fbpx

Hanna Samson: Dawanie to moja specjalność

hanna Samson

Kto by tam myślał o dobrej cioci, skoro nawet ona o sobie nie myśli… Często same pokazujemy innym, jak mają nas traktować. I dziwimy się, że tak szybko się uczą.
Czy może być coś złego w dawaniu? Szczodrość zwykle wszystkich uszczęśliwia. Dający czuje się hojniejszy, a biorący staje się bogatszy. A jednak i w dawaniu kryją się pułapki. W jedną z nich wpadła ostatnio Agnieszka, kobieta po czterdziestce (choć tego nie widać), żona i matka dwójki dzieci, która od lat prowadzi własną firmę. Ta firma to był wielki sukces. Teraz Agnieszka walczy z kryzysem, pracuje po kilkanaście godzin na dobę i dzięki temu wciąż utrzymuje się na fali, ale fala już nie ta. Dziś musi nieźle oszczędzać, żeby utrzymać to, co ma. Ale do rodzinnego domu przyjeżdża nadal jak bogini obfitości. Agnieszka wie, że powodzi jej się lepiej niż krewnym, więc stara się to im wynagrodzić. Dba o to, żeby wstrzelić się w potrzeby i pragnienia bliskich. I zawsze trafia! A ile przy tym jest radości! Cała rodzina ogląda, przymierza, a Agnieszka czuje się jak dobra wróżka albo jak ciocia z Ameryki za czasów PRL-u. Daje też w gotówce. Siostrze ostatnio dała na samochód, dlatego sama nie mogła już wyjechać na wakacje. Zresztą, zawsze gdy wydaje na siebie, czuje się winna. No bo oni nie mają, więc może lepiej im coś kupi? Kilka lat temu bratu kupiła żaglówkę, bo mieszka blisko jeziora. A rodzicom? Obwiozła ich po całym świecie, niech na starość mają coś od życia.

I działoby się tak jeszcze długo, dopóki firma Agnieszki przynosiłaby dochody. A nawet gdyby nie przynosiła, to już Agnieszka coś by wymyśliła, żeby pomóc rodzeństwu i rodzicom. Więc mogłoby to trwać bez końca, gdyby nie ostatni pobyt Agnieszki w domu. Wróciła zszokowana.

– Oni mnie wykorzystywali! A teraz jeszcze wykluczyli mnie z rodziny! – wykrzykuje chaotycznie, ale od słowa do słowa dowiaduję się, co się stało. Siostra poprosiła ją o pomoc w urządzeniu nowego mieszkania. Skąd je ma? Sprzedała stare, a rodzice dołożyli do większego. Trochę to Agnieszkę zdziwiło, bo skąd mieli na to pieniądze?

– Wzięliście kredyt? – zapytała rodziców z niepokojem. Ona sama uwikłana jest w kilka kredytów i przestraszyła się, że jeszcze jeden jej dojdzie do spłacania.

– Nie, mieliśmy pieniądze.

– Skąd? – pyta Agnieszka nieco nieelegancko, bo to przecież nie jej sprawa, ale pal licho elegancję. Ta wiadomość burzy jej świat. Rodzice zawsze narzekali na brak pieniędzy. Już w dzieciństwie starała się ich o nic nie prosić, bo przecież nie mieli.

– No, trochę się uzbierało, ojciec zawsze dobrze zarabiał. A jak przepisaliśmy dom na Antka, chcieliśmy to Teresce wynagrodzić…

– Przepisaliście dom na Antka? Przecież nie umieracie?

– Ale nie chcemy, żeby po naszej śmierci doszło do jakichś sporów. A tak wiadomo, jak będzie. Tereska ma mieszkanie, Antek dom, będzie zabezpieczony, bo przecież wiesz, jaki on jest, znowu nie ma pracy…

– A ja? Ja nie jestem waszym dzieckiem?

– Ależ córeczko! Ty sobie świetnie radzisz. Nigdy niczego od nas nie potrzebowałaś, więc nie przyszło nam to do głowy – teraz to mama jest zdziwiona. Dopiero łzy Agnieszki sprawiają, że przestaje być pewna słuszności rodzicielskich decyzji.

– No wiesz, jeszcze nic nie jest przesądzone. Jeśli ci na tym zależy…

O nie, Agnieszce nie chodzi o dom, ale o to, że czuje się wykluczona z rodziny.

– Nie przesadzaj! Wykluczona?! Przecież jesteś w rodzinie na tych samych warunkach jak dotąd. Ty dajesz, oni biorą, i mogą się dzielić między sobą. Czy to nie ty stworzyłaś takie zasady? – pytam Agnieszkę.

– Ja? Przecież ja się o nich troszczyłam.

– I liczyłaś na to, że oni też się o ciebie zatroszczą? A skąd mieli wiedzieć, że ty też masz jakieś potrzeby? Przez lata ich uczyłaś, że jesteś samowystarczalna. A teraz dziwisz się, że nie biorą pod uwagę twoich potrzeb – mówię Agnieszce, choć jestem zła na jej rodziców. Ale ważniejsze, żeby Agnieszka zobaczyła, że nie tylko oni są odpowiedzialni za tę sytuację. Może dzięki temu zacznie bardziej się troszczyć o siebie. I będzie nie tylko dawać, ale i brać, bo bez tej wymiany każda relacja schodzi na manowce. I zaczynamy złościć się na innych, że przyjmują reguły gry, które same wprowadzamy.

– Nigdy więcej nie umówię się z nikim na kawę! – wykrzykuje Agata, 29 lat, singielka zarabiająca wystarczająco na własne potrzeby. Ma nawet na to, żeby chodzić z przyjaciółmi do knajpek, kina czy teatru i płacić nie tylko za siebie, ale i za tę drugą, a czasem i trzecią osobę.

– Dotąd nie widziałam w tym problemu, nie jestem skąpa. Ale złości mnie, że już nikt w moim towarzystwie nie sięga po portfel. Jakby to było oczywiste, że ja płacę.
– A czemu inni nie płacą? – pytam, choć znam odpowiedź.
– Pewnie mają mniej pieniędzy, kredyty, dzieci.
– Więc czemu się złościsz?
– Bo to nie jest w porządku.
– To dlaczego płacisz?
– No bo inni się po mnie tego spodziewają. Zawsze wyrywałam się pierwsza, nawet jak protestowali. Chyba sama ich tego nauczyłam…

Dawanie to wielka przyjemność. Jeśli dajesz i nie czujesz się z tym dobrze, to coś tu nie gra. Zamiast się złościć, że ludzie są egoistami i cię wykorzystują, lepiej sprawdź, jaki jest w tym twój udział. Czy przypadkiem tak nie jest, że to ty sama wykorzystujesz siebie, a oni tylko idą twoim tropem?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze