fbpx

Katarzyna Miller: Trochę o miłości

Katarzyna Miller: trochę o miłości
123rf.com

Uśmiechnęli się. Specjalnie wynajęli pokój z dużym małżeńskim łożem.
Mieli już zapewniony nocleg w tym samym hoteliku co wtedy. Chodzili niespiesznie po Kazimierzu, bo tu kiedyś zakwitła ich miłość.

To miała być podróż romantyczna. Gośka i Łukasz, piękna małżeńska para, chcieli godnie i słodko uczcić swoją 24. rocznicę ślubu. Bez dzieci tym razem. Zupełnie. I, na razie, było bardzo romantycznie. Wąwozy, uliczki, knajpki. Te same trasy, prawie te same widoki, choć Kazimierz przecież się zmienił, nadal jest tu przepięknie. I menu U Fryzjera ciągle to samo…

Chodzili, pokazując sobie i przypominając: „O, a tu się wtedy potknęłam i ty mnie tak wspaniale podtrzymałeś, i potem się zaczęliśmy pierwszy raz całować…”.

„Bo ty się o mnie tak ufnie oparłaś i poczułem twoje ciało tak blisko, i dotarło do mnie, jak mi się cholernie podobasz…” Wiecie… takie rzeczy…

Fajne, nie? Potem sobie jedli, potem znów chodzili objęci i się całowali, a potem bardzo już zachciało im się wykorzystać to, że mają pokój. Wtedy tak łatwo nie było, co?

ZAMÓW

E-WYDANIE

Uśmiechnęli się. Specjalnie wynajęli pokój z dużym małżeńskim łożem. I normalny teraz luksus posiadania łazienki też ich cieszył. W ogóle było cudownie. Zanurzyli się w pościeli i zaczęli zanurzać w sobie.

Nagle odezwał się sygnał SMS-a w Gośki komórce, którą położyła przy łóżku. „O Boże – pomyślała – coś niedobrego z mamą, miała ostatnio krwotoki”. Sięgnęła po komórkę. „Co ty robisz?!” – usłyszała. Łukasz był wściekły. „Bo mama… i krwotoki… i ja się boję o nią… i myślałam, że się coś stało…” „Teraz myślałaś?!” – grzmiał Łukasz. „Co ja tutaj robię?! I z kim?!

A jakby twoja matka umierała, też by cię nic nie obchodziło?!” – wrzasnęła Gośka, która nigdy nie zostaje dłużna. „A co ma do tego moja matka?” I tak dalej, i tak dalej, wiecie… Wszyscy to znamy i potrafimy…

A ponieważ nastrój diabli wzięli, jemu zwiądł jak lilia (ciekawam, kto z Was pamięta, z czego to jest cytat?). Łukasz wyskoczył z ciepłego łóżka, ubrał się błyskawicznie, złapał swój plecak: „Mam cię dość, wracam wcześniej”. (Gośka miała zostać w Kazimierzu na zajęcia grupy terapeutycznej). I już go nie było.

Gośka pochlipała trochę, potem się chwilkę przespała i też wyszła. „Nie będę marnować pobytu w Kazimierzu pomimo wszystko” – pomyślała. Łaziła sobie, pół smutna, pół zła, kiedy zatrzymał się przy niej ich samochód z Łukaszem w środku. „Zapłaciłaś za hotel?” „Tak, ale zostawiłam tam mój aparat fotograficzny, a chciałabym porobić zdjęcia. Przywieziesz mi?” Przywiózł. Stali na powietrzu i rozmawiali. Trochę się przepraszali i znów się kłócili, wiecie, znacie…

Ustalili, że on jednak pojedzie, bo nie ma sensu tak spędzać czasu, ochłoną sobie bez siebie, tak będzie lepiej, oboje rozumieją, że nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak się zaplanowało, w końcu oboje są na terapii i już wiedzą, że scenariusze raczej się dokładnie nie sprawdzają, odpoczną od siebie i od tego napięcia… Pojechał.

Gosia znów ruszyła w samotną wędrówkę, trochę pogodzona ze swoją pojedynczością, trochę nią rozczarowana… Chodziła tak sobie z godzinę, kiedy znów pojawił się jej rycerz. Tym razem ciepło i czule powiedział, przytulając ją: „Wróciłem z drogi. Stęskniłem się, chcę być tutaj, z tobą.
Chodź do najbliższego domu, gdzie wynajmują pokoje”.

Poszli. Tym razem Gośka wyłączyła komórkę. Aha, a wtedy ten SMS rzeczywiście był od jej mamy. Życzyła im wspaniałego pobytu w Kazimierzu i udanej rocznicy.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>