fbpx

Okiem kosmitów. Jak patrzymy na siebie i świat wokół nas?

Hanna Samson: Okiem kosmity
Jaką mamy świadomość? Jak siebie postrzegamy? W jakim żyjemy systemie? Może warto spojrzeć na świat z kosmicznej perspektywy... (fot. iStock)

Co jest dla nas najważniejsze w życiu? Zdrowie, kariera, rodzina, rozwój, poczucie bezpieczeństwa, wolność, miłość, pomaganie innym… A jak to jest w praktyce?

Mój przyjaciel Dominik W. Rettinger podarował mi kiedyś swoją książkę „Brainman”, gdy tylko ukazała się drukiem. Byłam jej bardzo ciekawa, ale… to powieść science fiction, adresowana w dodatku do młodzieży. Skąd wziąć czas na czytanie książki, która leży poza obszarem konieczności, skoro przy łóżku piętrzą się stosy tych, które muszę przeczytać? Owszem, przyjaźń jest dla mnie ważna i bardzo cenię twórczy umysł Dominika, ale żeby tak rzucić wszystko i czytać „Brainmana”? To luksus, na który mnie nie stać. Poczucie winy wobec przyjaciela sprawiło, że zagłębiłam się w końcu w lekturze. Po kilku stronach rosło we mnie przekonanie, że im bardziej jesteśmy dorośli, tym bardziej warto sięgać po książki dla młodzieży. W nich tkwi siła, która może wytrącić na chwilę z dorosłości (przynajmniej książka Dominika wytrąca) i każe kwestionować to, co jest dla nas oczywiste. Nie w głowie nam rewolucje i bunty młodości, bo jesteśmy dojrzali i znamy życie, dobrze wiemy, że tak musi być. A gdyby tak zakwestionować dorosłe pewniki? Posłuchajcie, co mówi o naszej planecie profesor O-y z planety O (dodam, że na O Ziemia nosi nazwę A-180).

„W czasie opisywanych wydarzeń A-180 zamieszkiwało około sześciu miliardów osobników. Połowa z nich żyła w warunkach potrzebnych do normalnego funkcjonowania Ziemian. Druga połowa próbowała przetrwać bez koniecznej ilości pożywienia, miejsc do zamieszkania, a nawet bez dostępu do nieskażonej wody. Wśród nich występowała wysoka śmiertelność (…). Mimo że planeta A-180 miała dość zasobów, aby wyżywić wszystkich Ziemian, a rozwinięta technika wystarczała, żeby ich chronić i leczyć”.

Dziwne, prawda? A jeszcze dziwniejsze, że na co dzień to nas nie dziwi. Profesor O-y wyjaśnia: „Zaledwie około dwóch tysięcy Ziemian zgromadziło w swoich rękach władzę i środki, jakimi nie dysponowali pozostali. Na zlecenie tych dwóch tysięcy stworzono zbiór pojęć i teorii, które przedstawiały sytuację na A-180 jako system nie do zastąpienia. Przyjęto go bez protestów”. I dalej: „Nauka Ziemian pomija rozwój umysłu, skupia się na wytwarzaniu i konsumpcji dóbr materialnych oraz przekazie informacji, a także na technikach zabijania. Umysły całej populacji opanowane są za pomocą nadajników zwanych telewizjami, emitujących nieskomplikowaną rozrywkę i narzucających potrzebę konsumpcji. Te potrzeby są zbędne dla życia i rozwoju, a jednak odczuwane są przez Ziemian jako cele i motywacje do ciężkiej pracy. Telewizje przedstawiają panujący system jako jedyny możliwy, choć nie idealny. Nazywają go globalnym”.

A więc tak to wygląda z kosmosu? Ciekawe, jak z tej perspektywy przedstawia się nasze indywidualne życie? Książka Dominika sprawiła, że postanowiłam to sprawdzić.

– Jak myślisz, co pomyśleliby kosmici, obserwując twoje codzienne zmagania? – zadałam to pytanie Joannie, która wpadła na nasze spotkanie jak zwykle odrobinę spóźniona.

– O co ci chodzi? Jacy kosmici?

– Tacy, którzy z daleka patrzyliby na to, co robisz. Jakie wnioski wysnuliby na tej podstawie o życiu Ziemian?

Joanna zastanawia się przez chwilę: – Pewnie myśleliby, że życie Ziemian polega na tym, żeby się ciągle gdzieś spieszyć. Ziemianie muszą być w ciągu dnia w wielu miejscach, na dotarcie do których mają za mało czasu.

– Czy kosmici wiedzieliby, co jest dla ciebie najważniejsze?

– Wyścig z czasem. Może uznaliby, że od tego, czy zdążę, zależy moje życie?

– A zależy?

– Tak to przeżywam, jakby zależało. Wychodzę z domu w takim napięciu jak żołnierz, który rusza na front. Codzienna walka, żeby się ze wszystkim wyrobić. Każdy dzień planuję tak, żeby zmieścić w nim jak najwięcej. Jeśli uda mi się wszystko zrobić, czuję satysfakcję.

– A jeśli nie?

– Przekładam na następny dzień. Świat się od tego nie zawala.

– Pamiętasz, dlaczego założyłaś własną firmę?

– Tak. Chciałam sama kierować swoim życiem i czasem.

Pytanie o kosmitów zadałam również Oldze, od której trudno oderwać wzrok. Oto, co odpowiedziała:

– Pomyśleliby, że najważniejsze jest dla nas to, jak wyglądamy. Rano wielokrotnie się przebieram, godzinę maluję. Niby mam tyle zainteresowań, a zajmuję się głównie swoim wyglądem.

– Może lubisz to robić?

– Bardziej boję się tego, że gdybym przyszła do pracy normalnie ubrana, to ludzie byliby rozczarowani. Albo myśleliby, że jestem chora, że coś mi się stało.

– Spędzasz godziny przed lustrem, żeby inni nie czuli się rozczarowani?

– Niech kosmici nie wyciągają pochopnych wniosków, sama je wyciągnę. Tylko nie pytaj mnie potem, czy nie jestem chora!

Dla Moniki najważniejsza jest rodzina. Ale czy kosmici potrafią to dostrzec?

– Chyba zobaczyliby, że najważniejszy jest dla mnie porządek. Po powrocie z pracy w kółko sprzątam. I złoszczę się na wszystkich, że bałaganią. Mój dom jest zawsze gotowy na przyjście kosmitów, ale nikt z Ziemian nie może się w nim poczuć swobodnie.

A moje życie? – pomyślałam na koniec. Żadna chwila nie może być zmarnowana. Przyjemność? Kto to widział, skoro mam tyle pracy! Jednak znalazłam czas na przeczytanie „Brainmana” i pomyślenie o tym, co jest dla mnie ważne. Na pewno nie to ciągłe bieganie w kieracie, które pozwala dobiec jedynie donikąd.

Felieton pochodzi z archiwalnego numeru magazynu SENS