Liściaste szczęście – dlaczego warto wypełnić domową przestrzeń zielenią?

Rośliny dekorują, oczyszczają powietrze i dobrze wpływają na psyche. (Fot. iStock)

Rośliny dekorują, oczyszczają powietrze i dobrze wpływają na psyche. Także te najzwyklejsze doniczkowe, które każdy z nas może hodować na parapecie w domu lub na biurku w pracy. To nic trudnego, a efekt murowany!

Powrót do źródeł

Rośliny to część naturalnego środowiska człowieka. Pojawiły się na Ziemi ponad 100 mln lat temu, a homo sapiens – niespełna przed 50 tys. laty. To oznacza, że człowiek nie zna świata bez roślin… Tymczasem rewolucja przemysłowa, a zwłaszcza ostatnie dekady intensywnej urbanizacji i rozwoju technologii oderwały nas od natury i trzymają dorosłego człowieka z uprzemysłowionego kraju w „zamknięciu” średnio przez około 70 proc. czasu. Skutki zdrowotne już dają o sobie znać – globalny wzrost zachorowań na astmę, alergie i choroby układu krążenia, ale też coraz częstsze depresje.

Oczywiście najlepiej byłoby zanurzyć się w naturze bezpośrednio, ale trudno uwierzyć, że nagle porzucimy ciepłe biura i wygodne kanapy i cofniemy się w stylu życia o 150 lat. Lepiej odwołać się do zasady małych kroków i powoli wprowadzać naturę do naszego codziennego środowiska. Jak? Na przykład wstawiać do domów i biur świeże kwiaty i rośliny doniczkowe. Nie tylko cieszą oko i czyszczą powietrze z zanieczyszczeń, poprawiają też nastrój, zmniejszają stany bólowe i odczuwalne zmęczenie, obniżają poziom stresu, a nawet prowadzą do większej produktywności. Ich bezcenny wpływ na dobrostan człowieka potwierdzają liczne badania naukowe, prowadzone od ponad 40 lat, m.in.:

  • Z badań norweskiego biologa, prof. Tøve’a Fjelda (obecnie na Norweskim Uniwersytecie Przyrodniczym) na temat komfortu pracy w biurach wynika, że obecność roślin w pomieszczeniach poprawia samopoczucie pracowników średnio o 23 proc. Naukowiec wziął pod uwagę takie dolegliwości, jak bóle głowy, przesuszenie skóry, podrażnienie oczu i błony śluzowej w nosie. Badaniem objęto także szpital radiologiczny w Oslo, gdzie dzięki obecności roślin stwierdzono nie tylko 25-procentowy spadek dolegliwości jak wymienione powyżej, ale i brak zmęczenia wśród personelu w ciągu dnia. Odnotowano także spadek nieobecności pracowników z 16 do 6 proc. Wreszcie, rośliny przyczyniły się do wyeliminowania przykrych zapachów chemicznych.
  • Virginia Lorh w Uniwersytetu Waszyngtońskiego łączy korzyści z obecności roślin doniczkowych w pomieszczeniach z poziomem wilgotności i poziomem zanieczyszczenia powietrza. Dzięki roślinom wilgotność wzrasta do 30 proc., osiągając w ten sposób minimum zalecane dla zdrowia i komfortu, a poziom pyłów, odpowiedzialnych m.in. za bóle głowy, kaszel i pozdrażnienie gardła, maleje o ok. 20 proc. Testy komputerowe wykazały także większą koncentrację, szybkość wykonywania zadań i mniejszy stres u pracowników – co daje o 12 proc. lepszą produktywność.
  • Naukowcy z wydziału medycznego Uniwersytetu Exeter opublikowali analizę opracowaną na podstawie danych prowadzonego przez kilkanaście lat badania gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii, które obejmowało corocznie ponad 10 tys. dorosłych. Badacze wywnioskowali, że u osób żyjących w bardziej zielonym środowisku deklarowany poziom stresu wyraźnie maleje, a zadowolenie z życia rośnie. Okazuje się także, że natura przyczynia się do odczuwania satysfakcji przez dłuższy czas niż udane małżeństwo albo wygrana w loterii.
  • Na terapeutyczną rolę natury wskazał też prof. Roger S. Ulrich, specjalista z zakresu architektury zdrowia z Texas A&M University, który już w latach 80. XX wieku porównał szybkość rekonwalescencji pacjentów chirurgicznych leżących w salach z widokiem na drzewa z tymi, którzy byli skazani na widok ściany. Szczęśliwcy w kontakcie z naturą szybciej dochodzili do zdrowia, mieli mniej powikłań oraz mniej skarżyli się na pielegniarki. Kolejne badanie prof. Ulricha dowiodło, że na pacjentów szpitalnych dobrze wpływa także obecność roślin i kwiatów w salach – ci, którzy trafili do „zielonych sal”, przyjmowali mniej leków, mieli niższe ciśnienie i tętno.

Spytajmy eksperta

Dobra wiadomość – hodowlę roślin kupionych w doniczkach możemy zacząć w dowolnym momencie, warto jednak pamiętać, że każda roślina żyje w cyklu rocznym: zima to czas spoczynku, czyli mniej podlewania i oświetlenia, na intensywny wzrost przyjdzie czas wiosną i latem.

Przy wyborze roślin kierujmy się stanowiskiem, jakie będziemy mieć dla danej rośliny (nie posadzimy cieniolubnej paprotki na słonecznym parapecie czy kochającego słońce fiołka afrykańskiego na ukrytej w rogu półce), a także stylem życia – jeśli często wyjeżdżamy, lepiej wybrać np. sukulenty, które zniosą dłuższe okresy bez podlewania. Na początek polecam sansewierię, bo to łatwa w hodowli roślina i bardzo odporna. Poza tym dobrze oczyszcza powietrze i nadaje się do sypialni, gdyż produkuje tlen również w nocy.

Ilość roślinności w naszym mieszkaniu zależy przede wszystkim od naszych upodobań i czasu, jaki możemy im poświęcić. Modne dziś „domowe dżungle” są piękne, ale wymagają sporo pracy, bo nie wystarczy podlewać rośliny, trzeba też sprawdzać, czy nie chorują albo nie padły ofiarą ataku szkodników – zwłaszcza jeżeli chcemy, żeby zostały z nami na dłużej. Warto także patrzeć na swoją reakcję na rośliny w sypialni, bo niektórym trudno spać w pomieszczeniu, gdzie stoi dużo doniczek z kwiatami.

Jeśli chcemy, żeby nasze rośliny rosły i piękniały, to dobrze jest „zaprzyjaźnić” się z nimi – poznać ich upodobania, obserwować je, być uważnym na drobne zmiany, tak jak np. usychające końcówki liści czy przebarwienia. Wtedy będzie łatwiej nam utrzymać je w dobrym zdrowiu, a one odwdzięczą się pięknym wyglądem. W Internecie można znaleźć wiele stron i profili prowadzonych przez miłośników roślin – warto je oglądać i korzystać z wiedzy innych osób, aby uniknąć powtarzających się błędów albo szybko naprawić te, które popełniliśmy.

Feng shui i domowa zieleń

Ta starożytna chińska sztuka planowania przestrzeni w zgodzie z naturą ma kilka wskazówek dotyczących roślinności w mieszkaniu:

  • W pomieszczeniach dobrze jest stawiać rośliny doniczkowe lub świeże kwiaty cięte, lepiej unikać suszonych kompozycji, które symbolizują śmierć i niepłodność. Niewskazane jest także bonsai, kojarzone z nienaturalnym i spowolnionym rozwojem.
  • Rośliny mogą znaleźć się w każdym miejscu w domu, poza toaletą. Sypialnię dobrze jest zdobić roślinami kwitnącymi lub kwiatami ciętymi w kolorze czerwonym – wzmacniają namiętność, różowym – pomagają w zachowaniu wierności, i białym – wnoszą spokój.
  • Kaktusy symbolizują sukces i uznanie zawodowe. Dobrze stawiać je w pomieszczeniach biurowych i innych miejscach pracy. Zwłaszcza że wchłaniają promieniowanie emitowane przez komputery.
  • Zaokrąglone liście roślin przynoszą mieszkańcom pieniądze, grube i mięsiste – szczęście, długie – pozytywną energię.
  • Rośliny ustawione przy wejściu podtrzymują pozytywną energię, a te na balkonie i w oknach przyciągają dobrą energię ptaków i motyli.
  • Co symbolizują poszczególne rośliny? Bambus – powrót do źródeł, koncentrację i poczucie bezpieczeństwa; fikus – wewnętrzny spokój; bluszcz – jedność i zgodę; orchidea – kobiecość i wrażliwszą intuicję; narcyz – wielkie szanse; chryzantema – życie na luzie; drzewko szczęścia – obfitość.

Naturalne filtry

Rośliny nie tylko zdobią nasze pomieszczenia, ale i nam pomagają. Dzięki procesowi fotosyntezy przekształcają dwutlenek węgla w tlen, następnie „pocą się”, co zwiększa wilgotność w pomieszczeniu i prowadzi do poprawy powietrza. Liście chłoną niektóre szkodliwe substancje z otoczenia i część z nich niszczą, a inne – magazynują. Co ciekawe, rośliny mają swoistą specjalizację. Jakie kwiaty doniczkowe szczególnie wesprą nas w walce z domowymi toksynami?

  • Anturium – bardzo skuteczne jako neutralizator amoniaku występującego w niektórych środkach czystości i ksylenu, znajdującego się w rozpuszczalnikach i farbach. To łatwa w hodowli roślina, dobrze sprawdzi się w łazience i w kuchni, ponieważ kafelki i łączące je fugi są zazwyczaj siedliskiem zanieczyszczeń na bazie amoniaku, a wilgotne środowisko jej sprzyja.
  • Bluszcz – nieoceniony w pochłanianiu formaldehydu, który jest związkiem prawie wszechobecnym – trafimy na niego w domowej chemii, ale też w dywanach i odzieży. Bluszcz doskonale sprawdzi się w pomieszczeniach po remoncie, w kuchni i łazience. Nie wymaga szczególnej troski, jedynie lepiej unikać stawiania go w miejscach suchych i gorących, a regularne zraszanie liści uchroni roślinę także przed konsekwencjami przeciągów.
  • Fikus benjaminek – jest notowany wysoko wśród roślin skutecznych w walce z formaldehydem, amoniakiem i ksylenem. Lubi nasłonecznione miejsca (bez bezpośredniej ekspozycji na światło) i temperaturę ok. 20 stopni C. Benjaminek ma jednak i drugą twarz – nie nadaje się dla alergików i w żadnym wypadku do domów z małymi dziećmi, ponieważ jego liście, łodyga i wydzielany sok są toksyczne.
  • Paprotka – niekwestionowana liderka w rywalizacji z formaldehydem i ksylenem. Lubi jasne pomieszczenia, regularne nawożenie i troskliwe nawadnianie – od wstawiania do miednicy z wodą wiosną i latem po podlewanie, dopiero gdy ziemia całkiem wyschnie – zimą. Służą jej prysznice – poza nawodnieniem pozwalają spłukać drobne pajęczaki, które lubią gromadzić się na jej liściach, ze szkodą dla rośliny.
  • Skrzydłokwiat – wyłapuje lotne związki organiczne wydzielane przez niektóre produkty używane przy remontach (szpachle, farby, kleje). To roślina łatwa w uprawie, przyzwyczajona do zacienionych i ciepłych pomieszczeń i bardzo dekoracyjna. Lubi wilgotność, więc może trafić także do jasnej łazienki. Nie znosi dwóch rzeczy: wody w podstawce i przesadzania.