Dubaj, jakiego nie znacie

Pierwszy w Dubaju ekologiczny glamping – Sedr Trailers Resort. Tuż nad tamą, z zapierającym dech widokiem na góry, czekają aluminiowe przyczepy  kempingowe, rodem z amerykańskich dróg i filmów. (Fot. Anna Janowska) 

Dubaj – czy to tylko szklano-betonowa, bijąca wszelkie rekordy metropolia z najwyższymi budynkami świata? Zaskakujące, ale to także odludzia takie jak Hatta ukryta na skraju tego emiratu. To miejsce zagubione wśród suchych jak pieprz gór i poszarpanych skał w kolorze piasku leży niewiele ponad godzinę drogi od megamiasta. I jest zaprzeczeniem tego, co kojarzy się nam z nowoczesnym Dubajem.

Postrzępione, jałowe i wysuszone góry w kolorze piasku przeglądają się w tafli wody. Wydaje się, że to fatamorgana. Bo skąd nagle tyle wody wśród pustynnego krajobrazu? Szczypanie się nic nie pomaga, zbocza gór nadal wpadają do jeziora, po którego błyszczącej błękitnej powierzchni – gdy się bliżej przyjrzeć – przesuwają się kolorowe punkciki. To żółte, niebieskie i różowe kajaki prują przez wodę. Wszystko za sprawą tamy, która spiętrzyła sezonową rzekę spływającą górską doliną zwaną wadi. Zapora powstała w 1990 roku i zmieniła życie mieszkańców Hatty, miasteczka u jej stóp strzeżonego przez potężny fort i dwie warowne wieże. Wcześniej wodę niosły tu z gór wydrążone w skałach i ulepione z gliny kanały fajal. Pili z nich ludzie, kozy i palmy daktylowe. Prąd raz był, raz nie. Dziś dzięki tamie życie jest prostsze, a Hatta nagle stała się atrakcją. Zaglądają tu mieszkańcy miasta – jest o kilka stopni chłodniej niż w betonowej dżungli Dubaju, można odetchnąć pełną piersią. Przyjeżdżają miłośnicy sportów – bo wadi i okoliczne góry oplata sieć tras wędrownych i rowerowych – oraz ci, którzy lubią się bawić – pozjeżdżać na linie, pojeździć na koniu czy wielbłądzie lub poszaleć na zjeżdżalniach w Hatta Wadi Hub.

Porozrzucane na zboczach gór designerskie domki resortu Damani Lodges, z ich tarasów, a nawet z łóżka, można podziwiać góry. (Fot. Anna Janowska)

Rozglądając się dookoła, aż trudno uwierzyć, że niewiele ponad godzinę drogi stąd jest Dubaj, jego stalowo-szklany błysk i drapacze chmur. Najdłużej widać za plecami zgrabną, sięgającą 828 metrów iglicę Burdż Chalifa, najwyższego budynku świata. Aż w końcu i on znika w oddali. Przez bezkres kamienistej, płaskiej pustyni poprowadzono gładziutką i nowoczesną autostradę. Samochód mknie nią ku granicy z Omanem, przecinając po drodze terytorium Szardży, najbardziej konserwatywnego ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Za jego granicą droga powraca na terytorium emiratu Dubaju (drugiego pod względem wielkości w ZEA), do enklawy zwanej Hatta.

Restauracja na kempingu w modnej przyczepie serwuje tradycyjne dania i całkiem nielokalne, za to modne burgery. (Fot. Anna Janowska)
Mieszkanki Dubaju ubrane w tradycyjne czarne abaje kibicują dzieciom szalejącym w parku linowym w Hatta Wadi Hub. (Fot. Anna Janowska)

Tu kamienista pustynia ustępuje górom w kolorze piasku. To pasmo Al-Hadżar, które ciągnie się przez północno-wschodni kraniec Półwyspu Arabskiego, równolegle do Zatoki Omańskiej. Ich początek jest właśnie tu, na granicy Dubaju i Omanu, kraniec niemal 500 km dalej, u wybrzeży Oceanu Spokojnego. Górom i padającym na wysokościach deszczom tama zawdzięcza wodę, a Hatta przybyszy, których wita – niczym w Hollywood – białym napisem na tle skalistego zbocza.

Auto zjeżdża z głównej drogi i wąskim, pokręconym duktem, w pełni wykorzystując napęd na cztery koła, rusza ku tamie. Na fragmencie tej potężnej betonowej konstrukcji zaskakuje wielki fresk przedstawiający nieżyjących już szejków Abu Zabi i Dubaju, założycieli ZEA – szejka Zajida ibn Sultana Al-Nahajjana i szejka Raszida ibn Sa’ida Al-Maktuma. Kilka zakrętów dalej kryje się pierwszy w Dubaju i jedyny w swoim rodzaju ekologiczny glamping – Sedr Trailers Resort. Srebrne przyczepy kempingowe, takie jak w starych amerykańskich filmach, błyszczą w słońcu. Do dziś produkowane są ręcznie z aluminium przez kultową firmę Airstream, a każdą z nich wzmacnia i zdobi 7000 nitów. W pełnej krasie stoją na dubajskim pustkowiu, zapraszając, by rozsiąść się przed nimi na poduchach i godzinami wpatrywać się w góry. Wewnątrz czekają: wygodne podwójne łóżko, mała łazienka, minikuchnia i, oczywiście, klimatyzacja.

Hatta to rowerowy raj – w Hatta Wadi Hub można nie tylko wypożyczyć ich najnowsze modele, są też one motywem przewodnim tutejszych dekoracji. (Fot. Anna Janowska)
Stoisko z pamiątkami w stylu zgoła niearabskim. (Fot. Anna Janowska)

Kamienie chrzęszczą pod stopami na ścieżce prowadzącej w dół, ku tafli wody. Na brzegu czekają kajaki, kilka machnięć wiosłem i wypływa się na taflę głównego zbiornika, gdzie toń ma po porze deszczowej nawet do 40 metrów głębokości. Wokół pływają Dubajki w czarnych abajach, z włosami zasłoniętymi chustami robią sobie selfie na okrągłych, przypominających różowe pączki łodziach z daszkiem, wokół na kajakach śmigają dzieciaki albo pary na randce. Komu mało sportu, ten ruszy na rower – trasa dla początkujących biegnie równolegle do porośniętych bujnymi trawami brzegów rzeczki. Zaawansowani popedałują w górę, po kamieniach, ku zakrętom i stromym podjazdom. Można też postrzelać z łuku. Właśnie cięciwy wprawnie napinają, wyglądający niczym arabscy książęta, mężczyźni odziani w białe diszdasze z modnie przystrzyżonymi brodami i w misternie udrapowanych, przewiązanych sznurem kefijach na głowie. Gdy zapada zmrok, światełka w oknach poukrywanych na zboczach gór domów przypominają ogniska wędrowców. A nad głowami, w ciemności, jak to na pustyni, rozbłyska morze gwiazd.

Hatta to atrakcyjne miejsce do aktywnego wypoczynku – można popływać kajakiem. (Fot. Anna Janowska)