fbpx

Greckie wyspy – moja prywatna Odyseja

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
Znalezione w czasie wędrówek po Skiros zwierzęce szkielety znajdują odzwierciedlenie w pracach malarki. (Fot. Stephanie Renon)

Na Skiros znałam każdą ścieżkę, z Andros miałam romans, Delos to święta wyspa, ale to Paros jest moją ziemią – mówi Justyna Borucka, polska artystka mieszkająca w Grecji.
Przez dziesięć lat podróżowała pomiędzy różnymi wyspami, tworząc, ucząc się życia i chłonąc ich piękno.

Jasne piaszczyste plaże, krystalicznie czyste morze, ale też dzika przyroda, skaliste tereny i jaskinie wyżłobione w klifach. Grecka wyspa Skiros, mimo że największa w archipelagu Sporad, wynurza się samotnie ze środka Morza Egejskiego. W jej północnej części znajduje się stolica o tej samej nazwie. To malownicze miasteczko z białymi domami usytuowane jest na wzniesieniu zakończonym stromą skałą.

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
Najbardziej charakterystyczne widoki na Skiros: białe domy na skale i słynne skiryjskie kozy(fot. iStock)

Wyspę zamieszkuje zaledwie 3 tys. mieszkańców. Za to liczbę kóz ocenia się tam na około 60 tys.! O skiryjskich kozach wspominał już Homer. Zapisek o nich znajduje się też w Słowniku symboli Władysława Kopalińskiego. Zwierzęta te znane są ze swej mleczności, a jednocześnie narowistości, dlatego mianem skiryjskiej kozy określa się kogoś o dużych możliwościach, ale upartego i niechętnego do współpracy. Jak mieszkańcy Skiros.

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
(fot. iStock)

Pod cieniem migdałowca

– To wyjątkowe, nierozdeptane jeszcze przez turystów miejsce – mówi o Skiros polska artystka mieszkająca w Grecji, Justyna Borucka, która spędziła na niej siedem zim i pięć sezonów letnich. – Może ci się zdarzyć, mnie się to zdarzyło, że będziesz jechać samochodem po górzystym terenie przypominającym krajobraz księżycowy, drogą, która staje się coraz węższa i węższa, aż pomyślisz, że jedziesz prosto do nieba. I nagle wyłoni się przed twoimi oczami czerwona płaska ziemia i stado galopujących po niej dzikich koni. A wszystko to przy świetle zachodzącego słońca!

W tym właśnie krajobrazie zakochała się, kiedy po raz pierwszy trafiła na wyspę. Rodowita warszawianka, która na studia wybrała londyńską Chelsea College of Art and Design, pragnęła tworzyć w jak najbliższym kontakcie z naturą. Od lat zachwycały ją wyspy, a jej studenckie szkicowniki wypełnione były obrazami surowej przyrody. Wybrała Skiros po tym, jak spędziła tam wakacje zaproszona przez koleżankę ze studiów. Kiedy zdecydowała się przeprowadzić na wyspę, miała 32 lata i głowę pełną marzeń. Tego nauczyła ją babcia. Aby dostać się tu z Anglii, sprzedała złotą monetę, którą jej pradziadek dostał od ówczesnego cara Rosji. Był jednym z polskich inżynierów, którzy brali udział w projektowaniu Kolei Transsyberyjskiej.

To na Skiros Justyna zaczęła dojrzewać jako artystka. Nauczyła się ufać własnej intuicji oraz… patrzeć. Uświadomiła sobie, że inaczej widzi się w mieście, gdzie jest za dużo informacji, a inaczej na wsi, gdzie życie polega głównie na patrzeniu, bo idzie sztorm, bo musisz wiedzieć, gdzie jest twoja koza. Jednym z ważniejszych momentów był ten, kiedy, czytając o życiu Paula Cézanne’a, natknęła się na fragment opisujący kształt i cień migdałowca i uświadomiła sobie, że pod takim właśnie migdałowcem czyta książkę.

Skiros stworzyło też Justynie zupełnie nowe możliwości. Podczas samotnych wędrówek po górach zaczęła natykać się na zwierzęce szkielety. Wtedy pojawił się pomysł na to, jak mogłaby je wykorzystać w swoich pracach. Brała więc ze sobą dwa psy i szła na pięć godzin w góry. Wracała ze szkieletami zwierząt. Czyściła je później, wybielała, wypalała na słońcu. Albo zamiast w góry szła z psami na plaże, na które silne prądy morskie przynosiły różne rzeczy: żelazo, ciężkie przedmioty. W ten sposób trafiła na swój największy skarb: prawie dwumetrowego delfina. Tak powstała jej praca „Królowa” zaprezentowana w Atenach w 2015 roku na pierwszej indywidualnej wystawie „In Blue” w galerii Malou Art. Najważniejszą jednak pracą z tamtego okresu był „Cykl życia” inspirowany ołtarzem Wita Stwosza w Kościele Mariackim. Tryptyk: kreacja – przemijanie – odrodzenie, był niczym pogański ołtarz. Do tej pracy wykorzystała wyłącznie to, co wyrzuciło morze: szkielet kozy, jeżowce, ptasie pióra, glony…

Lasy cyprysów i podmorskie wycieczki

Czuła jednak, że jej czas na tej wyspie się skończył. Tyle słyszała o Cykladach, a Andros w pionowej linii od Skiros to pierwsza z cykladzkich wysp. Ten najsłynniejszy, najbardziej urokliwy archipelag Morza Egejskiego tworzą w sumie 33 zamieszkałe i kilkaset małych, często nagich wysepek.

Na Andros pojechała, korzystając z couchsurfingu, czyli opcji darmowego noclegu u właścicieli mieszkania. Już w porcie zorientowała się, że jest na zupełnie innej wyspie niż Skiros, dużo bogatszej. Tam, gdy dopływało się nocą, ze względu na góry, panowała niemal zupełna ciemność, tu zaskoczyły ją światła. Kolejnym zaskoczeniem było to, że gospodarza, u którego miała się zatrzymać, nie było w domu. Zostawił otwarte drzwi, żeby mogła się swobodnie rozgościć, a sam pojawił się dopiero po trzech dniach. Na Skiros nie widziała takiej otwartości. W przeszłości tamtejsi mieszkańcy bali się morza i piratów i ten podskórny strach zmienił się w dzisiejszą nieufność. Z kolei na Cykladach jeden prom z turystami przypływa za drugim, a cała energia porusza się jakby po kole, w jakim położone są wyspy. Stąd zresztą pochodzi nazwa archipelagu. Kiklos to po grecku „koło”.

Kiedy następnego dnia postawiła nogę na plaży, od razu poczuła, że jest to miejsce, w którym będzie malować. A gdy ujrzała lasy cyprysów, zakochała się w nim. Grecy nie lubią cyprysów, kojarzą im się z cmentarzami. Na Andros jest ich tak dużo, bo posadzono je, żeby tworzyły barierę chroniącą pola uprawne przed wiatrem. Justynę zachwyciła też stolica wyspy o tej samej nazwie, pełna neoklasycystycznych willi. To z tego regionu pochodzi wiele bogatych rodzin armatorów. Andros znajdowała się dawniej pod panowaniem weneckim i te wpływy są tu widoczne.

Spacerując po stolicy, stanęła przed dostojnym gmachem ratusza. I znów posłuchała intuicji. Weszła do środka i poprosiła o rozmowę z burmistrzem lub kimś odpowiedzialnym za kulturę. Miała na głowie wielki słomkowy kapelusz, hipisowskie ubranie i psa na smyczy. Powiedziała, że jest polską malarką i że bardzo jej się tu podoba. Poprosiła o lokum do malowania i status artysty rezydenta. Dostała jedno i drugie. Przydzielono jej studio w pobliżu prestiżowego Muzeum Sztuki Współczesnej „Goulandris”. – Wszyscy w biurze zaniemówili, bo nie wiedzieli, kim jestem. Może jakąś bogatą ekscentryczką? – wspomina Justyna. – A ja nie miałam wtedy zupełnie kasy, żywiłam się głównie frappé [popularna w Grecji kawa na zimno – przyp. red.] za 20 centów!

Na Andros Justyna zaczęła nurkować. Tam powstał cykl jej obrazów inspirowany morzem i freedivingiem. Nurkowanie było dla niej jedynym momentem, kiedy osiągała stan kompletnego wyciszenia umysłu. Przez kolejne trzy lata malowała tylko na niebiesko.

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
(Fot. Justyna Borucka)

Srebrne światło

Z Andros przez Mykonos popłynęła na Delos – małą skalistą i niezamieszkałą wysepkę, na której znajduje się jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Grecji, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dostała specjalne pozwolenie, dzięki czemu mogła zatrzymać się na wyspie cztery noce. – Delos jest mitologicznie miejscem urodzenia boga Apolla i jego siostry Artemis oraz najjaśniejszym miejscem na Morzu Śródziemnym. Mieszkając na wyspach, wielokrotnie widziałam piękne zachody słońca nad taflą morza, ale na Delos światło jest srebrne. Każdy zielony kwiatek czy brunatny kamień są tu jak eksplozja ze względu na jakość światła – opisuje.

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
Delos to miejsce urodzin Apolla. Dostaniemy się tu promem kursującym po Cykladach. Na wyspie nie ma hoteli, nie da się tu przenocować, można ją jedynie podziwiać. (Fot. iStock)

Delos to było odkrycie jej życia. Jej duchowy dom. Robiła szkice do swoich prac i marzyła, aby kiedyś mieć tu wystawę. Delos to również serce Cyklad. Z jego najwyższego punktu – góry Kynthos – widać inne wyspy: Mykonos, Tinos i Naksos.

Po latach wędrówek Justyna w końcu osiedliła się na Paros, gdzie dom letni ma rodzina jej męża, rodowitego ateńczyka. Jorgos przyjechał tu dla niej. Wie, że Justyna potrzebuje otwartej przestrzeni, aby malować. Nie chcieli też, żeby ich syn wychowywał się w dużym mieście. Miał zaledwie 40 dni, kiedy się przeprowadzili. Paros jest dla Justyny połączeniem wszystkich poprzednich wysp. Ma marmur, muzeum archeologiczne, z każdej jego strony widać jakąś inną wyspę, a odległości między niektórymi z nich są tak niewielkie, że można wsiąść na prom i popłynąć na kawę na Naksos czy Antiparos. A najważniejsze, że znajduje się blisko Delos.

Na Paros Justyna zaczęła tworzyć tzw. białą serię. – Cykl inspirowany jest Cykladami, ich prostotą i światłem. Tu wystarczy kawałek białego domu i kawałek niebieskiego nieba, a powstaje symfonia. Kocham Cyklady. Uważam je za najpiękniejsze miejsce na Ziemi – wyznaje. – Tu niebo i morze łączą się w jedno.

Justyna współpracuje obecnie z Muzeum Numizmatycznym w Atenach, tworząc wystawę związaną z bitwą pod Salaminą. We wrześniu mija 2,5 tys. lat od historycznego zwycięstwa Greków nad Persami. Ona sama w tym roku świętuje inną rocznicę.
To już dziesięć lat, od kiedy zaczęła podróż po greckich wyspach. – Moja prywatna odyseja dobiegła końca – mówi. – Na Skiros znałam każdą ścieżkę, z Andros miałam romans, Delos to moja święta wyspa, ale to Paros jest moją ziemią.

Greckie wyspy - moja prywatna Odyseja
Latarnia morska na Mykonos – jedno ze zdjęć zrobionych podczas kilkuletniej odysei Justyny. (Fot. Justyna Borucka)

Skiros

Najpierw trzeba dostać się do Kimis na wyspie Ewia (autokarem
lub samochodem z Aten), a potem wziąć stamtąd prom. Można
też dolecieć z Aten samolotem. Skiros jest ważnym przystankiem
dla tych, którzy żeglują przez Morze Egejskie na osi Północ–Południe. Na miejscu warto skosztować tradycyjnej potrawy – koziny. Pyszna jest ta przygotowana w piecu, z sosem cytrynowym w tawernie Agios Petros, położonej nieopodal plaży o tej samej nazwie.

Andros

Dolatujemy samolotem do Aten i potem z portu w Rafinie płyniemy na Andros. W Gawrio, w północno-zachodniej części wyspy, znajduje się czysty i gościnny camping z basenem. Z kolei w Liwadii, niedaleko stolicy Andros, jest tawerna Jiefsis me Thea, gdzie można usiąść na tarasie, zjeść pieczoną fetę z miodem, popijając lokalne wino,
i rozkoszować się widokiem cyprysów i morza w oddali.

Paros

Można dolecieć tu bezpośrednio albo przypłynąć z Aten promem z portu w Pireusie lub Rafinie. Już na miejscu warto wyskoczyć na sąsiednią wyspę – Antiparos. Bilet kosztuje dwa euro, a podróż zajmuje około dziesięciu minut. Warto też zjeść owoce morza
w przystępnych cenach i skosztować ouzo (popularny w Grecji trunek alkoholowy o anyżowym smaku) w lokalnej ouzerii Jakowos.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze