fbpx

Jakby nigdy nic

Sam nieco przyspieszony, mało dokładny, niecierpliwy, trochę, a może nawet bardzo rozkojarzony zawsze podziwiałem precyzyjnych, wytrwałych i skupionych. Zegarmistrzów, księgowych, nie tylko głównych, nawet osoby robiące swetry na drutach.

Przypominam sobie nagle kobiety w Indiach, jak nawlekają koraliki… W błysku tego wspomnienia widzę… Kogo?! Nie do wiary… siebie! Jak stukam te słowa na czarnej klawiaturze. Przecież każda litera jest jak koralik. Ileż w życiu ja ich nawlokłem, by robić słowa, ze słów składać zdania. Wykonuje te precyzyjna prace od rana do nocy przez tyle lat. Kiedy zbuduje tekst, potem go poprawiam, cos dłubie, wyjmuje i znowu wkładam, poruszam słowa jak zegarmistrz trybiki, sprawdzam w skupieniu, czy tekst żyje… I nawet z tego żyje. Żyje tez dla tego i dlatego. Jak często podziwiamy innych, nawet im zazdrościmy, przeoczając, że sami posiadamy przedmiot zazdrości.

Tu, na miejscu, pytanie: dlaczego i po co żyjemy? Odpowiedź określa nasze życie bardziej, niż nam sie zdaje. Rzadko jednak pytamy tak wprost i otrzymujemy takie odpowiedzi. To pytanie nieco wstydliwe. I strach z nim sie zmierzyć. Dlatego nie widzimy, jak wiele z ludzkich zachowań, pozornie niepojętych, wynika z zagubienia w tej materii.

Wielkie ideologie, nawet takie monstra jak faszyzm i komunizm, religie, ruchy społeczne to tez jakieś próby nadania sensu istnieniu w wymiarze indywidualnym czy społecznym. A dzisiaj, jak sie zdaje, problemy ze znalezieniem sensu życia stają się wielkim dramatem. To też tłumaczy epidemie depresji, plagi XXI wieku. Paradoksalnie im więcej wiemy o życiu, tym mniej mamy złudzeń. Za to jest kara jak za zerwanie zakazanego owocu z drzewa poznania dobrego i złego. Wiedza mnoży nasze możliwości, wydłuża życie, ale często zabiera mu sens. Nie poddajemy się jednak, o nie. Nawet epidemia blogów jest przecież walka o sens. Zanotowane chwile i myśli już nie znikają, jakby ich nigdy nie było… Zrozumiałem to w pełni, gdy sam zacząłem pisać swój „kołonotatnik” na portalu naszego pisma. Od wielu lat piszę felietony i wiersze, one również są dziennikiem życia. Ale taki dziennik publiczny, pisany na gorąco, sięga o wiele szerzej, gdyż notuje chwile dotąd uważane za zupełnie błahe, one do tej

pory znikały jakby nigdy nic. Taki ma też tytuł mój nowy tomik wierszy – „Jakby nigdy nic”. Na okładce jest fotografia, na niej zatrzymana chwila sprzed lat – siedzę z Antosiem na kamienistej plaży Madery. Te chwile zanotowałem także w wierszu:

„Fale i kamienie”

Siedzimy na brzegu

I ciskamy w fale kamyki

Ja mam lat sto

On rok i kilka miesięcy

Kamienie o wiele więcej

A jednak toczone są z łoskotem

Tam i z powrotem

Wszystko przypływa i odpływa

Staje sie i odstaje

Wiem o tym i nie wiem

Zielony ocean w jego oczach

Statek lina horyzontu

Ciągnie obłoki

Zaglądając chwilom w oczy – biegną jak spłoszone zwierzęta,

by zniknąć w lesie – zmuszamy je, by nagle stanęły i odpowiedziały

nam spojrzeniem. A jak sie spojrzy chwili w oczy

– nabiera sensu.

Po lekturze dzienników nadesłanych na nasz konkurs nie mam wątpliwości: każde życie jest dramatem, od nas jednak

zależy, jaka ten dramat będzie miał formę. Warto walczyć, by była ładna, przyprawiona ironią i humorem. „Uśmiech jest wyzwaniem i skrzy się w mroku…”. Mój dwumiesięczny Franek właśnie uśmiecha sie bezzębnie do wszechświata. Taki mały, a zapala wszystkie gwiazdy…

Czytaj więcej na blogu Tomasza jastruna