Czarny telefon

Czarny telefon
123rf.com

Darł się jak alarm. A zdarzyło się, że trząsł się jak w febrze.
Czarny, bakelitowy, z długim przewodem już donikąd. Stoi na starym biurku mego ojca, w mej nowej pracowni, znak czasu, który minął. Bardzo bym się przestraszył, gdyby zadzwonił. Antoś zdziwiony: „Tata, a co to takiego?”. Nie może pojąć, że kiedyś były takie dziwne, zawsze czarne telefony. Podaję mu słuchawkę, domyśla się, że przez to ciężkie i niewygodne urządzenie mówi się i słucha. Ostrożnie przykłada do ucha, ale w niej tylko bezmierna cisza. Potem kręci tarczą, a ona, gdy wraca, szemrze przenikliwie – czuję metafizyczny dreszcz. Ten dźwięk wyżłobił w mej pamięci głębokie koleiny, po których tam i z powrotem jeżdżą wagoniki pamięci.

Od swych narodzin w roku ’50 mieszkałem na warszawskim Czerniakowie, w budynku, który cudem ocalał. I trwał wśród ruin. Telefony wtedy darły się jak alarm. Kiedy w roku 1953 umarł Stalin, czarny telefon trząsł się jak w febrze. Dzwoniono z radia, by ojciec wyraził swój żal, przecież „zgasło słońce ludzkości”. „Jestem zbyt wzruszony, by mówić” – wykrztusił ojciec i rzucił na widełki słuchawkę, po czym wyrwał z gniazdka grubą, obłą wtyczkę, na którą teraz patrzę ze wzruszeniem. Zapadła błoga cisza, ale szybko rozerwał ją na strzępy alarm dzwonka do drzwi. Przyjechało dwóch żałobnych redaktorów z „Życia Warszawy”: „Nie mogliśmy się dodzwonić”. Ojciec rwał włosy z głowy…

Były też w tamtym czasie inne telefoniczne niepokoje. Władysław Broniewski zwykł dzwonić pijany w środku nocy i czytać swoje nowe wiersze. Ojciec zrobił mu kiedyś o to dziką awanturę. Broniewski o tej słabości napisał w wierszu „Jasność’’:
Obudziłem dobrego pisarza,
byłem trochę zawiany;
to się zdarza, jestem z tego przesadnie znany.
Moja pierwsza poważna rozmowa telefoniczna odbyła się we wczesnym dzieciństwie. Sam podniosłem czarną słuchawkę, a w odpowiedzi na moje cienkie „halo” usłyszałem konsternację znanego pisarza, którą pokrył charakterystycznym dla niego sapaniem. Chciałem mu pomóc, więc wykrzyknąłem: „Poznaję, poznaję to sapanie tygrysa”. Dziwne, ale nie było mu do śmiechu.

W tamtych czasach, jeśli w ogóle mówiono szczerze, to szeptem, patrząc z niepokojem
na wywietrzniki, i wyłączano telefon z gniazdka. Gdy w ’68 roku szalał studencki Marzec, kpiłem z tego „wtyczkowego nawyku”. Niesłusznie. Telefon i wywietrzniki były używane do podsłuchu.
Jest stan wojenny. Szukają mnie „służby jawne, tajne i dwupłciowe”… Wkradam się na chwilę do mieszkania rodziców. Nie powinienem mówić przez czarny telefon, ale odruchowo podnoszę słuchawkę, w niej głos Urzędu Kontroli Myśli powtarza „rozmowa kontrolowana”. Poczucie surrealizmu, że stało się to dwa lata wcześniej niż w „Roku 1984” Orwella.

Telefony stacjonarne zwykle nas przeżywały. Dlatego ojciec mógł napisać pod koniec życia wiersz:
Telefon dzwoni w pustym mieszkaniu
Nikt nie przychodzi odebrać
Tak dla mnie będzie dzwoniło życie
po mojej stąd wyprowadzce.
Nie kasuję numerów zmarłych, mam przeświadczenie, że przy pewnych konfiguracjach klimatycznych telefon pozwala na kontakt z tymi, których już nie ma. Wiem, trudno sobie to wyobrazić, ale czy łatwej byłoby mi kiedyś uwierzyć, że będę nosił aparat telefoniczny
na pośladku, a jeśli zapomnę go zablokować, dzwonić będę po świecie za pośrednictwem swego siedzenia, co mi zdarza się zbyt często? Wszystkich pokrzywdzonych z góry przepraszam.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>