fbpx

Janina Daily – Hipiska na czele drużyny

Janina Daily - Hipiska na czele drużyny
Janina Bąk, autorka bloga Janina Daily (Fot. Julia Knap)

Z Janiną Bąk, autorką bloga Janina Daily oraz książki „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla” rozmawia Joanna Szulc.

Najpierw parę słów wstępu. Kilka lat temu przez przypadek trafiłam na fejsbukowy profil Janina Daily. Przeczytałam wpis o tym, jak Janina z mężem stali w kolejce do boardingu podczas jednej ze swoich podróży do Irlandii. Przeczytałam i wpadłam po uszy. Niepowtarzalne porównania, barokowy styl, który udziela się czytelnikom (komentarze czytelników często pisane są zaraźliwą janinową frazą), kilometrowe wpisy dążące do oszczędnej, ale prześmiesznej puenty. I dystans. Do siebie, do świata, do przeciwności losu, do bieżących wydarzeń.

Towarzyszyłam Janinie, gdy uczyła statystyki w Trinity College w Dublinie, a potem wróciła do Polski. Gdy w życiu jej i jej męża pojawił się najsłynniejszy kot Europy środkowo-wschodniej. No i teraz, gdy po wydaniu książki „Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby zdobyć Nobla” stała się nieomal celebrytką.

To znaczy – nigdy dotąd jej nie spotkałam*. Ale czuję, że jest mi bliska, nie tylko mnie zresztą. Wokół niej zgromadziła się wielotysięczna (dokładnie osiemdziesięciopięciotysięczna) Drużyna Janina, czyli społeczność ludzi, którzy wolą, żeby świat był przyjazny, dobry, zabawny i miły. Janina przyciąga do siebie osoby obdarzone empatią, wrażliwością, poczuciem humoru, skłonne śmiać się z tego, co się przydarza na co dzień, zamiast utyskiwać i złorzeczyć. To strefa wolna od hejtu czy bezinteresownej złośliwości, za to przyjazna ludziom i zwierzętom. Ze szczególnym uwzględnieniem fok, labradorów oraz czarnych kotów o twarzy jak księżyc.

Janina Daily - Hipiska na czele drużyny
Kitku, czyli czarny kot o twarzy jak księżyc, to ważna persona na blogu i w życiu Janiny (Fot. materiały prasowe)

O tym, że życiowym powołaniem Janiny jest uczenie studentów statystyki, czytelnik bloga dowiaduje się dość szybko. Na to odkrycie naprowadzić może spora liczba żartów o odchyleniu standardowym i rho Spearmana, a także zręcznie wyprowadzony dowód na to, że foka jest najdoskonalszą z istot (bo idealnie wpisuje się we wszelkie układy statystyczne, typu: rozkład normalny, rozkład Poissona przy lambdzie 10 i rozkład chi-kwadrat przy dwóch stopniach swobody, ale tylko gdy foka siedzi). I jakoś tak niespodziewanie okazuje się, że statystyka, powszechnie uważana za postrach uczelni (szczególnie zaś kierunków humanistycznych), staje się rozkoszna jak alpaka po wiosennym deszczu.

Wielu czytelników bloga zauważało nieraz, że gdyby kiedykolwiek na ich drodze stanęła taka Janina, z pewnością zdaliby statystykę śpiewająco, a może nawet ją polubili. I po kilku latach aluzji doczekaliśmy się książki obejmującej janinową wizję statystyki. Każdy może ją kupić i mieć w domu (książkę, nie Janinę), i powoływać się na nią zawsze, gdy trzeba wytłumaczyć, czemu, gdy wychodzisz na spacer z psem, to średnio wcale nie macie po 3 nogi. To jest książka podstępna, bo najpierw rozmiękcza czytelnika opowieścią o tym, dlaczego koń i szop pracz nie obronią doktoratu, by za chwilę wcisnąć niepostrzeżenie wiedzę na temat doboru próby badanej, a w oparach szwajcarskiej czekolady przemyca brutalną prawdę na temat korelacji. Nie jest to podręcznik akademicki, choć zaczyna się zacnie od matematycznego wzoru na dobre piwo, a niejednemu studentowi pomoże zrozumieć, o co chodziło na wykładzie (tuż przed tym, gdy nadszedł sen). To książka dla tych wszystkich, którzy chcieliby krytycznie spojrzeć na dane, wykresy, raporty z badań i medialne doniesienia, a przy okazji poznać parę anegdot do opowiadania na rodzinnych spotkaniach.

Janina Daily - Hipiska na czele drużyny
Fot. Julia Knap

*Janiny nigdy nie spotkałam, ale za to ona do mnie zadzwoniła, bo chciałam z nią porozmawiać. Serio. Oto zapis naszej rozmowy.

Jak to się stało, że osoba tak biegła w słowach, zajęła się zawodowo liczbami?
Często jestem o to pytana i właściwie rozumiem, z czego to wynika. Jesteśmy uczeni podziału: humaniści-ścisłowcy. Ja od zawsze lubiłam zarówno język polski, jak i matematykę. Gdy miałam zdecydować, co będzie ze mną w przyszłości, wydawało mi się – błędnie – że muszę wybrać: albo literki, albo cyferki. Ale okazało się, że różne dziedziny wiedzy można ze sobą połączyć. Statystyka jest nauką ścisłą, ale wymaga także sporej ogólnej wiedzy o społeczeństwie, ekonomii behawioralnej, psychologii. Dobrze się czuję z tym, że polubiłam się i z cyferkami, i z literkami, bo przez to trochę łatwiej jest mi tłumaczyć ludziom, że naprawdę nie muszą wybierać. Każdemu może być po drodze z liczbami.

Jesteś nauczycielką, mówczynią, blogerką, autorką książki „Statystycznie rzecz biorąc”. Czy zdarza ci się, że na Twoich oczach ktoś zaczyna pałać miłością do statystyki?
Za dobrych przedpandemicznych czasów, kiedy miewałam wykłady otwarte, zdarzało się, że ktoś podchodził i mówił, że coś z tej statystyki zrozumiał, a nie sądził, że to możliwe. To z jednej strony bardzo miłe, ale w gruncie rzeczy także szalenie smutne, że ludzie mają takie przeświadczenie, być może wdrukowane przed laty, że się nie nadają do matematyki.

Bardzo chciałabym, żebyśmy my, nauczyciele, już się wyzbyli takiego oceniania, żeby nikt nie tłumaczył uczniom czy studentom: „jesteś humanistą, więc nigdy nie zajarzysz obliczeń” albo: „po co masz czytać poezję, przecież masz ścisły umysł”. W nauce najpiękniejsze jest to, że jej dyscypliny mogą się tak wspaniale uzupełniać. Będę szczęśliwa, jeśli choć jedna osoba po wysłuchaniu mojego wykładu albo po przeczytaniu mojej książki pomyśli: „Hej, dam radę się tego nauczyć”. Albo nawet: „Hej, ta statystyka jest fajna!”.

To dokonanie możesz sobie już spokojnie zapisać na konto – mówię to jako humanistka, która niedawno zaliczyła statystykę zaawansowaną na piątkę, bo dzięki lekturze bloga Janina Daily dopuściła do głosu myśl, że da radę. Myślę, że jesteś inspiracją dla wielu kobiet; dziewczynki wciąż jeszcze słyszą, że do nauk ścisłych, do zawodów technicznych się nie nadają.
Nadal panuje rozróżnienie, które każe dziewczynkom pisać wiersze, a chłopcom myśleć o inżynierii. Niedawno czytałam badania z zakresu number sense, czyli uzdolnień liczbowych. Zajmowano się tam różnicami indywidualnymi w rozumieniu zagadnień matematycznych. Badania przeprowadzane na dzieciach pokazują, że w młodym wieku nie ma żadnej różnicy między płciami, jeśli chodzi o rozumienie liczb, czy umiejętności liczenia i szacowania.

Miałaś dobrych nauczycieli?
Doskonałych. Takich, którzy nie tylko potrafili przekazać wiedzę, ale także sprawili, że kochałam chodzić na zajęcia, uczyć się. Chodziłam do mądrej szkoły, w której można było dowolnie wybierać i miksować ze sobą rozszerzenia przedmiotów. Nie było klas z narzuconymi profilami. Ja wybrałam rozszerzenie z języka polskiego, matematyki i języków obcych. Nigdy mi nie było po drodze z historią, tak samo jak z fizyką i nie wiem, co by ze mną było, gdybym musiała wybrać między klasą humanistyczną a matematyczno-fizyczną. Uważam, że młodzi ludzie nie powinni być zmuszani do takiego wyboru. Nauka ma być przyjemna, ciekawa, a nie wtłoczona w sztywne ramy.

Ponoć liczby wprowadzają w życie ład. Lubisz porządek?
Wiem, że są takie stereotypy, że jak matematyk to ziemniaki na talerzu układa sobie w rządki, a kotleta kroi wzdłuż średnicy. Ja akurat tak nie mam. Lubię pracować z liczbami. Lubię ten etap mojej pracy, gdy jestem sam na sam z danymi w tabelach i muszę z nich wyłuskać to, co najważniejsze. Ale w życiu jestem totalnym hipisem, bardzo chaotyczna. I to też jest ok.

Pewien wymiar życia usilnie porządkujesz. Wzięłaś na siebie takie zadania, by w świecie, przynajmniej tym wirtualnym, było mniej hejtu, a więcej łagodności, tego, co nazywasz pluszem.
Bardzo o to dbam w ramach swojego internetowego podwórka. Jeśli pod moim wpisem na blogu czy w mediach społecznościowych pojawia się komentarz, który obraża jakąkolwiek grupę społeczną, albo po prostu ktokolwiek po jego przeczytaniu mógłby się poczuć źle, to ja taki komentarz natychmiast kasuję. Zakładam, że to jest moja odpowiedzialność. Nie chcę, żeby ktoś czytając hejterów i trolli, angażował się w dyskusję, która zabiera czas i miesza w emocjach. Chciałabym czytelników przed tym uchronić. Niestety nie zawsze mi się to udaje, czasem dyskusja rozrasta się i tracę nad nią kontrolę.

Odpisujesz na komentarze w ciepły, osobisty sposób.
Zakładam, że relacja w internecie jest dwukierunkowa, jest konwersacją. Nie może być tak, że publikuję wpis i czekam tylko na wyrazy zachwytu. Jeśli komuś się chciało mój wpis przeczytać i jeszcze skomentować, to myślę, że powinnam przynajmniej odpowiedzieć.

Poruszasz co jakiś czas trudne tematy: mobbing, depresja, uchodźctwo, śmierć. Zwykle jest tak, że ludzie bardzo żywo reagują. Czy jest w tych reakcjach coś, co cię zaskakuje, porusza?
Zawsze mnie zaskakuje, jak wiele w tych odpowiedziach znajduję podobnych historii. Czasem w komentarzu ktoś dzieli się tym publicznie, i to jest bardzo cenne. Czasem ktoś woli napisać w prywatnej wiadomości. Ale tak wiele ludzkich historii jest powielanych w podobnych scenariuszach. To smutne, gdy mówimy na przykład o depresji czy mobbingu.

Szalenie mnie wzrusza, jak ludzie się w komentarzach wzajemnie wspierają. Ktoś dzieli się jakąś trudną emocją, a ktoś inny pociesza go, wspiera. To są takie małe rzeczy, które bardzo chciałabym obserwować i w internecie, i poza nim.

Twoja strona pełni dla wielu osób rolę terapeutyczną. Ja sama zaglądam tam, kiedy potrzebuję się upewnić, że świat nie jest taki zły, że żyją na nim dobrzy, życzliwi, inteligentni ludzie ze świetnym poczuciem humoru.
I jeszcze na dodatek jest to duża społeczność mądrych, dobrych ludzi! Lubię patrzeć na to, jak wiele jest osób z podobnym podejściem do życia, niekoniecznie totalnie serio. Umiemy się pośmiać z tego, co się nam przytrafia, umiemy spotkać się w sieci, żeby wyplatać razem koszyki z kabanosów. Tak, kiedy myślę o swojej społeczności, to jestem niezwykle dumna i szczęśliwa, że się wszyscy spotkaliśmy w tym jednym miejscu internetu.

Janina Daily - Hipiska na czele drużyny
(Fot. Julia Knap)