fbpx

Wypożyczalnia cudzysłowów

Z zaciśniętymi zębami i z wytrzeszczem oczu wskakuję do kabiny swego wozu i wystrzeliwuję się z domu. Pilnuję, by się nie zagapić i wcześniej otworzyć bramę garażu. Kiedyś o tym zapomniałem.

Już dawno odkryłem, że gwałtowna ewakuacja to najlepsza metoda, by uciec od własnego dramatu i przekonania, zwykle błędnego, że sytuacja jest bez wyjścia. Zazwyczaj po kilku dniach, niemal zawsze po roku, widać, że było wyjście. Niejedno. Można szybciej uzyskać efekt, jeśli wystrzeli się samego siebie na inną planetę. Im bardziej osobliwa, tym skuteczniej maleje nasz dramat widziany z dystansu…

Jestem więc na nowym stadionie przy Łazienkowskiej. Trwa mecz Legia – Lechia. Trybuny to doprawdy inna planeta. Planeta małp. Oto na słynnej „żylecie” w wielkim tłoku kilka tysięcy goryli wali się pięściami w piersi. Uff, uch… Po czym jak jeden mąż wyciąga ręce w pozdrowieniu jakże podobnym do tego hitlerowskiego. Jeden organizm, jedna „bezmyśl”, jedno pierwotne plemię. Siedzę na lepszej trybunie, tam jednak też pełno dziwnych osobników. Jakiś cherlawiec nadrabia nikczemność swej postaci mocą języka. Dopinguje ciemnoskórego piłkarza
Legii (to już prawie Legia Cudzoziemska), który ciągnie piłkę w stronę bramki. Kibic woła w jego stronę piskliwym głosem: „Zap…….. szybciej, ty ch…, wpier… im, k…., szybciej! Ty sk…….! Ach, spier….łeś! To spadaj na drzewo!”. Obok jakiś osobnik o dzikim spojrzeniu trzyma za rączkę córeczkę. Na gołym ciele rozpięta skórzana kurtka obnaża włochatą pierś. Dziewczynka, owinięta szalikami Legii, zdaje się dzielić jego emocje.

Na meczu kilka procent publiczności stanowią kobiety, młode i bez partnerów. Co tu robią? Wdychają pełną piersią zapach testosteronu. W takim stężeniu na niektóre z nich działa jak narkotyk.

Pani profesor polonistyki opowiedziała mi kiedyś dowcip, w trosce o me bezpieczeństwo prosząc, bym nie powtarzał go feministkom. Dwie starsze niewiasty emerytki poszły do zoo. Stały, patrząc z zafascynowanien na goryle. Nagle któryś zwierzak przeskoczył ogrodzenie i zgwałcił jedną z niewiast. Koleżanka odwiedza poszkodowaną w szpitalu. Ta w okropnym stanie, więc ją pociesza: „nie przejmuj się, to przecież była tylko małpa”. Poszkodowana płacze jeszcze bardziej: „nic nie rozumiesz, nie dzwoni, nie pisze…”.

To ulubiony dowcip męskich mężczyzn. Pół biedy, kiedy opowiada go uczona kobieta. Jest w nim, niestety, jakaś prawda o komplikacjach ludzkiej duszy. A im taka dusza ma ładniejszą twarz, tym bardziej nas zaskakuje jej złożoność. Każdy człowiek ma w sobie niejedną zagadkę, czasami mroczną, którą ukrywa pod fasadą twarzy. Im jest ładniejsza, tym większa bywa niespodzianka.

Wracam z meczu do domu, dzwoni kolega. Ma czwórkę małych dzieci i uroczą, ładną żonę. Jest w rozpaczy – nie daje rady. Mówi, że żona cierpi na BPD – ma osobowość chwiejną emocjonalnie typu borderline. Kiedy opowiada szczegóły z domowego pożycia, włosy stają mi dęba. Skarży się: „nie mogę nawet uciec i zostawić dzieci na pastwę szaleństwa matki”.

Teraz jak w słupie ognia widzę – ja przecież byłem z taką osobą, nie wiedząc, co jej jest. Wytrzymałem tylko dwa tygodnie, a uciekałem gdzie pieprz rośnie. Wlokąc ją za sobą, bo trzymała mnie za nogę. Dawno temu to było, a do dzisiaj nie mogę po tym dojść do siebie. Biedny kolega!

Nie musiałem więc jechać na stadion, by uzyskać dystans do swoich „dramatów”. Wystarczy każdy nowy dramat wsadzać od razu w cudzysłów. Jak się nie ma u siebie odpowiednio obszernego, to można pożyczyć. Wystarczy posłuchać problemów innych.

Czytaj więcej na http://Jastrun.zwierciadlo.pl/blog