fbpx

Szukanie dziury w serze

Na świecie było dużo myszek. Trudno wyobrazić sobie, jak wielki musiał być ten świat, skoro tak wiele myszek się w nim zmieściło. Myszki bardzo różniły się między sobą. Były myszki małe, duże, grube, białe, różowe, łyse, dzikie, z pejsami, kościelne, z kolczykami, śmierdzące, myszki cały czas śpiące, chore, silne, płaskie lub z wielkimi piersiami – słowem różne.

Myszki były bardzo mądre, ale ponieważ miały trochę małe móżdżki, to czasami niektórych rzeczy nie rozumiały. A najbardziej nie rozumiały właśnie tej swojej różnorodności i trochę się jej bały. Myślały, że są gorsze, że czegoś mają za dużo albo za mało, i z pewnością wolałyby, żeby wszystkie wyglądały tak samo. Dlatego też dawno, dawno temu myszki zaczęły szukać podobnych do siebie osobników i łączyć się z nimi w grupy. W końcu grupki się na siebie trochę poobrażały i każda mysia społeczność poszła w świat tam, gdzie jej było dobrze. Minęły tysiące lat i żadna mysz nie potrafiła sobie już wyobrazić, że można by znów żyć razem (oprócz myszy nowojorskiej, którą mogłaby się stać każda mysz świata, nawet zakwefiona).

Ktoś, kto uważnie zajrzałby do mysich dziurek na świecie, zauważyłby, że myszki różnią się od siebie nie tylko fizycznie. Każda grupa wypracowała własny sposób przejawiania swojej myszowatości. Każda miała swoje piosenki, tańce, zwyczaje, poglądy, a także ulubiony rodzaj żółtego sera. Każda mysia społeczność miała to coś, co stanowiło o jej kolorycie i niepowtarzalności. Co prawda mysi filozofowie od lat postulują walkę ze stereotypami, jednak znając miejsce pochodzenia danej myszki, można się było po niej spodziewać tego czy tamtego. I tak na przykład myszka apenińska, kiedy coś mówiła, przeważnie szeroko gestykulowała, każdy samiec mówił każdej napotkanej samiczce, że jest „bella” i że ją kocha, a każde danie posypywano tam parmezanem.

Myszka śródalpejska z kolei była bogata nie tylko w sery. Najpopularniejszym zawodem w tej grupie był zegarmysz i bankier, gdyż myszki z całego świata lubiły trzymać w norkach pieniądze. W odróżnieniu od myszy apenińskiej, pewnie z powodu bogactwa, mysz śródalpejska nie miała za grosz poczucia humoru, gdyż powszechnie wiadomo, że skarbiec jest miejscem najmniej zabawnym na świecie. Nawet cela śmierci wydaje się zabawniejsza.

Jeszcze dalej na północ mieszkały myszki, które każdy dzień rozpoczynały od dokładnego przeliczania włosków w swoich sierściach, następnie wsiadały do mercedesa i jechały do pracy, wracały z pracy i znów liczyły włoski, bo wszystko musiało się zgadzać. Wszyscy szanowali te myszki, ale nikt nie chciał do nich jeździć na wakacje…

Co innego do myszek z Copacabany. Te zawsze były uśmiechnięte, tańczące i potrafiły się bawić! Zupełnie inaczej uśmiechały się myszki tajskie. Chodziły wte i wewte i masowały sobie stópki. Kłaniały się sobie do ziemi i uśmiechały tak bardzo, że białe myszki nie wiedziały, o co chodzi.

Myszki tajwańskie były chyba serdeczniejsze od Myszki Miki. Pomocne, ciepłe i ciekawe całego świata. Jak tylko zobaczyły nieznaną myszkę, godzinami przypatrywały się jej z wypiekami na pyszczkach.

A za wielką wodą siedziała sobie myszka, która zawsze chciała się dowiedzieć, jak się ma jakaś inna myszka, i wydawało jej się, że jest najważniejsza na świecie. I może nawet była. Któż to zbada?

Zapytano mnie ostatnio, jak rozpoznać w świecie moją rodzimą, nadwiślańską myszkę. Czy istnieje coś, po czym niezawodnie można to stwierdzić? Zastanowiłem się chwilę, po czym ze smutkiem i wstydem odparłem, że jest takie coś, co rzuci nam się od razu w oczy na jej widok na alpejskim stoku, w paryskiej kawiarni, a nawet na tajskim masażu. Tym czymś jest nabzdyczenie. Nadwiślańska myszka zawsze wygląda, jakby ktoś właśnie zjadł jej serek. To tej myszce nadeptuje się na ogonek. Czuje się zawsze myszą doświadczalną, na której inne sprawdzają, co się opyla, a co nie. A jakby tonął okręt, to nadwiślańska mysz na pewno zejdzie ostatnia. Jeśli zdąży…

No dobrze… To ja może spróbuję przerwać na chwilę marudzenie, bo siedzę tu jakiś taki nabzdyczony. Pójdę potrenować uśmiech.