fbpx

Manuela Gretkowska – Koniec cierpień

Manuela Gretkowska - Koniec cierpień
Na pieczęci znajduje się cała symbolika masońska, którą Manuela Gretkowska wykorzystała w „Faworytach” i pisaniu o Wenecji, mieście XVIII-wiecznych tajemnic, erotyki i masonerii. (Fot. Manuela Gretkowska)

Stuletnia pieczątka całkiem skutecznie zamknęła trudny etap w życiu pisarki Manueli Gretkowskiej.

Ta pieczątka jest ważna dla mnie z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego że to wyjątek. Przez całe życie nie udało mi się nic zachować, często się przeprowadzałam, dużo rzeczy musiałam zostawiać, inne się tłukły, zużywały. Natomiast ta jest solidnie niezniszczalna, zrobiona z litego metalu. Przetrwała sto lat, jak nie więcej. Po drugie, potwierdza moją wiarę w synchroniczność świata, jak powiedział Jung, a jak ktoś inny by to nazwał – w magiczność. Według mnie świat jest psychiczny, to znaczy nic się nie zdarza przypadkiem. I po trzecie, na pieczątce widnieje ważne zdanie, które stanowi mocną cezurę w moim życiu.

Skąd mam tę pieczątkę? W 1994 roku wróciłam do Polski z emigracji. To był przełomowy rok. Zamknęłam małżeństwo, skończyłam następny niezbyt udany związek, zaczęłam pierwszą pracę, przeprowadzałam się. W tym czasie wyreżyserowano w Bydgoszczy spektakl na podstawie mojego „Kabaretu metafizycznego”, więc z bandą znajomych pojechaliśmy na ostatnie próby i premierę. Podczas przedstawienia widzę siedzącego w pierwszym rzędzie człowieka koło trzydziestki, mówiącego razem z aktorami ich kwestie. Znał moją książkę na pamięć! A wiem, że to nie aktor. Po spektaklu podszedł do mnie, wręczył w prezencie tajemniczą pieczątkę i poprosił o spotkanie. Umówiliśmy się na Nowym Świecie, bo okazało się, że on przyjechał specjalnie na tę premierę z Warszawy. Bardzo mnie to wszystko zaintrygowało. Tym bardziej że siedziałam wtedy głęboko w Janie Potockim i w ogóle w XVIII wieku, co fascynuje mnie do dziś. Już w domu namoczyłam pieczątkę, przystemplowałam i zobaczyłam napis: „Tu koniec cierpień”. Na tej pieczątce jest kruk, trupia czaszka, czyli cała symbolika masońska, którą wykorzystałam w „Faworytach” i pisaniu o Wenecji, mieście XVIII-wiecznych tajemnic, erotyki i masonerii.

Spotykamy się w kawiarni, miło rozmawiamy. Dowiaduję się, że facet wie wszystko o mnie i mojej rodzinie. Zna mój numer telefonu, adres, PESEL i pewnie rozmiar buta. Przyznał, że gdybym się nie zgodziła na spotkanie, to by mnie porwał z ulicy. A to były nieciekawe czasy, pełne szemranych afer, ludzie znikali, wyławiano ich jak w „Długu” Krauzego z Wisły. Powiedział wprost o współpracy ze służbami. Fascynowała go moja twórczość i chciał mnie poznać. Więcej go nie widziałam. Może dlatego, że byłam miła i się spotkałam? Bo ja jestem miła dla wariatów. Kontakty z szaleństwem mam od urodzenia. Urodziłam się w szpitalu psychiatrycznym, gdzie mama pracowała przez 30 lat. Tomasz Mann pisał, że pewne rodziny przyciągają pieniądze, ja przyciągam szaleńców oraz okolice poczytalności. Męża poznałam, gdy pracował w szpitalu psychiatrycznym w Sztokholmie. Moje pisanie, obwarowane logiką, jest jednak, czego nie ukrywam, na granicy magii, psychodelii i odmiennych stanów świadomości. Może dlatego, że wcześniej, przez pracę mamy, wiedziałam, kim jest Korsakow (od zespołu alkoholowego) niż Czajkowski.

Ta pieczątka zmieniła dużo w moim życiu. Od tamtego czasu lepiej się chronię, i przed służbami, i przed szaleństwem. Rzeczywiście przyniosła mi koniec cierpień. Teraz tylko czasem życie ćmi, ale bez tragedii.

Manuela Gretkowska pisarka. właśnie ukazały się dwie jej książki: „Faworyty” (Znak) i nieoczywisty przewodnik „Wenecja. Miasto, któremu się powodzi” (Wielka Litera).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze