fbpx

W sam raz!

Taki mam teraz czas – widzę to jak na dłoni, że stoję niebotycznie wysoko na szczycie drabiny, która nie ma oparcia. Jak długo postoi? Inni żyją nie mniej karkołomnie, tylko tego nie widzą – krótkowidze, albo tak są zakrzątnięci wokół swoich spraw, że patrzą jedynie pod nogi. Bywają też stare cwaniaki – już wiedzą, gdzie można patrzeć, a gdzie lepiej nie. Zrozumieli: źle widzieć niewyraźnie, lecz równie źle – za ostro.

Sztuka życia to dbać o „w sam raz”. Niedawno nalałem znajomej wody do szklanki, a ona klasnęła w dłonie i radośnie wykrzyknęła: „w sam raz!”.

Taki mamy teraz czas – że niełatwo o… „w sam raz”. Nadmiar wszystkiego nie może nadążyć za lawiną naszych mnożących się potrzeb i oczekiwań. Nawet ze szklanką kłopot, każdy ma inne wymagania, ile w niej koniecznie powinno być wody. Nalać komuś „w sam raz” graniczy z cudem. Co za dziwne zwierzę to „w sam raz”? Rzadkie, kruche i wymagające. Żywi się umiarem. Źle znosi hałas, stres i pokusy. Nic dziwnego, że jest bliskie wyginięcia.

A ja, stojąc na tej cholernej drabinie, też już swoje wiem. Staram się nie patrzeć w dół, tylko na sroki i sójki, jak sprzeczają się w gałęziach pobliskich drzew. Kiedyś tych ptaków nie było w miastach. Inwazja kłótliwych drapieżników to kolejny znak, że nie tylko wśród nas, ludzi, coraz więcej brutalności i walki o byt… Ale to zapewne kolejne złudzenie – wystarczy poczytać powieści Dickensa, by przypomnieć sobie, jak bezwzględny i okrutny był niegdyś świat.

Jest jednak faktem, że nasza cywilizacja wpisała w życie publiczne kłótnię jako rodzaj spektaklu, dla którego scenę i widownię dają media. Mieszkając w Polsce, skupiamy się na niej właśnie, gorszymy się paranoją naszej polityki (w czytaniu smoleńskiej katastrofy jest jakiś element bardzo swojski i wariacki), a przeoczamy, że podwaliny tego teatru stworzono w Stanach. Każda dyskusja musi mieć charakter ostrego sporu. Tak też dobiera się rozmówców – jak aktorów – więc konieczna dla spektaklu jest postać psychopaty. W Polsce mamy takich charakterystycznych postaci pod dostatkiem.

Wracając do mojej przepaści – te w naszej psychice to kolejne złudzenie. Karol Irzykowski kiedyś zauważył: „prócz skrawka natychmiastowej chwili cały świat składa się z tego, co nie istnieje”. Olśniewa, jak oczywista to prawda, a zarazem – jak głęboko przed nami ukryta. Przykro wiedzieć, że nas prawie nie ma. Istniejemy w mgnieniu oka, a reszta to przeszłość i przyszłość. One jak dwa tygrysy lubią jednak krążyć wokół nas, czasami czujemy ich oddech. Są ludzie, którym udało się jednak oswoić te drapieżniki. Przeszłość może być łagodna i przynosić dawne słodkie zapachy, smaki. Przyszłość powinna nieść obiecujący dreszcz nadziei. Dla wielu niesie raczej koszmar niepokoju.

Jeśli po życiu nie ma nic, w co głęboko wierzę, to nie ma też żadnej przepaści. Co zwykle sprawdza się nawet po tej stronie. Ile razy jesteśmy pewni, że stąpamy po kruchym lodzie – nagle trach, lód się złamuje. I co? Woda zwykle sięga kostek i wcale nie taka zimna.

Pisząc ten felieton, niemal wpadłem do szamba. Badając stan rzeczy, na powrót kładłem ciężką metalową pokrywę i zamierzałem, co za osioł, sprawdzić, czy jest dobrze osadzona. Stanąłem więc na niej, a ona fik! Zdążyłem oczyma wyobraźni zobaczyć notkę w „Super Expressie”: „poeta utonął w szambie przy własnym domu”. Tylko tego brakowało. O nie! Odruchowo chwyciłem się brzegów zbiornika. A kuku, znowu jestem. Myślałem, że złamałem sobie nogę, a tylko ją boleśnie potłukłem. To też odczytałem jako sukces.

Dostałem poważne, symboliczne ostrzeżenie, takie „w sam raz”. Zabolało, ale wyszedłem cało. Odnoszę ostatnio sukcesy w pozytywnym myśleniu.