fbpx

Mama na urlopie. Katarzyna Błażejewska-Stuhr o wakacjach z dziećmi

Mama na urlopie. Katarzyna Błażejewska-Stuhr o wakacjach z dziećmi
Katarzyna Błażejewska-Stuhr (fot. Andrzej Szopa)

Wielu osobom wydaje się, że posiadanie małych dzieci oznacza wczasy w kurorcie albo wyjazd na działkę. Katarzyna Błażejewska-Stuhr widzi to zupełnie inaczej. A swoich synków uczy doceniać lokalne smaki.

Minimalistycznie z dzieckiem

Tylko raz wybrałam się na nieminimalistyczny wyjazd z dzieckiem. Mój starszy synek Staś miał wtedy cztery tygodnie, pojechałam z nim na konferencję naukową. Zabrałam przewijak, cały zestaw kosmetyków do mycia, wanienkę, sprzęt do wyparzania butelek, bo odciągałam mleko, żeby móc uczestniczyć w wykładach. Ciężarówka rzeczy… Po tym doświadczeniu stwierdziłam, że coś jest nie tak i nie będę więcej w ten sposób podróżować. I jak się okazało – to możliwe! Malutkie dzieci myłam potem w umywalce, a większe pod prysznicem. Zminimalizowaliśmy także ilość kosmetyków, na wyjazdach używam tego samego mydła do mycia co dzieci i ich maści z witaminą A jako kremu.

Wiadomo, że dla dziecka bierze się więcej ubrań niż dla dorosłego, ale przyznam, że mnie nie przeszkadza, jeśli chłopcy pochodzą w brudnych strojach. No i, co zabawne, ilość bagażu maleje przy kolejnym dziecku.

Kupa piachu i nuda

Zauważyłam, że moi chłopcy w podróży chętniej bawią się tym, co znajdą w lesie i na spacerze niż przywiezionymi zabawkami. Kiedy jedziemy za miasto, budują bazy i szałasy z patyków i gałązek. Mogą w nich siedzieć godzinami. To dla nich ciekawsze niż nawet tyrolka, którą zainstalował dla nich dziadek! Teraz dodatkowo mamy na działce górę wykopanej ziemi. Chłopcy kopią w niej labirynty dla mrówek, tory wyścigowe. Nie chcą nawet słyszeć o tym, że ta góra zniknie… Uważam, że zostawienie dzieciom wolności, a nawet przestrzeni do nudy jest bardzo wartościowe.

Na talerzu

W podróży stawiamy na kuchnię lokalną, lubimy z całą rodziną chodzić na miejscowe targi i próbować tego, czego u nas nie ma. Do mieszkania wybieramy też zazwyczaj nie hotele, a miejsca, w których jest kuchnia, więc możemy sami gotować, co na pewno ułatwia karmienie dzieci.

Jedzenie bierzemy ze sobą tylko na czas podróży. Choć ostatnio zaczęłam też wozić chleb żytni razowy, bo na przykład we Włoszech trudno o takie pieczywo. Moi synowie są bardzo otwarci na nowe smaki. Starszy dopiero po pójściu do szkoły dowiedział się, że można nie lubić ryb. Oczywiście nigdy nie zmuszam dzieci do jedzenia tego, na co nie mają ochoty, co najwyżej zachęcam i proponuję. Na pewno wynika to z mojego zawodu i podejścia do jedzenia w ogóle.

Towarzysze podróży

Wcześniej wydawało mi się, że wraz z pojawieniem się dzieci podróże trzeba będzie zawiesić, ale okazało się, że to nieprawda! Ostatnio pojechaliśmy nawet na tournée teatralne z zespołem mojego męża. To był świetnie spędzony czas, rodzinne przedpołudnia i wieczory ośmioletni Staś chciał spędzać w kulisach. Myślę, że rodzice często nie doceniają dzieci, a wystarczy ich traktować jak partnerów, żeby wspólne wyjazdy były naprawdę fajne. U nas w rodzinie panuje taki zwyczaj, że opowiadamy dzieciom, co można zobaczyć w danym miejscu, i one mówią, co chcą zobaczyć, a my wybieramy kolejny punkt do zwiedzania. Wtedy wszyscy mają poczucie, że są wysłuchani.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka, mama Stasia i Tadzia.

Uczta małego alergika
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze