fbpx

Kobiecy styl jazdy pod lupą

Kobiecy styl jazdy pod lupą
Kobiety w samochodzie bywają nieco inne niż w życiu. (Fot. Getty Images)

Pamiętacie powiedzenie „baba za kierownicą”? Mogłoby już zostać zapomniane, bo kobiety świetnie sobie radzą na drodze, gdyby nie to, że czasem jeszcze pada, głównie z ust taksówkarzy i… innych kobiet. Bo – jak wskazuje research psycholożki Hanny Samson – w samochodzie bywamy nieco inne niż w życiu.

Kilkadziesiąt lat temu kobieta za kierownicą była rzadkością. Ale dziś? Nawet mężczyźni pogodzili się już z tym, że kobiety weszły na ich terytorium, które przestało być ich, a stało się wspólne. Kierowczynie co prawda nie doczekały się jeszcze powszechnie uznawanej żeńskiej końcówki, ale za to nie muszą już udowadniać, że jeździć potrafią, bo potrafią.

Siostrzańskie upomnienie

Kilka lat temu napisałam felieton, w którym doceniłam nasze wciąż rosnące umiejętności, ale dodałam łyżkę dziegciu, bo głównie ona natchnęła mnie do pisania. Krytykowanie kobiet nie przychodzi mi łatwo z uwagi na siostrzeństwo, ale z drugiej strony – tak coś wiedzieć i siostrom nie powiedzieć, to chyba też nie byłoby w porządku… I napisałam to, co widziałam na własne oczy, choć trudno mi było uwierzyć. Patrzyłam, patrzyłam, w końcu zaczęłam metodycznie obserwować i wyszło mi, że kobieta kierująca samochodem nie wpuści przed siebie innego kierowcy. A gdy chcesz przejść po pasach, to nie zatrzyma się, by cię przepuścić, chyba że wtargniesz i będzie musiała. Jasne, że brzmi to za mocno i z pewnością bywają wyjątki, ale przez kilka tygodni obserwacji ja akurat tych wyjątków nie spotkałam, być może w innych miastach jest inaczej, nie wiem.

Ale mi się wtedy oberwało! Nie tylko w komentarzach pod tekstem, ale też na Facebooku i od prawdziwych znajomych. Dzwoniły koleżanki, że co ja wypisuję, i protestują, bo one zawsze wpuszczają i przepuszczają. Że przecież to mężczyźni jeżdżą brawurowo i jak szaleni, że na trzeciego wyprzedzają, że wpychają się na chama i innych mają w nosie, a ja bez sensu czepiam się kobiet. Próbowałam się bronić, że tak mi wyszło z obserwacji, że nie pisałam o tym, jak kto jeździ, a jedynie o tym, że kobiety rzadziej przepuszczają, gdy jest to kwestia uprzejmości, a nie przepisów. Spróbujcie na przykład w Warszawie wjechać z Burakowskiej w lewo w Powązkowską! Trzeba czekać i czekać, dopóki jakiś facet się nie zatrzyma i cię nie wpuści, a kobiety śmigają aż miło i nawet na ciebie nie spojrzą.

Ale im wyraźniej to mówiłam i podawałam przykłady, tym opór był większy, więc spuściłam uszy po sobie, jednak rzecz cała nie dawała mi spokoju. No bo jak to w końcu z nami jest? Wpuszczamy i przepuszczamy, ale tak, że ja tego nie widzę? Byłoby to logiczne rozwiązanie, bo przecież zwykle jesteśmy miłe i uczynne i chcemy spełniać oczekiwania innych, a z kierownicą w rękach taka przemiana? To chyba coś ze mną jest nie tak i nie ma co sióstr denerwować jakimiś prowokacyjnymi hipotezami, które formułowałam w tamtym starym felietonie. Jedna z nich brzmiała tak: „Im mniej korzystamy ze swoich praw w życiu, tym bardziej odreagowujemy na drodze i nie oddamy ani centymetra naszego pasa! Schowane za szybą samochodu egzekwujemy swoje prawa bezlitośnie, jak najeźdźczynie na terytorium wroga”. Och, czego ja tam nie wypisywałam! Czytam teraz z lekkim zawstydzeniem, bo przecież to nie mogła być prawda, skoro kobiety zaprotestowały. „Masz zamiar zmienić pas przed skrzyżowaniem, bo zmieniłaś plany, więc jak będzie zielone, chcesz wjechać przed kogoś, włączasz kierunkowskaz, nawiązujesz kontakt wzrokowy i sprawa załatwiona, lecz nie zawsze. Z kobietą za kierownicą kontaktu wzrokowego nie nawiążesz”. Nawet jeśli przypadkiem na ciebie spojrzy, to zaraz się odwróci i nie wpuści. No i tak to właśnie widziałam i myślałam sobie, że może za te wszystkie lata spełniania oczekiwań kobieta bierze odwet i daje nauczkę, że trzeba było wcześniej pomyśleć, a nie wpychać się na jej pas, bo ona tu jest królową i decyduje, i może nie chcieć stracić ani sekundy.

Pisałam również o sytuacjach, w których kobieta sekundy nie traci, ale i tak ci nie ułatwi. Chcesz wyjechać z małej uliczki i skręcić w lewo, a na prawym pasie dużej ulicy korek, nie chcesz go wcale wydłużać, chcesz tylko przeciąć ten pas i jechać swoim, który jest pusty. Ale żebyś mogła przeciąć zapchany pas, inni muszą dać ci szansę i zwykle dają. Nawet jeśli ktoś zablokował wyjazd, szybko się mityguje, cofa pół metra lub podjeżdża do samochodu stojącego przed nim, by zrobić miejsce. Ale jeśli blokuje kobieta, to nic z tego. Nie widzi cię i żadne twoje znaki nie pomogą. Trzy kobiety z rzędu to pech, jakby kot przebiegł ci drogę – 10 minut bezsensownego czekania.

No nie mogło to się podobać, bo chyba niemożliwe, żebyśmy w samochodzie były takie dla innych niemiłe?

Tu zaszła zmiana?

Postanowiłam to sprawdzić i zrobiłam nowe badania. Zrezygnowałam z własnych obserwacji i przeprowadziłam ankietę na Facebooku. Wypełniło ją 58 osób płci obojga, choć kobiet znacznie więcej. Nie była to próba losowa, więc wyniki łatwo podważyć, ale chyba lepiej im się przyjrzeć, bo jeśli kilkadziesiąt osób widzi coś podobnie, to rzecz warta jest zastanowienia. Pytałam nie tylko o to wpuszczanie i przepuszczanie, ale też o zwyczaje, nawyki i umiejętności i tu wiele kobiet mi zaimponowało. Na przykład tym, że potrafią same zmienić koło, umiejętność coraz rzadziej potrzebna, ale czasem się jednak przydaje, co kilka z nich miało okazję sprawdzić, choć nie do końca, bo gdy tylko zaczęły odkręcać koło, zatrzymywał się jakiś mężczyzna, żeby im pomóc.

A jak to jest z kobietami? Może zacznijmy od pieszych chcących przejść przez pasy – przepuszczają ich czy nie? Większość kobiet odpowiedziała, że to zależy od kilku czynników: od tego, czy bardzo się spieszą, od tego, czy za nimi jedzie dużo samochodów (jeśli tak, to się zatrzymują, jeśli nie – to pieszy może chwilę poczekać i przejść za nimi), od tego, w jakim są nastroju, czy musiałyby gwałtownie hamować, czy nie są zajęte własnymi myślami albo czy zdążą przejechać, jeśli jadą lewym pasem, nawet gdy pieszy już wchodzi na jezdnię. Wiele czynników musi zadziałać, żeby kobieta przepuściła pieszego! Być może po latach przepuszczania nas w drzwiach przez mężczyzn trudno uwierzyć, że to my mamy kogoś przepuszczać? Z kolei mężczyźni na to samo pytanie zgodnie odpowiedzieli, że zwykle się zatrzymują, chyba że bardzo się spieszą lub musieliby gwałtownie hamować. A właśnie, pośpiech! To on często sprawia, że nie chcemy nikogo przepuszczać ani wpuszczać przed siebie, ani pozwolić mu przed sobą przejechać, bo skoro się spieszymy, to niech nikt na nic nie liczy!

Mój czas jest ważniejszy niż twój

Z ankiety wynika, że strasznie nas złoszczą faceci, którzy chcą się przed nas wcisnąć, bo niby dokąd się spieszą? Odebrać dzieci z przedszkola i zrobić obiad? Ha, ha, niedoczekanie, będziemy im utrudniać wciśnięcie się, bo nasz czas jest ważniejszy niż ich!

Najbardziej nie lubimy, gdy ktoś chce się wcisnąć, nie nawiązując kontaktu wzrokowego i nie zostawiając nam miejsca na decyzję. Ale jak ten ktoś ma to zrobić, skoro patrzymy ciągle przed siebie? Na pytanie, z kim łatwiej jest nawiązać kontakt wzrokowy, respondenci niezależnie od płci odpowiedzieli niemal jednogłośnie, że z mężczyzną! Jeśli my czegoś potrzebujemy, to nawiązujemy kontakt wzrokowy i uśmiechamy się miło, ale jeśli to ktoś czegoś od nas chce, patrzymy prosto przed siebie i nie reagujemy. Być może obawiamy się zaczepek i stąd nasza wyniosłość, ale na drodze warto jednak sprawdzać, o co chodzi.

Pytane o to, z kim miały więcej miłych i niemiłych sytuacji na drodze, osoby badane odpowiedziały, że jednych i drugich miały więcej z mężczyznami. Można tłumaczyć to faktem, że mężczyzn wciąż jest więcej na drodze, ale sama liczebność wszystkiego nie wyjaśnia. Wiele wskazuje na to, że kobiety rzadziej wchodzą w interakcje z innymi kierowcami, po prostu jadą i już. Pytane o to, jakie emocje przeżywają za kierownicą, odpowiadały często, że są skoncentrowane, spokojne, zajęte własnymi myślami, ale czasami czują złość. Dają jej upust szczególnie wtedy, gdy jadą same. Partnerów starają się oduczyć uwag w rodzaju „baba za kierownicą”, ale same ich innym kobietom nie szczędzą, choć zwykle robią to w myślach. Często źle myślą również o mężczyznach na drodze i obdarzają ich epitetami.

Mam z tej ankiety tyle materiału, że mogłabym zrobić doktorat, a ja znowu wypisuję to samo! Wygląda bowiem na to, że kobiety za kierownicą nie są zbyt uprzejme wobec innych uczestników ruchu. No dobrze, nie wszystkie! Jedna z respondentek napisała, że zawsze, gdy widzi kobietę, która chce zmienić pas lub wyjechać z drogi podporządkowanej, to zatrzymuje się i wpuszcza ją z uśmiechem. Z nadzieją, że inne kobiety zaczną w końcu robić to samo. Gdybyśmy wszystkie zaczęły to robić, „baba za kierownicą” chyba nikomu już nie przyszłaby do głowy i nawet w korkach byłoby przyjemnie.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Seksownik”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze