fbpx

Czy ujdzie nam to na sucho?

123RF.com

Cóż bardziej oczywistego jak łyk wody, kiedy dręczy nas pragnienie? Dziś może nic, ale już za kilkadziesiąt lat setki tysięcy ludzi zostaną pozbawione dostępu do pitnej wody.

O co tyle hałasu? Przecież wokół pełno wody! Wystarczy popatrzeć na byle globus, by dostrzec, że suchy ląd to najwyżej 30 procent naszej planety. OK, ale 97 procent z tego, co chlupie przy brzegach kontynentów, to woda słona. Woda słodka stanowi jedynie 3 procent wody na Ziemi, w dodatku większość tkwi w trudno dostępnych lodowcach. Woda pitna to zatem zaledwie 0,5 procent całych ziemskich zasobów. A do tego 60 procent tego, co nadaje się do picia, kontroluje dziewięć państw: Kanada, Rosja, Chiny, Indie, Brazylia, Indonezja, Kongo, Kolumbia i USA. Wobec takich faktów trudno się chyba dziwić prognozom analityków, którzy mówią, że Ziemia wysycha. W 2050 roku brak wody dotknie 2 miliardy ludzi w 48 krajach.

Bitwa o wodę

No dobrze, ale w Polsce, gdzie co roku klęską są powodzie, chyba nie mamy co się martwić? Niekoniecznie. W naszym kraju – jak twierdzą specjaliści – też panuje deficyt wody. W ostatnich latach poziom wód gruntowych obniżył się o 1,5 metra. Dużo winy ponosi za to gospodarka: w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat bezrefleksyjnie osuszaliśmy coraz większe połacie ziemi. Skutkiem tego zniknęły oczka wodne, zlikwidowano 80 proc. stawów i piętrzeń młyńskich. W ten sposób zaburzono zdolność do naturalnego retencjonowania wody. Biorąc pod uwagę wysokość opadów w Polsce i naturalny odpływ wody, zasoby wodne naszego kraju stawiają nas na ostatnich miejscach w Europie. Czym to się skończy?

– Susza będzie przyczyną migracji i lokalnych wojen – przewiduje brytyjski polityk, były minister obrony John Reid. – Woda stanie się cenniejsza niż ropa naftowa – ostrzega. Przesadza? Sądząc z tego, co dzieje się na świecie, chyba nie…

Brak wody dotyka coraz większej liczby państw. W ciągu ostatnich 50 lat na całym świecie wybuchło blisko 500 konfliktów dotyczących dostępu do wody pitnej. W 2025 roku brak wody odczuje aż 25 krajów, dziesiątki innych znajdą się na granicy deficytu. Brak wody oznacza katastrofalny wzrost cen żywności. Według pesymistycznych prognoz za 20–30 lat międzynarodowe konflikty o wodę pochłoną tysiące ofiar.

Nil niezgody

Wydaje się, że wielkie wojny o wodę to wcale nie taka odległa przyszłość. Między Turcją a Syrią tego rodzaju konflikt był naprawdę o włos, kiedy w styczniu 1990 roku Turcja skierowała całą rzekę Eufrat do sztucznego jeziora na swoim terytorium. Na szczęście po 21 dniach rzeka znowu popłynęła.

Spór o rzekę Jordan był przyczyną wojny Izraela z Egiptem w 1967 roku. Podobnie napięta sytuacja jest pomiędzy państwami położonymi w górnym biegu Nilu. Przyrost ludności może tam doprowadzić do walki o wodę. Władze w Addis Abebie domagają się od Egiptu przyzwolenia na intensywniejszą eksploatację rzeki. Woda z Nilu Błękitnego stanowi łakomy kąsek także dla Ugandy i Sudanu. Tymczasem Egipt, który chce zasiedlić tereny Sahary, nie zgadza się na ograniczenie ilości wody docierającej do dolnego odcinka rzeki. Gdyby Etiopia i Sudan mimo to odważyły się podbierać wodę z Nilu, Egipt nie czekałby z inwazją na swoich południowych sąsiadów.

Na Bliskim Wschodzie mieszka aż 5 procent ludności świata. Ludzie ci muszą się zadowolić 1 procentem globalnych zasobów wody. Tymczasem przeciętny mieszkaniec USA zużywa 50 razy więcej wody niż mieszkaniec Bliskiego Wschodu, a samo umycie zębów przez Amerykanina pochłania więcej wody niż dzień życia przeciętnego mieszkańca Afryki.

Dostępu do czystej, pitnej wody jest dziś pozbawiona jedna piąta światowej populacji. Odprowadzane do rzek i mórz ścieki powodują choroby. Każdego dnia spożycie brudnej, skażonej wody pociąga za sobą 6 tysięcy śmiertelnych ofiar, z których większość stanowią dzieci. W skali roku wygląda to tak, jakby wymarła cała ludność śródmiejskiego Paryża.

A co pochłania najwięcej wody? Rolnictwo. W latach 60. XX wieku populacja Ziemi powiększyła się tak, że realne stało się widmo głodu. Wyhodowano nowe odmiany ryżu, zbóż i kukurydzy. Ale sukces tej zielonej rewolucji opierał się w dużej mierze na systemach irygacyjnych. Dziś świat produkuje dwa razy więcej jedzenia niż pokolenie temu, ale zużywa trzy razy tyle wody, by uprawy rosły. Dwie trzecie całej słodkiej wody, jaką posiadamy, służy nawadnianiu naszych pól. Z powodu niskiej sprawności systemów irygacyjnych tracimy aż 60 procent słodkiej wody, która dostarczana jest na potrzeby rolnictwa.

A produkcja? 140 litrów wody potrzeba do zrobienia jednej filiżanki czarnej kawy. Nie, to nie pomyłka. By wyhodować i przetworzyć kilogram kawy, który kupisz potem w supermarkecie, rolnicy i przemysł potrzebują aż 20 ton słodkiej wody. Jeśli zaś lubisz kawę z mlekiem i cukrem, musisz dodać do tego: na każde kilo cukru 3 tysiące litrów wody, na litr mleka 2 tysiące litrów wody. Marnując hektolitry wody lejącej się bez sensu co dzień z naszych kranów, miejmy to wszystko w pamięci…      

Około 40% ludności świata żyje w warunkach umiarkowanego lub dużego  niedoboru słodkiej wody. Do 2025 roku w podobnej sytuacji znajdzie się około 5,5 miliarda ludzi.