Czym jest dla nas jedzenie?

Rozkosz i smak: jakie potrzeby zaspokajamy przez jedzenie?
(fot. iStock)

Historia ludzkości to w dużej mierze bardzo barwna, czasem smakowita,
a niekiedy obrzydliwa opowieść o jedzeniu. Jaki z niej płynie morał? Że pogoń za sytością i zadowalaniem naszego podniebienia może być równie zwodnicza co obsesja na punkcie zdrowego odżywiania.

Podobno wszyscy jesteśmy zaprogramowani w ten sposób, że staramy się unikać bólu i szukamy przyjemności. Te dążenia wyjątkowo mocno dochodzą do głosu, gdy w grę wchodzi odżywianie. Posilając się, unikamy cierpienia, jakim niewątpliwie jest głód, i dostarczamy przyjemności kubkom smakowym. Na szczęście w naszych czasach i w naszej szerokości geograficznej pierwszy cel możemy osiągnąć dość łatwo. Częściej więc skupiamy się na drugim, sięgając po coraz bardziej wyszukane potrawy i smaki.

Menu ludzkości jest przebogate. Z jednej strony wiadomo, że dieta wegetariańska znana była już w starożytności, z drugiej w tym samym czasie z lubością spożywano nogi wielbłądów (podobno gustowała w nich Kleopatra). Przez wieki głód zmuszał ludzi do jedzenia koniny, mimo że mogło to być odczuwane jako swego rodzaju ludożerstwo (według niektórych teorii psychoanalitycznych koń jest projekcją naszej nieświadomości). W starożytnych Atenach jedzono pawie, w Rzymie – młode gołębie. Żeglarze biorący udział w wyprawie Kolumba chętnie konsumowali iguany, w nowożytnym Meksyku na stoły trafiały traszki. Pierwsi angielscy osadnicy w Wirginii łapali wędrowne gęsi, a łabędzie zniknęły z europejskich półmisków dopiero w w XVIII wieku.

Czym dla ciebie jest jedzenie?

Powody, dla których ludzie sięgają po tę czy inną żywność, mogą być różne. Potrzeba, ciekawość, bardzo często jednak także nieposkromiona żądza… Ogromną słabością do jedzenia odznaczał się Aleksander Wielki (jednocześnie zabraniał swoim żołnierzom żucia liści mięty, żeby wywołane w ten sposób pobudzenie seksualne nie utrudniało im walki). Adolf Fryderyk znany jest w Szwecji jako król, który zmarł z obżarstwa. Właściwie na atak serca, tyle że nastąpił on po uczcie, podczas której władca spożył homara, kawior, wędzone śledzie, kiszoną kapustę, zupę z kapusty i – bagatelka! – 14 porcji ulubionego deseru. A wszystko to podlane było szampanem. Zachary Taylor, jeden z mniej znanych prezydentów Stanów Zjednoczonych, zmarł w pięć dni po Święcie Niepodległości, które obchodził, wypełniając żołądek wiśniami i mrożonym mlekiem (w ilościach hurtowych).Niektórzy uważają, że właśnie ten brak umiaru w jedzeniu doprowadził do jego śmierci. Mieszko Otyły z dynastii Piastów potrzebował 15 pieczonych kurczaków i kilku litrów wina, żeby jego organizm powiedział „dość”. Podobno gospodarzem największej uczty w historii Rzeczypospolitej był Michał Korybut Wiśniowiecki. Przyjmuje się, że przyczyną zgonu było w jego wypadku pęknięcie wrzodu żołądka. Według mniej oficjalnej wersji zadławił się ogórkiem.

Włosi są autorami powiedzenia: „Nie żyje się po to, żeby jeść, ale je po to, żeby żyć”. Być może chroni ich to przed zatraceniem się w przysmakach lokalnej kuchni. Przywołują się w ten sposób do porządku, przypominają sobie, że jedzenie to nasze paliwo, że to jego podstawowa funkcja.

Co robimy z głodu?

Pamiętam, jak wiele lat temu przeczytałam po raz pierwszy „Głód” Knuta Hamsuna. Naturalistyczne opisy głodu, skręconych wnętrzności, fantazje o jedzeniu, rozpacz. Wypełnianie żołądka odpadkami znalezionymi na ulicy, żucie wiórów.

I dramat, gdy wreszcie można dostarczyć coś organizmowi, ale nie jest on w stanie niczego przyjąć. Wszystko boleśnie, przejmująco prawdziwe. Z życia wzięte. Podczas lektury „Głodu” często sięgałam po coś do jedzenia – jakby upewniając się, że jest, że go nie zabraknie…

Maguelonne Toussaint-Samat, autorka książki „Historia naturalna i moralna jedzenia”, twierdzi, że głód to źródło wszelkiej ludzkiej energii, podstawa rozwoju, przyczyna konfliktów, alibi dla sumienia i główny powód wysiłków, jakie podejmujemy. „Wokół żywności wyrastały cywilizacje i ścierały się imperia, z jej powodu popełniano zbrodnie, ustanawiano prawa i zdobywano wiedzę” – pisze Francuzka. I sięga do bardzo odległych dziejów – jakieś 60 milionów lat wstecz, kiedy to pewne żyjące na drzewach stworzenie spostrzegło, że przyjemniej mu będzie jeść, jeśli posłuży się czubkami kończyn górnych zamiast pyskiem. Później zaczęło korzystać ze światła dziennego, by łatwiej znaleźć żer. A że zaspokojenie głodu sprawiało dwunożnej istocie tak dużą rozkosz, przez kolejne miliony lat wyrażała je mlaskaniem, któremu towarzyszyło westchnienie. We wszystkich językach świata ten zestaw akustyczny tłumaczy się jako „jeść/pić”, „matka”, „życie”, „dobre”…

W historii jedzenia było kilka przełomów. Chociażby moment, kiedy zaczęto przyrządzać żywność na ogniu. Kiedy nauczono się siać zboża, uprawiać rolę, co pozwoliło na prowadzenie osiadłego trybu życia. Kiedy wraz z cywilizacją pojawiło się pojęcie kuchni. A potem różne zakazy i nakazy, związane z jedzeniem. Obok władców (którzy ogłaszali prawa dotyczące na przykład polowań), najwięcej do powiedzenia miały religie, chociażby przez wprowadzanie postów.

Uczestnicy wystawnych uczt w starożytnych Atenach czy Rzymie nie znali pojęcia grzechu, więc zasiadali ochoczo do stołów pełnych mięsiwa. Nie brakowało tam takich specjałów, jak pochwa i sutki maciory czy cielęce jądra (do dziś nazywane w Langwedocji „frywolnościami”).

Zmysłowość jedzenia

Jedzenie oddziałuje silnie nie tylko na zmysł smaku. To również aromaty, uciecha dla oczu (wystarczy przejrzeć Instagram czy Facebook, żeby przekonać się, z jakim upodobaniem ludzie fotografują potrawy!), pretekst do spotkań towarzyskich, randek. Wiele osób kojarzy pokarm z opieką, spokojem, miłością, poczuciem bezpieczeństwa, dostatku. Nic dziwnego, że traktują go jako ukojenie czy nagrodę. Jedzenie często idzie też w parze z seksem – działa jak afrodyzjak, może stanowić znakomity element gry wstępnej.

Jeśli szukasz inspiracji, obejrzyj chociażby „Dziewięć i pół tygodnia”. Czego tam nie ma… Oliwki i jajka, papryczki i świderki, wisienki, truskawki i rozedrgana czerwona galaretka. Szampan, syrop, mleko i litry miodu… A słynna scena z kremówką w filmie „Dawno temu w Ameryce”? Trudno nie zrozumieć zmagań chłopca, w którym rodzi się już męskie pożądanie, ale wciąż obecne jest dziecięce łasuchostwo. I raczej nie dziwimy się, że wygrywa to drugie. „Uczta Babette”, „Wielkie żarcie”, „Czekolada”, „Julie i Julia”, „Życie od kuchni”, „Volver” czy chociażby „Pulp Fiction” z dialogami na temat frytek z majonezem i ćwierćfunciaka z serem – o filmach z wątkami gastronomiczno-kulinarnymi można by pisać rozprawy. Tak jak o dziełach sztuki. O powieściach, poematach, wierszach… W samym tylko ,,Panu Tadeuszu” wciąż trafiamy na różne smakowite kąski: jak nie bigos, to grzyby, jak nie nabiał, to wędliny, jak nie ogórki, to jedzony „milczkiem” chołodziec litewski. Ale można też napisać błyskotliwie (wierszem!) o cebuli. Zwłaszcza gdy ktoś nazywa się Szymborska.

Dziś nieczęsto zachwycamy się „cebulicznością” cebuli. Mamy ostrygi i homary, kawior i kalmary, trufle oraz przepiórcze jaja, mango, awokado, granaty i całą masę innych pyszności, delicji, smakołyków, specjałów i frykasów. Mamy mnóstwo przypraw, które podkreślają, wzbogacają, a czasem całkowicie zmieniają smak potraw. Mamy sklepy z orientalną żywnością i dostęp do książek kucharskich z całego świata. Mamy nowoczesny transport i systemy przechowywania, dzięki którym wszystko, co smakuje, jest na wyciągnięcie ręki przez okrągły rok. Mamy też globalizację, fast foody i problemy z otyłością. Jednocześnie wciąż kultywujemy tradycje kulinarne – narodowe, regionalne. Jest w czym wybierać.

Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Teksańskim wynika, że jeśli czerpiemy przyjemność z jedzenia, podnosi to walory odżywcze pokarmu. Że łatwiej przyswajamy minerały i witaminy z żywności, która nam smakuje. Wniosek? Jeśli jesz zdrowo, ale bez przyjemności, może wcale nie jest to takie zdrowe, jak mogłoby się wydawać… Czyli znów okazuje się, że smak to podstawa!Ciekawostki:

Makaron, konfitury i marchewki – czyli co jadali znani

Król Francji Franciszek I Walezjusz przepadał za konfiturą z pigwy. Pewnego dnia wpadł z niezapowiedzianą wizytą i wypełnionym słodkością słoikiem do swojej faworyty, pani d’Étampes. W chwili pożegnania wsunął słój pod łóżko, zwracając się do ukrytego tam konkurenta: „Masz, Brissac, każdemu przecież coś się należy!”.

Ludwik XV tak lubił jajka na miękko, że wraz z panią de Pompadour zainstalował nioski na poddaszach pałacu wersalskiego (najbardziej produktywne przemieszczały się wraz z dworem).

Jeśli wierzyć Matthew i Markowi Jacobom (autorom książki „What the Great Ate: A Curious History of Food and Fame) ulubionym śniadaniem Gary’ego Coopera była pokaźna porcja kiszonej kapusty. Luciano Pavarotti uwielbiał, jak łatwo się domyślić, makaron. Bracia Jacobowie obliczyli, że w ciągu swojej kariery łącznie przytył i schudł 2268 kilogramów. Kurt Cobain też przepadał za makaronem (z serem wybranej marki), a Steve Jobs pałaszował takie ilości marchewki, że przez jakiś czas jego skóra miała kolor pomarańczowy. Mariah Carey dla odmiany woli fiolet – trzy razy w tygodniu je żywność tylko w tym kolorze.

Z kolei prezydent George Bush wydał zakaz spożywania w Białym Domu warzywa, które z jakichś powodów gryzło się z jego podniebieniem: „Jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych i nigdy więcej nie zamierzam jeść brokułów” – miał oświadczyć.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>