagrama. Bardzo lubimy też Syngonium Neon Robusta za jej różowe liście. Ja mam też słabość do filodendronów.

A jak wygląda wasze mieszkanie? Ile macie kwiatów?
Paula: Mamy ich dużo, przestałyśmy już liczyć. Niestety mieszkamy na poddaszu, gdzie okna są bardzo nisko, dlatego wiele z nich musi stać na podłodze. W niektórych miejscach ciężko już w ogóle przejść, ale rośliny i ich stanowisko są najważniejsze, trochę żartuję oczywiście.

A czy można mieć za dużo roślin w mieszkaniu?
Maria: Rozmawiałyśmy ostatnio z naszą koleżanką na temat roślin i ona powiedziała, że nie chce już niczego do swojej kolekcji dodawać, bo nie jest w stanie dobrze się wszystkimi roślinami opiekować, zapewnić im odpowiedniego miejsca itd. Na pewno jest to kwestia bardzo indywidualna i wszystko zależy od tego, ile czasu jesteśmy w stanie roślinom poświęcić i ile mamy na nie miejsca, ale zdecydowanie czasem przychodzi ten moment, kiedy roślin może być zbyt wiele.

Coraz mocniej ciągnie nas do kwiatów
Szybko po otwarciu ich kawiarni przyszła pandemia i lockdown. Ale nie poddały się. Okazało się, że w czasie izolacji kwiaty stały się dla ludzi namiastką normalności. (Fot. Joanna Ludwisiak „Dżo”/ materiały prasowe Rozkwit)
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze