Globalne ocieplenie czy lodowiec?

123RF.com

Naukowcy się kłócą. Czy będzie coraz cieplej, lody Arktyki stopnieją, a świat nawiedzą powodzie, czy może całkiem odwrotnie: musimy się przygotować na nową epokę lodowcową?
Ostre mrozy, które w styczniu i lutym nawiedziły Europę, są wodą na młyn dla tych, którzy teorii globalnego ocieplenia nie traktują poważnie. Bo jakie tu ocieplenie, kiedy na dworze minus trzydzieści, ludzie umierają z wychłodzenia, rury pękają i generalnie zima w pełni? Tymczasem klimatolodzy, a przynajmniej ich część, są zdania, że ochłodzenie potwierdza ocieplenie. Jakim cudem? To proste. Wiosną i jesienią temperatura podnosi się, i to znacznie. Co powoduje, że pokrywa lodowa Arktyki topi się szybciej. A ponieważ się topi, do atmosfery dociera masa pary wodnej. Rezultat: wzrost opadów. W Europie jesienią są to opady śniegu. Z kolei więcej śniegu oznacza spadek temperatur, a to wpływa na umocnienie się obszarów wyżowych nad Syberią. Ostatnie gigantyczne mrozy to właśnie efekt wyżu syberyjskiego. Według klimatologów przyjdzie taki moment, gdy późnojesienne opady śniegu zamienią się w deszcze, a wtedy topnienie lodów jeszcze przyspieszy.

Tymczasem rosyjscy naukowcy są zdania, że już niedługo – bo w 2014 roku – zamiast globalnego ocieplenia czeka nas globalne ochłodzenie. Czyli po prostu epoka lodowcowa. Podobno są znaki przepowiadające ten czas. To mała aktywność Słońca, którą obserwować można już od połowy lat 90. A kiedy plamy na Słońcu się zmniejszają, powietrze słabiej się nagrzewa, a Ziemia się wychładza. I to jedyna przyczyna zmian klimatu. – Dwutlenek węgla jest niewinny – oświadczył na sympozjum w Chicago autor badań Habibull Abdusamatow.

Takie minizlodowacenia, tak zwane „małe epoki lodowcowe”, miały już miejsce w historii: w XV, XVII i XVIII wieku. Abdusamatow jest przekonany, że to samo czeka nas już za 2 lata. Najzimniej ma być w latach 2055-60.

I komu tu wierzyć?