fbpx

Czy zasypią nas śmieci?

Czy zasypią nas śmieci?
Forum Film Poland

Codziennie na świecie wyrastają nowe góry śmieci. Mieszkańcy samej Warszawy wytwarzają 2000 ton odpadów każdego dnia. Większość tego, co nazywamy śmieciami trafia na wysypiska, choć aż 80 proc. stanowią surówce wtórne, które można ponownie wykorzystać. Odzyskiwanie i recykling odpadów to czysty zysk – dla natury i dla ludzi. Ale Polacy tego nie rozumieją. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że tylko 12 proc. odpadów z terenu stolicy jest odzyskiwane?!

W animowanym filmie WALL-E ludzie w swojej bezmyślności tak zaśmiecili Ziemię, że przestały na niej rosnąć rośliny, a oni sami musieli ją opuścić na pokładzie statku kosmicznego Axiom. Sprawcy tej katastrofy zostawili po sobie tylko roboty – Wysypiskowe Automaty Likwidująco-Lewarujące E-klasy (WALL-E). Jednak zmyślne urządzenia nie poradziły sobie z górami odpadów. Po 700 latach sprzątania na planecie został tylko jeden sprawny WALL-E mozolnie układający śmieci w sterty przypominające z daleka drapacze chmur …

Wizja przedstawiona w filmie studia Disney-Pixar to na razie science-fiction. Z jednym wyjątkiem – ze śmieci, które codziennie produkujemy faktycznie można by poskładać setki „drapaczy chmur”. 

– Mieszkańcy samej Warszawy wytwarzają rocznie ok. 700 000 tys. ton odpadów, nie uwzględniając tego co pochodzi z przemysłu i innych źródeł. I choć około 80 proc. z tego, co wyrzucamy do kosza można wykorzystać do produkcji nowych rzeczy, to tylko 12 proc. odpadów z terenów stolicy trafia do odzysku i recyklingu – mówi portalowi Zwierciadlo.pl Monika Franaszek ze Stowarzyszenia „Niepełnosprawni dla Środowiska EKON”, która kieruje projektem „Promocja Selektywnej Zbiórki Odpadów Opakowaniowych w Wybranych Dzielnicach Warszawy”.

Miesięcznie przerabiamy od 300 do 350 ton odpadów. W styczniu, z surowcami wtórnymi wysłaliśmy 20 tirów o długości naczepy 14 metrów. Ale moglibyśmy przerabiać 2,5 razy więcej, bo mamy takie możliwości. Jedyny problem to brak surowca, bo ludzie nie segregują odpadów – dodaje Paweł Trzaska-Gerlecki, dyrektor sortowni EKONu w Recykling-Parku na Ursynowie.

Segreguj – to się opłaca!

Według Moniki Franaszek, jest to w dużym stopniu związane z brakiem świadomości ekologicznej polskiego społeczeństwa. Większość ludzi nie zastanawia się nad konsekwencjami zanieczyszczenia środowiska czy zużycia surowców, żyją zgodnie z hasłem „po nas choćby potop”. Z kolei ci, którzy chcieliby coś zrobić dla natury i próbują z wielką starannością segregować odpady mogą się łatwo zniechęcić, gdy widzą jak później wszystkie są wsypywane razem na jedną platformę ciężarówki. – Problem w tym, że nie wszyscy rzetelnie segregują i pracownicy zakładu zajmującego się zbiórką surowców muszą to zrobić ponownie. Ważne jest jednak, by ludzie wiedzieli, że taka wstępna selekcja i tak dużo ułatwia – tłumaczy przewodnicząca zarządu i współzałożycielka EKON-u Elżbieta Gołębiewska. 

Żeby zwiększyć świadomość, EKON we współpracy z Fundacją Nasza Ziemia oraz Ośrodkiem Działań Ekologicznych „Źródła” przeprowadza projekt promujący selektywną zbiórkę odpadów opakowaniowych w trzech dzielnicach Warszawy – w Wilanowie, na Ursynowie i Mokotowie. – Chcemy przekonać mieszkańców, że selekcjonowanie odpadów przyczynia się nie tylko do zmniejszenia ich ilości na wysypiskach i poprawy stanu środowiska naturalnego, ale pozwala też oszczędzać zasoby naturalne, energię i może im samym przynieść bezpośrednie korzyści materialne. Produkcja nowych opakowań z surowców wtórnych spowoduje, że będą one tańsze, a selektywna zbiórka odpadów przyczynia się do zmniejszenia opłaty za wywóz śmieci. – wyjaśnia Monika Franaszek.

 

Jest jeszcze jeden korzystny pod względem ekonomicznym aspekt recyklingu. – Dzięki niemu możemy uniknąć dotkliwych kar finansowych, które nałoży na nas Unia Europejska. Polska, jako jej członek jest zobowiązana do 2015 r. odzyskiwać 60 proc. surowców wtórnych i przekazywać do recyklingu 50 proc. z nich. Jeśli nie osiągniemy tych wskaźników grożą nam ogromne kary, które będziemy musieli płacić z własnej kieszeni. Obawiam się, że przy tak niskim poziomie wiedzy na temat recyklingu i małej chęci do prowadzenia selekcji odpadów może, niestety, do tego dojść. – ubolewa Franaszek.

W ramach programu wydane zostało m.in. 10 tys. egzemplarzy broszury pt. „Dobre rady na odpady”,  która jest kompendium wiedzy na temat segregowania odpadów opakowaniowych. W środku znajduje się wkładka, będąca rodzajem ściągawki, która pomaga wybrać odpowiedni pojemnik dla danego odpadu (oczywiście jeśli jest ich więcej niż jeden). Można się z niej dowiedzieć m.in., że kartonowe opakowania po sokach czy mleku wrzucamy nie do pojemników z papierem, ale z plastikiem (są bowiem pokryte od wewnątrz i od zewnątrz polietylenem) i że nawet styropian nadaje się do recyklingu. Projekt ma również swoją stronę internetową (www.ratujziemie.pl) z informacjami, które pomogą prawidłowo segregować odpady.

Ekologiczne „mrówki”

Żaden z pracowników sortowni surowców wtórnych EKON-u nie przypomina WALL-E. Prędzej mogą kojarzyć się z mrówkami, które widnieją w logo stowarzyszenia. Pracowicie krzątają się po hali. Część stoi na podestach i wybiera odpady sunące na taśmie sortowniczej – folia cienka, gruba, kolorowa, płyty CD, kasety magnetofonowe, papiery, kartoniki po mleku, kubeczki po jogurtach – a następnie wrzuca do zielonych wózków. – Zbieramy 18 frakcji surowców, w większość plastikowych – mówi Paweł Trzaska-Gerlecki.

Gdy wózek się zapełnia, pracownicy wywożą go na halę do tzw. belownic (kompaktorów) . Są to prasy o nacisku 40 ton, które robią z surowca bele gotowe do transportu i recyklingu. W tej postaci jedzie do firm, które go przetwarzają. Szkło jest wybierane osobno – prosto do kontenerów przeznaczonych do transportu.

EKON przymierza się też do segregowania śmieci elektronicznych. – To jest bardzo opłacalne. Odzyskuje się z nich metale szlachetne, jak złoto, srebro, platyna, cyna, cynk, miedź, aluminium złom stalowy i elementy z tworzyw sztucznych.Niestety, w Polsce nie ma zakładu, który by to dalej przerabiał. Najbliższy odbiorca jest w Niemczech – zaznacza dyrektor sortowni.

 

„Mrówki” z EKON-u naprawdę odzyskują odpady. Jednak nieuczciwych firm nie brakuje. Sam minister środowiska Andrzej Kraszewski wielokrotnie zwracał na to uwagę na łamach prasy. Ich pracownicy wjeżdżają do sortowni samochodem z surowcami, nie sortują ich i tylko zmieniają kod na samochodzie informujący, że to biomasa. A za nią płaci się symboliczną cenę na wysypisku, znacznie niższą niż za inne surowce. Przez to góry śmieci rosną.

Zmiany na lepsze może przynieść nowa ustawa o gospodarce odpadami, zgodnie z którą właścicielem śmieci zostanie gmina i to ona będzie decydować, czy sama zorganizuje odbiór i segregację surowców wtórnych, czy zleci to jakiejś firmie. Jeśli firma będzie nieuczciwa, gmina może płacić kary.

Wszędzie, gdzie pojawiają się „ekologiczne mrówki” mieszkańcy chętniej segregują odpady.  EKON przyjął bowiem ciekawą strategię – raz lub dwa razy w tygodniu jego pracownicy osobiście odbierają surowce wtórne od mieszkańców. Na początku objaśniają szczegółowo zasady zbiórki i segregacji odpadów oraz rozdają specjalne torby. – To sprawiło, że ludzie ze szczególną starannością zaczęli przygotowywać dla nas surowce, bo jeśli kontaktują się ciągle z tą samą osobą, np. panem Stasiem, to wstyd oddać mu pojemniczki po jogurcie nie opłukawszy ich. Poza tym, wiedzą, do kogo to trafia i że nam zależy, by jak najwięcej odzyskać – mówi Elżbieta Gołębiewska. Ze sprzedaży surowców, EKON pokrywa m.in. koszty dzierżawy hali, w której jest sortownia, utrzymania samochodów, koszty transportu.

Stowarzyszenie działa w stolicy na Ursynowie, Służewcu i Mokotowie oraz w oddziałach terenowych w Piasecznie, Żyrardowie, Puławach, Mińsku Mazowieckim, Końskim, Tomaszowie Mazowieckim, Inowrocławiu. Daje pracę niepełnosprawnym najbardziej wykluczonym z rynku pracy. Są to osoby chorujące psychicznie lub z upośledzeniem umysłowym. – Do 2008 r. ich pensje niemal w 100 proc. były pokrywane z państwowego funduszu rehabilitacji osób niepełnosprawnych (PFRON), dlatego mogliśmy wywozić surowce za darmo. Teraz mamy tylko 70 proc. dofinansowania, dlatego prosimy spółdzielnie, by płaciły nam po 1 zł na miesiąc od mieszkańca. Ci, którzy się zgodzili już widzą, że na tym zyskują, bo muszą znacznie mniej płacić za wywóz śmieci – tłumaczy Elżbieta Gołębiewska. Warto też pamiętać, że mieszkańcy mogą mieć wpływ na to jaką firmę zajmującą się odzyskiwaniem odpadów wynajmie spółdzielnia mieszkaniowa czy gmina.

Praca „mrówek” z EKON-u to przysłowiowy „kawał dobrej roboty”. Dzięki nim maleją góry śmieci, a rośnie standard życia mieszkańców. Poza tym, jaka to satysfakcja, kiedy uświadomią sobie, że dają śmieciom drugie życie …