fbpx

Anna Janko: bracia mniejsi

Anna Janko: bracia mniejsi
123rf.com

…musiałam to przerwać, musiałam to wyłączyć…
Miałam siedem lat, gdy zobaczyłam na podwórku starszego kolegę, jak robi kotu karuzelę, czyli trzymając zwierzę za ogon, wywija nim nad głową. Miałam 18 lat i „całe życie przed sobą”, gdy będąc na spacerze z psem, na wiejskiej drodze ujrzałam wóz ciągnięty przez traktor, wóz po brzegi wypełniony ciałami odartych ze skóry lisów. A całkiem niedawno trafiłam w Internecie na film o traktowaniu zwierząt hodowlanych przez człowieka, tak okrutny, że długo nie mogłam myśleć o niczym innym, a pewne obrazy zostaną w mojej głowie na zawsze, by mnie dręczyć. Taki ogrom ludzkiego zła przekracza granicę psychicznej wytrzymałości. Gdy wydawało mi się, że w tym filmie pokazano już wszystko, zorientowałam się, że „kursorek” jest dopiero w połowie emisji. Musiałam to przerwać, musiałam to wyłączyć.

Żyjemy na co dzień w ułudzie, w dekoracjach, na które wyrażamy zgodę, pośród rekwizytów, które mamy z przydziału, jedząc „z obrazka” na opakowaniu, żywiąc się nazwami produktów, ubierając się w rzeczy pochodzące ze słownika. Wędlina, pasztet, torebka, buty. Te produkty po prostu są i nie kojarzymy ich z niczyim życiem, a tym bardziej śmiercią. Myśl sięga sklepu, no może jeszcze fabryki; do ubojni ani do fermy nie trafia. Związek przyczynowo-skutkowy ulega przerwaniu, ekranujemy sobie zamiast tego telewizyjną reklamę ze świnką lub krówką, których postacie traktujemy emblematycznie, symbolicznie. Rzeczywistość sama siebie zasłania, sama siebie okłamuje. Na tyłach tego teatru hipokryzji dzieją się rzeczy, na nazwanie których zabrakłoby słów.

Akcja: śmierć

Internet pełen jest blogów obrońców zwierząt. Na Facebooku co jakiś czas rusza kolejna akcja humanitarna w sprawie ratowania istot, które Bóg dał człowiekowi pod opiekę. Jedną z nich jest wykupywanie koni z rzeźni. Przy tej okazji na forach internetowych raz po raz wraca sprawa znanej artystki Katarzyny Kozyry, która zrobiła rzecz odwrotną: zapłaciła za konia, aby go uśmiercono na potrzeby jej dzieła. Tak to jest ujmowane przez obrońców zwierząt, nie inaczej. Nikt z tych ludzi walczących o życie koni nie zapomni nigdy Andrzejowi Wajdzie, że dla „Popiołów” poświęcił konia, zrzucając go ze skały i uzyskując dzięki temu wstrząsający efekt zdjęciowy.

„Bracia mniejsi”, jeszcze mniejsi, ginący na ołtarzu sztuki… Kot utopiony w wannie przez performerkę, a potem przerobiony na futrzaną torebkę, chomiki pławione w akwarium przez artystę, który czynem tym chce coś unaocznić: międzygatunkowe różnice? Granicznie wycieńczony głodem pies w kącie galerii jako żywy (jeszcze) eksponat pośród ludzi pijących wino, rozprawiających… o czym rozprawiających?
O psim losie? Jest sporo zdjęć z tej wystawy w sieci.

A na jednym z blogów znalazłam taką ciekawą refleksję: „Dzieci uwielbiają destrukcję. Kreacja jest dla nich zbyt wymagająca, prowadzi do niepowodzeń i frustracji. Niszczycielstwo wydaje się satysfakcjonujące, szybkie, łatwe i przyjemne. Niekiedy przedmioty martwe okazują się niewystarczające, wtedy można przejść do wyrywania muchom skrzydełek, krojenia dżdżownic (jak rozkosznie się wiją, podwójnie!), strzelania
z wiatrówki do wróbli itd. itp. Zazwyczaj wściekła dziecięca ciekawość na tym się kończy. Albo ukróca ją wkraczająca w pewnym wieku edukacja. […] Nie wiadomo, z ilu młodocianych dręczycieli zwierząt wyrasta coś pożytecznego (na przykład chirurdzy albo artyści). Ciekawi mnie, jakim dzieckiem był G. Vargas, autor głośnego performance’u, który w 2007 r. rzekomo zagłodził na śmierć psa w galerii. Na jego śmierć mieli patrzeć odwiedzający, przechadzając się z drinkami. Istnieje wiele niedopowiedzeń wokół tej sprawy. Koniec końców dziennikarze zgodzili się, że była to prowokacja (bezdomny pies został zgarnięty przez artystę z ulicy i… dokarmiany pomiędzy godzinami otwarcia galerii; pies rzekomo uciekł dzień po wystawie).

Prowokacja czy nie, cel został osiągnięty: studium umierania dla publiczności, która nie reagowała, jako że pies był przecież elementem ekspozycji. Każdy grzecznie grał swoją rolę, nikt nie chciał być popsuj-zabawą”. Tak działa konwencja, społeczna umowa, która reguluje nasze zachowania w różnych, z góry określonych, sytuacjach. A gdyby na wystawę przyszli sami weterynarze? O, wtedy ta konwencja w tym miejscu i chwili zostałaby zerwana, sytuacja przestałaby być z góry określona. Wmieszałby się etos lekarski. A przy tym zniknęłyby dekoracje i scena ta objawiłaby się w całej swej brutalnej nagości. Zostałby – pies ofiara (nie pies eksponat, pies celebryta) i zostałby „dziecięcy” sadyzm artysty Vargasa oraz nieczułość ludzkiego tłumu.

Serce performera

Granice sztuki i niesztuki coraz bardziej się zacierają. To, co „estetyczne”, niekoniecznie jest „etyczne”, na ogół jedno od drugiego stroni… Przeciwnicy takich dzieł artystycznych mogą obrzucać twórcę obelgami jak internauci Vargasa, życząc mu, żeby zdechł w głodowych męczarniach i nie zapomniał tego sfilmować, jednak nie powstrzymają tendencji ludzkiej psychiki do przekraczania granic. A owe akty artystyczne często takimi próbami właśnie są – abstrahując od cech charakterologicznych poszczególnych twórców – są próbami przerwania iluzji. Nieudolnymi, bo ani rozum, ani serce performera nie nadąża za jego podświadomością, którą on sam eksponuje „na żywca” jako dzieło. Artystom chodzi o wywołanie szoku, o zaburzenie naturalnych oczekiwań widza, o zderzenie przeciwstawnych punktów widzenia. I uzyskują to,
czego chcą. A oprócz tego jeszcze chwilę sławy i trochę pieniędzy, które mają duże znaczenie w naszej kulturze, w ludzkim świecie.

W ludzkim świecie, którego nie rozumieją zwierzęta, oddzielone od nas gatunkową granicą nie do przekroczenia. Bo żyją one w innej konwencji, w innej kulturze i posługują się innymi znakami. Takie jak wyżej opisane działania artystyczne człowieka zawsze będą w ich świecie tylko niepojętym barbarzyństwem, które sprawia ból i zabija. Ziemia nie była nigdy i nie będzie rajem, większość przedstawicieli fauny zadaje sobie nawzajem śmierć z rozmaitych powodów (a my jako gatunek w tym przodujemy ilościowo i jakościowo). Zło jest gdzieś głębiej niż w człowieku, cała przyroda je zna, zwierzęta, rośliny, ciała niebieskie i – bogowie… Życie jako takie nawykło do umierania na wszelkie sposoby. A jednak cierpienie i śmierć zwierzęcia na ołtarzu sztuki wydają się nam szczególnie drastyczne. Bo opatrzone zbyt wieloma cudzysłowami. Bo przyrządzone specjalnie do wyrafinowanej, artystycznej degustacji…

?>