fbpx

Młodzieńcza krucjata, czyli najpierw natura, potem matura

Młodzieńcza krucjata, czyli najpierw natura, potem matura
20 września 2019 roku ulicami wielu polskich miast przeszedł Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Zamiast przygotowywać się do zaplanowanych na ten dzień przez nauczycieli testów, młodzi przygotowali hasła. Na zdjęciu: Warszawa, Aleje Jerozolimskie. (Fot. Maciek Jaźwiecki, Agencja Gazeta)

Coraz liczniejsze protesty młodych wobec otaczającego ich świata ujawniły ciekawy paradoks. Nastolatki są dziś często dojrzalsze i mądrzejsze od swoich edukatorów.

Dla dorosłych zawsze byłam trudna w odbiorze – śmieje się Ewelina Soroko, 17 lat, licealistka z Olsztyna, organizatorka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Założyła młodzieżowe stowarzyszenie Ostra Zieleń, walczące o czystą planetę, o prawa wykluczonych i tolerancję. Od dziecka była aktywna. Zawsze czymś zajęta. Pisała listy do maluchów z sierocińca, przygotowywała świąteczne paczki, a w szpitalu onkologicznym odwiedzała dziesięcioletniego chłopca chorego na raka. Sama miała wtedy 13 lat. – Starałam się go rozbawiać, rozmawiać o rzeczach mało istotnych, tymczasem chłopczyk mówił do mnie, że już nie chce żyć. Dlaczego? Przez to, jak ludzie go traktują. To znaczy jak? „Jestem łysy, mały, słaby. Dzieci się ze mnie czasem śmieją, ale dorośli zachowują się jeszcze dziwniej, nie potrafią ze mną rozmawiać. Albo wciskają mi, że wszystko będzie dobrze, a przecież nie będzie”, zwierzał się dziewczynie. Kilka tygodni później umarł.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta)

Dziś Ewelina działa w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, organizuje pikiety i blokady przeciw globalnej katastrofie na Ziemi. Przypomnijmy, MSK to protesty młodych na całym świecie, które rozpoczęły się od wystąpienia w 2018 roku nastoletniej aktywistki ze Szwecji Grety Thunberg. Zdecydowała się ona strajkować przed szwedzkim parlamentem na rzecz ratowania planety (nie poszła tym samym po wakacjach do szkoły). Od tego czasu nastolatki protestują w setkach miast na całym świecie, we wrześniu na ulice wyszły tysiące polskich uczniów z ponad 60 miast. Ewelinie też zdarza się zawalić lekcje. I nie ma z tego powodu specjalnych wyrzutów sumienia. „Dlaczego nie jesteś w szkole?”ˮ – dociekają starsi, gdy widzą ją leżącą na chodniku o 10 rano (co ma zwrócić uwagę, że świat powoli umiera). „Dlaczego nie jestem? – odpowiada jak echo. – Mam zajęcia na późniejszą godzinę”.

– Szóstki nie są moim priorytetem – podkreśla Ewelina. Podobnie myślących nastolatków jest dziś w Polsce więcej. W Olsztynie (w innych miastach też) młodzi ludzie na plakatach pisali: „Najpierw natura, potem matura”. W związku z tym niektóre szkoły wręcz odmówiły wywieszenia banerów strajkujących. „Co wy sobie wyobrażacie?! – burzyli się pedagodzy. – Takie hasła to przecież nic innego jak odejście od obowiązku szkolnego! Gdzie wasze ambicje? Czy wy w ogóle macie jakieś autorytety?”. Ależ mają.

Dzieci i ryby

Jesienią na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym w Krakowie, przed gmachem Muzeum Narodowego pojawiło się znamienne hasło:

„Dzieci i ryby swój głos mają”

– Niektórym jeszcze niedawno wydawało się, że dzieci, często na własne życzenie, nie mają światu nic szczególnie ważnego do powiedzenia – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka rozwojowa z Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje, że przez ostatnie dekady młodzi ludzie byli przez ekspertów postrzegani często jako pasywni, egocentryczni, roszczeniowi, niedojrzali. – Po części to była prawda, pokolenie rodziców, które pamiętało jeszcze przaśne czasy PRL, chciało obsypać swoje dzieci wszelkimi dobrami, usuwali im najdrobniejszy pyłek spod nóg, pojawiły się zjawiska takie, jak maturzysta, któremu mama przed egzaminem zawiązuje sznurówki. Ważniejsze niż przygotowanie do życia było to, że córka gra na skrzypcach, tańczy w balecie i zna trzy języki. Według dr Piotrowskiej skrzypaczki i baletnice zdały sobie w końcu sprawę, że życie jest gdzie indziej. Niekoniecznie na kolejnych zajęciach dodatkowych. I że ich kompetencje intelektualne nie przydadzą się szczególnie w świecie, w którym może zabraknąć wody i drzew.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Krakowie. (Fot. Jakub Włodek, Agencja Gazeta)

– Moi rodzice byli najszczęśliwsi, gdy siedziałam za biurkiem. Ach, jak to wspaniale, że mała szlifuje angielski. A ja, owszem, szlifowałam, z koleżanką z Australii w kolejnej rozgrywce „Fortnite”, walcząc w sieci z okrutnymi awatarami – mówi nastoletnia Maja Nowak z Warszawy, dla której idolką była kiedyś Lady Gaga, ale teraz jest Malala Yousafzai, najmłodsza laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, postrzelona w wieku 14 lat przez talibów. – Choć zawsze mi się wydawało, że jest trochę jak postać z baśni, ktoś pomiędzy wojowniczką Xeną a Królewną Śnieżką. A prawdziwe dzieci nie mają w sobie tyle determinacji i odwagi, nie przydarzają im się przecież zamachy w autobusach.

Co innego nastoletnia Szwedka Greta Thunberg czy strajkująca w te wakacje w sprawie klimatu polska nastolatka Inga Zasowska. Nie groziły im ani kraty, ani bomby. Przypomnijmy, w sierpniu 2018 roku, w dniu, w którym powinna iść po wakacjach do szkoły, Thunberg stanęła pod szwedzkim parlamentem z kartką z napisem: „Strajk szkolny dla klimatu”. – Greta nie jest mityczną buntowniczką, jest jak koleżanka z sąsiedniej ulicy – tłumaczy Maja. – Opowiada o tym, jak świat jest zafałszowany. O tym, że dorośli próbują z niego zrobić wielką galerię handlową, duszną, pozbawioną powietrza i drzew. I o tym, że w dzisiejszym świecie wszystko jest na sprzedaż. A przecież nie jest. Mam nadzieję.

Sama nie brała udziału w pierwszym, wiosennym Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. – Coś we mnie na dobre odpaliło się dopiero w czerwcu – wyjaśnia Maja. Konkretnie na drodze w Bieszczadach, dokąd jechała na obóz wakacyjny. Wtedy poczuła, jak wielką siłę rażenia może mieć bunt jednej niedorosłej jeszcze osoby.

Jednym ruchem w łeb

– Dobić natychmiast – zarządził pan w kapeluszu. W ręce trzymał młotek, powoli zbliżał go do skroni zwierzęcia. – Na pewno żyje! – Maja przedarła się przez tłumek i nachyliła nad młodą sarną.

Jechała autokarem od rana. Nie znała tych, z którymi miała spędzić kolejne dwa tygodnie. Przypatrywała się nowym znajomym. Nie mieli więcej niż 15 lat. „Dziwni są – pomyślała. – Milczący, osobni, wpatrzeni w ekrany smartfonów, jakby zawieszeni w czasie”. Też taka przecież trochę była. Zatopiona w swoich myślach i grach, skoncentrowana na krótkich celach. Cel główny: spędzić wieczór z Mary z Sydney i „Fortnite”.

Przysypiała, gdy rozległ się pisk opon. Wylądowali na poboczu. Gdy wyszła, większość dorosłych zdążyła już okrążyć leżącą na jezdni sarnę. Zwierzę ledwo oddychało. „Po policję trzeba dzwonić” – krzyczała wychowawczyni . „Po co?”, obruszył się pan w kapeluszu i z młotkiem w ręku. To on zaordynował, by sarnę wykończyć natychmiast. Jednym ruchem w łeb i po kłopocie.

– Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło, ale zasłoniłam sobą sarnę – wspomina Maja. – Powiedziałam: „Nie ruszę się, dopóki nie przywiozą weterynarza. Macie na to dziesięć minut!”. Zapamiętała wzrok kolegów – pomieszanie zdumienia z politowaniem. Ktoś nerwowo jadł czipsy, ktoś opowiedział średnio śmieszny kawał o dwóch pikselach na pustyni. „Nie dojedziemy na miejsce przed świtem – histeryzowała opiekunka obozowa. – Kto za to beknie? Przecież nie ta smarkula” – spojrzała na Maję. „Niech pan to dobije, byle szybkoˮ– zwróciła się do starszego pana. I wtedy koledzy przestali jeść czipsy, część podeszła do Mai i stanęła obok niej. Wysoki blondyn, lat 14, wyciągnął telefon i włączył wyszukiwarkę z adresami gabinetów weterynaryjnych.

Weterynarz odsunęła tłumek nastolatków. „Damy radę” – szepnęła do sarny. „Przeżyje?”, pytała Maja. „Musi”, uśmiechnęła się lekarka. Podeszła do dziewczyny: „Rób tak dalej, to ważne”.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Łodzi, ulica Piotrkowska. (Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta)

Już następnego dnia ktoś z uczestników obozu wpadł na pomysł, by opracować plan awaryjny w przypadku, gdy na drodze zostanie potrącone zwierzę. Okazało się, że często służby odpowiedzialne za pomoc w ratowaniu zwierzęcia umywają ręce, a lecznice nie przyjmą ofiary, bo brak miejsc. – Na obozie udało się stworzyć „instrukcję obsługi” dla tych, którzy są sprawcami lub świadkami zranienia zwierzęcia na drodze. Zabraliśmy do domu kopie ulotek z takim abecadłem, rozdawaliśmy je znajomym, rodzicom, w szkole – opowiada Maja. I dodaje: – W życiu chyba nie czułam się tak naładowana energią, potrzebna. Taka ważna.

Ruscy

– Dorośli? Nic nie wiedzą o świecie. Najmniej o nas – uważa 14-letni Marcin Tomaszewski (nazwisko zmienione) z Wrocławia, który jeszcze rok temu namiętnie słuchał Popka i oglądał na ekranie pijackie awantury patostreamerów. „Dziecko – wzdychała jego matka – chociaż raz na spacer byś wyszedł”.

Marcin: – Sama w tym czasie szła po butelkę wiśniówki, bo odkąd zostawił nas ojciec, nie daje sobie rady.

Wiosną ubiegłego roku do jego podstawówki zapisało się rodzeństwo zza wschodniej granicy: trzech chłopców i dziewczynka. Wystarczyło kilka tygodni, by społeczność szkolna zamieniła „ruskich” w worki treningowe. – Dostawało im się za wszystko – opowiada Marcin i wylicza: za akcent, za uśmiech, nawet za to, że na przerwach nie jedli kanapek, tylko stali przy oknie ze wzrokiem wbitym w śmietnik. Najstarszy był Witalij. Wysoki, z długimi włosami, najkami ze szmateksu.

Lekcja WOS. Temat: „Jak współcześni Polacy krzewią dziś tradycję tolerancji wobec obcych”. „Uchodźców sobie darujemy, o gejach mówi się ostatnio za dużo, może porozmawiamy o naszych najbliższych sąsiadach? Kolegujecie się z nastolatkami z sąsiednich bloków? Gracie sobie razem w piłkę?”– zagaiła pani od WOS. „Gramy! Tylko za piłkę robią nam »ruscy«” – zaśmiało się pół klasy. Marcin popatrzył na sztywnego ze strachu Witalija.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta)

Namówił go ostatecznie, by przyprowadził do parku wszystkich młodych Ukraińców, których znał. Przyszło 12. Zagrali w nogę, w kosza, Marcin, który ćwiczył sztuki walki, pokazał im, jak jednym ruchem zasłonić twarz przed kopniakiem. Kiedyś coś mu strzeliło do głowy, poszedł do wychowawcy i zapytał, czy nie warto zrobić jakichś warsztatów polsko-ukraińskich. Nauczyciel westchnął, po czym zgodził się, ale tylko na zajęcia kulinarne. – Dorośli, poza wyjątkami, to zwykli tchórze – uważa Marcin.

Za i przeciw

– Często są po prostu niedouczeni – dopowiada Dominik Kuc, aktywista ruchu LGBTQ, który w 2018 roku jako licealista stworzył ranking warszawskich liceów przyjaznych młodzieży nieheteroseksualnej. Stworzył taki ranking także dlatego, że dorośli nie potrafi li zrozumieć problemów osób o innej orientacji seksualnej, bo tych problemów po prostu nie znali. – Miałem 12 lat i już wiedziałem, że jestem gejem. Ale każda próba rozmowy na ten temat z dorosłymi, wyłączając szkolną psycholożkę, kończyła się fiaskiem – przyznaje Dominik. – Do dziś w polskiej szkole można od nauczycieli usłyszeć, że należy się wystrzegać gejów, uchodźców i Żydów.

Dominik Kuc swoim raportem zaraził młodych w innych miastach. Na podobny ranking zdecydowały się na przykład szkoły średnie w Koninie. – W Koninie! Mieście, w którym jeszcze niedawno oficjalnie nie było żadnego młodego geja.

Zauważył prawidłowość: młodzi ludzie są aktywni tam, gdzie dorośli nie przeszkadzają w działaniu. – Fajnie, jeśli ktoś wspiera nastolatków, ale naprawdę wystarczy czasem, że im tylko trochę zaufa.

Przyznaje, że on z wyjściem w przestrzeń publiczną z akcją musiał zmierzyć się samotnie. Na szkołę, na rodzinę nie liczył, do dziś ma problemy ze szczerą rozmową o swojej tożsamości z rodzicami. Okrzepł jednak, poradził sobie. Działa także na rzecz ekologii. – W tej dziedzinie mamy mocne zaplecze – wtrąca. – Naukowców, którzy w większości są naszymi sprzymierzeńcami.

Jak choćby prof. Wiktor Kotowski, biolog i ekolog z Uniwersytetu Warszawskiego, pomysłodawca i współtwórca listu poparcia naukowców dla Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. – Uznałem to poparcie za ważne, tym bardziej że to właśnie najmłodsi, często jeszcze przecież dzieci, najszczerzej domagają się od polityków, by ci wreszcie zaczęli naukę traktować na serio. By zajęli się czymś istotniejszym niż czubek własnego nosa – mówi.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Szczecinie. (Fot. Cezary Aszkiełowicz, Agencja Gazeta)

Zdaniem Kotowskiego buntowi młodych sprzyja szeroki dostęp do wiedzy. – Oni wykorzystują komputery nie tylko do gier, ale też do zdobywania informacji. W przeciwieństwie do wielu rządzących uważnie czytają doniesienia na temat katastrofy klimatycznej, katastrofy, która się rozpędza, zmiany są drastyczne i, niestety, tak szybkie, że mogą zdestabilizować świat w perspektywie kilkudziesięciu lat. Ale który polityk przejmuje się perspektywą kilkudziesięciu lat? Ich interesuje to, co będzie za rok, góra cztery lata, czy uda im się wygrać wybory. Dzieci, które nie mają „dorosłych” obowiązków, pracy, kredytów, rachunków, żyją w mniejszym niż starsi dysonansie poznawczym. Dysonansie polegającym na tym, że z jednej strony wiemy o poważnych zagrożeniach, z drugiej – skupiamy się jednak na bieżących sprawach, które są ważniejsze. A nie są!

Według Kotowskiego rewolucję młodych można porównać do buntu z 1968 roku. Buntownicy są dziś młodsi (wtedy protestowali głównie studenci), bo świat przyspieszył, młodzież również.

Jakoś się wyżywią

Na jesiennej akcji protestacyjnej nastoletnich ekologów ze Śląska na Targach Górniczych dorośli związani z przemysłem węglowym próbowali przekonać dzieci, że jeśli zamknie się w Polsce kopalnie, w ich domach nie będzie prądu. W szpitalach nie będzie! Ludzie zaczną umierać. Dzieci jakoś nie uwierzyły.

Maja przyznaje, że – jeśli chodzi o niektórych dorosłych – pozbyła się złudzeń. Ostatnio próbowała znaleźć tymczasowy dom dla sześciu kociąt, których matkę ktoś, w ramach rozrywki, wrzucił do ogniska. – Prywatne schronisko poradziło mi zostawić maleństwa w lesie. Może się jakoś wyżywią. Przecież są dzikie.

Marcinowi lepiej się powiodło. Znalazł kogoś, kto tworzy sieć towarzyską dla Polaków i Ukraińców w każdym wieku, Witalij ma dzięki temu już trzech nowych kumpli. I coraz bliżej mu do ekologii. – Możemy działać na różnych polach. Ale wojna o klimat to podstawa.

Aleksandra Taran, licealistka z Krakowa (współtworzyła w mieście strajk klimatyczny): – Niestety, nie wszyscy rozumieją, że to nie są żadne fanaberie, tylko nasze być albo nie być.

Trochę ją śmieszy, trochę oburza, gdy widzi, jak prezydent Polski (podczas strajku młodych w całym kraju) nabija w lesie papierki na patyk, a premier chwali się, że w jego gabinecie nie będzie już plastikowych kubków. – Przecież to dziecinada!

W dzień strajku nauczyciele w niektórych krakowskich szkołach zapowiedzieli testy. Chcieli mieć dzieci pod kontrolą. Jak zawsze. Tym razem nie wyszło.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>