Charlotte Rampling – „Spojrzenie” na PLANETE+ DOC

Charlotte Rampling - "Spojrzenie" na PLANETE+ DOC
Planete+ Doc

W polskiej wersji tytułu słowo „look” przetłumaczono jako „spojrzenie”, i jest w tym wyborze dwuznaczność, która ciekawie wybrzmiewa w kontekście dokumentu o Charlotte Rampling.
Słowo „look” odnosi się do spojrzeń, śledzących aktorkę, obnażenia i wystawienia na nieustanną ekspozycję, wpisaną w jej zawód. Polskie „spojrzenie” ma dużo bardziej neutralny wydźwięk i w jakimś stopniu odpowiada chłodnej wymowie tego filmu – spojrzenie jako coś, co ześlizguje się po powierzchni i nie ma możliwości wejrzenia, dojścia w głąb. To nie reżyserka, lecz Charlotte Rampling kontroluje kamerę, narrację i dialogi, i to ona odpowiada za temperaturę wywodu, porównywalną do wystygłej angielskiej herbaty.

Rampling miała komfortową sytuację: niemiecki producent zaproponował jej nakręcenie dokumentu o niej samej, na co aktorka odpowiedziała – proszę bardzo, ale na moich zasadach. Gdyby dzieło finalne mogło zamienić się w obraz, widz oglądałby portret przodka do powieszenia nad kominkiem. Rampling zdecydowała, że całość będzie miała formułę rozmów na zadane tematy z bliskimi jej ludźmi. O obnażeniu Rampling dyskutuje z fotografem Peterem Lindberghiem, o wieku – z pisarzem Paulem Austerem, i tak dalej, i tak dalej, a tematy to nie byle co, proszę państwa, wałkujemy śmierć, wałkujemy piękno, miłość i tego typu arcy poważne sprawy.

W rezultacie poszczególne epizody są nierówne, a do tego rażą monotonnością – można odnieść wrażenie, że formuła wyczerpuje się już na początku filmu. O ile część poświęcona śmierci czy starzeniu dotyka wielu interesujących kwestii (choć Rampling porusza je abstrakcyjnie, lawirując jak najdalej od własnych doświadczeń), o tyle fragment dotyczący miłości w formie pogawędki z koleżankami to zbiór sympatycznych, bezbolesnych truizmów. Nie ulega wątpliwości, że aktorka jest wytrawną intelektualistką, a jej światopogląd to zbiór szuflad, w których wszystko jest pieczołowicie poukładane; częstokroć Rampling jest tyleż wnikliwa, co błyskotliwa, samoświadoma niczym reżyserka, nie aktorka – ale nad całym tym konceptem wisi nieznośny ciężar „rozmów z mistrzem”. Aż chce się, by konwencja pękła, tymczasem rozdyma się ona coraz bardziej do niebotycznych rozmiarów. Wszystko, co mogłoby być prawdziwie bolesne i szczere, zostaje przemilczane. Rampling wspomina na przykład o samobójstwie siostry, i o tym, że owa tragedia zmieniła jej życie, ale zaraz staje się to dla niej pretekstem do snucia rozważań o potrzebie wiary w cokolwiek, która chroni przed przytłaczającym ciężarem nicości.

Koniec końców można odnieść wrażenie, że osoba reżyserki, Angeliny Maccarone, to tylko kurtuazyjny dodatek do projektu. W poczuciu, że ów dokumentalny autoportret okazał się fiaskiem, przekonała mnie konferencja prasowa z aktorką – Charlotte Rampling okazała się uroczą, bezpretensjonalną osobą, która wdziękiem natychmiast kupiła tłum wypełniający salę. W filmie nic się nie ostało po tej lekkości: obiektyw kamery zamienił Rampling w postać o nieco wybujałym ego, której monologi są żywcem wyjęte z teatru.

A przecież Rampling jest urodzoną wichrzycielką – ona, która zebrała gromy za skandalizującą rolę w „Nocnym portierze”, która nie krępowała się wziąć udział w sesji z fotografem Juergenem Tellerem w konwencji taniego niemieckiego porno, wreszcie ona, która spośród wszystkich swoich ról najbardziej ceni tę z „Maxa, mojej miłości”, gdzie gra żonę dyplomaty, sypiającą z gorylem. Dokument „Spojrzenie”, który zaczynał się obiecująco od rozważań na temat „obnażania”, tak naprawdę okazał się tylko kolejną kreacją aktorską Rampling w przydługim dramacie psychologicznym.

ZAMÓW

E-WYDANIE

„Spojrzenie” można zobaczyć w ramach festiwalu PLANETE+ DOC, któremu patronuje portal Zwierciadlo.pl.

?>