fbpx

Duński sposób na życie. Czym jest hygge?

Duński sposób na życie: Czym jest hygge?
„Hygge” to taka przerwa, podczas której zapominasz o tym, co musisz i co powinnaś i po prostu jesteś sobą, tu i teraz.(Fot. iStock)

Co sprawia, że Duńczycy są uważani za jeden z najbardziej zadowolonych narodów w Europie? Umiejętność cieszenia się prostymi przyjemnościami i spędzanie czasu w gronie najbliższych. Mają nawet na to własne słowo – „hygge”. Choć próżno szukać jego odpowiednika w słowniku języka polskiego, zdaniem aktorki Marie Tourell Soderberg można uchwycić jego sens w codziennym życiu.

Mimo bliskości geograficznej my, Polacy, tak naprawdę niewiele wiemy o naszych sąsiadach z Północy. Piszesz, że „hygge” to słowo klucz do zrozumienia Duńczyków. Jakie jeszcze słowa najlepiej was określają?
Oprócz „hygge” podstawowymi wartościami, przez które najlepiej określamy siebie i naszą filozofię życiową, są „równość” i „zaufanie”. Badania pokazują, że Duńczycy są pełni zaufania nie tylko wobec swoich najbliższych sąsiadów, ale też wobec dopiero co poznanych na ulicy ludzi. Duńczycy ufają też władzom państwowym i politykom. Poza tym jesteśmy głęboko przekonani, że każdy obywatel, niezależnie od płci, pochodzenia społecznego, wyznania czy orientacji seksualnej, powinien mieć takie same prawa. W Danii wszyscy bez wyjątku mają taki sam dostęp do służby zdrowia i edukacji.

Zgodnie z naszym modelem państwa opiekuńczego wszyscy mamy też prawo do czasu wolnego, dlatego przeciętny Duńczyk pracuje 37 godzin tygodniowo. Państwo zapewnia darmową edukację, służbę zdrowia oraz system ubezpieczeń społecznych, tak że nikt nie musi się martwić o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. A według piramidy Abrahama Masłowa, gdy podstawowe potrzeby są zaspokojone, człowiek może realizować się na wyższych poziomach, obejmujących też takie zagadnienia jak wolny czas i rozrywkę, czyli właśnie „hygge”.

Zatem „równość”, „zaufanie” i „hygge” to trzy kluczowe słowa do zrozumienia duńskiej mentalności. Przy czym istnienie „hygge” jest uzależnione od obecności dwóch pierwszych. Nastrój, jaki w Danii identyfikujemy z określeniem „hygge”, jest możliwy do osiągnięcia, kiedy jesteśmy z ludźmi, w których towarzystwie czujemy się bezpiecznie i swobodnie, do których mamy zaufanie i których traktujemy jako równych sobie w takim sensie, w jakim człowiek jest równy drugiemu człowiekowi. „Hygge” to najbardziej duńska rzecz na świecie i można ją postrzegać w wielu aspektach. Jako słowo na stałe zagościło w naszym języku i na co dzień jest stosowane na określenie wielu czynności czy spraw. Cóż, w Danii pada średnio przez 170 dni w roku, co sprawia, że po pierwsze, większość czasu spędzamy w domu lub innych zacisznych miejscach, po drugie, lubimy rzeczy, które nas rozgrzewają i chcemy wyciągnąć to, co najlepsze, z każdego dnia, niezależnie od pogody. Nie ma niczego bardziej „hyggelig” niż siedzieć w ciepłym pomieszczeniu z kocem i filiżanką herbaty, słuchając kropli deszczu uderzających o szyby.

Niezależnie jednak od tego, że „hygge” – jako słowo i pojęcie – jest rdzennie duńskie, jego istota jest uniwersalna. Myślę, że inne narody od lat praktykują „hygge”, nie wiedząc nawet, że istnieje na to słowo. Polskie tradycje i zwyczaje są może inne niż w Danii, ale z grubsza chodzi o to samo.

Czyli o ciepłą, przyjazną, intymną, słowem: przytulną atmosferę. Kiedy po raz pierwszy usłyszała pani o „hygge”? Co znaczyło dla pani wtedy to słowo, a co dzisiaj?
W Danii „hygge” towarzyszy dzieciom od kołyski. Dorastamy, słysząc je praktycznie wszędzie, w szkole, u dziadków, w domu, u znajomych, w każdej reklamie słodyczy czy artykule o wyjątkowym miejscu. Doświadczania „hygge” uczyli mnie rodzice. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam nasz wspólnie spędzany czas – w trakcie śniadań i kolacji, ale też podczas popołudniowego odrabiania lekcji przy wielkim wspólnym stole, połączonego z piciem herbaty i raczeniem się owocami czy herbatnikami. Myślę, że Duńczycy odbierają to słowo bardziej na poziomie emocji niż rozumu, dlatego jest tak trudno przetłumaczalne na inne języki. W skrócie jest to określenie na stan, w którym czujesz miłość, ciepło i bezpieczeństwo, i na czas, który spędzasz z bliskimi.

Dzięki temu, że napisałam książkę o „hygge”, stałam się bardziej świadoma tego, co dla mnie znaczy ten stan. Zdałam sobie sprawę, że lubię kolekcjonować wspomnienia „hyggelig” chwil i bardzo dbam o to, by było ich w moim życiu jak najwięcej. Chcę mniej czasu poświęcać na pracę, a więcej na to, co jest dla mnie naprawdę ważne, czyli relaks w gronie rodziny i przyjaciół. I sprawianie, by mój dom był jeszcze bardziej przytulny dla gości.

Tylko jak w dzisiejszym zabieganym świecie znaleźć czas na „hygge”? I pozbyć się wyrzutów sumienia, że się lenisz…
„Hygge” to taka przerwa, podczas której zapominasz o tym, co musisz i co powinnaś i po prostu jesteś sobą, tu i teraz. „Hygge” może dziać się tylko w chwili obecnej. I wcale nie musi oznaczać jakichś wyszukanych rozrywek. Wprost przeciwnie. „Hygge” to spacer w parku z bliskim przyjacielem, wypicie filiżanki kawy w salonie z jakąś przyjemną muzyką w tle, coś, co sprawi, że będziesz w stu procentach obecna w tym, co robisz. Ja staram się dbać o to, by każdego dnia zaplanować sobie choć jeden taki „hyggelig” moment.

Oczywiście, znam też to poczucie winy, które ogarnia cię po spędzeniu całej niedzieli na kanapie, czyli: niby fajnie, ale jednak mogłam wykorzystać ten czas bardziej praktycznie. Kiedyś mnie to frustrowało, ale nauczyłam się, że to nie lenistwo, a przejaw troski o siebie. Jak we wszystkim, chodzi o ustalenie priorytetów. Musisz zadać sobie pytanie, co jest dla ciebie w życiu najważniejsze. Ja sobie je zadałam i zrozumiałam, że moja praca – aktorstwo – jest dla mnie bardzo ważna, ale równie ważni są przyjaciele i rodzina, dla których w codziennej bieganinie nie znajdowałam czasu. Co więcej, nie znajdowałam też czasu dla siebie. Duża część naszego życia toczy się na głównej scenie – mówię tu o momentach, kiedy stawiamy czoło światu – ale bardzo duża i ważna część rozgrywa się też za kulisami. To tam nabieramy energii, by wyjść na scenę. „Hygge” to jest właśnie nasz backstage. Zrównoważyć te dwie rzeczywistości jest ogromną sztuką, ale możliwą do wykonania. „Hygge” uczy, by nie brać wszystkiego zbyt serio i nie zamęczać się dążeniem do perfekcji. Zrozumiałam, że mogę się świetnie bawić z przyjaciółmi przy półmisku kanapek i świetle świec. Że nie muszę serwować im trzydaniowego posiłku i przez kilka godzin sprzątać mieszkanie, żeby wieczór był „idealny”. Zrozumiałam, że najważniejsze jest po prostu bycie razem, poczucie wspólnoty. Teraz wpadamy do siebie bez uprzedzenia, wspólnie coś gotujemy, a potem rozmawiamy czasami aż do rana.

Marie Tourell Soderberg duńska aktorka filmowa i teatralna praktykująca sztukę hygge. Autorka książki „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>