Felieton Hanny Samson: Doceńmy trzecią fazę!

fot.123rf

W naszej patriarchalnej kulturze mężczyźni są podobno jak wino: im starsi, tym bardziej doświadczeni i dojrzali. A kobiety? Być kobietą po pięćdziesiątce to lekki obciach. No a potem stajemy się niewidzialne i przechodzimy w niebyt.

Nic dziwnego, że nie chcemy się starzeć. Wiele energii wkładamy w to, żeby ukryć swój wiek. Ja sama na pytanie o to, ile mam lat, odpowiadam: „tyle, co wszyscy”. No bo może wyglądam młodziej (chyba każda z nas ma taką nadzieję) i po co miałabym się przyznawać, że jest ze mną gorzej niż widać?

A gdyby dostrzec, że tracąc młodość, coś zyskujemy? Gdyby docenić to, że stajemy się wiedźmami, a w każdym razie mamy na to szansę? Wiedźma to ta, która wie. Ale w naszej kulturze wiedźma brzmi złowieszczo. Idzie ramię w ramię z czarownicą, którą palono na stosie w czasach inkwizycji. „Najczęściej prześladowane były kobiety, które budziły największy lęk lub szacunek” – pisze Jean Shinoda Bolen w książce „Boginiczne archetypy dojrzałej kobiecości”. Książka ukazała się też w Polsce i jest nam bardzo potrzebna. Wcześniejsza książka tej autorki „Boginie w każdej kobiecie” otwierała oczy na to, że kobietą można być na wiele sposobów. Że kulturowy wzorzec ogranicza i nie pozwala korzystać z pełni możliwości. Teraz Shinoda Bolen pomaga nam zobaczyć wartość dojrzałości. Starożytni postrzegali boginię jako jedną, choć ucieleśnioną w trzech postaciach: dziewicy, matki i wiedźmy. Ta trzecia postać to nie jest zatem schyłek drugiej, ale nowy etap, w którym więcej niż przedtem zależy od nas. Dziewczynki czekają zwykle na chwilę, kiedy staną się kobietami. A dojrzałe kobiety starają się trzymać drugiej fazy, bo trzecia faza budzi nasz lęk. Czy tak być musi? Wróćmy do inkwizycji. Na stosach palono akuszerki, zielarki, uzdrowicielki, kobiety, których moc brała się z ich doświadczenia. Palono kobiety niezależne i cieszące się autorytetem w swojej społeczności. Również te, które były ekscentryczne lub posiadały jakiś majątek (zwykle wdowy). Każda kobieta w fazie wiedźmy była zagrożona. „Aby przetrwać, musiała pozostać niezauważona i nie wolno jej było niczym się wyróżniać, bowiem jedynie »niewidzialne« kobiety w tym wieku pozostawały przy życiu” – pisze Shinoda Bolen. Inkwizycja została uchylona w 1816 roku, ale lęk w nas pozostał. Z pokolenia na pokolenie przekazujemy sobie lęk przed tą fazą życia. Odzieramy ją z siły i wyjątkowości. Stajemy się niewidzialne, bo tak sobie życzy patriarchat.

A gdybyśmy przekroczyły ten lęk?

„Kiedy będę starą kobietą, założę fioletową sukienkę
I czerwony kapelusz – zupełnie do niej niepasujący i całkiem nie w moim stylu
Emeryturę wydam na brandy, letnie rękawiczki
I satynowe sandałki, a potem powiem, że nie starcza mi na masło
Kiedy się zmęczę, usiądę na krawężniku”

Tak zaczyna się wiersz „Ostrzeżenie” Jenny Joseph w tłumaczeniu Elżbiety Smoleńskiej. Jakie to planowane zachowanie bohaterki jest do nas niepodobne, prawda? Ale dobrze oddaje nasze tęsknoty.

W dwóch pierwszych fazach nasze życie przebiega często zgodnie z kulturowym scenariuszem, który nie my piszemy. Niezależnie od tego, ilu dokonujemy wyborów, w gruncie rzeczy mamy związane ręce. Codziennie się dostosowujemy. Wiele razy, pracując z kobietami, słyszałam: „Nie mam wyjścia”. Nie widzimy wyjścia, bo te wszystkie „muszę” i „powinnam” zasłaniają nam świat. Jesteśmy zniewolone przez oczekiwania innych i własne aspiracje.

W trzeciej fazie życia wszystko może się zmienić, jeśli sobie na to pozwolimy. Dzieci już zwykle są dorosłe. Znamy swoją wartość w pracy albo idziemy na emeryturę. Nie musimy zajmować się tyle swoim wyglądem, bo i tak nie mamy szansy się podobać. Powstaje przestrzeń na to, by poczuć, czego chcemy. Zacząć pisać własny scenariusz.

Jean Shinoda Bolen opisuje archetypy, które możemy uaktywnić w trzeciej fazie życia. Jeśli znamy pojęcie „wewnętrznego dziecka”, łatwo nam wyobrazić sobie, że w naszej psychice istnieją też inne struktury, które możemy dopuszczać do głosu. Żeby to zrobić, trzeba najpierw wiedzieć, że istnieją. Zacznijmy od Metydy, która jest archetypem kobiecej mądrości. Słyszałaś o Metydzie? Pewnie nie. Została zapomniana w patriarchacie, ale to wcale nie znaczy, że nie możemy jej obudzić. Zwłaszcza że jej historia powtórzyła się w życiu wielu z nas. To historia żon, które wspierały swoich mężów w drodze na szczyt, służyły im swoją mądrością i opieką, czasem również pieniędzmi. Gdy mąż osiągnął sukces, zmienił żonę na młodszą. To też historia kobiet, które mają duży wkład w pracę naukową lub społeczną, ale nagrody dostają mężczyźni. To historia zapomnianych kobiet z Powstania Warszawskiego i „Solidarności”, które teraz odzyskujemy. Powrót Metydy do naszej świadomości następuje wtedy, gdy przestajemy utożsamiać się z patriarchalną, mizoginiczną postawą wobec kobiet. Kiedy w końcu doceniamy siebie.

W trzeciej fazie życia mogą obudzić się w nas boginie gniewu. Mężczyźni zwykle bywają radykalni w młodości, później zostają strażnikami konserwatyzmu. Za to kobiety z wiekiem stają się bardziej radykalne. Kiedy łączymy w sobie gniew i mądrość, zmieniamy się w potężne wiedźmy, które troszczą się o inne kobiety i dla nich zmieniają świat. Wiele starszych kobiet wzięło udział w Czarnym Proteście – trzecia faza życia to czas, kiedy mamy odwagę wystąpić przeciw patriarchatowi i jego potrzebie kontrolowania kobiet.

Bogiń, które mogą nas wspierać w trzeciej fazie życia, jest znacznie więcej. One mogą sprawić, że poczujemy swoją moc. Ale nie musimy czekać do klimakterium, co podpowiada Jenny Joseph w końcówce „Ostrzeżenia”:

„Ale teraz muszę ubierać się stosownie do pogody
Na czas płacić czynsz i uważać, by nie zakląć na ulicy
Muszę zapraszać przyjaciół na kolacje, czytać gazety
I dawać przykład swoim dzieciom.
A może już powinnam zacząć ćwiczyć?
Żeby ci, którzy mnie znają, nie zdziwili się za bardzo
Kiedy nagle się zestarzeję i założę fioletową sukienkę”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »