Kobiety decydują jak chcą żyć. Jak walczyć ze stereotypami?

fot. iStock

Za wygraną w olimpiadzie matematycznej chłopcy dostali w nagrodę kostki Rubika, bo przecież muszą kształcić umysł, dziewczynkiszkatułki na biżuterię. Jak walczyć ze stereotypami? Przez mądrą edukację. Dlatego powstała Fundacja „Kosmos dla Dziewczynek”. Nie chodzi o mamienie ich obietnicami, że wszystko zawsze się uda. Raczej – że to one same decydują, jak pragną żyć.

Dojrzałyśmy do tego, żeby wziąć odpowiedzialność za pokolenie naszych córek i coś zmienić – mówią Sylwia Szwed i Ewa Pietruszczak, które wraz z innymi matkami założyły Fundację „Kosmos dla Dziewczynek”. Dzięki niej 11 października, w Międzynarodowym Dniu Dziewczynek, z zebranych na portalu crowdfundingowym pieniędzy wydano pierwszy numer pisma pod tym samym tytułem co nazwa fundacji.

Gosia Wdowik – również w kobiecym teamie – stworzyła w warszawskim teatrze Studio przedstawienie „Dziewczynki”, będące efektem spotkań i warsztatów właśnie z dziewczynkami w wieku od 9 do 13 lat. To opowieść o ich świecie i emocjach, których nie boją się wyrażać. – Ten spektakl powstał po to, żeby kobiety pamiętały, że też kiedyś były dziewczynkami – mówi grająca w nim dziesięcioletnia Stefa.

Jest nas armia

Jeśli ktoś ma córkę, która woli zabawy w piratów niż bajki o księżniczkach, może mieć problem ze znalezieniem dla niej odpowiedniej literatury. Przekonała się o tym amerykańska pisarka Erin Bried, której szalona inicjatywa stała się zapłonem do działania dla kobiet tworzących Fundację „Kosmos dla Dziewczynek”. Zebrała sumę potrzebną do wydania kwartalnika „Kazoo” dla dziewcząt w wieku od pięciu do dziesięciu lat, który zawiera teksty o nauce, sporcie oraz życiorysy inspirujących kobiet.

– Dziewczynki mają w tej chwili do wyboru pisma typu: „Barbie”, „Top Model”, „Czarodziejki W.I.T.C.H.” – bardzo różowe i hermetyczne, tzn. nieodnoszące się do realnej rzeczywistości, w której żyjemy. Nikt tam nie mówi: „Jesteś obywatelką Polski, częścią Europy i świata, masz wpływ na to, co się dzieje w twojej klasie, szkole, na twoim osiedlu”
– tłumaczy Sylwia Szwed. – W wielu pismach dla tej grupy wiekowej znajdują się odniesienia do bajek i zachęcanie do kupna kolejnych produktów. Wymyśliłyśmy taką strategię, że chcemy w tę lukę wcisnąć pismo, które będzie dziewczynki wzmacniać w poczuciu własnej wartości. I nie chodzi tu o mamienie ich obietnicami „Możesz wszystko!”, ale bardziej o pokazanie palety możliwości, narzędzi do własnego rozwoju i siły sprawczej małych dziewczynek.

Zaczęło się od grupy na portalu społecznościowym, która rozrastała się w szybkim tempie i wśród entuzjastów zebrała nie tylko rodziców, ale również kobiety pragnące zmienić coś w mentalności społecznej dla dobra przyszłych kobiet. – Zabrałyśmy się do tego, bo to dla nas osobiście ważny temat: ja chciałabym mieć takie pismo dla swojej córki – mówi Ewa Pietruszczak. – Nie przypuszczałyśmy, że to, co robimy, spotka się z takim odzewem, że jest nas armia. Z pomysłu pod tytułem „Zróbmy sobie magazyn”, rzuconego we wrześniu 2016 roku, w marcu powstała fundacja, której celem stało się kształtowanie środowiska wolnego od ograniczających je stereotypów. Teraz już wiemy, że chcemy zrobić pismo nie tylko dla siebie i naszych dziewczyn, ale też dla tych, które wzrastają w trudniejszym środowisku niż uprzywilejowane duże miasta.

Pomysł na spektakl „Dziewczynki” wziął się z obserwacji.
– Przy jednej z produkcji teatralnych pracowałam z dziewczynką, która wstydziła się być głośna i przerysowana – mówi Gosia Wdowik, reżyserka. – Ten wstyd był obecny w motoryce jej ciała, bardzo mnie to zainteresowało, bo przecież cała walka i praca, którą teraz wykonujemy jako kobiety, jest dla niej, dla takiej właśnie dziewczynki. Dlatego powstał spektakl, który traktuje o tym, że możesz wyrażać swoje emocje, nie musisz się ich wstydzić, masz prawo do bycia smutnym, do płaczu i gniewu. Jest też o akceptacji swojego ciała.

Na warsztatach prowadzonych przez choreografkę Martę Ziółek w ramach przygotowań do udziału w przedstawieniu dziewczynki mogły zadawać pytania dotyczące kobiecej cielesności, co na początku było trudne i wstydliwe, ale z czasem stało się czymś zupełnie zwyczajnym. Podczas pracy przełamały również bariery pozawerbalne: przestały się autocenzurować, czy w danej minie, pozie lub tańcu wyglądają brzydko i groteskowo. – Kiedy w świat poszła informacja, że robię taki spektakl, zgłosiło się do mnie bardzo dużo osób zainteresowanych tym tematem, wiele kobiet. Zrozumiałam, że jest to tak silnie w nas funkcjonujący temat, że oczekiwania również będą ogromne – wyznaje Gosia Wdowik.

Za głośna, za mądra

Na stronie Fundacji „Kosmos dla Dziewczynek” można przeczytać, że aż jedna czwarta dziewcząt w wieku od siedmiu do dziewięciu lat ma wątpliwości, czy lepiej być dziewczynką, czy chłopcem, podczas gdy sto procent chłopców uważa, że lepiej być chłopcem. Taka statystyka nie dziwi: w dziale dziecięcym w sklepie z zabawkami czy odzieżą nadal istnieje podział kolorystyczny ze względu na płeć – kolor niebieski dla chłopców, a różowy dla dziewcząt, podobnie sztywny podział panuje w ofertach zajęć pozaszkolnych – chłopcom proponowane są programowanie czy gry matematyczne, podczas gdy ich rówieśniczkom – tworzenie biżuterii albo fitness.
– Chcemy uczulać na stereotypy zdeterminowane przez płeć, kulturę i społeczeństwo takie jak te, że chłopcy są inteligentni i łobuzują (mają do tego prawo), a dziewczynki są pracowite i powinny być grzeczne. Brzmi jak banał, ale spotykamy się z tym na każdym kroku – mówi Ewa Pietruszczak. – Córka naszej znajomej razem z gronem kolegów i koleżanek z klasy była laureatką olimpiady matematycznej. W nagrodę chłopcy dostali kostki Rubika (bo to olimpiada matematyczna, dobrze, żeby rozwijali swój umysł), a dziewczynki dostały szkatułki na biżuterię. I to nie jest historia, która się dzieje w odległej galaktyce, to ma miejsce tutaj, w Warszawie. Zmasowany atak małych komunikatów, które pokazują dziewczynkom, gdzie jest ich miejsce. Oglądamy to potem na arenie dorosłych: 13 proc. kobiet w zarządach spółek, 12 proc. wśród rektorów wyższych uczelni – dodaje Ewa.

– My się nie czepiamy. Lubimy też różowy kolor, kochamy różowy i nie chcemy, żeby zniknął z powierzchni Ziemi. Chodzi nam o zniesienie tych sztywnych podziałów: że dziewczynki są chwalone za to, że bardzo dobrze wyglądają i ładnie się ubrały, za to, że dobrze wykonują swoje obowiązki i podporządkowują się zasadom, a chłopcy są chwaleni za zdolności, inteligencję i eksplorowanie świata – dodaje Sylwia Szwed.

– Podczas pracy z dziewczynkami przekonałam się, że od mojego i ich dzieciństwa nie zmieniła się przestrzeń bycia za. Bycia „za dużym”, „za głośnym”. Nadal obowiązują stereotypy, że jeśli jesteś „za mądra”, to jesteś kujonką, jeśli „za dużo płaczesz”, to jesteś histeryczką – te ramy „normalności” nie zmieniły się od lat – tłumaczy Gosia Wdowik. – Na przykład w czasie prób dziewczynki wstydziły się podnosić głos, musiały minąć tygodnie, zanim się na to odważyły. Dla mnie to oznacza, że nie do końca zmieniła się przestrzeń testowania siebie, czyli przyzwolenie na to, by sobie pozwolić na bycie innym.

Siostrzeństwo

Grające w spektaklu dziewczynki mają od 10 do 14 lat. Są odważne w wyrażaniu swoich opinii i bardzo świadome, żadna z nich nie wolałaby być chłopcem („Teraz już się przywiązałam do tego, że jestem dziewczynką”). Ale, co dla nich najważniejsze, mają ze sobą świetny kontakt, a ich więzi stały się tak bliskie, że mogą razem płakać i się śmiać, czego nie potrafią chłopcy. – Wierzymy sobie i mamy do siebie zaufanie. Tak jak ja z moją mamą: wszystko jej mówię. A jeszcze nie spotkałam takiego chłopaka, który by czegoś nie wygadał – tłumaczy Stefa.

– Walczyliśmy bardzo o zbudowanie w czasie prób wspólnoty między tymi dziewczynami, i to nam się udało. One poczuły to sisterhood – siostrzeństwo. Zrozumiały, ile mogą sobie wzajemnie dać, zaprzyjaźniły się, spotykają się poza teatrem – mówi Gosia Wdowik.

Zapytane o różnice w postrzeganiu chłopców i dziewczynek podają przykład piłki nożnej: ludzie zakładają z góry, że dziewczyna nie może w nią grać, bo biega wolniej od chłopców, a przecież to nieprawda. – Jeśli nie mogę czegoś robić, to walczę o to, żeby móc to robić. Kiedyś chłopacy nie pozwalali nam grać w piłkę, więc poszłam i zapytałam ich dlaczego. Okazało się, że bali się spróbować, chociaż tak naprawdę chcieli. Po godzinie wszyscy świetnie się razem bawiliśmy – opowiada Stefa. – Patrząc na chłopaka, myśli się: „Pewnie jest dobry z matematyki i szybko biega”, a od dziewczynki wymaga się, żeby była grzeczna, uczesana i żeby ładnie wyglądała. Dopiero jak się z nią porozmawia, widać, że jest np. bardzo mądra albo ma jakiś talent – mówi Jagoda. – Moje koleżanki z klasy bardzo zwracają uwagę na to, jak są ubrane. Ja nie, wolę czytać – dodaje Mimi.

W eseju „Rzucając jak dziewczynka: fenomenologia kobiecej cielesności w ruchu i przestrzeni”, przedrukowanym do programu spektaklu, Iris Marion Young pisze: „Dziewczyna uczy się aktywnie krępować swoje ruchy. Mówi się jej, że musi być ostrożna, aby się nie zranić, nie ubrudzić, nie rozedrzeć swoich ubrań; że to, co chciałaby robić, jest dla niej niebezpieczne […]. Badania wykazały, że małe dzieci obu płci kategorycznie twierdzą, że dziewczynki są bardziej narażone na zranienie niż chłopcy, że dziewczęta powinny pozostawać blisko domu, podczas gdy chłopcy mogą się poruszać i eksplorować”.

– Pracując nad przedstawieniem, stworzyłyśmy dziewczynom możliwości eksplorowania własnych granic, dałyśmy im przestrzeń na wyrażanie siebie, na powiedzenie: „To chcę, a tego nie chcę” – mówi Gosia Wdowik.

Od kilku miesięcy krąży w Internecie zdjęcie kartki, na której nauczycielka w pewnej szkole napisała: „Chcę, żeby dziewczynki na całym świecie wiedziały, że…”, i poprosiła dzieci o dokończenie zdania. Kartka zapełniona jest różno-kolorowymi, czasem koślawymi i błędnie zapisanymi wypowiedziami, które brzmią jak manifest: „nie muszą być piękne”; „mogą pracować na budowie”; „mogą mieć krótkie włosy”; „nie muszą mieć męża”; „nie muszą mieć dzieci”; „mogą się złościć”; „mogą być odważne”. Stefa, Mimi, Jagoda i Pola po namyśle dopisują do tego własne zdania: „nie muszą być takimi słodziutkimi, kochanymi przez wszystkich, grzeczniutkimi dziewczynkami”; „mogą być wolne”; „mogą być, kim chcą”; „nie muszą lubić koloru różowego”. – Lubię takie zdanie, które bym tu dopisała: „mężczyźni są z Marsa, a kobiety? Skąd chcą” – mówi Jagoda.

Znikające dziewczynki

W procesie, którego podjęły się autorki spektaklu i twórczynie magazynu, w czasach kiedy kobiety coraz liczniej wychodzą na ulicę bronić swoich praw, niezbędna okazała się autoanaliza i wgląd we własne doświadczenia. W obu wypadkach chodzi przecież o ideę, a nie wyłącznie o produkt. – Zajmujemy się tym tematem, mierząc się jednocześnie ze swoją kobiecością, bo każda z nas musi sobie odpowiedzieć na pytania: Jaką ja byłam dziewczynką? W jakim ja byłam kontekście? Co się wtedy ważnego wydarzyło w moim życiu? – tłumaczy Sylwia Szwed. – Praca nad poczuciem wartości mojej córki jest pracą zaczynającą się od mojego poczucia własnej wartości. Jeżeli ja nie umiem siebie przychylnie potraktować, tylko narzekam na nogi, uda, brzuch, to wysyłam swojej córce jasny komunikat, że wygląd ma ogromne znaczenie. To dotyczy również stosunku do pracy, umiejętności odpoczywania itd.

Fundacja „Kosmos dla Dziewczynek” w swoich planach idzie więc dalej – aby edukacja i wspieranie dziewcząt miały sens, trzeba dotrzeć także do ich rodziców i rówieśników płci przeciwnej. Dlatego w ofercie są warsztaty dla drugoklasistów o poczuciu własnej wartości.

– Przemawia przeze mnie idealizm, ale jeśli wzmocnimy poczucie własnej wartości zarówno u dziewczynek, jak i u chłopców, to tym dwóm płciom za kilkanaście lat będzie się łatwiej dogadać. Uważam, że świat powinien korzystać z dwóch rąk, a w tej chwili mamy ogromne niedoreprezentowanie kobiet, które niosą zupełnie inne – nie lepsze i nie gorsze – wartości niż mężczyźni. Świat traci na tym, że mamy znikające dziewczynki – mówi Ewa Pietruszczak.

Przedstawienie w Studio jest adresowane do dorosłych, bo to my powielamy pewne mechanizmy, powtarzamy błędy naszych rodziców, utrwalamy stereotypy. Również my mamy siłę sprawczą, aby coś zmienić. Zarówno dla nich, jak i dla siebie. – Pracując nad spektaklem, zauważyłam, że wchodzę w ten proces jako ktoś, kto go prowadzi – nie mądrzejszy, ale może bardziej doświadczony, a jednak są momenty, kiedy czuję , że taki etap bycia grzeczną dziewczynką, która sobie wciąż nie pozwala na pewne zachowania, nadal się u mnie nie zamknął. Zobaczyłam, jak mocno to, co czują te dziewczynki, jest dalej w nas, dorosłych – przyznaje Gosia Wdowik.

Być jak Hermiona

Kobiety tworzące „Kosmos dla Dziewczynek” reprezentują różne środowiska i przez ten magazyn chcą różne środowiska łączyć i docierać do odbiorców nie tylko z dużych miast. Temat przewodni pierwszego numeru to MOC. Są tam teksty naukowe, zaangażowane społecznie, wywiady z rówieśniczkami, które dokonały czegoś niezwykłego.

– To nie jest pismo pokazujące, jak osiągnąć sukces, chcemy raczej zasiać w głowie dziewczynki poczucie, że to ona definiuje swój sukces, definiuje, jak chce żyć – mówi Ewa Pietruszczak. – Chcemy pokazać, że w porządku jest też bycie zwyczajną dziewczynką, a w przyszłości: równie w porządku jest bycie matką siódemki dzieci hodującą marchewkę co bezdzietną zdobywczynią Nagrody Nobla w którejś dziedzinie nauki. Chcemy kształtować taką umiejętność stawania po swojej stronie w różnych życiowych sytuacjach.

Odzew na pierwszy numer „Kosmosu…” potwierdził zapotrzebowanie na tego typu wydawnictwo: egzemplarze znikały z półek Empiku, a na fanpage fundacji zaczęły spływać podziękowania, recenzje i zdjęcia zaczytanych dziewczynek i chłopców, często w towarzystwie dziadka lub taty.

– Wzięcie sprawczości w swoje ręce to długi proces. To odkrywcze też dla mnie jako kobiety: jak często jestem na poziomie „wyobrażonego”, czyli tego, co mi wolno, jak powinnam się zachowywać jako kobieta reżyser, jak mam prowadzić rozmowy z dyrektorami i aktorami, jaka powinnam być – przyznaje Gosia Wdowik. – Tego, kim jestem i jak chcę być postrzegana, dopiero się uczę. Podobnie jak tego, jak mam reagować w sytuacjach, w których nie jestem traktowana jako partner, bo nikt nas tego nigdy nie uczył. Uczę się, jak mówić „nie” i jak stawiać granice tak, żeby się w tych granicach czuć dobrze.

Pola, Jagoda, Stefa i Mimi – być może przez udział w warsztatach i spektaklu – zdają się już dobrze wiedzieć, czego w życiu chcą, a czego na pewno nie. Spośród bohaterek literackich nie wymieniają żadnej królewny, największym szacunkiem darzą Hermionę z „Harry’ego Pottera”, bo „dużo czyta i jest najmądrzejsza w całym Hogwarcie”. Pola uważa, że w społeczeństwie istnieje jeszcze dużo seksizmu i stereotypów, Jagoda chce być wolna, nie planuje dzieci i gotowania obiadów dla męża, Stefa zawsze będzie mieć swoje zdanie i chce walczyć o to, żeby mieć takie prawa jak chłopaki. A Mimi dodaje: „Ja chciałabym być kobietą mądrą”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »