Nie maskotka a członek rodziny. Czego możesz nauczyć się od swojego psa?

Jeśli będziesz gotowy, aby uczyć się od swojego psa i uszanujesz jego odmienność - stworzysz fantastyczną relację. (fot. iStock)

Pies kocha bezwarunkowo, nigdy nie ocenia, a kiedy jest ci źle, cicho położy łeb na kolanach. Jeśli będziesz gotowy, by się od niego uczyć, i uszanujesz jego odmienność – stworzysz fantastyczną relację. Terapeutka zwierząt Aneta Awtoniuk i jej pies Frodo uchylają drzwi do psiego świata. Zagląda do niego Katarzyna Droga.

Psy towarzyszyły mi od dziecka. Znam dobrze terapeutyczną moc psiego spojrzenia, gdy człowiekowi źle, szaloną radość powitania i wspólny smutek, kiedy trzeba pożegnać bliskie osoby. Z mojej przeprowadzki na wieś najbardziej ucieszyły się oczywiście psy: foksterier Kleks i miks Puszek, obecni członkowie mojej psio-kociej rodziny. Właśnie takiej, bo niedawno wprowadził się do nas kot Odysek i psy, ku mojemu zdziwieniu, zaaprobowały go bez szczeknięcia, co więcej: razem urządzają polowania na myszy.

Myślę, że na to, jaka jestem, w dużej mierze wpłynęły psy: od kiedy sięgam pamięcią, zawsze jakiś był obok. Barry Pierwszy, który skakał za mną do każdej wody i wyciągał za rękę na brzeg. Barry Drugi, który odprowadzał mnie do szkoły, na studniówkę i egzamin maturalny. Najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa to łeb Wigora, airedale teriera, pochylony nade mną. Pewnie dlatego kształt terierów jest bliski mojemu sercu i utrwalił mi się w podświadomości jako symbol bezpieczeństwa. Pewnie dlatego Kleks jest terierem.

Aneta Awtoniuk, behawiorystka zwierząt, z którą rozmawiam o niezwykłej relacji człowieka z psem, potwierdza te przypuszczenia. – W szkole Azorres zastanawiamy się czasem, co kierowało człowiekiem w wyborze takiego, a nie innego psa – mówi. – I okazuje się, że często było to właśnie mgliste wspomnienie: pies dziadków, pierwszy pies dzieciństwa, za którym potem się tęskni…

Jeśli będziesz gotowy, aby uczyć się od swojego psa i uszanujesz jego odmienność – stworzysz fantastyczną relację. (fot. iStock)

Psie serce i nauka

Frodo to owczarek niemiecki, pies nauczyciel, obecnie na emeryturze. Ma ponad 11 lat, z których dziewięć przepracował z Anetą na zajęciach szkoleniowych. – Mogę powiedzieć, że lata spędzone z Frodziem to najpiękniejsza podróż mojego życia – opowiada jego opiekunka. – Nikt mi nie dał niczego więcej ani głębiej niż ten pies, który wpuścił mnie do swojego świata. Do świata innego gatunku! Pracował ze mną, uczył inne psy manier, był łącznikiem między naszymi emocjami. Uczył psiej mowy ciała zwierzęta, które nie zostały tego nauczone przez rodziców czy rodzeństwo w gnieździe, bo na przykład zostały za wcześnie odebrane albo porzucone i potrzebowały konkretnej pomocy. Frodo potrafił powiedzieć mi, co one czują.

No właśnie, wiele osób wątpi w to, że zwierzęta mają uczucia. – Tylko człowiek, który nie miał kontaktu z psem, może w to wątpić. Psy potrafią być altruistyczne, tęsknią, przyjaźnią się, kochają, opiekują się innymi osobnikami – mówi Aneta. A współczesna nauka potwierdza to, co my, psiarze, wiemy od dawna. – Dzisiaj możemy badać mózg zwierząt bez żadnej szkody dla nich. Okazuje się, że nasze mózgi mają podobne obszary, które uaktywniają się w określonych sytuacjach społecznych. Na przykład podczas powitania z opiekunem w psim mózgu aktywizują się identyczne pola jak w mózgu dziecka, które wita rodziców. Stwór bez uczuć nie tęskniłby za człowiekiem, nie miałby lęków, nie okazywał radości. Nie czekałby rok na rondzie Grunwaldzkim na zmarłego człowieka jak krakowski Dżok, który ma tam pomnik – przekonuje Aneta.

Stado czy rodzina?

Czy pies postrzega nas jako stado? – Stado z definicji to zbiór osobników tego samego gatunku, zamieszkujących określone terytorium, wybierających spośród siebie najlepsze genetycznie osobniki do rozrodu. Nie ma więc czegoś takiego jak „stado ludzko-psie” – tłumaczy behawiorystka. – Owszem, zamieszkujemy wspólne terytorium, ale ani nie jesteśmy tego samego gatunku, ani nie chcemy mieć wspólnych młodych. Ja wolę używać słowa „rodzina” czy „grupa rodzinna”, co dobrze oddaje relację bez wskazywania dominacji. Pies ewidentnie jest członkiem rodziny. Szczeniak powinien być traktowany jak dziecko, które musi poznać zasady: jak się zachowywać w domu, jak na zewnątrz itd. Ale zwierzak dorasta i staje się samodzielny, jakby osiągał swoją „osiemnastkę”. To moment, kiedy dojrzewa biologicznie, czyli samiec podnosi nogę podczas siusiania, a suczka ma pierwszą cieczkę. Od tej pory trzeba traktować psa jak rówieśnika, np. brata, który z nami mieszka. I wówczas, gdy na przykład w rodzinie pojawi się dziecko, to pies nie poczuje się stratny ani zazdrosny.

Mogę potwierdzić tę teorię: moje psy inaczej zareagowały na wnuka Jerzyka, który pojawił się w naszym domu jesienią. Kleks, sam często traktowany jak dziecko, nie mógł opanować emocji, skakał, szalał, był zazdrosny. Puszek – ten poważny i dojrzały – usiłował karcącym szczekaniem poskromić Kleksa. Kot zaś zupełnie zignorował nowego członka rodziny. – Widać, że to Puszek rządzi w tej psio-kociej rodzinie – śmieje się Aneta.

Naturalny nauczyciel

Co daje wychowanie dziecka z psem? Uczy odpowiedzialności, akceptacji, ale nie tylko. – Dziecko uczy się od psa miłości – twierdzi Aneta Awtoniuk. – Odpowiedzialności też, ale to starsze dzieciaki. Kiedy człowiek jest całkiem mały i poznaje świat, to jego relacja z psem jest absolutnie czysta, bo pies nigdy nie ocenia. Dziecko dostaje od psa wielką pigułkę pewności siebie, odporności psychicznej oraz wiary we własne możliwości. Przecież kiedy zaczyna chodzić, mówić, rysować – to natychmiast chce pokazać to psu. Akceptacja, którą dziecko dostaje od zwierzęcia, jest bezwarunkowa. A jeśli chodzi o emocje, jest to relacja modelowa, bez zniecierpliwienia czy udawania. Rodzice są tylko ludźmi, mają prawo do gorszego dnia, poirytowania, zmęczenia.

Pies uczy też pewnej cennej umiejętności, nieznanej we współczesnym świecie: rezygnacji. Jeśli rodzice prawidłowo prowadzą relację dziecka z psem, wówczas maluch wie, że gdy pies leży na swoim posłaniu, to nie można do niego podchodzić ani proponować mu zabawy, bo odpoczywa. A kiedy dziecko umie zrezygnować na jakiś czas z zabawy z psem, który akurat śpi i nie można mu przeszkadzać, zyskuje bezcenną umiejętność, której współczesny świat w ogóle nie uczy – odraczania własnych żądań i oczekiwań na czyjąś korzyść. Uczy się więc też empatii.

Telefon do behawiorysty

Zdarzają się sytuacje trudne. Na przykład rodzina nie radzi sobie z psem zazdrosnym o dziecko i w końcu decyduje się na oddanie zwierzęcia.

– Rozstanie z psem to zupełnie niepotrzebny dramat i w 99 proc. przypadków nieuzasadniony – zapewnia Aneta. – Sytuacje trudne w relacjach między gatunkami zdarzały się od zawsze. A gdy jesteśmy stroną w tym kłopocie, czyli na przykład rodzicem dziecka, na które warczy pies, nie możemy obiektywnie ocenić zagrożenia. Mama zawsze będzie bać się o dziecko, to całkowicie normalna reakcja. Musi na to popatrzeć ktoś z zewnątrz, kto z całą odpowiedzialnością stwierdzi, czy zagrożenie istnieje, i powie, co można zrobić, żeby tę relację naprawić. Zawsze, kiedy mamy cień poczucia, że reakcja psa wobec dziecka czy nas samych jest podejrzana, niezrozumiała, to natychmiast dzwońmy do behawiorysty.

Głównym błędem ludzi, jak twierdzi behawiorystka, jest przeczekiwanie, wiara, że jakoś to będzie, pies się zmieni, przejdzie mu. Nie przejdzie, przeciwnie, zachowanie się utrwali, i wtedy będzie już znacznie trudniej sobie z tym poradzić. A kiedy był to zalążek problemu, mogło wystarczyć jedno spotkanie z behawiorystą. Wszystko da się odwrócić, pozostaje jedynie kwestia czasu, jaki potrzebny jest na pracę ze zwierzakiem. Im wcześniej poprosimy o fachową pomoc, tym szybciej problem zniknie.

Natomiast oddanie zwierzęcia to już nie błąd, tylko niepotrzebne cierpienie. – Taka decyzja zdemoluje rodzinę – mówi Aneta Awtoniuk – a jeśli są w niej dzieci, to mam taką refleksję: jaki przekaz dostają, skoro rodzic w chwili najprostszego problemu poddaje się i usuwa zwierzę z domu? Kiedyś rodzic sam będzie stary, chory, może zniedołężniały. Niech się wówczas nie dziwi, że jego dziecko będzie pamiętało taki właśnie wzór postępowania. Gwarantuję całą swoją wiedzą psiego behawiorysty i ludzkiego coacha: pamiętamy takie lekcje przez całe życie. I nie wiem, jaki musiałby być problem, żeby pomoc psu okazała się niemożliwa i trzeba by go uśpić. Chyba jakaś choroba mózgu, ale wówczas możemy poddać psa szczegółowej diagnostyce i stwierdzić, czy zrobiliśmy absolutnie wszystko, co można było, aby go uratować. Dopiero wtedy można podejmować ostateczne decyzje. Ale droga do tego daleka, na większość problemów naprawdę da się zaradzić terapią behawioralną. Taka terapia może trwać trzy miesiące albo trzy lata, ale zawsze poprawia jakość wspólnego życia.

Dzień dobry, kocham cię!

Psy doskonale wiedzą, że my się posługujemy własnym językiem, ale lubią, kiedy do nich mówimy. I ta rozmowa jest potrzebna również człowiekowi.

– Ja zawsze rano mówię „dzień dobry” swojemu psu, a wieczorem „dobranoc” – opowiada Aneta Awtoniuk. – Kiedy Frodo zorientuje się, że już się obudziłam, to też przychodzi powiedzieć „dzień dobry”: trąca mnie nosem, wkłada łeb pod kołdrę, wskakuje na łóżko i jeszcze się chwilę tarmosimy. To doskonale wpływa na samopoczucie, nawet gdy przed nami trudny dzień.

Kiedy powiemy z uśmiechem „dzień dobry” istocie, którą kochamy, z którą mieszkamy – to nasz umysł programuje się na dobry nastrój. Samo „kocham” nie robi psu wielkiej różnicy, bo on nie rozumie słów tylko tonację, ale nam to zrobi różnicę. W naszej głowie i nastawieniu do życia pojawia się przestrzeń na dobro.

Aneta od 10 lat pracuje w myśl zasady: „wychowuję, nie tresuję”. Była też współtwórczynią akcji społecznej pod tym samym tytułem. Idea zrodziła się już na początku pracy w szkole dla psów, kiedy zauważyła, że ludzie zbyt często chcą „urobić’ je według swojego pomysłu. – Uczymy psy komend po to, żeby było nam łatwiej zapanować nad ich siłą i instynktami – tłumaczy. – Ale jeśli bierzemy sobie psa, by mieć posłuszną maszynę, to się mija z celem. Z człowiekiem przecież też się nie wiążemy po to, żeby go ulepić na swoje podobieństwo lub na wzór, który mamy w głowie. Wiążemy się z kimś, bo ta osoba nas fascynuje, nawet w swojej inności. A pies to istota fantastyczna! I to nie jak baśniowe jednorożce, ale realna, tuż obok nas. Warto dostrzec obszary, w których pies jest od nas lepszy, na przykład w węszeniu czy w zakresie słuchu. Człowiek natomiast szuka tych punktów, w których pies jest od niego słabszy, na przykład w zapamiętywaniu słów. Kiedy uszanujemy jego odmienność, pozwolimy mu na to, by pozostał psem, nie maskotką czy ludzikiem w futrze i na czterech łapach – unikniemy nieporozumień i problemów.

Zasada „wychowuję, nie tresuję” dotyczy nie tylko szkoleń, ale codziennego kontaktu z psem. Jeśli zechcemy się od psa czegoś nauczyć i otworzymy się na jego świat, to będziemy mieć z nim fenomenalne życie i wyjątkową relację.

Dla mnie nie ma już poranków lepszych niż dwa psie łby przy policzku. Do tego szczekanie, merdanie i bezapelacyjna pobudka (wiedzą, o której godzinie już można bez narażenia życia). Jakbym słyszała: „wstawaj, koty w ogrodzie, siknąć trzeba, żyć trzeba, nowy dzień”.