fbpx

Mniam, mniam

Od 30 czerwca do 15 grudnia 2011 w warszawskim Muzeum Łazienki Królewskie odbywa się wystawa fotografii Czesława Czaplińskiego. Ekspozycję tworzą wielkoformatowe portrety wybitnych i cenionych w świecie artystów polskich lub w Polsce urodzonych.

Zarobaczony ser, „stuletnie jajka”, wino z myszek… – fora żywieniowo – ekstremalne donoszą o rozmaitych „lokalnych przysmakach”. Ich widok i zapach niejednego mógłby doprowadzić do zejścia śmiertelnego z obrzydzenia i strachu.

Dwuletni człowiek jest gotów zjeść wszystko. Dlatego matki dwuletnich ludzi nie spuszczają ich z oka… Ja w swoim czasie też ściagałam potomstwo z krzykiem: „wypluj to!”, gdy tylko widziałam, że wpycha sobie coś do buzi. Moja siostra, gdy była mała, jadła piasek i gazety. Moja kuzynka – węgliki z pieca i ścianę, metodą cierpliwego wylizywania. Moja córeczka szczególnie lubiła „koty”, te spod szafy, z kurzu. A mój synek przepadał za… No właśnie, anegdotą rodzinną stała się historia o tym, jak to w ogrodzie podszedł on bliziutko do dziadzia siedzącego na krzesełku pod krzakiem agrestu i otworzył słodkie swe usteczka. Dziadzio mało zawału nie dostał, gdy w buzi wnusia ujrzał wijącą się dżdżownicę!…

Czego to ludzie nie jedzą

W okresie stanu wojennego i w ogóle za czasów kartek żywnościowych zjadało się w Polsce (jak niektórzy pamiętają) różne dziwne rzeczy. I nie mam tu na myśli marmolady z buraków, pasztetowej z dodatkiem papieru toaletowego czy produktów czekoladopodobnych w smaku przypominających świecę. Pamiętam szczególnie okropny smród białego sera z kaloryfera, który to ser „gliwiał” w cieple, czyli psuł się po prostu, aby potem całkiem już obślizgły i spleśniały trafić na patelnię z dodatkiem kminku, a nastepnie okrzepnąć w ser domowy topiony! Kroił się znakomicie, zalatywał tylko trochę, smakował nieźle.

Co tam zgliwiały serek-peerelek! Na Sardynii, jak czytałam, tradycyjnym specjałem jest casu marzu, ser owczy celowo zarobaczony „serową muchą”. W efekcie dojrzewania z udziałem larw otrzymuje się produkt, którego odór wyciska łzy z oczu, zaś widok gomułki sera, która się porusza, z której w górę wyskakują wijące się robaki, może doprowadzić do zejścia śmiertelnego z obrzydzenia i strachu. O tym serku przeczytałam na stronie internetowej Joe Monstera, ale nie tylko tam, bo pojawia się ów przykład regionalnego „przysmaku” na wielu forach żywnościowo-ekstremalnych. Dowiedziałam się, że są ludzie, którym smakuje, i że schładza się go przed spożyciem po to, by ograniczyć temperament larw. Łatwiej je wtedy wydłubać tym, co serek jednak spożywają selektywnie…

Zarobaczony ser jest na Sardynii oficjalnie zakazany, podobnie jak mózg małpy na Dalekim Wschodzie, który tradycyjnie podawano, by tak rzec, wprost z małpy. Jednak zarówno ser,jak i małpi mózg wciąż można w pewnych restauracjach nielegalnie zjeść. Za to legalnie wcina się np. w Wietnamie, Tajlandii czy Chinach prażone lub kandyzowane owady i larwy (świerszcze, szarańczę, pająki, pluskwiaki, dżdżownice), żywe podskakujące na talerzu krewetki, mięso węży, żółwi, wiewiórek, nietoperzy, psów hodowanych specjalnie do konsumpcji. Osobną potrawą są penisy rozmaitych ssaków (najdroższy jest penis foki, 500 dol.). Podaje się do picia bardzo pożywną krew wytoczoną z węża zabitego na oczach biesiadników oraz jego bijące serce do połknięcia.

 

Do specjałów należy: wino z kobry, myszy, kota czy nawet małego niedźwiadka (oglądałam na YouTube film National Geographic; niełatwo patrzeć na słoje dojrzewającego wina z futrzaną wkładką, która ma oczy, uszy i nos). Właściciel winiarni twierdzi, żę na trunek nadaje się prawie każde zwierzę, nawet tygrys, należy tylko usunąć mu niektóre wnętrzości. Mysie wino robi się z dwudniowych myszek, które żywe zalewa się alkoholem. Wino takie ma właściwości lecznicze i jest bardzo drogie.

Mydło z dorsza, jajko z kością, świnka morska w cieście

Tanio zapewne wychodzą „stuletnie jajka”, a dokładnie jaja przez parę miesięcy przechowywane w szczelnym pojmniku wypełnionym roztworem gliny, niegaszonego wapna, herbaty, łusek ryżowych, soli i wody. „Podczas samorzutnego procesu gaszenia wapna żółtko gotuje się na twardo i zyskuje niepowtarzalną zieloną barwę, białko zmienia kolro na brązowy lub czarny i zaczyna przypominać galaretę”. Doświadczeni internauci twierdzą, że to pyszne…

Ludy Północy żyjące z połowów specjalizują się naturalnie w potrawach rybnych. Lutefisk to posolona i wysuszona na wietrze ryba poddana ługowaniu węglanem potasu. Proteiny ulegają rozkładowi, a zawarty w mięsie tłuszcz, zamiast zjełczeć, zamienia się w mydło. Tę mydlaną rybę, o galaretowatej konsystencji, gotuje się na parze lub piecze w folii. Zasadowość i zasiarczenie potrawy jest tak duże, że rozpuszcza powierzchnię srebrnych sztućców, a dodatkowo śmierdzi wniebogłosy.

Szwedzkim pomysłem jest sursroemming, kiszony śledź, którego zgniły odór jest tak silny, że kultura nakazuje spożywać go na otwartym powietrzu, najlepiej daleko w polu. Zaś isladzki przysmak – kawałki rekina polewane moczem i zakopywane w foliowych workach w ziemi, gdzie gniją – jest ponoć najlepszy do konsumpcji, gdy śmierdzi tak, że żaden ptak by go nie tknął.

A Hiszpanie czym się mogą pochwalić? Koktajlem z byczych jąder. Franuzi? Nie tylko żabami i ślimakami, ale i świńskimi odbytami faszerowanymi mięsem. W Peru podają świnki morskie w cieście. W Mongolii – baranie oczy. Na Filipinach warzywa, które zwymiotował pies. Najpierw psa się głodzi, potem karmi soloną jarzyną, a jak już jest nadtrawiona, to ciosem pod żebra zmusza się pieska do oddania żarcia, które po ugotowaniu zjedzą ludzie. Ze zwierzęcych kiszek pochodzi też najdroższa na świecie kawa luwak (1000 euro za kg): ziarna wydalone z odchodami przez kawożernego niedużego ssaka daja napój o niepowtarzalnym aromacie.

Więcej keczupu!

Uczucie wstrętu obce dwulatkowi, o którym pisałam na wstępie, pojawia się około czwartego roku życia, wtedy to zaczynają działać blokady indywidualne i kulturowe. Naukowcy twierdzą, że aż do osiemnastki, gdy znów się budzi ciekawość świata, trudno przeciętnemu człowiekowi przekonać się do kulinarnych nowinek – czego Jaś nie jadł, tego Janek nie będzie lubił. Jednak są tacy zawodnicy, którzy nigdy nie mają uprzedzeń, twierdząc, że nie ma rzeczy obrzydliwych, jest tylko za mało keczupu!