fbpx

Norweska sztuka aktywnego leniuchowania

Norweska sztuka aktywnego leniuchowania
Norwegowie duże znaczenie przykładają do umiejętności czerpania z tego, co dzieje się tu i teraz. (Fot. iStock)

Zamiast „Mam za dużo spraw na głowie” – Norwegowie mówią: „Mam zbyt wiele piłeczek w powietrzu”. I na różne sposoby starają się swoich piłeczek pozbywać: cenią sobie niepopularną we współczesnym świecie wolną od pracy niedzielę, odpoczywają w ruchu, kochają przyrodę oraz szukają tego, co jest „kos”, czyli przytulne.

Niektórzy moi znajomi z Danii i Szwecji uważają to za strasznie staroświeckie, że większość sklepów w Norwegii jest zamknięta w niedzielę” – pisze Siw Aduvill, nauczycielka jogi i medytacji, w książce „Hvile. Jak norweska sztuka leniuchowania uratuje nam życie”. Norwegowie zdecydowanie bardziej niż centra handlowe wolą mieć tego dnia dostępne parki, lasy i rzeki, mimo że niektórzy politycy straszą, że takie rozwiązanie może na dłuższą metę mieć katastrofalny wpływ na gospodarkę.

W Norwegii niedziele tradycyjnie spędza się w gronie rodziny, na wycieczkach na łonie natury albo… udzielając się jako wolontariusz! Jak pisze Siw Aduvill, jednym z argumentów przemawiających za utrzymaniem niedziel wolnych od pracy jest zachowanie jednego dnia w tygodniu na podtrzymanie tradycji „dugnad”, czyli czynu społecznego. Tradycja wzajemnej pomocy jest w Norwegii wciąż żywa.

„Dugnad” to dobrowolna, nieodpłatna praca, którą wykonuje się wspólnie na rzecz innych. Coś w rodzaju czynu społecznego, ale bez politycznych podtekstów i agitacji. Może to być np. odbudowa spalonego garażu sąsiada, ale też budowa placu zabaw dla dzieci w miasteczku. Norwegowie są bardzo przywiązani do tej tradycji, co potwierdza fakt, że słowo „dugnad” wygrało w plebiscycie telewizyjnego programu „Typisk norsk” („Typowo norweskie”) na najbardziej norweskie słowo!

Norweski sen – jak przekonuje w jednym z wywiadów Nina Witoszek, pisarka, profesor historii kultury na uniwersytecie w Oslo – bazuje na altruizmie, współpracy, bez gwiazdorzenia i supermocy, nie opiera się na wierze, że da się ot, tak sobie, wygrać fortunę i wieczną młodość – fortunę może trafić szlag, a ludzie się starzeją i chorują. Kiedy wejdziesz na drogę społecznictwa, nie powinieneś nikogo krzywdzić. Oferujesz otaczającemu cię światu partnerstwo, a nie konkurowanie o zasoby – tłumaczy profesorka.

Norweska sztuka aktywnego leniuchowania
Fot. iStock

Świetni w chodzeniu

Odpoczywanie nam kojarzy się często z biernością. Ale nie Norwegom. Oni odpoczywają aktywnie, są bardzo usportowionym narodem. Popularne w Norwegii słowo „friluftsliv” oznacza aktywność fizyczną na łonie natury. I rzeczywiście zdecydowana większość społeczeństwa zażywa tej aktywności w różnych formach. Zimą to przeważnie narty, latem – żeglarstwo, pływanie, narty na kółkach, bieganie czy rower. Rzadko spotyka się tu otyłe osoby, nawet starsi ludzie uprawiają sport i są długo aktywni.

Popularne są nie tylko rodzinna wycieczka na nartach czy wyprawa na łódkę, ale też zorganizowane formy sportu. W Norwegii działa ponad 12,5 tysiąca lokalnych klubów sportowych, które mają blisko dwa miliony członków! Nikogo nie dziwi wizja codziennego spędzania czasu na siłowni ani też wyjazd do swojej chaty w górach w każdy weekend. Nie bez przyczyny narciarstwo biegowe, skoki narciarskie czy biathlon na sportowych zawodach międzynarodowych zawsze mają silną reprezentację Norwegów.

„Norwegowie są raczej dobrzy w chodzeniu, czy to z nartami przyczepionymi do nóg, czy też bez nich. Jedynym jasnym celem takiego wędrowania jest pokonanie paru kilometrów na świeżym powietrzu, zjedzenie w przerwie pomarańczy czy kawałka czekolady, a następnie pokonanie kolejnych kilku kilometrów w drodze powrotnej” – czytamy u Aduvill. „Zwyczajne” chodzenie to integralna część norweskiej kultury i jest wciąż podtrzymywane. W ostatnich latach pojawiło się w tym kraju mnóstwo książek poświęconych właśnie radości wędrowania, między innymi autorstwa słynnego podróżnika i wydawcy Erlinga Kagge, który napisał: „Chodzić, stawiać krok za krokiem, znaczy widzieć siebie, kochać świat i pozwolić swemu ciału wędrować w tym samym tempie, co dusza. Jeśli poruszasz się za szybko, nie dotrzymujesz kroku samemu sobie”.

Strefa komfortu

Gdyby zadać pytanie: czy lubisz przyrodę, pewnie większość z nas odpowie twierdząco. Dla Norwegów natura ma wartość szczególną. Zdają sobie sprawę, że przyroda ich kraju nie tylko przyciąga turystów, ale też że jest unikalna i bezcenna. Potrafią z niej czerpać – podziwiać ją, odpoczywać na jej łonie. Zwłaszcza że Norwegia to ogromne tereny w zasadzie nietknięte przez człowieka. Fiordy, wielkie partie niemal dziewiczych gór, lasy, w których niewiele jest ścieżek, do tego piękne jeziora. Budowa nawet najmniejszego tunelu, nowej drogi czy mostu jest szeroko omawiana przez polityków, a do dyskusji aktywnie włączają się okoliczni mieszkańcy. Sprawy nagłaśniane są dodatkowo przez regionalne media. Przebieg tych dyskusji bywa na tyle burzliwy, że nierzadko kończy się zablokowaniem planów naruszenia środowiska naturalnego. Norwegowie wiedzą, że przyroda to ich źródło odpoczynku, a co za tym idzie – siły.

„Głęboki sen nocny jest decydujący dla procesów życiowych człowieka. Ale również krótka popołudniowa drzemka, na którą pozwalamy sobie w ciągu dnia, nie jest pozbawiona wartości” – przekonuje autorka książki o norweskiej sztuce leniuchowania. Niektórzy nazywają to kimaniem, w języku norweskim funkcjonuje określenie „høneblund”. Jego drugi człon wywodzi się od staronordyckiego słowa „blundr”, które przypomina nieco angielskie „blunder”, oznaczające pomyłkę czy gafę, o którą nietrudno, kiedy człowiek jest niewyspany. Co robi zatem Norweg, by się nie pomylić? Pozwala sobie na drzemkę!

Dość rozbudowana strefa komfortu jest dla Norwegów ważnym elementem zachowania równowagi psychicznej. Zauważa się to zwłaszcza w komunikacji miejskiej. Gdy Norweg widzi podwójne miejsce w autobusie zajęte już przez jedną osobę, raczej się do niej nie przysiądzie. Połowa siedziska pozostanie pusta, a ludzie będą stać wokół. A jeśli już, na przykład z powodów zdrowotnych, zmuszony będzie, by usiąść obok kogoś, z pewnością postara się nie przeszkadzać współpasażerowi. Nie będzie go zagadywał, a nawet zrezygnuje ze spoglądania w okno, jeśli miałoby to oznaczać patrzenie w stronę obcej osoby. Norwegowie nie wchodzą sobie bowiem wzajemnie w osobistą przestrzeń, którą pojmują zupełnie inaczej niż nacje z południa Europy. Zbytnie zbliżanie się do kogoś czy przepychanie się odbierane jest jako duży nietakt. Norweg, gdy będzie musiał przepychać się, wcześniej postawą ciała da sygnały ostrzegawcze, aby uniknąć bezpośredniej interakcji. Nie jest to wyraz fobii społecznej, ale wrodzonej oszczędności i dystansu w kontaktach z innymi.

Pochwała przytulności

„Norwegom do pełni szczęścia niezbędny jest «kos»” − pisze Anna Kurek, blogerka i tłumaczka, związana z Katedrą Skandynawistyki UAM w Poznaniu, w książce „Szczęśliwy jak łosoś. O Norwegii i Norwegach”. Według autorki w języku polskim tylko słowo „przytulność” oddaje w pełni sens norweskiego „kos”. Po norwesku można również „a kose seg”, co Anna Kurek tłumaczy jako „upajać się chwilą”. Z kolei jakieś miejsce lub wydarzenie może być „koselig”, czyli „przytulne”. Jeśli ktoś informuje nas, że gdzieś wyjeżdża czy zaplanował coś na wieczór, wypada mu życzyć: „Kos deg masse!”, czyli „Upajania się chwilą”. Norwegowie duże znaczenie przykładają bowiem do umiejętności czerpania z tego, co dzieje się tu i teraz, szukają także na potęgę tego, co „koselig”, czyli „przytulne”. Wtedy najlepiej odpoczywają.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze