fbpx

Hanna Samson: Daj sobie czas!

Daj sobie czas
123rf.com

Świat kręci się coraz szybciej, a my razem z nim. Nie ma czasu, żeby się zastanowić nad reakcją, bo już atakuje następny bodziec. A może jednak warto się zatrzymać?
Zosia, lat 36, ma 9-letnią córkę Olę, z której ojcem rozwiodła się kilka lat temu. Były mąż często dzwoni z pretensjami, co wywołuje lawinę, spod której Zosia długo nie może się wygrzebać. Ostatnio zadzwonił, że planuje wspólny weekend z Olą, a ona nie chce zostać u niego na noc. Zosia ma z tym natychmiast coś zrobić, bo inaczej on zatrzyma Olę siłą. Zosia rozmawia z Olą, Ola płacze, że nie ma ochoty i że już mówiła to tacie, Zosia dzwoni do niego, że córka nie chce, on wrzeszczy, że to przez nią, bo nastawia ją przeciwko niemu, Zosia wie, że to nie jest prawda, ale nie chce, żeby on myślał, że tak jest, więc raz jeszcze namawia Olę, Ola wpada w histerię, Zosia nie wie, co robić, więc dzwoni do mnie.

– A co tu masz do zrobienia? – pytam Zosię, aby przywołać ją do przytomności. No i Zosia zaczyna się zastanawiać, co tu jest jej sprawą, a co do niej nie należy. Może ojciec sam powinien porozumieć się z córką? I czy na pewno decyzja musi zapaść dziś wieczorem, skoro weekend jest za kilka dni? Zosia w końcu odkrywa, że jego pretensje nie muszą wywoływać jej nerwowych działań. To, że on czegoś od niej chce, wcale nie jest jednoznaczne z tym, że ona ma natychmiast coś zrobić. Zosia sama dochodzi do tych wniosków, ale na koniec pojawiają się wątpliwości.

– Jeśli nie przekonam Oli, to on będzie myślał, że nastawiam ją przeciwko niemu – stwierdza.

– A nastawiasz?

– No skądże! – oburza się Zosia. – On ciągle mi to zarzuca, choć ja robię, co mogę, żeby ich relacja była dobra!

– Czyli nie masz wpływu na to, co on myśli?

– Ale ciągle próbuję go przekonać, że jestem w porządku! To dlatego wkręcam się w te sytuacje, żeby zobaczył moją dobrą wolę.

– I widzi?

– Nie.

Za to Zosia widzi w końcu, że to nie ma sensu.

– Wiesz co? Może ja w ogóle nie będę z nim o tym rozmawiać? Niech sam dogada się z Olą.

– Ale co on o tobie pomyśli?

– To samo, co zawsze – śmieje się Zosia. – Ale przynajmniej Oli nie będę doprowadzać do histerii!

Jeśli natychmiast reagujemy na bodziec, nie mamy czasu, żeby mu się przyjrzeć. A jeśli sytuacja się powtarza, nasza reakcja staje się automatyczna i coraz trudniej poddać ją krytyce. Ale czasem się to udaje!

Barbara, lat 55, opowiadała mi niedawno o swoich częstych kontaktach z przyjaciółką, które trwały przez kilka lat. Niezależnie od tego, która z nich była inicjatorką spotkania, zawsze Barbara jeździła do przyjaciółki. Dlaczego?

– Ona prosiła mnie za każdym razem, żebym to ja przyjechała, bo ona ma strasznie daleko. Więc jeździłam. Dopiero niedawno odkryłam, że ode mnie do niej jest taka sama trasa!

Pokusie automatycznego reagowania uległ również profesor Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny, który diagnozował w brukowcach Katarzynę W. Dlaczego to robił? Ponieważ go o to pytano. Bodziec – reakcja, bodziec – reakcja. I mogłoby to trwać jeszcze długo, gdyby nie kropla, która przelała dzban. Profesor nazwał Katarzynę W. „seksualną wampirzycą”, czym wywołał głosy protestu. Psychologowie napisali apel przeciwko stawianiu diagnoz na odległość, a Agnieszka Kublik przeprowadziła z profesorem wywiad w „Gazecie Wyborczej”. Ten wywiad jest jak scenariusz filmu, w którym bohater przeżywa przemianę. Zaczyna jako pewny siebie mężczyzna, który dyktuje warunki („Tylko krótko, proszę…”), kończy jak chłopiec postawiony do kąta, który co prawda obiecuje poprawę, ale nie chce się przyznać do winy.

Dlaczego profesor zgodził się na kolejną rozmowę o Katarzynie W.? „Dlaczego miałbym odmówić?” – dziwi się. Skoro ktoś pyta, to on odpowiada. Po historii z „seksualną wampirzycą” zajrzałam do internetu. Przez cały rok profesor komentował zachowanie, pamiętnik, list, fryzury, uczucia i myśli Katarzyny W., nazywał ją kłamczuchą systemową i bezwzględną, patologiczną egoistką, bystrą psychopatką. Interpretował jej czyny, ujawniał motywy i uczucia, lecz na pytanie Kublik, czy ją zna, odpowiada: „Nie znam. Nigdy jej nie widziałem i nie zamierzam jej poznać”. Dopiero po kilku kolejnych pytaniach dziennikarki dociera do niego, że coś tu nie gra: „Tu mnie pani złapała – przyznaje. – Nie angażowałem się osobiście w tę sprawę, znam ją tylko z mediów i występuję jako komentator z daleka”.

Z daleka widać dużo. Nie tylko Katarzynę, również jej małżeństwo: „Na pewno są zupełnie niedopasowani psychicznie. Ona aktywna, wybuchowa psychopatka, on introwertyczny i spokojny”. Do tej diagnozy profesor ma mocne podstawy: „Obserwowałem ich miny na konferencji prasowej”. „I to wystarczy?” – pyta Kublik. „To była tylko hipoteza, ale okazała się słuszna, bo się rozstali, czyli niedopasowanie było duże” – stwierdza profesor autorytatywnie, choć można przypuszczać, że rozpad tego związku nie wynikał głównie z niedopasowania. Niemniej wyczytywanie stopnia niedopasowania partnerów z ich min mogłoby być ważnym wkładem profesora do nauki, gdyby nie to, że w innym komentarzu profesor sobie zaprzecza: „Kobiety takie jak Katarzyna W. dobierają sobie właśnie takich spokojnych, cichych partnerów. Ona to wulkan energii, działania. On wręcz przeciwnie. Związki, w których to kobieta rządzi, a mąż jest tym bardziej posłusznym – jak wynika z badań – mają szansę na naprawdę udane małżeństwo”. I mogłabym tak jeszcze długo pisać o profesorze, ale zamiast tego zapytam: Czy nie warto myśleć o tym, co wnosimy do świata, zamiast bezrefleksyjnie reagować na bodźce?

S07_450x130

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze