fbpx

W naturalnym rytmie

123RF.com

W dawnych wiekach ludzie korzystali z życiodajnej energii Ziemi, aby odnaleźć swą moc. Troszczyli się o Ziemię jak o najdroższą istotę, bo wiedzieli, że bez niej nie przetrwają. Czy możliwy jest powrót do starej mądrości w naszych czasach pełnych pychy, arogancji i głupoty? Żyją wśród nas ludzie, dla których kontakt z naturą jest źródłem odnowy i duchowego wzrostu. Mówią, że albo sercem połączymy się z Ziemią, albo zginiemy. Ciągle mamy szansę.

Zmęczona Ziemia spotyka inną planetę i żali się, że jest bardzo słaba: niedomaga i choruje. Inna planeta patrzy na Ziemię ze współczuciem i mówi: „To ten wirus – człowiek… Nie martw się, kochana, to przejdzie, ja też go miałam jakiś czas temu”. Ten dowcip wydaje się z gatunku science fiction. Ziemia bez ludzi? Obyśmy nigdy tego nie doczekali. A jednak ta ponura przepowiednia jest całkiem realna.

„Nasza cywilizacja zdaje się dochodzić do kresu”. „Człowiek, stawiając przyrodzie wciąż nowe i trudne wyzwania, staje w obliczu globalnej katastrofy ekologicznej i niebawem będzie musiał walczyć o przetrwanie”. To nie są niestety opinie katastrofistów. Pierwsze zdanie pochodzi z książki „Siła życia” Jeana Dorsta, wybitnego francuskiego uczonego, byłego dyrektora Muzeum Historii Naturalnej, drugie – z bestsellerowej pozycji „Upadek” Jareda Diamonda, profesora geografii na Uniwersytecie Kalifornijskim. Upadniemy jak wiele cywilizacji dotąd – twierdzą obaj badacze – jak choćby Majowie, Polinezyjczycy z Wyspy Wielkanocnej, Indianie Anasazi, Khmerzy, grenlandzcy wikingowie. Te cywilizacje łączy jedno – katastrofa ekologiczna, czyli zakłócenia stabilności ekosystemu Ziemi, poprzedzająca upadek. Ludzie nieumyślnie niszczyli zasoby środowiska, od których zależało ich przetrwanie. Hipotezę niezamierzonego samobójstwa – ekobójstwa – potwierdzają dokonywane w ostatnich dziesięcioleciach odkrycia historyków, archeologów, klimatologów, pisze Diamond.

W wielu przypadkach początkiem końca stawało się zwykłe wycinanie drzew. Ludy na wyspach Oceanu Spokojnego wymarły, gdy ogołociły z lasów swoje wyspy. Upadek często poprzedzały wojny, głód, epidemie, niestabilność polityczna. Zaczyna się od katastrofy ekologicznej, potem już w mgnieniu oka znikają cywilizacje.

Philippe Saint Marc, intelektualista francuski, w słynnej książce „Przyroda dla człowieka” pisze, że niszcząc przyrodę, wyzwoliliśmy proces samozniszczenia. I że wyobcowanie ekologiczne jest dziś dla ludzi boleśniejsze niż wyobcowanie wynikające z cywilizacji przemysłowej; to nowa postać ludzkiego ubóstwa. Góry, rzeki, lasy, cisza, czyste powietrze, swobodna przestrzeń – to jest prawdziwe bogactwo człowieka. Możemy ocalić siebie jedynie poprzez ocalenie przyrody. Saint Marc na nowo definiuje istotę „rozwoju”: prawdziwy rozwój człowieka wymaga przejścia od cywilizacji opartej niemal wyłącznie na posiadaniu, na wszechwładnej i niszczycielskiej ekonomii zysku do cywilizacji nakierowanej na istnienie.

Takie są głosy badaczy i naukowców. Jeśli przyjmiemy, że ich ostrzeżenia mają sens, co to dla nas realnie znaczy?

Miliony gatunków istot

Żyjemy na oszałamiająco pięknej Ziemi. Jean Dorst zwraca nas ku świadomości tego, w jakim niewyobrażalnym bogactwie żyjemy. Na Ziemi są tysiące gatunków ptaków, ssaków, gadów, płazów, ryb, najprzeróżniejszych robaków i mięczaków. Znamy miliony gatunków owadów, a prawdopodobnie trzy razy więcej czeka jeszcze na odkrycie. Jest 400 tysięcy gatunków roślin zielonych, a grzybów i alg jeszcze więcej. Specjaliści co roku identyfikują około pięciu tysięcy roślin nieznanych nauce. Niespodziankom nie ma końca, gdy wkraczamy w świat organizmów morskich i najdrobniejszych żyjątek ukrytych w ściółce leśnej i piasku. Świat żywy przypomina galaktykę, w której współżyją miriady roślin i zwierząt.

Co najistotniejsze – te zbiorowiska tworzą zwarte ekosystemy, w których każdy element utrzymuje z pozostałymi szczególnie bliskie stosunki. Puszcza, ocean to przykłady gigantycznych ekosystemów. Las to coś więcej niż krajobraz czy zbiorowisko drzew, krzewów, owadów i ptaków – to żywa ponadgatunkowa całość. Zdaje się, że większość z nas nie widzi, nie czuje tych powiązań, głębokiej mądrości natury. Jesteśmy od tego odcięci.

 

Społeczności bez rządzących

To nie przypadek, że właśnie teraz tak wielu z nas budzi się do świadomego życia. Potrzebujemy wiedzy. „Dawna mądrość na nowe czasy” politologa i etnologa Geseko von Lüpke wydaje się książką podstawową dla naszego rozumienia, gdzie zabrnęliśmy, a więc dla naszego przetrwania. Współcześni szamani i szamanki, ale także naukowcy mówią tu na temat odnowy duchowej, która jest możliwa, gdy tylko wsłuchamy się w mądrość przodków i wyciągniemy z niej nauki. Na użytek tego tekstu szczególnie cenna jest rozmowa z filozofką i antropolożką doktor Heide Göttner-Abendroth, nominowaną do pokojowej Nagrody Nobla. Badaczka przypomina, że wzorce patriarchalne, czyli wzorce życia społecznego oparte na władzy, hierarchii i dominacji, nie są czymś odwiecznym i naturalnym. To stosunkowo młody wymysł człowieka (zaledwie kilkusetletni) w porównaniu z wcześniejszym porządkiem – matriarchatem. Matriarchat to wczesny kulturowy etap wszystkich tradycji, nie tylko Azji, Afryki i Ameryki, także Europy. Co pisze antropolożka na jego temat? Była to kultura oparta na duchowej więzi z Ziemią, na szacunku i pokorze w stosunku do natury. Kobiety zajmowały centralne miejsce, co nie znaczy, że panowały. Społeczności matriarchalne funkcjonowały bez rządzących. Jak to możliwe? Uznawano świętość wszystkich przejawów życia. Nie istniał podział na to, co boskie, i całą resztę.

W matriarchacie świat JEST boski, cały świat: każda gwiazda, kamień, drzewo, każdy liść, źdźbło trawy, zwierzę i człowiek. To jest wyobrażenie boskiej immanencji i warunkuje określoną postawę. Ludzie, aby przetrwać, muszą polować i potrzebują roślin, ale na płaszczyźnie duchowej żyją w zgodzie ze wszystkimi istotami. Nie traktują natury jako obiektu, który można wyzyskiwać. Natura jest otoczona czcią, bierze się z niej tylko to, co jest naprawdę potrzebne do życia.

Natura – żywa i czująca

Żyją wśród nas ludzie, którzy kontakt z Ziemią traktują jako najważniejsze źródło duchowości, siły, odnowy i wewnętrznego wzrostu. Powstało wiele książek o tej szczególnej jakości życia. „Drzewa pomagają leczyć” Manfreda Himmela to szczególny przewodnik po świecie przyrody napisany przez kogoś, kto w codziennym obcowaniu z naturą odnalazł pełnię. „W głębi serca tęsknimy za życiem wartościowym, za szczęściem, miłością, bezpieczeństwem, za przyjaciółmi, za wspólnotą, w której każdy każdego ceni i szanuje – pisze Himmel. –Potrzebujemy wzorów, by tak żyć. Znalazłem je w starych mądrych drzewach. Otworzyły mi bramę do wyższych poziomów bytu, umocniły i zmieniły mój charakter, uodporniły ciało”.

Ten mężczyzna o drzewach wie wszystko. Odkrywa przed nami fascynujący świat żywych istot: dębów, sosen, świerków, cisów, lip, brzóz, olch, klonów. W wielu kulturach drzewo było uważane za „praojca rodzaju ludzkiego”, a las uchodził za „studnię młodości” ludzi. Potencjał energii zdrowego drzewa jest ogromny. Na świecie znane są stare rozłożyste drzewa, które leczą swoimi energiami. Drzewa to najwięksi transformatorzy i alchemicy Ziemi. Czułe obchodzenie się z nimi już po krótkim czasie podnosi nasz energetyczny potencjał; wpływa na poszerzenie świadomości, odczuwanie subtelnego świata, który nas otacza i wypełnia, a w którym mają źródło wszystkie materialne zjawiska.

W skali jednostkowej czy niewielkich wspólnot powrót do uzdrawiającej energii Ziemi wydaje się realny i możliwy. Jak skorzystać z tej wiedzy w skali globalnej? Tak daleko zabrnęliśmy w pogardzie i agresji w stosunku do natury. Człowiek ubzdurał sobie, że jest panem stworzenia – i dlatego upadek tej cywilizacji jest nieunikniony, twierdzi Jared Diamond. Człowiek zagraża samemu sobie, nie tylko ekosystemowi. Ziemia da sobie radę bez nas. Przyszłość nie potrzebuje ludzi.

Jest też wiele innych prawdopodobnych scenariuszy zdarzeń. Nie można wrócić do warunków pierwotnych, pisze Jean Dorst. Postęp techniczny przekształcił głęboko życie ludzi, którzy z tych zmian nie zrezygnują. Żadna inna cywilizacja niż przemysłowa nie jest teraz możliwa. Naszym zadaniem jest uczynić z niej system zharmonizowany z przyrodą. Jednak by tego dokonać, nie wystarczy walczyć z zanieczyszczeniami czy lepiej gospodarować zasobami Ziemi. Choroba tkwi w sercach. „Jesteśmy nieszczęśliwi, bo straciliśmy kontakt z większą całością, do której przynależymy – ze wspólnotą ludzką, naturą i kosmosem” – przypomina Heide Göttner.

Potrzebujemy wewnętrznej przemiany.