fbpx

Zdrowa relacja z pracą – jak uchronić się przed wypaleniem zawodowym?

Zdrowa relacja z pracą - jak uchronić się przed wypaleniem zawodowym?
Wypalenie zawodowe to powszechne zjawisko dotykających najszybciej tych, którzy podchodzą do pracy z pasją i zaangażowaniem. (Fot. Getty Images)

Wypalenie zawodowe to zjawisko powszechne jak grypa. A co najbardziej przykre, najszybciej dotyka tych, którzy podchodzą do pracy z pasją i zaangażowaniem. W końcu dochodzą do takiego stanu, że boją się jakiejkolwiek zmiany, przekonani, że nic lepszego już ich nie czeka. Jak dbać o swoją energię, żeby uniknąć takich sytuacji – pytamy coach Joannę Karpetę.

Badania wskazują, że nie bardzo chce nam się wracać do pracy po urlopie czy przerwie świątecznej. Ale chyba nie zawsze musi się to wiązać z wypaleniem zawodowym?
Zdecydowanie nie! Takie powroty są trudne, ponieważ oznaczają koniec możliwości odcięcia się od zadań i problemów w pracy. Niechęć wstania rano do pracy po dniach wolnych albo po weekendzie nie musi więc oznaczać wypalenia zawodowego, choć u niektórych faktycznie może ono przejawiać się między innymi w taki sposób.

Do symptomów wypalenia zalicza się między innymi apatię, ograniczoną efektywność w pracy. Jak więc nie pomylić wypalenia z innymi problemami, które miewają podobne objawy?
Jako pierwszy zwiastun wypalenia możemy potraktować to, że w czasie wolnym zamartwiamy się pracą, a właściwie tym, że musimy do niej wrócić, i lękamy tego, co nas czeka. Często towarzyszą temu symptomy psychofizyczne: ból brzucha, niepokój. W niedzielę nie jesteśmy w stanie cieszyć się dniem wolnym, ponieważ już „wisi” nad nami wizja powrotu do pracy. To prawdziwy dyskomfort w ciele i umyśle, który odczuwające go osoby potrafią odróżnić od zwykłego „Szkoda, że się kończy weekend. Nie chce mi się iść jutro do pracy”. Jednak same początki wypalenia zawodowego: częstsze przeziębienia, bóle głowy, kręgosłupa czy zaburzenia snu łatwo pomylić ze zwykłymi problemami ze zdrowiem. Jednak jeśli takie dolegliwości, zwłaszcza migreny, pojawiają się w dzień wolny i występują cyklicznie, to znak, że w naszej relacji z pracą coś nie działa.

Porozmawiajmy zatem o tej relacji. Czy to prawda, że silne zaangażowanie w pracę może być czynnikiem wzmagającym ryzyko wypalenia, a osoby, które podchodzą do pracy zadaniowo, są bardziej bezpieczne?
Tak, osoby podchodzące do pracy z pasją są rzeczywiście bardziej narażone na wypalenie zawodowe. Jeżeli podchodzą do swoich zadań z dużym zaangażowaniem i coś zaczyna im nie wychodzić, to odczuwają to bardziej dotkliwe, niż gdyby traktowały pracę jedynie jako sposób zdobycia środków utrzymania. Bo kiedy praca faktycznie służy im tylko do zarabiania na życie, to wiedzą, że ten sam cel mogą osiągnąć w dowolnym miejscu i różnymi sposobami, więc bez problemu decydują się na zmianę, gdy pojawi się znużenie lub rozczarowanie. Warto też wspomnieć o tym, że ludzie, którzy z pasją wykonują swoją pracę, sami zaburzają równowagę między karierą a życiem prywatnym. Wreszcie jest też i tak, że skoro wkładają dużo wysiłku i emocji w pracę, to oczekują, że świat to zauważy i im podziękuje. A nie zawsze tak jest… I wtedy pojawia się rozczarowanie, które także bywa zalążkiem wypalenia.

Dziś wiele mówi się o tym, że praca powinna być pasją, a tymczasem takie podejście naraża nas na szybsze wypalenie. Jak więc w codziennym życiu nie zaburzyć tej równowagi?
W zasadzie jestem wrogiem myślenia, że praca musi być pasją. Nie lubię stwierdzeń typu: „Jeśli kochasz to, co robisz, to nie przepracujesz ani jednego dnia”. Oczywiście, że lepiej lubić swoją pracę, niż jej nie lubić, bo to pozwala czerpać z niej energię emocjonalną i nie trzeba codziennie walczyć ze sobą, ale czy od razu musi to być pasja? Moim zdaniem niekoniecznie. Dobrze jest odnaleźć ciekawe elementy w tym, co robimy, ale nie należy tego przeceniać. Jak natomiast zachować równowagę? Przede wszystkim warto odpowiedzieć sobie na pytanie: co chcę osiągnąć i co po sobie pozostawić? Zdefiniowanie celów życiowych pozwala zdecydować, gdzie warto angażować energię. Jeżeli dla kogoś najważniejsze są relacje przyjacielskie czy rodzina, a jednocześnie całe życie poświęca karierze i nie ma czasu dla przyjaciół lub dla rodziny, to jego cel życiowy nie zostanie spełniony, co może wzbudzić dodatkowe frustracje, bo pewnego dnia obudzi się z myślą: „Nie na tym mi zależało”.

Jak przebiega wypalenie zawodowe?
Literatura podaje kilka faz wypalenia. Pierwsza jest taka, że zaczynamy się gorzej czuć fizycznie, o czym mówiłam już wcześniej. Potem następuje moment pewnej mobilizacji związany z uświadomieniem sobie, że to praca odpowiada za moje złe samopoczucie. Dochodzi wtedy do silnego odcinania się od pracy, na przykład odmawiania zostawania po godzinach albo uczestniczenia w dodatkowych zadaniach, co wcześniej nie stanowiło problemu.
Kolejny etap to deprecjacja, czyli dalsze szukanie winy po stronie pracodawcy, kolegów, co w skrócie można ująć w ten sposób, że wszyscy inni są idiotami, a szef największym, z kolei sama praca jest głupia i niepotrzebna. Takie podejście prowadzi do spadku efektywności i zaczynamy odczuwać niepokój, że może to jednak w nas tkwi jakiś problem, a to prowadzi do ostatniej fazy, kiedy całość winy składamy na siebie i na swoją niekompetencję. Wtedy poczucie wartości spada tak nisko, że trudno już się obejść bez pomocy specjalisty, często nawet psychoterapii. O ile na wcześniejszych etapach ludzie odgrażają się, że nie dadzą sobą pomiatać i odejdą, to pod koniec tylko siedzą cicho, z nadzieją, że nikt ich nie zauważy i nie zwolni, bo w ich mniemaniu nie znajdą żadnej innej pracy. I właśnie to jest najbardziej przykre, że ludzie tkwią w jakichś miejscach, gdzie czują się nieszczęśliwi, tylko dlatego, iż boją się, że nigdzie indziej nie będzie już dla nich miejsca.

Zatem jak samemu sobie pomóc, kiedy jeszcze jest na to czas? Najważniejsze to obserwować siebie w miejscu pracy z głęboką uważnością. Chodzi o to, żeby zauważyć, w których momentach spada nam energia, kiedy czujemy niechęć do tego, co robimy, bo przecież na początku nie jest to stan permanentny. Zatem zauważmy, czy jest to problem związany bardziej z naszym szefem, czy z zespołem, a może chodzi o to, że nie radzimy sobie z emocjami? Gdy już dostrzeżemy, co nas najbardziej uwiera, przychodzi czas, żeby się zastanowić, co samodzielnie możemy zrobić, żeby się na pewne rzeczy uodpornić. Chodzi o to, żeby zawalczyć o siebie, o swój komfort. Można to robić samemu, można chodzić na szkolenia, na coaching albo terapię. A najlepiej zawsze pogadać ze znajomymi o tym, jak oni sobie radzą w podobnych sytuacjach. Bo warto pamiętać, że najczęściej nie same okoliczności, lecz nasza na nie reakcja prowadzi do problemów – a nad tym można i warto pracować.

W książce „Pokochaj poniedziałki” przywołuje pani przykłady ludzi dotkniętych albo zagrożonych wypaleniem, które wykonują różne zawody. Kto poza osobami podchodzącymi do pracy z pasją jest szczególnie narażony na wypalenie?

Książkę napisałam właśnie jako wyraz bunt przeciwko myśleniu, że wypalenie zawodowe jest zjawiskiem zarezerwowanym dla ściśle określonych grup zawodowych, tak zwanych pomocowych – wypalić możemy się wszyscy, w każdej branży. I stanie się to wtedy, gdy będziemy źle zarządzać swoją energią osobistą na poziomie emocjonalnym, fizycznym, umysłowym czy duchowym. Kłopoty możemy mieć, jeśli nie potrafimy poradzić sobie z wyzwaniami, które przed nami stoją, albo mamy problemy z komunikacją i w związku z tym z trudem nawiązujemy relacje zawodowe. Albo nie umiemy zarządzać czasem i eksploatujemy się nad miarę, nie dając sobie prawa do odpoczynku i regeneracji. Warto również pamiętać, że przyczyną wypalenia może być nadmierna aktywność, ale i znudzenie. Moim zdaniem czujni i świadomi powinniśmy być wszyscy, żeby przeciwdziałać takiemu stanowi.

Ze stresem, złą organizacją pracy oraz brakiem asertywności możemy pracować samodzielnie. A jak poradzić sobie z takimi powodami wypalenia, na które mamy mniejszy wpływ, jak sprzeczne polecenia i oczekiwania, brak docenienia przez przełożonych, brak wsparcia i anonimowość w miejscu pracy? Weźmy na przykład ten ostatni. Po pierwsze, powinniśmy sobie uświadomić, na ile przeszkadza nam bycie anonimowym; po drugie, czy sami chcemy coś z tym zrobić. Wyobraźmy sobie sytuację, że dla szefa jesteśmy jedynie nazwiskiem na liście, którego nie łączy z osobą, co najwyżej z wynikiem. Jeśli zgodzimy się wewnętrznie na to, że szef jest bucem i to tylko jego strata, że nie chce nas lepiej poznać, możemy zamknąć temat i skupić się na budowaniu relacji z tymi, którzy są na to otwarci. Jeśli jednak zależy nam na byciu zauważonym przez szefa, to możemy zawalczyć o jego uwagę i przy każdej okazji przypominać mu się z imienia i nazwiska, mówić, czym zajmujemy się w firmie i podpytywać o sprawy związane z działalnością organizacji. Nie mamy oczywiście gwarancji, że nasze zabiegi przyniosą pożądany efekt, ale zyskamy chociaż świadomość, że spróbowaliśmy o siebie zadbać. To bardzo ważne, bo właśnie uczucie bezsilności często wywołuje w nas frustrację, a ta prowadzi do zwątpienia we własne siły, skąd bardzo krótka droga do wypalenia.

Wspomniała pani, że do wypalenia może doprowadzić nie tylko nadmierne eksploatowanie się, ale i nuda. Jednym z bohaterów pani książki jest urzędnik, który czuł się bardziej spełniony zawodowo na niższym stanowisku. Od kiedy awansował, ma wrażenie, że jego praca przestała być użyteczna. Co możemy zrobić, żeby nie dać się nudzie, bo przecież wiele zajęć jest z natury powtarzalnych, więc i monotonnych?
Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: po co robię to, co robię? Zakładam bowiem, że większość osób świadomie decyduje się na pewne zawody, więc niektórzy wybierają właśnie bardziej monotonne zajęcia. I wtedy przypomnienie sobie własnych motywacji i argumentów, które stały za podjętym wyborem, bywa bardzo pomocne. Zdarza się jednak i tak, że mimo wewnętrznej zgody niektórzy znajdują się na skraju wypalenia. W takiej sytuacji warto próbować urozmaicać sobie pracę, czy to samodzielnie utrudniając sobie zadanie (na przykład wewnętrznie decydując, że zrobimy je w krótszym czasie albo trochę inaczej), czy to zwracając się do szefa z prośbą o okresową zmianę zadań. Przecież nawet w ramach jednego działu można wymieniać się zadaniami. A z tego drugiego rozwiązania wynika też taka korzyść, że nabiera się szacunku do pracy innych osób. Wreszcie, jeśli w pracy naprawdę trudno coś zmienić, to pozostaje wymyślić jakieś urozmaicenie po godzinach, żeby nabrać energii. A to już zależy tylko od nas.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze