fbpx

Kartkówka Katarzyny Miller – „Kwestionariusz Prousta”

Kartkówka Katarzyny Miller - „Kwestionariusz Prousta”
Katarzyna Miller - psychoterapeutka, psycholożka i felietonistka, od lat związana ze "Zwierciadłem". (Fot. Zosia Promińska)

Na przełomie XIX i XX wieku po europejskich salonach krążył zestaw pytań z pozoru błahych, a jednak ukazujących głębię osobowości. Dwukrotnie odpowiadał na nie Marcel Proust, więc zyskał nazwę „Kwestionariusz Prousta”. Od tego czasu ewoluował i doczekał się mnóstwa wariantów. My wybraliśmy wersję, na którą odpowiadał m.in. Jeremi Przybora. Teraz zmierzy się z nią Katarzyna Miller. Chwilę potem może to zrobić też każda z Was.

Główna cecha mojego charakteru?
Różnorodność.

Cechy, których szukam u mężczyzny?
Samoświadomość, inteligencja, znajomość własnych emocji i taki męski zniewalający urok, można powiedzieć „łóżka wyskakujące z oczu”. I koniecznie poczucie humoru.

Cechy, których szukam u kobiety?
Inteligencja, znajomość siebie, lubienie siebie, lojalność, uroda – ogromnie lubię damską urodę, wdzięk i poczucie humoru.

Co cenię najbardziej u przyjaciół?
Poczucie bliskości, uważność na siebie, słuchanie siebie wzajemne, ciepło, serdeczność, stwarzanie atmosfery wyjątkowości naszej relacji.

Moja główna wada?
To, że czasem nie wiem o sobie ważnych rzeczy i siebie zaskakuję. Myślę sobie wtedy: „O matko, a tak lubiłaś myśleć, że ci to wychodzi”. To, że potrafię zjeżdżać z nastrojem. No i że mi się ostatnio za często nic nie chce, ale to dlatego, że przesadziłam z pracoholizmem.

Moje ulubione zajęcie?
Leżenie, czytanie, jedzenie, rozmawianie z fajnymi ludźmi, których kocham i z którymi się dobrze bawię, czyli jednym słowem: biesiadowanie. Ale też bycie w wodzie, w przyrodzie, masaż i generalnie czucie się cudownie.

Moje marzenie o szczęściu?
Dużo wody, dużo słońca, dużo czasu dla siebie i fajne towarzystwo.

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?
Nic, bo nie mam lęków obsesyjnych. Ale najbardziej boję się ludzkiej przemocy i niewrażliwości na innych. Oraz wojny.

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?
Stracić wzrok, nie móc czytać i patrzeć na świat, ale też stracić głos – czyli nie móc się porozumiewać.

Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem?
Meryl Streep.

Kiedy kłamię?
Kiedy trzeba. A kiedy trzeba? Jak nie chcę, żeby ktoś wiedział o czymś, o czym nie chcę, by wiedział. Kiedy opłaca się, żeby to nie zostało ujawnione i odkryte. Uważam, że trzeba umieć dobrze kłamać, bo to przydaje się w życiu.

Słowa, których nadużywam?
„Cudne”, „uwielbiam”, „rozkoszne”, „ubóstwiam”, „nie chce mi się”, „miau”.

Ulubieni bohaterowie literaccy?
Mama Muminka! Oraz Lisbeth Salander i Mikael Blomkvist z Millennium Stiega Larssona.

Ulubieni bohaterowie życia codziennego?
Magda Chorębała, moja wydawczyni. Mnóstwo pamięta, jest inteligentna, pomysłowa, dowcipna, bywa też pogodna, jest uczynna, energetyczna, wszechstronna. Dba o mnie i znosi nawet krytykę, niechętnie, ale znosi. A najlepsze jest to, że mamy razem taki fun, iż nagle wpadamy na pomysł, że będziemy układać epitafia, i robimy to przez trzy godziny, a potem urządzamy wieczór epitafiów dla krewnych i znajomych Królika. Czy to nie rozkoszne? Beata Majchrowska – moja przyjaciółka. Świetnie ogarnięta życiowo singielka. Nigdy nie narzeka. Zdolna, pracowita, fantastycznie umie się bawić, cieszy ją życie, świat, podróże. Lojalna wobec przyjaciół. Wspaniale potrafiła żyć ze swoją mamą i córką. Dziś niestety już tylko z córką. I tańczy flamenco! Joasia Olekszyk – młoda, śliczna i mądra naczelna „Sensu”. Naprawdę kumata. Pierwsza dziennikarka, w której opracowaniach naszych rozmów nic nie zmieniam.

Czego nie cierpię ponad wszystko?
Głupoty, zawiści, bezmyślności, złej woli, cieszenia się z cudzej krzywdy, intryganctwa, nikczemności… Kanalii nie lubię.

Dar natury, który chciałabym posiadać?
Bardzo piękny głos. Mój jest całkiem przyjemny, ale chciałabym mieć taki, że jakbym zaśpiewała, to rozniosłoby się po łąkach i po polach, ale też na całą filharmonię czy stadion. Przy czym chciałabym mieć niski głos. Taki trochę jak Barbra Streisand, trochę jak Edith Piaf, trochę jak Nina Simone i Bessie Smith, a trochę jak Whitney Houston.

Jak chciałabym umrzeć?
Spokojnie, wiedząc, że umieram. Pożegnać się ze wszystkimi, zostawić swoje sprawy w jako takim porządku, położyć się i łagodnie odejść, zadowolona, że się nażyłam.

Obecny stan mojego umysłu?
Pogubiony nieco, bo jakoś pogłupłam ostatnio. Jestem tak zajęta, że zapominam, co powiedzieć albo gdzie coś położyłam. W związku z tym trochę mam do siebie upierdliwy stosunek. Ale tak w ogóle to się cieszę, bo bardzo dużo pięknych rzeczy mi się składa i układa.

Błędy, które najłatwiej wybaczam?
Nie za bardzo lubię to słowo, choć go czasem używam. Błędy moim zdaniem nie istnieją. Istnieje po prostu życie. Co się rozleje, to się wytrze, a czasem samo wyschnie.

Moja dewiza?
„Życie bywa cudne, trudne i nijakie, i bardzo dobrze”.

To Twoje życie
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>