fbpx

Kobieta w wyścigach samochodowych

Kobieta w wyścigach samochodowych
fot. materiały prasowe

Byłam przekonana, że w wyścigach płeć nie ma znaczenia. Ostatnio dowiedziałam się jednak, że różnie z tym bywa.

Zawsze wydawało mi się, że każdy uczestnik wyścigu koncentruje się, a przynajmniej powinien, na dotarciu do mety jako pierwszy. Nigdy nie miałam wrażenia, aby któryś z kolegów kierowców chciał specjalnie dać mi odczuć, że ze mnie słabszy zawodnik, bo akurat jestem kobietą. Wprawdzie słyszałam o tym, że podobno byli tacy, co mówili: „żadna baba mnie nie wyprzedzi – nigdy do tego nie dopuszczę”, ale do niedawna twierdziłam, że mnie to nie dotyczy. A tu niespodzianka! Ostatnio na imprezie dowiedziałam się od kolegi, który obsługiwał jako mechanik kilku zawodników, że… faktycznie niektóre zdarzenia na torze były skutkiem tego, że za kierownicą siedziała niewysoka blondynka a nie kolejny facet.

Wracając do rzeczy i wyścigów: to czy ja/my-kobiety byłyśmy traktowane inaczej na torze? Sądziłam, że nie, bo w końcu w kasku nie widać dokładnie, kto siedzi za kółkiem (chociaż na przedniej szybie mojego auta widniał duży napis „MAGDA”, więc nietrudno było się domyślić, kto prowadzi), ale ostatnio – co najlepsze: po kilku latach od startów – dowiedziałam się, że jednak niektórzy koledzy z toru nie podchodzili do tego całkowicie obojętnie.

Podczas jednej z imprez wspominaliśmy sobie wesołe czasy wyścigów i nagle.. „a pamiętasz, jak zmawiali się na Was przed wyścigami (chodziło o mnie i koleżankę z teamu)? To dopiero było dobre!”. „Nie, nie pamiętam. A poza tym, kto o zdrowych zmysłach miałby mi o tym powiedzieć?”. „A pamiętasz jak robili na Was nagonki?”. „Nie, nie pamiętam, bo wydawało mi się, że przez przypadek mam akurat tych dwóch zawodników wokół siebie, gdy nagle sama ląduję poza torem”.

A jednak, ku mojemu naprawdę dużemu zaskoczeniu (i wcale nie było mi do śmiechu), spychanie poza tor czy też uderzanie w róg zderzaka tak, aby obróciło samochód, lub walenie w bok przy wyprzedzaniu i machnięcie potem ręką na znak „sorry – nie chciałem, tak wyszło” – w niektórych przypadkach po prostu nie było… przypadkiem.

Oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich zawodnikach, ale okazało się, że takie rzeczy też miały miejsce. Nie wiem, czy to kwestia nieumiejętności trzymania „ciśnienia”, czy po prostu męski szowinizm? Zapewne to drugie, bo niektórym po prostu łatwiej było przegrać z mężczyzną na torze niż z kobietą. Bo co powiedzą koledzy? Baba cię objechała?! Jak to?! W sumie dla mnie osobiście to dosyć zabawne stwierdzenie, którego sama czasami nawet używałam. Oczywiście w żartach, bo jak inaczej można „pocisnąć” kolegom, niż w ten sposób wypomnieć im dalsze miejsce w stawce.

Po kilku latach dość dobrze znałam już kierowców i wiedziałam, na co ich niektórych stać. Rozpoznawałam, czy warto atakować, czy lepiej odpuścić, żeby narwaniec rozwalił się na kimś innym. No nic „zwycięzcy są na mecie”, lepiej przyjechać pozycję dalej niż zostać pod bandą po wyrzuceniu z toru przez przeciwnika.

A to wszystko dlatego, że mam różowy lakier na paznokciach!