fbpx

E-kochankowie

Czy można być szczęśliwym bez seksu? I to jeszcze w tak ociekającej erotyką kulturze jak nasza? Problemem nie jest to, czy mamy na seks ochotę, czy nie, ale to, że nie akceptujemy tego, co czujemy, czego chcemy – uważa Katarzyna Miller.

Miłość uprawiana online może być w naszych głowach nie mniej rzeczywista niż ta realna. Tylko że w tę podróż nie zabieramy kompleksów, chorób, kłopotów w pracy i w domu. Niektórzy też nie zabierają dziesięciu przykazań.

Jeżeli masz chęć na cyberek, napisz do mnie na priva, podam ci swój nick na skypie i wyślę parę fotek. Pozdrowienia dla wszystkich pięknych kobiet. Pisze to jakiś internetowy dżentelmen, rzadkość w sieci, zdanie rozwinął i grzecznie zakończył. Częściej rozlega się wołanie jak na pogotowie: Kobieta na cyberka, pilnie! Zaproszenia do cyberingu (tak slangowo się nazywa seks online) są prostackie, np. Szukam napalonej do cyberka na gadulcu i/lub popisania ostrych SMS-ów w Plusie. W Plusie, u tego samego operatora, będzie najtaniej, a może i darmo. Nie warto zanadto tracić głowy, bo można popłynąć z kasą.

O chuci mowa

Popatrzyłam na powyższy akapit i wyobraziłam sobie, jaki osłupiały byłby pisarz Stefan Żeromski, gdyby mu ten tekst przeczytać, nie zajarzyłby, że o chuci mowa, może nawet ojczystego języka by w tym nie rozpoznał. Na dziewczynie nie byłem półtrzecia miesiąca… – skarżył się w „Dziennikach”. Z rozpędu współczuć mu zaczynam, że dostępu do Internetu nie miał, bo się pechowo wcześnie urodził, na dziwki chodzić musiał i nawet trypra, zdaje się, złapał. A u nas w Internecie higienicznie, anonimowo i bez konsekwencji moralnych… Słuchajcie no, koledzy moi, co waszego Stefana wbija w tryby rozpaczy za obrotem każdego dnia: wstrzymanie menstruacji pewnej mężatki – pisze Żeromski rok wcześniej, gdy to romansował z piękną Heleną, co męża miała. Z trójkąta tego na świat przyszło realne dzieciątko (w Necie rzecz nie do pomyślenia). Miał wtenczas nasz Stefan lat z górką dwadzieścia i nie był jeszcze „sumieniem narodu”…

Grubas z myszką i cybersuczka

Surfując po niebezpiecznych seksstronach, natknęłam się na mnóstwo obrzydliwego materiału tekstowego, zdjęciowego i filmowego. Sieć też ma swój rynsztok, margines społeczny, szarą i czarną strefę. Swój mały biznesik erotyczny założyła tam np. młoda nimfomanka, nazywająca siebie cybersuczką. Prowadzi szeroko reklamowanego bloga, na którym oferuje opowiadanka erotyczne, zdjęcia i filmiki. Ma ambicje techniczne zarówno w sferze seksu, jak i w dziedzinie sprzętu fotograficznego, którego używa podczas pracy. Nie, to więcej niż praca, to pasja; aparaty są coraz lepsze, a blogowy seks uprawia wszędzie, gdzie się da, „w przeciągu, w pociągu, na klamce, w piżamce”, zawsze pod okiem kamery. Posuwając się aż do bitej śmietany (wcieranej w chude piegowate ciałko), zamieszcza jednak cennik dla odwiedzających: fotosy są dla zachęty, a filmy po 2 zł (mówiłam, że to mały biznesik!). Nie polubiłam cybersuczki, ponieważ pisze po polsku jak kaleka: Przedemną mnustwo sexu z rużnymi meszczyznami, bo nie nalerze do kobiet, których „boli zawsze głowa” i nie żaujęm że nie jestem dziewicą bo jak to się muwi czeba spróbować mleka krowy zanim się ją weźmie.

Za to już mieszane uczucia mam, gdy trafiam na zdjęcie monstrualnego grubasa siedzącego nago przy biurku. Waży ze trzysta kilo, ma wielki brzuch do kolan, na nosie okulary z grubymi szkłami, dłoń złożył czule na komputerowej myszce. No tak, myślę sobie, jest tak, jak czytałam w książkach seksuologów i psychologów: dla niektórych cyberseks bywa ratunkiem i jedynym sposobem przeżywania miłości cielesnej z kimś drugim, nawet gdy jest to połowiczne, bo elektroniczne.

Świat jest moim wyobrażeniem

Cyberseks, pozornie masturbacja przed ekranem, może stać się prawdziwie romantyczną przygodą miłosną, wszystko zależy od wyobraźni. Filozofowie od wieków się spierają, czy świat obiektywnie istnieje, czy jest tylko naszym wyobrażeniem. Być może rozstrzygnąć się tego nie da, każdy bowiem widzi inaczej, a noworodki nawet do góry nogami! Węże „widzą” temperaturę otoczenia, zaś nietoperze poruszają się wśród dźwiękowych krajobrazów. Ponadto współcześni fizycy kwantowi twierdzą, że sam proces obserwacji wpływa na cechy przedmiotu obserwowanego. W miłości offline kochamy projekcję własnych marzeń, wcielone pragnienia, a gdy się z tego snu budzimy, jesteśmy skłonni twierdzić o partnerach, że: „to ona się zmieniła!”, „on się stał kimś innym!”. Miłość uprawiana online może być w naszych głowach nie mniej rzeczywista niż ta realna. Mózg tak samo pracuje na pełnych obrotach i przetwarza dane, kierując je do ośrodka przyjemności. Wiele zależy od naszego talentu do szczęścia – fantazji, pomysłowości, otwartości. Tylko że w tę podróż nie zabieramy kompleksów, chorób, kłopotów w pracy i w domu (niektórzy też nie zabierają dziesięciu przykazań). Przekraczamy granice ciała, przenikamy modem swoim duchem… I to jest jak cud przebóstwienia. To znaczy może było – w „złotej”, rycerskiej, szlachetnej erze Internetu.  Teraz bywa jak w życiu, czyli raz ładnie, raz brzydko, raz uczciwie, raz podstępnie.

Zaklikam w szybę trzy razy

Rafał Olbromski, bohater „Popiołów” Żeromskiego, nie całkiem trzeźwy – a i pijany z miłości – tak oto się umawia z dziewczyną w tańcu, namiętnie dysząc jej do ucha: Przyjadę do Dersławic!.. W nocy. Na koniu. Czekaj mię w oknie od ogrodu. W tym narożnym. Od ogrodu!.. Zastukam trzy razy w szybę, w to miejsce, gdzie w okiennicy jest wykrajane serce. O, mowo polska, jakże byłaś wdzięczną! Dzisiejszy stan języka randkowego badam przez szybkę okienka laptopa i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to dialog księgowego z kasjerką po godzinach. Oto fragmenty modelowego cyberingowego tekstu, którym nakręcają się Bruno1988 i Barbie4u: Cześć, słodziutka, jak wyglądasz? – Mam 175 cm, 19 lat i ważę 55 kg. Mam na sobie czerwoną obcisłą bluzkę, miniówę i czerwone szpilki. – A ja mam 35 lat, 185 cm, siedzę w dresie i T-shircie z Carrefoura. Ile masz w biuście? – 105 cm. A ile ma twój misiek? – 18,5 cm. – Super! Chcę ciebie! Zróbmy to teraz! Bruno odpowiada „okej” i zaczyna się zabawa, podczas której e-kochankowie bardzo dokładnie opisują na ekranie, co kolejno z siebie zdejmują i jak się wzajemnie pieszczą. Wierzcie mi, zero poezji! Słownik wyrazów jednoznacznych…