fbpx

David Attenborough – pan od ekologicznej (r)ewolucji człowieka

Fot. Alex Board BBC NH

Cztery lata w drodze. Ponad tysiąc dni zdjęciowych, co daje trzy tysiące godzin zarejestrowanego materiału w towarzystwie ponaddwustuosobowej ekipy w 31 krajach na sześciu kontynentach… Nie, to nie kino science fiction, tylko najnowsza produkcja sir Davida Attenborough „Planeta doskonała”.

W pierwszej kolejności pytam sir Davida Attenborough, czy wie, że w Wielkiej Brytanii nieoficjalnie ma status… skarbu narodowego. Tak – nie tylko w środowisku naukowym – nazywa się tego 94-letniego dziś biologa, naukowca, pisarza i podróżnika. Śmieje się. Wie. „Ale jeszcze nie wpisali mnie na Listę światowego dziedzictwa UNESCO?” – rzuca z szelmowskim uśmiechem. „Ten żart wymyślili moi koledzy przez zazdrość, że to ja, a nie oni, staję się gwiazdą kina”. Teraz śmiejemy się już oboje. Ale tak naprawdę to coś więcej niż dobry żart, to sama prawda. Fakty. Można być zazdrosnym, a wręcz należy!

Już w 1985 roku David Attenborough otrzymał tytuł szlachecki od królowej Elżbiety II za swoją działalność naukową. Odznaczono go także Orderem Imperium Brytyjskiego i przyjęto do Royal Society. W 2005 roku został odznaczony brytyjskim Orderem Zasługi, ale na tym nie koniec, w 2018 roku otrzymał statuetkę Emmy w kategorii najlepszy narrator za film dokumentalny „Błękitna planeta II”, rok później podobnie, tym razem za sprawą tytułu „Nasza planeta”. Dziś sir David Attenborough to instytucja, ikona, autorytet, guru dla wielu ludzi, którzy pod wpływem jego programów zmienili swoje podejście do życia i ekologii. On sam cieszy się szacunkiem i nienaganną opinią środowiska akademickiego nie tylko na Wyspach. Czy to go satysfakcjonuje? Napawa dumą? Nic nie mówi przez dłuższą chwilę. Mam przywilej rozmowy z kimś, kto pozostaje skromny, a przecież zna wartość prowadzonych przez siebie badań.

Sir David Attenborough nie potrzebuje pochwał ani komplementów, wręcz go zawstydzają. Gdy 24 września 2020 roku założył konto na Instagramie, w niecałe pięć godzin uzyskał pierwszy milion obserwatorów, cztery dni później było ich ponad cztery miliony. Zaproszony do radia, by skomentować ten rekordowy wynik, uciął krótko: „Dobrze wiedzieć, że jeśli któryś z moich programów okaże się niewypałem i przyniesie straty, pozostaje mi kariera influencera!”.

I szybko przeszedł do rozmowy na temat osieroconych słoni w Kenii, co wydało mu się ważniejsze. Bo walka o planetę, uświadamianie i edukowanie o stanie degradacji środowiska, świadectwo unikalności życia na planecie, wreszcie ochrona zagrożonych gatunków, rejestracja ich zwyczajów i rytuałów – to bez wątpienia jego misja i cel egzystencji. Nadrzędna wartość, której podporządkowane było i jest wszystko, w tym także osobiste wybory.

Kronika Ziemi

„Tego nie wymyśliłby żaden scenarzysta. Nie napisałby żaden powieściopisarz – mówi o genezie powstania „Planety doskonałej”. – Od lat nosiłem się z zamiarem zrealizowania takiej serii. Dobiegałem dziewięćdziesiątki, wiedziałem, że młodszy już nie będę, a taka produkcja wymagać będzie ode mnie przestawienia się na tryb życia w drodze przez kilka lat. Chciałem zostawić po sobie zapis piękna i perfekcji tego świata, nie jest to bilans, ale pewien diariusz, kronika, a przy tym ostrzeżenie”. Rzeczywiście cała miniseria robi ogromne wrażenie. To unikalne i niecodzienne połączenie filmu przyrodniczego i programu popularnonaukowego. Ten pięcioodcinkowy serial przedstawia siły natury kształtujące i podtrzymujące ogromne bogactwo dzikiej przyrody na Ziemi. Cztery pierwsze odcinki poświęcone są kolejno: potędze wulkanów, światłu słonecznemu, pogodzie i oceanom. Ostatni odcinek dotyczy zaś dramatycznego wpływu najnowszej siły natury, jaka pojawiła się na świecie – ludzi. Oraz temu, co można zrobić, aby przywrócić planecie idealną równowagę.

David Attenborough - pan od ekologicznej (r)ewolucji człowieka
Kadr z „Planety doskonałej” w BBC Earth. (Fot.materiały prasowe)

Z wizytą u flamingów

Rozmawiamy właśnie z okazji premiery nowej serii. Siedzi przede mną człowiek hołdujący bardzo prostym, fundamentalnym zasadom: najważniejsze jest dobro świata, empatia i zaangażowanie wobec losów planety. „Wszystko, co dotyczy Ziemi – jej rozmiar, odległość od Słońca, obrót i kąt nachylenia, jej księżyc – jest perfekcyjnie przystosowane do tego, by umożliwić nam życie, zaś naturalne siły naszej planety tworzą idealne do tego warunki – tłumaczy. – Globalny system pogodowy rozdziela słodką wodę pomiędzy wszystkie zakątki globu, prądy morskie przenoszą składniki odżywcze nawet do najgłębszych zakątków oceanu, światło słoneczne ogrzewa i napełnia energią wszystko, czego dotknie, a potężne wulkany budują i użyźniają ziemię. W rezultacie nie ma takiego zakątka naszego świata, gdzie nie istniałoby życie”. To cud. Ale też sprawnie działający mechanizm. Mistrzowska logistyka. Puzzle, w których każdy element ma określone miejsce i spełnia bardzo ważną funkcję. By oddać złożoność, potęgę i perfekcję wszystkich ziemskich zjawisk, sir David zawitał do najdalszych, najbardziej niedostępnych miejsc na kuli ziemskiej. Przykłady? Ekipa Attenborough jako jedna z nielicznych zdobyła szczyt wulkanu na bezludnej wyspie Fernandina w Ekwadorze – dotąd do jego krateru dotarło mniej niż 30 osób (więcej ludzi było w kosmosie). Z kolei podróż przez jezioro Natron w północnej Tanzanii – najbardziej toksyczny zbiornik wodny na świecie i miejsce masowego gnieżdżenia się flamingów – nie była możliwa ani łodzią, ani pieszo, dlatego jedynym sposobem na dotarcie do kolonii lęgowej i jej sfilmowanie okazało się użycie poduszkowca, który został wysłany z Wielkiej Brytanii na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć. Warunki panujące w filmowanych regionach często były ekstremalne: brakowało zdatnej wody pitnej (dla 200 osób!), pożywienia, najprostsze czynności higieniczne okazywały się logistycznym wyzwaniem, z kolei skrajnie wysokie albo przerażająco niskie temperatury często zakłócały pracę zarówno ludzi, jak i sprzętu… Dzięki zaangażowaniu pasjonatów i współpracowników sir Davida Attenborough po raz pierwszy w historii udało się sfilmować polowania arktycznych wilków białych podczas nocy polarnej, nagrano też stado setek zajęcy arktycznych również podczas nocy polarnej. Nieoficjalnie mówi się, że odbyty na Wyspie Ellesmere’a w Kanadzie lot dronem został przeprowadzony po raz pierwszy w tak niskiej temperaturze – nie bez powodu mieszka tu niespełna 160 osób w trzech osadach, zimą termometr pokazuje około -50 stopni.

David Attenborough - pan od ekologicznej (r)ewolucji człowieka
Kadr z „Planety doskonałej” w BBC Earth. (Fot. materiały prasowe)

Dlaczego masz takie duże zęby?

Sir David Attenborough od wczesnych lat wykazywał zainteresowanie światem przyrody. Urodzony w 1926 roku na przedmieściach Londynu, dorastał w Leicester, gdzie jego ojciec był dyrektorem lokalnego uniwersytetu. Siedmioletni David mógł się pochwalić pokaźną kolekcją ptasich jaj i skamielin – w tym samym mniej więcej czasie jego starszy brat Richard podjął decyzję, by zostać aktorem. Młodszy brat od początku interesuje się motoryzacją, wiele lat później zostanie dyrektorem włoskiej firmy Alfa Romeo. Z kolei marzeniem dziesięcioletniego Davida jest to, by móc dostać się na wykład słynnego wówczas przyrodnika Greya Owla (właściwie Archibalda Stansfelda Belaneya, kanadyjskiego trapera i pisarza angielskiego pochodzenia), co ostatecznie kończy się sukcesem. Chłopiec już wie, że zostanie przyrodnikiem.

Po ukończonej zoologii młody Attenborough zaciąga się do Królewskiej Marynarki Wojennej, przeświadczony, że służba pozwoli mu zwiedzić świat. Zostaje jednak wysłany na statek stacjonujący u wybrzeży Walii i szybko rezygnuje z wojskowej kariery. W 1949 roku wraca do Londynu i rozpoczyna pracę w BBC. Trzy lata później z redaktora awansuje na producenta, co nie znaczy, że dostaje zielone światło dla realizacji swoich prekursorskich wówczas programów. Po pierwsze, stacja sądzi, że cykle popularnonaukowe nie będą się cieszyły dużą popularnością. Po drugie, szef stacji uważa, że David… ma zbyt duże zęby, co uniemożliwia mu pracę na wizji. On się jednak nie zraża. Zaczyna od audycji o mniejszej oglądalności, typu kwiz: „Zwierzę, warzywo, minerał?”. Szybko zostaje współgospodarzem programu „Wzorce zachowań zwierząt”, który ma swoją wierną publikę. I choć zaczyna coraz mocniej spełniać się w swej pracy, rosną jego zastrzeżenia odnośnie do traktowania zwierząt przez świat show-biznesu. Attenborough dość jawnie sprzeciwia się decydentom stacji, którzy zezwalają na wyprowadzanie zwierząt z ich siedlisk i umieszczanie ich w studiu telewizyjnym. W 1954 roku uruchamia serial „Zoo Quest”, w którym po raz pierwszy w historii telewizji brytyjskiej zwierzęta filmowane są w ich naturalnym środowisku. Ta produkcja na lata wyznacza standardy dokumentów przyrodniczych, ekipy telewizyjne zaczynają odbywać prekursorskie wyprawy w najdalsze zakątki świata, by móc filmować naturę w całej jej okazałości. Program zainicjuje także utworzenie w 1957 roku działu historii naturalnej w BBC.
W trakcie kariery telewizyjnej Attenborough ma czas na drugie studia – na Wydziale Antropologii Społecznej – a jako pionier edukacyjnych serii na srebrnym ekranie nadzoruje realizację nie tylko takich produkcji, jak „Powstanie człowieka i cywilizacji”, ale też „Latającego Cyrku Monty Pythona”.

David Attenborough - pan od ekologicznej (r)ewolucji człowieka
Sir David Attenborough podczas świątecznego wykładu w londyńskim zoo, 1961 rok. Zdjęcie dzięki uprzejmości Prószyński i S-ka, wydawcy „Podróży na drugi kraniec świata…”.

W 1972 roku rezygnuje z pracy w BBC. Zaczyna pisać i samodzielnie produkować programy, seriale i filmy. Prowadzi badania, między innymi w Indonezji, jednocześnie w 1976 roku telewizja emituje pierwszą odsłonę z 96-odcinkowej serii o roli ewolucji „Życie na Ziemi”. Szacuje się, że zgromadziła ponad 500 milionów widzów. Od tego czasu sir David nie przestaje produkować i podróżować. Publikuje książki, daje wykłady, uprawia ekologiczny aktywizm – bierze udział w protestach i marszach. Nie ma auta i do dziś niechętnie korzysta z e-maila: swoje wiadomości woli wysyłać tradycyjną pocztą bądź faksem. Jednak jedną z największych tajemnic tego świata, jak lubią żartować jego dzieci, pozostaje fakt, jak znalazł czas na założenie rodziny. Sir David ma syna Roberta i córkę Susan z małżeństwa z Jane Elizabeth Ebsworth Oriel, które trwało do 1997 roku, czyli do dnia jej śmierci. Obchodzący srebrne gody małżonkowie, zapytani w jubileuszowym programie BBC o to, w czym tkwi sukces i trwałość ich związku, odpowiedzieli zgodnie: „Rzadko się widujemy, może dzięki temu, gdy już jesteśmy razem, szkoda nam czasu na kłótnie i niesnaski”.

Gorsi niż wulkany

Ale sir David Attenborough nie chce rozmawiać o rodzinie. Wszystkie tematy krążą wokół „Planety doskonałej”. W końcu poruszamy kwestię najtrudniejszą, najbardziej bolesną: ludzie i nasza egzystencja na Ziemi oraz stopień degradacji planety. Współcześnie niemal każdy element nowoczesnego życia jest zależny od energii pochodzącej ze spalania paliw kopalnych, co prowadzi do gigantycznej emisji CO2. To niesie za sobą nieodwracalne zmiany. Już milionowi gatunków grozi wyginięcie, wiele z nich zniknie z ekosystemu nawet w ciągu najbliższych dekad. Według dość zachowawczych szacunków te najbardziej zagrożone gatunki znikają w tempie sto razy szybszym niż do tej pory. W prehistorii Ziemia doświadczyła co najmniej pięciu masowych epizodów wymierania, największe czy też najszybsze z nich spowodowane było ogólnym przegrzaniem świata. Intensywna aktywność wulkaniczna wtłoczyła do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla, znacznie podnosząc globalną temperaturę, a tym samym niszcząc większość życia na Ziemi. Podobnie jest dzisiaj, z tym że to ludzkość zachowuje się niczym superwulkan, uwalniając dwutlenek węgla w jeszcze większym tempie niż prehistoryczne megaerupcje, które dziesiątkowały organizmy w przeszłości. W skali globalnej ludzie odpowiadają obecnie za uwalnianie do atmosfery sto razy więcej dwutlenku węgla niż wszystkie wulkany na Ziemi łącznie. A najnowsze badania sugerują, że każdy wzrost temperatury na świecie o stopień Celsjusza oznacza, że miliard ludzi zostanie zmuszonych do egzystencji w skrajnie trudnych warunkach. Może to spowodować jedną z największych migracji w historii ludzkości.

Ludzie przekształcają planetę w takim tempie, że odbija się to na systemach podtrzymujących życie: na pogodzie, oceanach i rolnictwie. Może się wydawać, że problem jest odległy, że nas nie dotyczy. Ale naprawdę trudno zachować obojętność, oglądając „Planetę doskonałą” i piąty z odcinków, w którym sir David rozmawia z ofiarami coraz dotkliwszych susz, płynie na akcję z patrolem oceanicznym u wybrzeży Gabonu, walczącym o ocalenie zagrożonych rekinów, czy podąża szlakiem słoniowych sierot w Kenii, których rodzice odeszli właśnie na skutek zmian klimatycznych. A przecież przykładów obumierania naszej planety jest więcej: w Amazonii zespoły obrońców przyrody cały czas ratują zwierzęta w kurczących się lasach, z kolei w San Diego, w kriogenicznych zoo, przechowuje się DNA zagrożonych gatunków, bo lada moment wyginą. Jak do tego doszło, że nasza cywilizacja dokonuje takich spustoszeń i zniszczeń?!

Jak odroczyć koniec świata

Sir David nie pociesza. W odpowiedzi na naiwnie zadane pytanie o datę kresu świata kręci głową. Nie ma na to prostej odpowiedzi. „Nie jest tak, że nagle nastąpi wielkie bum – wyjaśnia. – Chodzi raczej o powolne obumieranie planety, a potem dość bezpardonową, okrutną walkę o przetrwanie najwytrwalszych i najsilniejszych organizmów: walkę o wodę, o pożywienie, o schronienie przed upałami lub potopami powstałymi wskutek wielotygodniowych opadów. Proszę sobie wyobrazić taki świat. On trwa, ale co to za życie?! Kiedy mówi pani o końcu tego świata, ja to rozumiem jako kres pewnej cywilizacji”. Dlatego największą zmianą, jakiej możemy wciąż dokonać, jest sposób produkowania energii. Przecież Ziemia obfituje w energię naturalną, taką jak: wiatr, słońce, fale i energia geotermalna. Te same siły natury, które ukształtowały życie na Ziemi, mogą dziś stanowić klucz do ocalenia jej przyszłości.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze