fbpx

Anna Janko: Smak przemijania

Anna Janko: Smak przemijania
123rf.com

Mam pewną obsesję. Można ją nazwać obsesją temporalną. Być może nawet nasila się ona z wiekiem. Mianowicie – þodglądam przemijanie. Próbuję je złapać w trakcie stawania się, ale to, oczywiście, nie wychodzi.
Przemijanie bowiem rozciąga się w czasie, a nawet wlecze się niemiłosiernie, i żaden człowiek nie miałby cierpliwości, by siedzieć i patrzeć minuta za minutą, przez jakie subtelne fazy przechodzi dany obiekt, w tym na przykład on sam, czyli tzw. obserwator uczestniczący. Wydawałoby się, że wystarczy każdego ranka rzut oka w lustro na swoją twarz – że się wtedy to przeistoczenie uchwyci in statu nascendi, a jednak okazuje się, że to za mało, by złapać przemijanie na gorącym uczynku. Wydaje ci się, że pilnujesz swojego oblicza, a jednak pewnego dnia i tak zaskakuje cię jakiś nieznany dotąd detal – odkrywasz na przykład pierwszą pionową zmarszczkę nad wargą, nie było jej wcześniej i oto jest! Tyle że to nie o to chodzi. Nie chodzi o zmarszczki, kurze łapki, plamki, cienie… Chodzi o tajemnicę metamorfoz związanych z czwartą współrzędną czasoprzestrzeni…

W filmie nad upływem czasu pracują charakteryzatorzy. W brawurowy sposób zrobili to na przykład na potrzeby obrazu „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, w którym Brad Pitt przemija „w drugą stronę”. „Jak to jest być coraz młodszym?” – pyta go filmowa partnerka. Jednak w życiu zadajemy pytanie odwrotne i na wiarygodną odpowiedź czekamy z taką samą ciekawością… Bo czas jest nie tylko doskonałym charakteryzatorem z niesamowitymi pomysłami, on współpracuje z jakimś metafizycznym zespołem, o którego składzie nie mamy pojęcia…Na moim biurku stoi ramka ze zdjęciem dwojga maluchów wesoło szczerzących zęby do obiektywu. Dziewczynka jest pyzata, chłopczyk asteniczny. Patrzą zza czasu prosto w moje oczy. Goście zwiedzający mieszkanie pytają, kim są te dzieci. Zawsze, zanim odpowiem, przez ułamek sekundy czuję ból żałoby.

Bo przecież one nie żyją, zniknęły wiele lat temu i już nigdy ich nie zobaczę. Dawno stały się dorosłymi ludźmi, przechodząc w toku dojrzewania przez mnóstwo wcieleń. „Przecież to moja Z. i mój J.” – odpowiadam gościom z uśmiechem, jakby to była zwyczajna rzecz, a przecież to jest zdjęcie duchów! Inny rodzaj emocji odczuwam, oglądając fotografie z młodości mojej mamy. Mocuję się z paradoksem pozornie oczywistym: że była o tyle lat młodsza ode mnie, że była piękną i pełną energii dziewczyną, której nigdy nie poznałam, bo nie było mnie jeszcze na świecie. Wpatruję się w ekran, powiększając poszczególne elementy w galerii „Moje obrazy”, wpatruję się, usiłując odnaleźć jej podobieństwo do niej samej wiele lat potem, a może i do mnie, która jestem przecież jakąś jej cząstką.

Najsubtelniejszy charakteryzator

Wczoraj nad Warszawą burzowe błyski rozświetlały krawędzie chmur, a czasem i całe niebo, jakby Pan Bóg robił zdjęcia Ziemi, z fleszem, do swego kosmicznego albumu. Oczywiście, telewizyjny obraz rozsypywał się na cyfrowy piasek, postanowiłam więc obejrzeć jakiś film na laptopie z odłączonym zasilaniem. Od dawna czekał na projekcję „Przed wschodem słońcaRicharda Linklatera, z Ethanem Hawkiem i Julie Delpy. Jakimś cudem dotąd go nie widziałam, choć to już stary film. Obejrzałam z przyjemnością, bo urok rozmów inteligentnych ludzi zawsze robi na mnie wrażenie. A do tego świeżość młodej miłości, ból rozstania. Wzruszyłam się, ale i pomyślałam od razu, że to nie są już moje problemy; bohaterowie są przecież w wieku moich dzieci.

Czując niedosyt, od razu załadowałam do komputera drugą część filmu nakręconą dziesięć lat później. „Przed zachodem słońca” to tzw. sequel. I to było TO! Aktorzy byli już innymi ludźmi. Poczułam to do szpiku kości – żaden mistrz charakteryzacji nie jest w stanie zmienić tego, co nazwać by można światłem bijącym od człowieka. Oni dojrzeli naturalnie, na ziemi, pod słońcem! Znikł promienny, lecz trochę niepewny siebie chłopiec, zniknęła dziewczyna, która uśmiechała się z jeszcze dziecięcą słodyczą. Czas jest najsubtelniejszym z charakteryzatorów. Teraz miałam przed sobą, na ekranie, kobietę i mężczyznę po doświadczeniach życia. On ma bruzdę między brwiami, mocno zarysowane kości policzkowe, porusza się zdecydowanie – zajmuje przestrzeń w całkiem inny sposób. Ona ma pierwsze delikatne zmarszczki wokół oczu, ostrzejsze rysy, a jej twarz nie wyraża już ufności i nadziei, jest od środka zgaszona.

Spotykają się po latach i znów mają dla siebie tylko kilkanaście godzin, w czasie których budują więź o wiele dramatyczniej niż za pierwszym razem. Tak, ten film jest jakby specjalnie dla mnie. Ja też gram swą rolę „po latach”. Też spotykam swoje dawne miłości, rozmawiam z nimi całe wieczory, odbudowuję na chwilę dawno rozsypane konstrukcje, tęsknię do siebie dawnej z tym kimś. Znam słodko-gorzki smak przemijania wszystkiego… Szukając w Internecie informacji o tych dwóch filmach i ich twórcach, natrafiłam na wywiad z Julie Delpy, na jej najnowsze zdjęcia. Ma małego synka, jest jeszcze starsza (ma już 42 lata, nie do wiary!), jeszcze bardziej inna i – planuje wraz z Linklaterem trzecią część kultowego filmu!

To byłby chyba jedyny przypadek w kinematografii, gdy historia w filmie dzieje się zarówno w czasie rzeczywistym, jak i filmowym. Wtedy naprawdę można utożsamiać aktorów z granymi przez nich postaciami.

Czas na przestrzeni czasu

Ale czym jest ów czas rzeczywisty? Kolejnością zdarzeń i odstępów między zdarzeniami? Koncepcje czasu zmieniały się przez tysiąclecia wraz z rozwojem nauki i filozofii. Czym on jest? Czy w ogóle istnieje? Czy ma swój początek i koniec? Czy zawsze przebiega ze stałą szybkością? I w którą stronę? Te pytania zadają sobie mądrzy ludzie od starożytności. Najdawniej wierzono, że czas jest czymś absolutnym, danym nam od Boga. Że jest miarą Jego mocy i niezależny jest od wszelkich zjawisk. W XX wieku Albert Einstein na zawsze połączył czas z przestrzenią i z grawitacją, uznał, że jest nieliniowy i zależny także od obserwatora. Einstein podał nawet wzór na czas, który wygląda tak:

Oczywiście, nic z tego nie rozumiem, ale mnie to nie martwi. W moim odczuciu czas jest tym, co nas rzeźbi, zmienia światła i cienie na naszych twarzach, przekształca w coraz to inne formy, oddala od siebie ludzi i zbliża, i znów oddala. Lubię patrzeć, jak to robi, lubię podglądać przemijanie…

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>